Zabawy z VATem

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

- Ja wiem, że zaraz zaczynają się ferie - powiedział poirytowany pan od matematyki. - Ale, do cholery, próbuję wam przekazać coś ważnego!
- Ja cały czas notuję - oznajmiła dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza.
- I po co? - spytał retorycznie Łukaszek. - Co nam to da?
- Każde działanie matematyczne ma kolosalne zastosowanie w społeczeństwie - upierał się pan od matematyki. - Zaraz wam pokażę jak to wygląda w praktyce. Wiecie jak się zarabia na vacie?
- Kupuje watę za tysiąc i sprzedaje za dwa - odparł leniwie Łukaszek.
- Hiobowski! Do tablicy! Ja ci pokażę zaraz vat w praktyce!
- I co ja z tego będę miał?! - sarkał Łukaszek posłusznie wychodząc z ławki. - Po co mi to?
- Przypomnę ci za dwadzieścia lat! Codziennie spotykam byłych uczniów, którzy są mi wdzięczni, że czegoś ich nauczyłem! Gdyby nie opanowali podstaw w szkole, musieliby płacić grube pieniądze na dokształcanie się, że nie wspomnę o tym, że ktoś mógłby ich oszukać! A zatem dziś przeliczanie procentów!
Po lekcjach większość uczniów rozproszonymi grupkami udała się do domów. Część jednak zajrzała do pobliskiego sklepiku.
- Dzień dobry - powiedział uprzejmie Łukaszek. Za nim wszedł okularnik z trzeciej ławki, a na końcu Gruby Maciek, który zamknął drzwi. Pan sprzedawca ledwo ich zauważył.
- Nie teraz, chłopcy - powiedział nie podnosząc głowy znad zeszytu, w którym coś gryzmolił. Obok leżał kalkulator. - Od pierwszego lutego zmienia się vat i muszę wszystko sobie obliczyć.
- Przecież vat zmienia się co roku i zawsze to było pierwszego stycznia - przypomniał sobie Łukaszek.
- Tak, ale po protestach... Słusznych zresztą, że to powoduje zamieszanie w okresie, kiedy jest największy handel, od tego roku przeniesiono to na początek lutego. Naprawdę, nie moglibyście przyjść kiedy indziej? Muszę obliczyć o ile podnieść ceny towarów z dwudziestu siedmiu procent vat na dwadzieścia osiem.
- Przecież to proste - rzekł Łukaszek wywołując szok u swoich kolegów. - Pokażę panu jak to zrobić jak mi pan da dychę.
- A muszę?
- Musi pan, bo pan od matematyki powiedział, że to jest praktyczne i ci co nie umią muszą żałować.
Pan sprzedawca był tak skołowany od zmagań z ołówkiem i kalkulatorem, że się zgodził.
- Bierze pan aktualną cenę brutto... Na przykład sto euro. Brutto. Ile jest vatu? Dwadzieścia siedem procent? To ile jest w nim ceny netto? Ile może być maksymalnie procent czegoś?
- Sto - odparł zdumiony pan sprzedawca.
- No i widzi pan - Łukaszek dusił przyciski na kalkulatorze. - Jeżeli dwadzieścia siedem procent to vat, to pozostaje nam siedemdziesiąt siedem procent, czyli siedemdziesiąt siedem euro. Netto. I teraz jak pomnożymy to przez dwadzieścia osiem procent i dodamy do tych siedemdziesięciu siedmiu, to mamy...
- Dziewięćdziesiąt osiem euro i pięćdziesiąt sześć centów - oznajmił okularnik, który przejął kalkulator.
- Jak to? Vat idzie w górę, a ceny tanieją? Dobrze policzyłeś? - upewniał się rozradowany pan sprzedawca. - To ja cenę zostawię starą, a marżę będę miał większą! Masz tu swoją dychę!
Kiedy chłopcy wychodzili w drzwiach minęli się z dziewczynką z ich klasy, która zawsze odzywała się jako pierwsza.
- Czy pan sprzedaje według starego czy według nowego vatu? - zapytała pana sprzedawcę.
- Według starego, ale już wiem jak obliczać nowy - cieszył się pan sprzedawca. - Te chłopaki, co były przed chwilą, pokazali mi jak!
- Oni??? - zdumienie dziewczynki nie miało granic. - Ja chodzę z nimi do klasy. Przecież to idioci!!!
- Jak to?! - wystraszył się pan sprzedawca. - Jeden mówił, że nawet dziś odpowiadał przy tablicy...
- Tak, i niczego nie umiał!
- To oni mi źle wszystko powiedzieli?!
- Nie wiem co panu mówili, ale na pewno źle! Co z pana za sprzedawca, że pan tak na słowo uwierzył tym głupkom! Przecież to wystarczy spojrzeć! Same głupki!
- Matko Boska, dziewczynko, ratuj! Dam ci dychę! Co ja mówię, dwie dychy!!
