To samo, co roku, część 5

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Do pójścia ze święconką zostali delegowani Łukaszek i dziadek.
- Nie dam rady - stęknął dziadek. złapał się za kręgosłup na odcinku lędźwiowym i padł na kanapę.
Babcia Łukaszka odmówiła pójścia ze względów światopoglądowych. Mama Łukaszka chętnie by poszła, ale przeczytała w "Wiodącym Tytule Prasowym", że te święta mają wydźwięk antysemicki i obarczają pewną grupę narodowościową odpowiedzialnością za morderstwo.
- Pójdziesz z siostrą - oznajmił Łukaszkowi tata.
Dziadek, kiedy to usłyszał, stęknął jeszcze głośniej i wymusił na tacie Łukaszka, że on też pójdzie. Bo jak pójdzie Łukaszek z siostrą, to na pewno się zdarzy jakaś katastrofa. Tata chcąc nie chcąc poszedł z dziećmi. Wzięli koszyk, wysłuchali instrukcji dziadka, że zawartość ma być starannie przykryta serwetką i poszli.
Idąc przez osiedle spotkali zgorzkniałego faceta. Ten podszedł do nich, przywitał się uprzejmie i ignorując świąteczne życzenia zwrócił się wprost do siostry Łukaszka.
- chciałem pani podziękować.
- Y? A za co? - spłoszyła się siostra Łukaszka.
- Ależ... - skonfundował się zgorzkniały. - Za to co pani mi powiedziała pod apteką. Chyba pani pamięta?
- Aaa... To... - siostra klepnęła się w śliczne, gładkie czółko. - Ale ja tylko panu opowiadałam jak rozlałam barszczyk!
- I to mnie natchnęło - rzekł facet. - Coś zrobić, coś zmienić. Nie myśleć wiecznie o tym co było źle, bo co się stało to się nie odstanie. Trzeba spróbować odkupić swoje czyny, w końcu - zaśmiał się lekko - każdy ma szansę. To jest te, no...
- Zadośćuczynienie - wtrącił się Łukaszek. - Masakryczna rzecz! Kiedyś ksiądz na spowiedzi kazał mi przeprosić okularnika. Że niby go pobiłem bez powodu. A ta nędzna fiucina kazała mi się położyć przed sobą i jeszcze mi zrobił zdjęcie komórką!
- Ale go przeprosiłeś? - upewnił się tata.
- Przeprosiłem, a komórkę mu zabrałem i jeszcze w dzioba zarobił, a potem...
Siostra stała i mrugała rozpaczliwie oczami usiłując zrozumieć o co chodzi.
- Och, cieszymy się, jeśli mogliśmy panu w jakiś sposób pomóc - rzekł tata Łukaszka. - A moja córka... Lotna specjalnie nie jest. Inteligencję ma po matce, hehe.
- A urodę po ojcu - wtrącił się Łukaszek. Zagniewany tata zabrał mu koszyk ze święconką i tylko obecności zgorzkniałego faceta można zawdzięczać, że nie doszło do jakiejś gorszącej sceny. Facet zresztą szybko się pożegnał i odszedł.
- No proszę - powiedział tata patrząc na swą córkę. - Nie sądziłem, że umiesz tak wpływać na ludzi...
- Tata... - przerwała mu siostra Łukaszka.
- ...jednak będą z ciebie ludzie...
- Tata.
- ...a inni mówią, że masz pusto w głowie...
- Tata!
- Co?
- Nie możemy tak iść dalej do święconki.
- Bo?
- Jajka widać - bąknęła siostra Łukaszka.
- Teraz mi to dopiero mówisz? - spytał wściekłym szeptem tata Łukaszka. Spojrzał na siebie w okolicę klamry od paska w spodniach, potem spojrzał na koszyk i poprawił serwetkę, która się przesunęła i odsłaniała pisanki.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ale jaja!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Dorcia

#154385