Stan wojenny i nazwa ronda

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Struktura zatrudnienia w Polsce bardzo się zmieniła w ostatnim okresie. Ubyło wielu socjologów, historyków, cośtamcośtamlogów, a nawet zaczęło ubywać inżynierów i lekarzy. Ponieważ pół Polski nie mogło zostać spawaczami nastąpił wielki przyrost zatrudnienia w sektorze informacyjnym. Stymulowany przez rząd. Jak grzybów po deszczu zaczęło przybywać lokalnych gazet, portali internetowych i stacji radiowych. A co za tym idzie - przybyło reporterów pracujących dla tychże środków przekazu. Już po pierwszym pytaniu reportera można było rozpoznać dla jakiej stacji przekazu pracuje. Były prorządowe - istniejące długo, trzymające się świetnie, głównie dzięki ogłoszeniom płatnym różnych państwowych instytucji. Były też i antyrządowe - w nich nikt się nie ogłaszał (jakoś żadna państwowa instytucja nie chciała tam życzyć Wesołych Świąt na trzy strony albo co dziesięć minut), szybko padały, ale też jeszcze szybciej powstawały nowe.
Trudno zatem było przejść przez miasto i nie trafić na jakiegoś reportera. Dziadkowi Łukaszka jakoś się tego dnia udawało. Udał się do centrum w celu spotkania towarzyskiego ze znajomymi i wracając wymijał slalomem różne postaci z mikrofonem. Dotarł na przystanek tramwajowy, rozejrzał się i ujrzawszy skradającego się reportera sprytnie schował się za jakiegoś młodego człowieka. Reporter faktycznie zaatakował najpierw jego.
- Sto szesnaście i piętnaście ef em, Radio Agresywne Przeboje!!! - ryknął reporter do młodego człowieka. - Czy jest pan za tym, żeby rondo na obwodnicy nosiło imię Wojciecha Cieślewicza czy Piotra Majchrzaka?
Reakcje młodego człowieka i dziadka Łukaszka były identyczne: pełne zdumienie.
- A kto to był? - wyjąkał młody człowiek.
- Obaj byli ofiarami stanu wojennego - reporter odczytał z kartki.
- Ofiary? Znowu ofiary - skrzywił się młody człowiek. - Dawać komuś ulicę czy rondo tylko dlatego, że zginął? Przecież gdyby ten czy tamten nie zginął nikt do dziś by o nim nie słyszał, a może nawet uczyniłby coś co całkowicie by go dyskwalifikowało jako patrona! Jaki my przekaz wyślemy w świat? Przyjedzie taki obcokrajowiec i zobaczy, że u nas na tabliczkach sami zabici, ofiary, męczennicy. I co? I zrobi mu się smutno, ciężko a nawet ponuro! Nazwy powinny być fajne, optymistyczne, jednoczące. Na przykład: "rondo zgody"! Albo "rondo wszyscy razem"!
- Pan sobie jaja robi, a to byli młodzi ludzie, którzy zginęli... - nie wytrzymał dziadek Łukaszka.
- Nie robię sobie jaj - zaprotestował młody człowiek. - Ale czy trzeba się z tym obnosić? Wynosić na tablice? Ilu ludzi ginie rocznie i nikt im nie stawia pomników czy nadaje nazwy?
- Stan wojenny był bardzo ciężki, internowano ludzi... - próbował się przebić dziadek Łukaszka.
- Wiem! Siedzieli w więzieniach!
- To dobrze, że pan wie co spotkało Matoniego-Ancierewicza...
- O! To on też? - zdziwił się szczerze młody człowiek. - No patrz pan. Ale nie, mi chodziło o prezydenta, Konisława-Bromorowskiego.
- Akurat on nie siedział w więzieniu - replikował dziadek.
- Co pan...! - zagotował się młody człowiek. - Widziałem go przedwczoraj w telewizji, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, chodził po dziedzińcu więzienia w Białołęce i opowiadał jak go tam przywieźli...
- I co dalej?
- No... Nic.
- Powiedział, że tam siedział?
- Chyba nie... Ale powiedział przecież, że go tam przywieźli!
- I powieźli dalej. Bo internowany był w Jaworzu.
- Ale w więzieniu.
- No właśnie nie.
- Teraz pan robi sobie jaja - młody człowiek poczerwieniał z gniewu.
- Ależ skąd. Razem z grupą osób był przetrzymywany w ośrodku wczasowym.
- To nie internowali tylko w więzieniach?
- No nie. I warunki też były różne. Jedni siedzieli z kryminalistami, a inne mieli nawet nieograniczony dostęp do piwa...
- Panowie - przerwał im reporter. - To wszystko jest ciekawe, ale jest cholernie zimno, a ja mam jeszcze sondę uliczną do dokończenia. Więc kto? Kto powinien zostać patronem tego ronda?
- Uważam, że powinien zostać nim prawdziwy bohater! - wyrwał się młody człowiek. - Wszyscy wiemy, że stan wojenny był straszny, że ginęli ludzie, że wojsko na ulicach i tak dalej. Ale był jeden człowiek, dzięki któremu ten stan wojenny nie stał się krwawą masakrą polsko-polską.
- Papież - wtrącił szybko dziadek.
- Gdzie tam papież! Mówię oczywiście o generale Jaciechu-Wojruzelskim. Prawdziwy patriota! Dzięki niemu zginęło tylko kilkadziesiąt osób, a mógł to być prawdziwy czas apokalipsy na ulicach. Uratował miliony Polaków! No i był prezydentem w wolnej Polsce. Tak, takiej kandydatury nie można się wstydzić, powiem więcej, trzeba ją poprzeć!
- A kto pana zdaniem... - dziadek Łukaszka z trudem hamował złość. - Kto wprowadził stan wojenny?
- Jak to kto? - młody człowiek spojrzał na niego jak na idiotę. - Oczywiście, że Karosław-Jaczyński! Co roku wprowadza! Chodzi po tych ulicach z tymi swoimi faszystami i co roku świętują rocznicę!
- Bzdury pan gada - skrytykował go reporter. - Każde dziecko wie, że Karosław-Jaczyński przez cały stan wojenny siedział na kocie pod kołdrą! Więc jak niby mógł go wprowadzić?
Młody człowiek spojrzał na niego i rzucił triumfująco:
- A od czego esemesy?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jak ten Francuz co po powrocie z wycieczki opowiadal, że w Anglii jest OK, tylko nie wie, dlaczego place i inne miejsca nazywają miejscami klęsk: np. Trafalgar Square, Waterloo station, itp.

Pozdrawiam

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#314774

Trafna uwaga, pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#314847