Wiwat PZPR

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

 

- oczywiście, nie stary PZPR, tylko ten młody. Zgodnie z hasłem "dajcie szansę młodym", głoszonym przez starych komunistów, R. Krasowski z "Dziennika" popiera najmłodsze pokolenie.

I to mi się podoba, zwł. że Krasowski twierdzi wprost, że to właśnie czerwoni dokonali w Polsce transformacji:

"przez dekadę władzę sprawowali postkomuniści i to oni przeprowadzili transformację. O wolną Polskę walczyła opozycja, ale zbudowało ją ostatnie pokolenie PZPR."

Można rzec, iż znakomicie tego typu teza koresponduje z najnowszą wersją historii proponowaną nam przez W. Jaruzelskiego w jego ostatnich przemówieniach, nad którymi z czułością pochyla się i "Trybuna", i "GW". Tylko, że Krasowski pretenduje do generalnego podsumowania zbliżającego się 20-lecia III RP, a w związku z tym, wystawia oceny także innym ugrupowaniom politycznym.

Skoro jednak wiemy już, że najbardziej do obecnego kształtu Polski przyczynili się młodzi PZPR-owcy ("to idzie młodość"), to nietrudno się domyślić, jak może wypaść diagnoza dla pozostałych politycznych graczy. Krasowski twierdzi, że ci nie przejęli władzy, tylko włączyli się do polityki w celu prowadzenia "wewnątrzsolidarnościowej wojny domowej".

Mam jednak wrażenie, że Krasowski opowiada współczesną historię naszego kraju nie tylko na skróty, ale i z pewnymi nieścisłościami. Pisze bowiem, całkiem zasadnie, że środowisko lewicy solidarnościowej (Geremek etc.) przystąpiło od razu do walki z ciemnogrodem, Kościołem, państwem wyznaniowym i innymi zagrożeniami. Nie wspomina jednak o tym, że w tej walce wielkim sprzymierzeńcem byli dzielni młodzi PZPR-owcy, którzy potem, jak wiemy, przeprowadzili transformację. To przecież był jeden z dogmatów III RP, że największym niebezpieczeństwem jest urządzenie państwa na sposób "radykalnej antykomunistycznej prawicy", nie zaś dalsze pozostawanie u władzy i w gospodarce tudzież finansach - czerwonych. No ale dobra, jedźmy dalej, bo szkoda czasu.

Krasowski twierdzi, że z kolei "ideologiczny kontrprojekt" J. Kaczyńskiego koncentrował się wyłącznie na dekomunizacji i lustracji, nie zaś na "rynku, ustroju, modelu rozwoju społecznego". I słusznie, bo przecież to, że transformacja zaczęła się już za czasów M. F. Rakowskiego, a następnie kontynuowana była po "obaleniu komunizmu" za pomocą procedur uwłaszczania (przy świadomym przyzwoleniu "pierwszego niekomunistycznego rządu" i jego środowiska) czerwonej nomenklatury - nie miało nic wspólnego z dekomunizacją czy lustracją, prawda? To, że pieniędzmi PZPR-u nikt się tak bardzo nie interesował, zaś newralgiczne gałęzie gospodarki, a nawet media zaczęły przejmować komunistyczne sitwy, to były naturalne procesy powstawania klasy średniej. Wolny rynek, jak najbardziej, choć w takim bananowym stylu, zapomina dodać Krasowski. Zresztą pisze on dalej zupełnie na poważnie o lustracji:

"Kaczyński widział w niej lek na całe zło. Moralną rewolucję potrzebną po okresie peerelowskiego cynizmu, narodowy akt wiary w różnicę między dobrem i złem. Dziś wiemy, że mylił się całkowicie. Ujawnianie na raty agentów, do czego w końcu doszło, nie ułożyło się w serię moralnych wstrząsów, a jedynie środowiskowych skandali. Kto dziś zechce bronić tezy, że gdyby wszystkich Maleszków, Czajkowskich i Hejmów ujawniono jednego dnia, charakter polskiej polityki byłby inny?"      

