Zbliża się katastrofa polskich finansów – wiedzą to wiewiórki oraz przyjaciele Jennifer Lopez

Obrazek użytkownika 2-AM
Gospodarka

Wygląda na to że tempo zbliżania się polskiej gospodarki

a raczej polskiego systemu zarządzania finansami do bezdennej przepaści gwałtownie przyspieszyło. Chyba mają tego świadomość nasi finansowi czarodzieje że by tylko wymienić tu takich „guru” ekonomi socjalistycznej jak prawie najlepszy minister gospodarki roku 2010 w krajach UE tj. Jan Vincent (pseudo. „Jacek”) no-pesel Rostowski, oddany przyjaciel Jennifer Lopezowej oraz twórca podatku od zysków kapitałowych nazwanego tak na jego cześć (chodzi o ten sam podatek co to 4 lata temu budujący nam drugą Irlandię socjaliści z PO – przez pomyłkę chyba nadal zwani liberałami - obiecywali że go zniosą jak tylko dojdą do władzy) a zajmujący chwilowo stanowisko prezesa NBP Marek Belka czy geniusz polskich przemian i transformacji ustrojowych, twórca nowatorskiego podatku od ponad normatywnych wynagrodzeń zwanego „popiwkiem” oraz autor instalacji w samym centrum stolicy „licznika długu publicznego” (cyfry na nim przeskakują już tak szybko, że nikt nie zwraca uwagi że jeszcze kilka miesięcy temu dług przyrastał w tempie 3 tyś/sek a dziś to chyba ponad 5 tyś/sek.) prof. Leszek Balcerowicz. Oni wiedzą że coś jest na rzeczy a i my powinniśmy poskładać strzępy informacji jakie do nas docierają, posortować je we właściwej kolejności i wtedy również zrozumiemy że sytuacja jest poważna i nie długo nastąpi wyczekiwany przez co niektórych krok do przodu – prosto w czyhającą u naszych stóp przepaść. Oto sygnały ostrzegawcze:

1. Przyspieszona wyprzedaż „rodowych sreber” czyli pozostałego a cennego majątku narodowego.

Postępuje coraz szybciej wyprzedaż majątku narodowego w ramach zintensyfikowanych procesów prywatyzacji. Odpowiedzialni za zarządzanie państwowym majątkiem urzędnicy wyprzedają go na wyścigi byle tylko nastarczyć Vincentowi nieco kasy na bieżące wydatki. Geodeta Aleksander Grad udający specjalistę od zarządzania resortem skarbu dwoi się i troi by w iście ekspresowym tempie pozbyć się majątku którym za bardzo nie potrafi zarządzać (żadnym majątkiem nie potrafi ale to drobny i nie istotny szczegół). Do pomocy wziął sobie nawet sieroty, które utraciły robotę po tym jak partycypowały w największej plajcie bankowej świata (upadek Lehman Brother) - proszę poszukać nieco informacji o panu Walenczaku Krzysztofie. Może to wynik napływu tego rodzaju „fachowców” skutkował mitycznymi „inwestorami z Katatu” i bankructwem polskich stoczni? Wszystkie środki pozyskiwane z prywatyzacji idą na łatanie coraz to nowych dziur w budżecie, na których pokrycie brakuje pieniędzy pochodzących czy to z podatków czy ze sprzedaży międzynarodowym spekulantom polskich obligacji na coraz wyższy procent (roczna obsługa odsetek od aktualnego długu przekracza roczne wpływy do państwowej kasy z tytułu podatku dochodowego PIT jaki płacą zwykli obywatele). Dochodzi do sytuacji gdy w pogoni za majątkiem do sprzedania gwałcone są wcześniej przyjęte i obowiązujące zasady co do zachowania przez państwo pakietu kontrolnego w najważniejszych branżach i firmach istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i jego dalszej nie zależności. Przykładem może być decyzja o „opchnięciu” LOTOS’u i to nawet „ruskim szachistom” z pominięciem jakichkolwiek zastrzeżeń. To samo dotyczy wyprzedaży udziałów państwa w ostatnim dużym (poza BOŚ i BGK) polskim państwowym banku tj. PKO BP. Przyjmijmy przez chwile czysto teoretyczne założenie że ten przyspieszony proces wyprzedaży cennego państwowego majątku (tzw. „rodowe srebra”) nie jest spowodowany głupotą czy nieudolnością nie pozwalającą zarządzać państwowym majątkiem lub wręcz chęcią „zrobienia dobrze” nabywcom sprzedawanego majątku kosztem państwa polskiego. Przyjmijmy że jest to skutek rozpaczliwych wezwań jakie do resortu skarbu śle czarodziej finansów Jan Vincent no-pesel Rostowski, któremu zaczyna brakować co rusz na wypłaty dla emerytów czy urzędników o konieczności regulowania długów zewn. nawet nie wspominając.

