Inteligentne elity?

Obrazek użytkownika Firmus Piett
Kraj

W ciągu ostatnich kilku dni pojawiły się głosy, że państwo nie powinno odgrywać roli niańki lekkomyślnych obywateli, a pomoc powodzianom, którzy mimo ryzyka się nie ubezpieczyli, to zwyczajne marnowanie pieniędzy i uczenie ludzi bezradności. W normalnych warunkach należałoby tej tezie przyklasnąć. Wydaje się ona zupełnie oczywista. Nic tak bardzo nie szkodzi obywatelom, jak wzbudzanie w nich złudnego przekonania, że „władza pomoże w każdej sytuacji”. W podobnym tonie od kilku dni wypowiadają się wszelkiej maści eksperci, publicyści i analitycy. Często przywołuje się słynną wypowiedź premiera Cimoszewicza z 1997 roku, kiedy to powiedział on, „że ludzie powinni się ubezpieczać”, po latach przyznając mu rację. Tymczasem prawie żaden z niezwykle kompetentnych i przenikliwych obserwatorów ostatniej powodzi nie zauważył jednej, drobnej rzeczy. Po raz kolejny (już chyba trzeci albo czwarty) zalewane są te same miasta, wsie i okolice. Niektórzy, to zauważyli, ale według nich to właśnie powinien to być dodatkowy bodziec do ubezpieczania się. Tymczasem czy ktokolwiek zadał sobie pytanie ile kosztowałoby ubezpieczenie domu wartego powiedzmy 200 tysięcy złotych, stojącego na terenie gdzie coroczne wylewy rzek są niemal pewne? Jak sądzę ubezpieczyciele nie są idiotami, i podawana przez jednego z „ekspertów ubezpieczeniowych” stawka 300 złotych na rok w tym przypadku nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Piotr Najsztub mówi w radiu, że „to mit, że ludzie nie mają pieniędzy na ubezpieczenia”. Zastanawiam się czy nadal by to mówił gdyby ktoś jemu kazał płacić ubezpieczenie w wysokości powiedzmy 20-30% wartości nieruchomości rocznie?
Po co ja to wszystko piszę? Otóż po to, aby zwrócić uwagę na problem znacznie szerszy, który zauważam w polskich mediach i nie tylko już od wielu lat. Pośledni „sort” naszych samozwańczych salonów (czyli ludzi samych siebie sytuujących w roli „przewodników” i „wyjaśniaczy”) zatrważa. Widać w takich momentach z niezwykłą ostrością poziom intelektualny niektórych dziennikarzy czy nawet specjalistów. Dominują tam ludzie, którzy w 90% procentach przypadków nie są w stanie wykonać prostej logicznie analizy faktów. W tym całkowicie drugorzędnym przykładzie „kataklizmowym” idzie o najprostszą korelację – dużo powodzi na danym terenie równa się ekstremalnie drogie ubezpieczenie Czy naprawdę trzeba być filozofem, aby ten związek zauważyć? Podobnych przykładów można znaleźć wiele, choćby to, co robi obecny rząd w sferze deficytu budżetowego. Formalnie deficyt jest i będzie stosunkowo niski (co podoba się większości ekspertów ekonomicznych). Byłoby to logiczne, ale nie w obecnej sytuacji, kiedy to rząd każe „na boku” zadłużać się na warunkach komercyjnych np. ZUS-owi, czy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Każdy logicznie myślący człowiek musi dojść do oczywistego w tym przypadku wniosku, że komercyjny kredyt (w tym przypadku na w sumie 15 mld złotych) będzie znacznie droższy (różnica setek milionów, jeśli nie kilku miliardów złotych) w obsłudze niż emisja państwowych obligacji. Tymczasem żaden z prorządowych ekspertów nie widzi tu problemu. Podniecają się oni niskim deficytem, za nic mają fakt, iż w rzeczywistości zadłużenie Polski rośnie szybciej niż gdybyśmy o tę samą kwotę zwiększyli ów deficyt… Podobnych myślowych kuriozów można by wymieniać setki i w nieskończoność.
Co najbardziej charakterystyczne, takie postawy „bezrefleksyjne” najczęściej przejawiają zwolennicy obecnej władzy, a także szeroko rozumianego salonu. W niektórych środowiskach zadawanie bardziej wnikliwych pytań jest wręcz podejrzane. Pozbawia to ludzi umiejętności krytycznej analizy faktów. Proszę zwrócić uwagę na przykład na sposób podawania informacji przez Gazetę Wyborczą. Choćby w z pozoru mało znaczącej rubryce kulturalnej. Najpierw autor recenzji podaje, kto jest autorem sztuki, instalacji, filmu itp., a dopiero potem w zależności od tego czy jest to ktoś „swój” czy „obcy” jest dokonywana „analiza”. Swoi – a bycie „swoim” możemy rozpatrywać na różnych płaszczyznach, są oceniani zawsze dobrze, bez względu na to, jaki gniot wyprodukują, do obcych zaś podchodzi się bądź krytycznie, bądź to ogromną rezerwą (chyba, że np. w swoich dziełach opluwają Kościół lub „ciemnotę”, wtedy zaraz stają się „swoimi”). Podobnie są konstruowane inne działy i artykuły. Czytelnik ma od razu wiedzieć, jeszcze przed przeczytaniem tekstu, kto ma w danej sprawie rację i po czyjej stronie należy stać. To bez wątpienia oducza samodzielnego myślenia, gdyż w takim świecie nie ma absolutnie miejsca na samodzielną, krytyczną, niezależną a czasem obrazoburczą analizę. Zwolennicy salonu nie mają podejmować decyzji – oni powinni a priori przyjmować wyroki swoich mentorów. W takim oto świcie, za autorytet ekonomiczny, „mocny w finansach” - jak to się wyraził jeden z tutejszych forumowiczów, może uchodzić np. Zbigniew Chlebowski, człowiek, który będąc burmistrzem zrujnował ekonomicznie własną gminę, a partnerką do dyskusji o służbie zdrowia dla Zbigniewa Religi, mogła być Ewa Kopacz, była dyrektorka małej przychodni gdzieś na Lubelszczyźnie. Tylko dlatego że oboje mają poglądy „słuszne”, a reszta to warchoły, mohery, „tłuści działacze związkowi” i ciemnogród. Jeśli tak dalej pójdzie, to na użytek władz będzie można z dowolnych faktów zmontować każdą, nawet najbardziej absurdalną tezę, a oczywiste niegdyś związki przyczynowo skutkowe zanikną. Nienajlepsza to perspektywa…

