Rapu-capu

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W weekend Hiobowscy wybrali się do parku miejskiego. Na spacer. Pogoda dopisała, a było zbyt sucho, żeby jechać na grzyby.
To znaczy: najpierw pojechali do banku zorientować w kwestii kredytu na nowe meble. Niestety, gdy dotarli na miejsce okazało się, że akurat w banku urządzane jest akurat spotkanie potencjalnych klientów z byłym prezydentem Wachem-Lełęsą, który odpłatnie reklamował usługi banku.
- Bo bank mówi "podpiszcie" to ludzie nie podpisują. Czysta przekora! - dowodził były prezydent, znany z tego, że przekory nigdy nie stosował czystej. - Wiem, że ta umowa nie jest dobra. Ale podpiszcie! Najpierw podpiszcie a potem zmieniajcie umowę z bankiem! Zmieniajcie ją od wewnątrz!
Jakoś nie znaleźli się chętni. Hiobowskich również nie zainteresowała oferta "najpierw podpisać - potem zmieniać" i opuścili bank udając się do parku.
W parku miejskim dudniły głucho decybele.
- Koncert - zauważyła inteligentnie babcia Łukaszka.
- Ale dlaczego dla głuchych? - skrzywił się dziadek. - Muszą grać tak głośno?
- A kto w ogóle gra? - zapytał Łukaszek.
Siostra Łukaszka odczytała z plakatu kto i dała upust swej radości:
- Łał! - i powiedziała kto gra.
- Znasz go? - zapytała mama.
- Nie. Łał! - cieszyła się dalej siostra. Reszta Hiobowskich machnęła ręką i wszyscy ruszyli bliżej sceny. Na scenie akurat pojawił się konferansjer, który zapowiadał następnego artystę.
- Będzie dla was rapował... - i tu pan konferansjer podał krótkie, dziwne słowo, którego nikt nie znał - zapewne pseudonim wykonawcy.
- Co to znaczy rapować? - zapytał dziadek.
- Obrzucać tynkiem - odparła natychmiast babcia.
- Skąd babcia to wie? - zaciekawiła się mama.
- Och, w młodości przeżyłam przygodę na Mariensztacie...
Siostra zaczęła psykać, bo na scenie pojawił się artysta. Artysta, do pół rozebrany (górne pół), przywitał się z publicznością i zaczął wyrzucać z siebie w kółko dziesięciowyrazową frazę. Po usunięciu z niej wulgaryzmów pozostawały wyrazy dwa: "jestem" i "biedny".
- Spodnie ma markowe - zauważyła wprawnym okiem siostra. - Buty też.
- Ale nie ma nic więcej. Może zbiera na koszulę... - zastanawiała się mama.
- Gdzie jest ten tynk? Miał rzucać tynkiem - dopytywał się dziadek.
- Rzuca mięsem a nie tynkiem - wyjaśnił mu tata Łukaszka.
Rozpoczął się drugi utwór, w którym wykonawca poinformował, że celem jego życia jest ugodzenie nożem jakiegokolwiek policjanta.
- Wiecie co zrobić, gdy zobaczycie policjanta?!! - darł się ze sceny artysta. - Zadźgać!! Wypatroszyć!! Przewietrzyć jelita!!
- Nie no, szkoda życia na słuchanie takiego gościa, chodźmy stąd - zbuntował się dziadek i poszli. Zanim jednak przebili się przez tłum artysta zdążył skończyć swój występ i publiczność się rozeszła. Hiobowskich mijały setki umięśnionych, młodych mężczyzn, którzy mamrotali do siebie niby zaprogramowane roboty: "celem mego życia jest ugodzenie nożem jakiegokolwiek policjanta".
Hiobowscy trochę się wystraszyli, a o chwili wystraszyli się jeszcze bardziej, bo gdzieś z boku doleciał ich przeszywający krzyk.
Okazało się, że do parku zabłąkał się policyjny patrol. Jakiś czternastolatek wracający z koncertu miał akurat przy sobie nóż i zrealizował cel swojego życia. Mierzył w brzuch funkcjonariusza, ale ten przypadkiem się odwrócił i dzielnie przyjął cios na pośladek.
Zrobiło się straszne zamieszanie. Przyjechało pogotowie i jeszcze więcej policji. Jakiś oficer pofatygował się za estradę aby zadać parę pytać rapującemu artyście. Artysta akurat rozdawał autografy na swoich płytach pod tytułem "Jestem biedny", "Nadal jestem biedny", "Nadal jestem autentyczny i biedny" i "Jestem autentycznie biedny".
- Ojej - powiedział zatroskany artysta kiedy dowiedział się co się stało. - Przepraszam. Wszystkich. I publiczność i moich fanów i tego co dźgnął i dźgniętego też. Nie chciałem wywołać żadnych negatywnych emocji. Może ktoś źle odczytał moje słowa, ale na pewno, podkreślam, na pewno nie nawoływałem do przemocy. Jestem artystą i wiem, jaka ciąży na mnie odpowiedzialność. Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Po czym wsiadł do nowej, luksusowej terenówki i odjechał.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jaki rap, taka rzeczywistość. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#31632