Woje Jaciecha i piosenka ludowa

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Że dziś jest rocznica nie trzeba było nikomu przypominać. I w telewizji o tym mówili, i w gazetach. Fakt, że w jednym mówiono o tym tak, a w drugim zupełnie inaczej. Ale mówiono.
- Ciekawe - zauważyła siostra Łukaszka. - Czy ten stan wojenny był niedawno?
- Dawno - westchnął dziadek Łukaszka.
- A to dziwne, bo mówią o tym od niedawna. Nie świętowali pierwszej, albo drugiej rocznicy?
- Nie.
- Czemu?
- Czemu, czemu... Najpierw się do szkoły nie chce chodzić, a potem "czemu" - zniecierpliwił się dziadek. - Sprawdź w internecie!
I siostra Łukaszka oddaliła się do swojego pokoju. Na ekranie telewizora zapowiedziano występ ludowego z Pawełkowic. Zespól w kolorowych strojach wbiegł na scenę i zaśpiewał na znaną nutę:

Na Jatusia z odbiornika
radio lampką mruga
Siadaj Jatuś, pisz depeszę
Będzie dosyć długa

Był raz lud co się zbuntował
Wolność chciał i chleba
Król obiecał że się zgodzi...
Zgody nadal nie ma.

Gdzieś w kopalni tlił się opór
Miękki, jakby z masła
Kisław-Czeszczak pchnął szyfrogram
Cyt! Iskierka zgasła

Patrzy Jatuś, patrzy, duma
Zaszły łzą oczęta
Cała propaganda na nic
Naród zapamięta

Już ci nigdy nie uwierzę
Iskiereczko mała.
Jatuś, wmawiaj w telewizji
Że to bajka cała.