2. Nacjonalizacja OFE – nie wypłacalność ZUS czyli faktyczna likwidacja systemu OFE.

Po przegłosowanym przez sejm projekcie i po podpisaniu go przez prezydenta już od maja 2011 do OFE będzie kierowane ledwie 30% z pierwotnej składki wynoszącej 7,3% brutto pensji każdego z 14 milionów pracowników zmuszonych do oszczędzania w zreformowanym systemie emerytalnym autorstwa AWS (1999). Oficjalnym motorem do wymuszenia zmian w zakresie dystrybucji składki OFE były pełne fałszu tezy że OFE źle zarządzają pieniędzmi (ale mimo to lepiej niż państwowy ZUS) biorąc za wysokie prowizje (a kto im na to zezwolił?) i na dodatek powodują wzrost zadłużenia finansów publicznych bo za 60% aktywów wpłacanych przez swoich członków-niewolników kupują obligacje skarbu państwa, które trzeba od nich potem wykupić płacąc kapitał + odsetki. Jest to wyjątkowy poziom hipokryzji bo to nie kto inny ale właśnie rząd zmusił OFE do takiego inwestowania składek przyszłych emerytów. W rzeczywistości chodziło o to by 2/3 strumienia kasy, który trafiał do OFE trafiał teraz do ZUS dzięki czemu na jakiś czas (liczony raczej w miesiącach niż latach) uda się odroczyć bankructwo systemu i wstrzymanie wypłat emerytur w starym systemie. Od początku roku było kilka sygnałów które wskazywały raczej jednoznacznie że ZUS stoi na skraju bankructwa i balansuje na bardzo cienkiej linie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy były co najmniej raz jeśli nie dwa komunikaty o tym że ZUS pożycza miliardy złotych w komercyjnych bankach. Ponieważ taki kredyt był droższy niż kredyt jaki ZUS mógł zaciągnąć w państwowej kasie świadczyło to o tym że to źródło finansowania deficytu wyschło. Za każdym razem miały miejsce gwałtowne dementi ze strony wspomnianej instytucji że w żadnym wypadku nie są zagrożone bieżące wypłaty emerytur. Faktycznie do wstrzymania wypłat nie doszło – cud ! Dodatkowo co najmniej raz miała miejsce sytuacja gdy ZUS oficjalnie ogłosił że nie będzie na bieżąco przekazywał składek do OFE. Tłumaczono to przebudową systemów komputerowych ale najpewniej chodziło o stworzenie wiarygodnej wymówki by doczołgać się do maja 2011 gdy ZUS zostanie zasilony 70% składek, które wcześniej trafiały do OFE. Więcej o ostatnich decyzjach odnośnie uśmiercania po 11 latach reformy emerytalnej OFE w poniższym wpisie: „Bronek” znacjonalizował nasze emerytury - śmierć OFE!

3. Wzrost inflacji i podwyżki stóp procentowych

Mimo wyrzucenia na wiosnę z pracy prezesa GUS dane makro ekonomiczne nie napawają optymizmem. W Marcu inflacja wyniosła 4,3% co biorąc poprawkę na to że do tak liczonej inflacji nie wlicza się cen nośników energii i żywności jest osiągnięciem godnym odnotowania. Najpewniej gdyby inflacje liczyć „po bożemu” czyli uwzględnić w niej ceny żywności i nośników energii to jej poziom był by 2 cyfrowy i oscylował najpewniej w okolicy 20%. Każdy kto prowadzi normalne gospodarstwo domowe i chodzi do sklepów robić zakupy ma jasną skalę podwyżek oraz tego ile pieniędzy zostaje mu w portfelu po przymusowych zakupach. By zdusić inflacje NBP rozpoczął spóźniony cykl podwyżek stóp procentowych. W mniemaniu NBP i RPP to jedyne i najprostsze narzędzie do ograniczenia poziomu inflacji czyli podwyższenie kosztu pieniądza (ograniczenie dostępności kredytów) i ściągnięcie jego nadmiaru z rynku (podwyżka oprocentowania depozytów). Jednak taki sposób walki z inflacją jest dość niebezpieczny gdyż skutkuje kilkoma czynnikami:

- spekulacją na złotówce (głównie przez międzynarodowych spekulantów), która zmierza do umocnienia waluty względem walut zagranicznych. Międzynarodowa „spekuła” pożycza np. franka szwajcarskiego (roczne oprocentowanie w ok. 0.6% po czym zamienia go na złotówki, które lokuje w polskim banku np. na 5-6% w którym podniesiono stopy procentowe zgodnie z decyzją RPP i NBP). Po wpłaceniu na lokatę złotówek rozpoczyna się gra na umocnienie złotówki dzięki czemu przy wypłacie można zarobić jeszcze dodatkowo na różnicy kursowej przy zakładaniu depozytu i jego likwidacji.

- osłabieniem eksporterów a w konsekwencji pogorszeniem bilansu handlowego (zyskuje import nad eksportem). Umocnienie złotówki jest korzystne dla importerów, którzy zaczynają sprowadzać produkty z zagranicy. Zdecydowanie gorzej wygląda sytuacja eksporterów, którzy w wyniku umocnienia złotówki mają coraz większy problem ze sprzedażą swoich wyrobów zagranicą i zyskiem z tej operacji (pojawia się ponownie pokusa by korzystać z osławionych opcji walutowych zabezpieczających eksportera przed nadmiernym umocnieniem się złotówki i związanymi z tym stratami ryzyka kursowego).

- wyhamowanie wątłego wzrostu gospodarczego (wzrost ceny pieniądza oraz inflacja sprawia że gospodarka zaczyna się zwijać starając się przeczekać trudny okres. W konsekwencji ograniczania mocy produkcyjnych i zbytu spadają przychody co skutkuje spadkiem podatków płaconych do państwowej kasy. Kilka słów na temat inflacji we wpisie p.t. Są kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka" – czyli rzecz o inflacji.

4. Budowa narzędzi ukrycia rosnącego długu - kreatywna księgowość ver. 1

Nasi decydenci mają nieco spętane ręce. Ograniczeniem jest bowiem dług publiczny i jego próg na poziomie 55% PKB. Jednak jak pokazują działania Grecji są narzędzia, które pozwalają oszukać (przy najmniej na jakiś czas) w oficjalnych statystykach faktyczny stan zadłużenia państwa. U nas takim mechanizmem jest gra z BGK i NBP. Sztuczka polega na tym żeby doprowadzić do sytuacji gdy Bank Gospodarstwa Krajowego BGK zacznie emitować własne obligacje (listy zastawne) czyli robić to samo co robi państwo polskie. BGK jest bankiem w całości podległym państwu ale długi które zaciąga nie są wliczane do ogólnego zadłużenia państwa. Niedawna nowelizacja ustawy o BGK oraz wymiana prezesa ma zapewnić najpewniej aktywacje tego mechanizmu. Czyli BGK na zlecenie z ministerstwa finansów wygeneruje listy zastawne na X miliardów złotych. Problem w tym że trzeba jeszcze znaleźć frajera który je nabędzie. Tym frajerem ma być NBP. NBP mogło do tej pory kupować takie kwity ale tylko na rynku wtórnym a nie na pierwotnym czyli nie od skarbu państwa. Po przepuszczeniu tych papierów przez pralnie w BGK zakup przez NBP odbędzie się na rynku wtórnym czyli z godnie z ustawą i taki zakup nie spowoduje oficjalnego wzrostu zadłużenia państwa w oficjalnych statystykach. Bardziej szczegółowo opisano ten mechanizm wraz z wypowiedziami ludzi, który ten scheiss nam szykują na blogu STOJEIPATRZE.BLOGSPOT.PL