No, ja np. myślę, że gdyby tak ich ujawniono w czerwcu 1989 r. to wiele by się w Polsce zmieniło i to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chyba też z tego powodu próby takiego ujawnienia zostały błyskawicznie zablokowane, a i dziś słychać głosy, by zabetonować esbeckie teczki. Też mądrze. Nie ma co się oglądać wstecz, gdy trza cegły na budowę nowego państwa w biegu taczkami wozić. Jakoś tak wczytując się w mądrości Krasowskiego, można się jedynie dziwić, że nie potrafi on powiązać przyczyn ze skutkami, a nawet w ogóle znaleźć pewnych przyczyn. Do takiej konstatacji skłania też poniższy passus:

"Im dalej było od 1989 roku, im bardziej Polska się rozwijała, tym bardziej - w opisie Kaczyńskiego - tak naprawdę się staczała. W drugiej połowie lat 90. Kaczyński wszędzie już widział układ, każdą decyzję demaskował jako działalność agentury."

Pomijając naturalną dla publicystów "Dziennika" dozę przesady w opisach demonicznego Kaczyńskiego, to chyba to, że rozwój Polski stanowił tak naprawdę utrwalanie się republiki bananowej, wydawało mi się dość oczywistą prawdą nie tylko dla przeciętnego obywatela, ale i "dalekowzrocznych komentatorów". I chyba czasy Cimoszewicza, Millera, taśmy Oleksego i Gudzowatego doskonale to udowodniły. Tymczasdem wydaje się, że nie. Krasowski wszak opisuje Polskę, jakby się rozwijała dosłownie jak normalne, zachodnie państwo. A to feler, westchnął seler. Niedawno dzwonił do mnie przyjaciel i mówi tak: mamy z żoną po 40 lat, oboje wyższe wykształcenie, oboje od lat pracujemy w swoich zawodach i trzeba wciąż i wciąż się zapożyczać, żeby móc sobie pozwolić na zwyczajne życie.

Takich osób znam więcej, w starszym i młodszym wieku i tak sobie myślę, że to nie jest kryterium normalności a la zachodnie państwo, w którym płace ludzi z wyższym wykształceniem - bez względu na to, czy pracują jako nauczyciele, czy jako lekarze, czy jako akademicy są parokrotnie wyższe niż w Polsce. A to zaledwie jeden z wyznaczników normalności. Może Krasowski inaczej to widzi z redakcyjnej perspektywy, ale w takim razie powinien sobie wywiad środowiskowy zrobić. Gorzej by było, gdyby po takim wywiadzie dowiedział się, że ci, którym znakomicie się wiedzie w rozmaitych zawodach niskoopłacanych w Polsce, to zwykle osoby z tzw. dojściami lub związane z lokalnymi sitwami. Chyba że uznamy tego rodzaju powiązania za wolny rynek właśnie.

Nie zostawia zatem Krasowski suchej nitki na tym, co zrobił (czy usiłował robić, gdyż szatanów wielu mu przeszkadzało, czego też nie uwzględnia autor artykułu) PiS, ale też i na tym, co dziś wyrabia PO. Jaki stąd wniosek?

Krasowski nie formułuje go wprost, ale możemy mu podpowiedzieć. Niech wrócą młodzi zdolni z PZPR. Cholera, czy to nie proste i piękne rozwiązanie? W wyborach do "sejmu" w 1989 r. komuniści mieli na plakatach m.in. hasło "Nasze błędy już znacie". Teraz mogliby wrócić z nim ponownie. Kogoż tak nie znamy, jak tych cholernych komunistów.

http://www.dziennik.pl/opinie/article250003/Dorobek_polityczny_III_RP_rozczarowuje.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Prędzej takich tekstów spodziewałbym się w "Trybunie" lub "Przeglądzie".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6186