Prezenter pogody poprosił na parkingu pod Sejmem posła Niefana-Stesiołowskiego o komentarz do tej piosenki.
- Hańbiąca hańba!!! Podła podłość!!! Wstrętna wstrętność!!! Zakalna zakała!!! Polityczna polityczność!!! Gwałtowny gwałt!!! Mała małość!!! - ryczał do mikrofonu prezentera pogody poseł Niefan-Stesiołowski. Usiłował też kopnąć kamerzystę i wyrwać mu kamerę, ale Straż Marszałkowska go obezwładniła i odniosła na głosowanie z sprawie potępienia przez partię rządzącą języka nienawiści opozycji. Pryskająca posłowi obficie z ust ślina zamarzała w małe grudki zanim zdążyła dolecieć do ziemi.
- Dziękuję panu za komentarz! - zawołał za nim prezenter i przyklęknął podnosząc jedną z grudek. - Jak sami państwo widzą ślina zamarzła w powietrzu. Jest zimno, bardzo zimno! Szczegółowa prognoza pogody już po wiadomościach, a teraz zapraszamy najmłodszych na dobranockę.
Na dobranoc była wieczorynka pod tytułem "Woje Jaciecha".
- Jawna kpina z Jaciecha-Wojruzelskiego!! - sapała rozzłoszczona babcia Łukaszka.
Jaciech był kasztelanem niewielkiego grodu o nazwie KrajRadMiłowo. Lud nie był zadowolony jego rządów, ale kasztelan miał dwóch pomocników Ormka i Zomosza. Ormko szpiegował kto jest niezadowolony, a potem składa takiemu wizytę Zomosz. I znów był porządek, a ofiara zamiast znów narzekać brała się raźno do pracy by odpracować straty w gospodarstwie domowym powstałe po wizycie obu wojów.
Co gorsza chodziły też plotki, że kasztelan związany jest sojuszem z Wielkim Miastem Leżącym Nieopodal. I że w razie czego może wezwać stamtąd posiłki. No a jak przyjdą te posiłki, to z KrajRadMiłowa nie zostanie kamień na kamieniu. Ale niezadowolonych było coraz więcej i więcej.
- Czy wyście zwariowali? - mówili ci wygodniejsi. - Przecież nasz wspaniały kasztelan nie jest taki zły. Niech żyje!
- Czy wyście zwariowali? - mówili im ci ostrożniejsi. - Chcecie, żeby przyszły tu wojska z Wielkiego Miasta Leżącego Nieopodal? Wtedy nie zostanie z nas kamień na kamieniu!
- Wy głupcy! Przecież nasz gród jest z drewna! - zawołał ktoś i wielka radość zapanowała wśród ludu. Co odważniejsi wplatali sobie słomkę we włosy, żeby pokazać, że żaden kamień im niestraszny, bo gród drzewniany jest. Ormko i Zomosz mdleli z wyczerpania.
- Tak dalej być nie może - stwierdził kasztelan Jaciech.
- Oni chcą, żeby Wasza Miłość odeszła, a rządzić się będą sami - rzekł gorzko Ormko.
- No to niech im będzie - mruknął kasztelan. - Zomosz! Robimy akcję nocną! Zomosz, wołaj resztę wojów!
I w jedną noc woje Jaciecha aresztowali co bardziej opornych mieszkańców. W całym grodzie wprowadzono stan wojenny (od woja). Woje stali w różnych zakamarkach grodu, bili, kontrolowali i straszyli, że pod bramą stoi wojsko z Wielkiego Miasta Leżącego Nieopodal. Ale nie pozwalali podejść do bramy i popatrzeć.
Kasztelan osobiście rozmawiał z każdym z zatrzymanych, a kiedy skończył, to prawie wszystkich wypuścił. Bo kilku jakoś gdzieś zaginęło, kiedy wyszli na spacer nad fosę.
Kasztelan wypuścił więźniów i odwołał stan wojenny. Wkrótce oświadczył, że oddaje władzę. To był szok. Jeszcze nigdy w żadnym grodzie się coś takiego nie zdarzyło. Całe KrajRadMiłowo było dumne. Kasztelan zrobił jeszcze ostatni ruch - uszykował listę kandydatów do Rady Kasztelańskiej i odszedł na emeryturę. Dziwnym trafem wszyscy kandydaci byli aresztowanymi przez kasztelana.
- Należy im się, za to co wycierpieli - rzekł ciepło kasztelan, a reszta mieszkańców ochoczo przytaknęła. Kiedy uformowała się nowa Rada Kasztelańska akurat była jesień. Przez gród przeszła fala zmian. Ormko i Zomosz założyli firmę pilnującą i wygrali kontrakt na pilnowanie grodu, a kasztelan zamieszkał w luksusowej chatce na starówce. Pierwsza rzeczto zmieniono nazwę grodu na Wolnośćmiłowo.
- Rozliczyć kasztelana, tego bandytę, oprawcę! - narodził się postulat wśród mieszkańców grodu.
- E... owszem, ale nie teraz - bąknęła Rada. - Jesień, do zimy trzeba się sposobić. Drzewa trzeba ogacić. Gacie trzeba przeprać. Na nową przeprawę przez rzekę drewna narąbać. Zimą jest mało do roboty, zimą się nim zajmiemy.
Nadeszła zima.
- Teraz! Teraz tego bandytę rozliczyć! Ukarać!
- - E... owszem, ale nie teraz. Zaraz święta, a w święta trzeba być dobrym - oznajmiła Rada.