5. Spekulacje walutowe - kreatywna księgowość ver. 2

Z informacji jakie płyną w Ministerstwa Finansów wynika że Jan Vincent no-pesel Rostowski zamierza zabawić się w klasycznego „cinkciarza”. Chodzi o wymianę skromnej puli ok. 14 miliardów euro co to niby dostaliśmy je z Brukseli (cholera wie na co je dostaliśmy i na co pójdą ?). Fakt faktem że dostaliśmy te euro i czas zacząć wymieniać je na złote. Dotychczas robiono to w sposób klasyczny czyli Ministerstwo Finansów sprzedawało te euro poprzez NBP. Teraz wygląda na to że operacje tą na rynku walutowym będzie prowadziło samo ministerstwo zamiast NBP czyli chłopcy otwierają kantor wymiany walut. Spowoduje to najpewniej chwilowe i skokowe zwyżki wartości złotówki. Osoby wiedzące kiedy mają być rzucane transze na rynek mają szansę zarobić całkiem spore pieniądze i to bez wielkiego ryzyka. Do poczytania więcej we wpisie pana Zbigniewa Kużmiuka na NE. Rostowski chce się teraz zając spekulacją walutową Te kilka sygnałów wymienionych powyżej układają się w dość logiczna układankę. Problem polega tylko na tym kiedy szulerzy grający przy zielonym stoliku ze „specami” od finansów państwa polskiego powiedzą „sprawdzam!”. Czy dociągniemy do jesiennych wyborów udając przysłowiowego Greka czy „cuda” zaczną dziać się znacznie wcześniej ? Przypomnijmy że w końcu stycznia duzi między narodowi spekulanci zachęcali do kupowania CDS’ów na Polskę co oznaczało że oceniają realne szanse bankructwa naszego kraju. Posiadanie CDS’ów pozwalało niejako ubezpieczyć się na okoliczność bankructwa Polski (jeśli pożyczyło się pieniądze pod zastaw polskich obligacji skarbowych) lub zarobić na tym wydarzeniu. Więcej o tej sytuacji we wpisie "Międzynarodowa „spekuła” przyjmuje zakłady-Polska idzie na dno !"

P.S

Aktualnie trwa sejmowy spektakl pod tytułem „wotum nieufności dla ministrów ..” zmierzający do odwołania „czarodziejów gospodarki„ tj. ministra finansów i skarbu. Oczywiście nic to nie pomoże poza chwilowym ulżeniem sobie paru posłom z mównicy (zbliża się kampania wyborcza więc warto błysnąć erudycją z trybuny). Sejmowa większość PO+PSL przegłosuje absolutnie wszystko broniąc swoich najlepszych synów. Jeśli któregoś dnia posłowie koalicyjni uprą się 2+2= 5 to tak będzie bo arytmetyka sejmowa jest bezlitosna.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Interesuje mnie co wobec takiej prognozy powinien zrobić zwykły szarak.
Oszczędzać na czarną godzinę, czy nie
Wydać oszczędności na byle co np. luksusy,samochody
Kupować ziemię
Zamienić czy pozostać przy zł, na euro,dolar czy frank

Jakoś nie widzę wpływu makroekonomi na swoje finanse

Jak oni mnie okradną, i czy mam jakąś możliwość zmniejszyć straty .

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#155147

mąki albo cukru (jeśli go stać na taki zakup i ma miejsce by przechować zakupiony towar).
Mawiają że w takiej sytuacji pesymiści kupują mąkę a optymiści karabiny szturmowe AK-47 i zapas amunicji ;-)
Ci którzy mają jakieś większe pieniądze powinni kupować dobra trwałe - głównie nieruchomości (obstawiam ziemię orną bo ona da zawsze pożytek).
Trzymanie pieniędzy w papierowym pieniądzu jest mocno ryzykowne (nawet we franku szwajcarskim) bo może okazać się ich wartość będzie porównywalna z wartością papieru toaletowego. Warto nadwyżki lokować w złocie choć cena kruszcu jest obecnie bardzo wyśrubowana a jeszcze lepiej inwestować w srebro bo w nim jest potencjał i nie tak łatwo nim sterować jak złotem.

oszczędzanie w gotówce - zwłaszcza w PLN jest dużym błędem gdyż z reguły oszczędności zjada nam szalejąca za sprawą rządu inflacja

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#155205