- Nno dobrze... - dziewczynka wzięła zeszyt i kalkulator. - Jeżeli ma pan cenę brutto, to dzieli ją pan przez... Ile jest vat teraz? Dwadzieścia siedem procent. To dzieli ją pan przez sto dwadzieścia siedem procent.
- Ale jak coś może większe niż sto procent?! - wyrwało się panu sprzedawcy.
- A może! - dziewczynka zmierzyła go gniewnym spojrzeniem. Brutto to przecież sto ileś procent netto. Zatem dzieląc sto euro przez jeden przecinek dwadzieścia siedem otrzymamy... Siedemdziesiąt osiem euro i siedemdziesiąt cztery centy. Tak. I teraz to mnożymy przez jeden przecinek dwadzieścia osiem. I mamy sto euro i siedemdziesiąt dziewięć centów. I już.
Dziewczynka wyszła zadowolona z banknotem w ręku, a do sklepu wszedł jakiś pan.
- Dzień dobry, jestem certyfikowanym personal trenerem jeśli chodzi o przeliczanie vatu. Szkolił się pan już jak przeliczać stary vat na nowy?
- Nie, ale mi szkolenie niepotrzebne - oznajmił z dumą pan sprzedawca. - Dzieci mi pokazały. Co prawda te szczeniaki na początku mnie oszukały, ale potem taka jednak dziewczynka...
- Czyś pan oszalał?! - zaczął krzyczeć personal trener. - Pan swój biznes opierasz na tym co panu powiedziały dzieci?! Tak nie może być!! Natychmiast muszę pana przeszkolić!!
- Ile to będzie kosztować? - spytał wystraszony pan sprzedawca.
- Pięćdziesiąt euro!
Pan sprzedawca z ciężkim sercem zapłacił.
- Nie ma sensu przeliczać brutto na netto i z powrotem na brutto - pouczył go personal trener. - Wystarczy wziąć nowy vat, czyli jeden przecinek dwadzieścia osiem, podzielić go przez stary, czyli przez jeden przecinek dwadzieścia siedem i w ten sposób otrzymujemy mnożnik, którym mnożymy wszystkie ceny. Ten mnożnik to jeden przecinek zero zero siedem dziewięć.
Personal trener z zadowoloną miną wyszedł ze sklepu bogatszy o pięćdziesiąt euro. Traf chciał, że do sklepu weszła wkrótce jeszcze jedna osoba. Był to pan od matematyki.
- Chciałbym... - zaczął i uwał, kiedy zobaczył pana sprzedawcę. - Pan płacze? Co się stało?
- Wydymali mnie!
- Wie pan… To może ja przyjdę później… Do wi…
- Nie, nie… Chodzi mi o coś innego… Wszyscy... Mnie... Kantują... - płakał pan sprzedawca. - Nawet dzieci!
I opowiedział co się stało.
- Ja uczę matematyki...
- Zbawco!! Błagam!! Niech mi pan powie, ale tak na bank, jak to przeliczyć?!!
- Nnnno dobrze, ale pod jednym warunkiem...
- Jakim?! Płacić?! Dobrze, zapłacę! - krzyczał histerycznie pan sprzedawca, miotał się po sklepie i obijał o regały. - Ale niech mnie już inni nie skubią!
Do sklepu zajrzała jakaś staruszka, zobaczyła szlochającego pana sprzedawcę i z okrzykiem "wariat!" wycofała się.
- Nie, nie chodzi mi o pieniądze - powiedział pan od matematyki. - Po feriach przyjdzie pan do szkoły i opowie na lekcji jak ważna jest matematyka.
- Przyjdę! Opowiem! - bił się w piersi pan sprzedawca.
- Dobrze. Chciałem kupić to, o tam. Ile to kosztuje? Bo cena spadła panu na podłogę.
- To... To kosztuje... - pan sprzedawca nachylił się i podniósł kartonik z cyferką "6". po czym wiedziony nagłym impulsem obrócił ją do góry nogami i postawił na półce. - Dziewięć euro to kosztuje.
- Drogo - skrzywił się pan od matematyki. Zapłacił, pokazał panu sprzedawcy jak przeliczać i wyszedł mówiąc:
- Niech pan pamięta, kto umie matematykę, ten nigdy nie da się oszukać!
Kiedy wyszedł pan sprzedawca podszedł do półki, obrócił cenę "9" z powrotem na "6". Pomyślał chwilę, po czym obrócił ją z powrotem na "9" i zaczął się śmiać. Na początku cicho, a potem coraz głośniej. Do sklepu zajrzała ta sama staruszka co kilka minut temu. Zobaczyła rechoczącego pana sprzedawcę i wycofała się wołając:
- Jednak wariat!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Znając matematykę można zdemaskować groszowy przekręt.

Duży natomiast już nie mieści się w kategoriach arytmetyki - to polityka.

10/10.

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#130047