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

to nawet mi do głowy nie przyszło samemu. Faktycznie: jaka ubezpieczalnia będzie wypłacała odszkodowania w takiej sytuacji, za stawki normalne???

Poza tym: nie ruszono inwestyci przeciwpowodziowych, a burmistrzowie i wójtowie wolą postawić nowe supermarkety, a rząd "Orliki".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24416

Masz całkowitą rację. Ubezpieczenie w takich przypadkach kosztowałoby rocznie w granicach 3 do 4 tysięcy tylko dlatego, że domy owe leżą na terenach narażonych na zalanie. Stawka skoczyłaby dramatycznie w górę po pierwszym czy drugim zalaniu. A po trzecim już nikt nie chciałby ubezpieczyć delikwenta.

Czyli co robi delikwent? Oszczędza pieniądze, bo po co ma płacić skoro prędzej czy później i tak mu je zabiorą lub nie będzie mógł się ubezpieczyć.

I znowu okazuje się, że ętelegencja jelitowa nie sięga przeciętnemu Kowalskiemu nawet do jajec.

 

"Strzeżcie się Wilki, strzeżcie się przynęty..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#24467

Inwestycje przeciwpowodziowe nie ruszone, ale ktoś wybiera tych burmistrzów i wójtów na następne kadencje? Ktoś chyba buduje nowe domy na terenach zalewowych? Gdzie rzeka wylewa co roku!! W mojej gminie w planie zagospodarowania przestrzennego ustalono kilkuset metrowy pas zalewowy. Wiecie jakie było oburzenie mieszkańców dlaczego tam nie można się budować? Na terenie zalewowym! No dlaczego?! Wie ktoś? Czy musi cymbałowi zmyć dom, żeby się przekonał?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24469

oszołom z Ciemnogrodu
Ewa Kopacz kierowała ZOZ-em w Szydłowcu - to nie Lubelszczyzna tylko Kieleccczyzna. Doprowadziła tenże ZOZ do zadłuzenia a jeszcze przy okazji zatrudniła w nim męża, który wyleciał z prokuratury.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#24486

historycznie rzecz ujmując to kielecczyzna!
Co nie zmienia podanego przez Ciebie faktu totalnego zadłużenia malutkiego zoz,u którym kierowała oraz nepotyzmu!
A taki Chlebowski, co to zadłużył jako sołtys /czy wójt?/ gminę bezsensownymi inwestycjami!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#24555

Wymagasz logiko od pismaków i przeróżnych głupoli wynajętych na gadające głowy!
A co wyrabia premier i min. finansów!
Nie potrafią zrobić w sumie prostej układanki-budżet=!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#24554