Poza tym co to za hasło "ukarać"? Tak jakby już był czegoś winien - wtórowali jej ci wygodniejsi. - Osądzić, i dopiero jak sąd wyda wyrok to ukarać. A może uniewinnią go i co? Łyso wam będzie!
- Tego bandytę uniewinnić? - pienili się co niektórzy obywatele, ale Rada oświadczyła, że trzeba poczekać do wiosny.
Nadeszła wiosna.
- To co, może teraz? - nalegali obywatele. - Teraz tego kasztelana... Osądzić, co?
- Teraz jest wiosna, pola wołają o siew! - oznajmiła gromko Rada.
- Latem go sądzić będziem, latem... - uspokajali ci wygodniejsi.
- Co ta Rada taka nierychliwa? - irytowali się niektórzy.
- Bo ma rację! - tłumaczyli ci wygodniejsi. - Teraz chcecie sądzić kasztelana, a kiedy będziemy siać? Latem? Plony nie zdążą wzrosnąć! A żniwa kiedy, jesienią? Z głodu pomrzemy! A może o to wam chodzi? Żeby wszyscy umarli i nie było niczego!?
Parę osób zauważyło, że można by siać i sądzić jednocześnie, ale ich głos jakoś się nie przebił. Ci ostrożniejsi opowiadali, że Rada jest wdzięczna kasztelanowi za umieszczenie ich na liście kandydatów i dlatego nie spieszą się z jego sądzeniem.
Nadeszło lato.
- Osądzić wreszcie tego bandytę! - wołał coraz mniejsza liczba mieszkańców. Ale Rada Kasztelańska nie odpowiadała, bo wszyscy jej członkowie wyjechali na wakacje.
- Właśnie, są wakacje - przypomnieli ci wygodniejsi. - A potem żniwa...
Nadeszła jesień.
- Robimy wielką jesienną ofensywę remontową. Trzeba naprawić palisadę! - oznajmiła Rada zanim jeszcze garstka mieszkańców zdążyła zawołać, że chce osądzić kasztelana.
I tak minęło kilka lat, potem kilkanaście, kilkadziesiąt... W końcu tego roku pod siedzibę Rady przyszedł tylko jeden dziadek i zaczął się ochrypłym głosem domagać rozliczenia kasztelana Jaciecha.
- Byście dziadku zajęli się czymś pożytecznym - zasugerował mu ktoś z Rady. - Ile lat można tak hodować nienawiść w sercu? Rozliczymy go i co? Kur wam od tego przybędzie? A poza tym on jest już stary i schorowany. Nie macie serca znęcać się tak nad starcem!
- Macie rację - rzekł po namyśle protestujący. - Za kasztelana nie było tak źle. Bo te dwie szuje, Ormko i Zomosz zdzierają z człowieka po monecie za każde przejście przez most zwodzony...
- Wygrali to stanowisko w uczciwym przetargu! - zaznaczył ktoś z Rady. - Ale to jest wolny gród, dziadku. Może sobie dziadek kupić swój kawałek fosy, brzegu, muru miejskiego, zrobić projekt, operat środowiskowy, wodnoprawny, postawić ekran akustyczny i wybudować swój most zwodzony!
I tym optymistycznym akcentem bajka się skończyła. Na ekranie telewizora pojawił się spiker.
- Mam dla państwa wiadomość z ostatniej chwili. Sąd dwudziestoczterominutowy wydał właśnie wyrok w sprawie zespołu ludowego z Pawełkowic. Sąd stwierdził, że artyści... że hieny moralne podszywające się pod artystów z rozmysłem obraziły prezydenta Polski... byłego prezydenta Polski, Jaciecha-Wojruzelskiego.
= I za to całe Pawełkowice zostały skazane na karę grzywny - oświadczył jakiś minister,
- Jak to: całe?
- No bo to duża kwota.
- Ile?
- Półtora miliona euro...
- Za jedną piosenkę?
- Panie redaktorze - minister profesjonalnie założył nogę na nogę i rękę na rękę. - Przecież wszyscy wiedzą, że minister założył za ten rok półtora miliona wpływu z tytułu obrażania prezydenta. A tu jak na złość wszyscy się uparli i go nie obrażają. Nawet Rada Języka Polskiego nie czepia się jego przemówień. A tu grudzień! Połowa grudnia! Musimy zrobić budżet, panie redaktorze...
- Acha... To ja proszę jeszcze o podanie informacji ile minister założył wpływu z tego tytułu na rok przyszły...
- Piętnaście milionów...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

siebie... :)

Pozdrawiam z 10 !

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#314039

Dziękuję :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#314212

...Jaga z Łamignatem żyli spokojnie i dostatnio, bo po przystapieniu Wolnośćmiłowa do Unii Grodów Puszczańskich oraz obłożeniu czarów i zbójowania podatkiem pogłównym, podymnym, okiennym, czopowym, ogonowym i akcyzą wyemigrowali do odległego Londinium...

Dycha!

Lucy

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lucy

#314169

Obawiam się, że nei tylko oni by wyemigrowali...

Dzięks!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#314213