Precyzyjniej o resortowych dzieciach

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

Niektorzy krytycy "Resortowych dzieci" zarzucają autorom zbyt szeroki zakres uwzględnianych przypadków, nie
uzasadnionych tytułem. Niestety sami tutaj popełnają błąd, zapominając, że każdy czlowiek jest jednocześnie
jednostką i cząstką społeczeństwa. Dziedziczy więc podwójniee - biolgicznie, kulturowo i społecznie po rodzicach, ale też dziedziczy po społeczeństwie, w którym żyje.

Dziedziczą więc jednostki, co jest oczywiste, ale dziedziczą też, co się przegapia, instytucje, a one też
dziedziczą i to podwójnie, bo i instytucjonalnie, systemowo, jak też poprzez ludzi w nich zatrudnionych. Zatem
Jacek Żakowski, zatrudniony w takiej instytucji prasowej, jak "Polityka", mającej swoją historię i zatrudniającej
ludzi o określonym profilu ideowym, jest jak najbardziej dzieckiem resortowym w sensie dziadzictwa
instytucjonalnego. A przecież każda instytucja ma jakiś związek z narodowym kodem kulturowym i nie da się ukryć, że "Polityka" ma do tego kodu stosunek specyficzny.

Ale trzeba też pamiętać, że są formalne resortowe dzieci, ktore braki w dziedzictwie i w kodzie kulturowym
potrafiły przezwyciężyć.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ciekawa recenzja Resortowych dzieci autorstwa Cenckiewicza jest w Do Rzeczy Historia.
Cenckiewicz pisze, że książka mimo swoich minusów ma wiele zalet. Zestawia ją z naukowymi pozycjami IPN o dziennikarzach, które zostały napisane na klęczkach z dużą dozą poprawności politycznej. Porównanie to wypada korzystnie dla Resortowych dzieci.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#401289