Kuszenie pana Sitko, część piąta

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Pan Sitko stanął przed drzwiami mieszkania numer pięćdziesiąt i nieśmiało zastukał. Otworzyła mu ruda dziewczyna, którą pamiętał ze spektaklu w teatrze. Była bardzo skąpo ubrana, właściwie - rozebrana, ale w dzisiejszych czasach nie robiło to na nikim wrażenia. No, może poza sąsiadką z naprzeciwka, która momentalnie otworzyła swoje drzwi i stojąc w nich chłonęła obraz zgorszenia z uśmiechem pod wąsem.
- Ja do pana... E... - i pan Sitko pomachał kartką z zaproszeniem uświadamiając sobie, że nawet nie zna nazwiska swego gospodarza.
- Pan wejdzie - ruda go przepuściła do wnętrza. Pan Sitko wszedł i go zatkało. Wnętrze było o wiele większe niż w innych mieszkaniach w bloku. Sklepienie było wysokie niczym w katedrze. Z zachwytu wyrwał pana Sitko jakiś barczysty, niski facet, który potrącił go ramieniem, powiedział do rudej:
- Idę po Małgorzatę, cześć - i wyszedł.
- Czy ma pan szpadę? - zapytała ruda.
- Nie, jestem zdrowy - wymamrotał oszołomiony pan Sitko i szurając laczkami po lśniącym marmurze poczłapał do pokoju.
Pokój w odróżnieniu od korytarza był urządzony dosyć biednie. Przy niewielkim stole człowiek z parku grał z kotowatym w szachy.
- Dzień dobry.
- Aaa, pan Sitko - ucieszył się gospodarz.
- Znikam, messer - odezwał się kotowaty i faktycznie zniknął.
Panu Sitko zrobiło się słabo i spoczął na taborecie.
- Otóż zaprosiłem tu pana, bo chciałbym zadać panu jedno pytanie. Zaintrygował mnie pan, słowo daję - przyznał gospodarz. - Chodzi mi o pańskie słowa, które był pan łaskaw wypowiedzieć w teatrze.
- Y... A jakie?
- Powiedział pan, że wszystko już pan ma, a więcej panu nie potrzeba.
- No... Bo to prawda - odparł pan Sitko.
- Pan daruje, ale nikt nie może powiedzieć, że ma już wszystko. Każdy czegoś pragnie, czegoś chce, za czymś goni...
Pan Sitko zaprzeczył z łagodnym uśmiechem.
- Ma pan Mercedesa? Jest pan królem? Zdobył pan tytuł mistrzowski?
- Każdy inaczej rozumie słowo "wszystko" - zauważył filozoficznie pan Sitko. - Ja mam już swoje wszystko.
- A to niezmiernie ciekawe. To wręcz fascynujące. Niechże pan opowiada.
I pan Sitko opowiedział. Że ma żonę. Telewizor. I udało się wykupić mieszkanie. I że jest bardzo zadowolony ze swego życia.
- Nie, tak nie może być! - nieznajomy wstał i utykając na jedną nogę podszedł do okna. - Ludzie zawsze chcieli więcej, na tym polega postęp, dzięki temu toczą się dzieje świata! A pan, panie Sitko, jesteś minimalistą...
- Może i jestem, ale nie we wszystkim. Jeśli chodzi o spożycie alkoholu...
- Panie Sitko - nieznajomy usiadł znów przy stoliku, naprzeciwko pana Sitko. - Zna pan bajkę o złotej rybce? Tak?
- Tak. Był amerykański film rysunkowy w telewizji. Rybka była gejem i zaaklimatyzowała się w środowisku dafni. Piękna kamfora... E... Termofora... Tempora...
- Metafora.
- Właśnie, piękna, i tego, że tolerancja...
- Panie Sitko, chodzi mi o bajkę w której złota rybka spełnia trzy życzenia.
- A, ta stara? Znam.
- Dobrze. To teraz niech pan sobie wyobrazi, że ja jestem taką złotą rybką. Ale nietypową. Ja spełniam tylko jedno życzenie. Niech pan się dobrze namyśli.
- A co jest w zamian? Kiedyś mnie jeden taki zaprosił na koniak, do domu. I jak powiedział co chce żebym zrobił w zamian... - i pan Sitko aż się zatrząsł.
- Nic takiego - uspokoił go gospodarz. - A zatem, czego pan chce?
- Niczego!
- Niechże pan będzie rozsądny, błagam pana.
- Chcę tylko świętego spokoju!
- A, to już coś - ucieszył się gospodarz. - Panie Sitko, mogę panu załatwić takie stanowisko, na którym nie będzie pan musiał nic robić, niczym się przejmować, spokój i tylko pieniądze, splendor...
- No jakie to niby stanowisko? Był już jeden co tak myślał, a okazało się, że nawet premier czy prezydent muszą coś robić. Nie, ja nic nie chcę... A może ja panu mogę w czymś pomóc?
Gospodarz był mocno zaskoczony i po chwili zapytał:
- Zna pan jakąś kobietę o imieniu Małgorzata?
- Ale jaką?
- Jakąkolwiek, byle stąd.
- W markecie, na stoisku monopolowym jest Małgorzata - przypomniał sobie pan Sitko. A po chwili pożegnał się z gospodarzem i opuścił lokal.
Parę dni później w tajemniczym mieszkaniu wybuchł pożar. I chociaż straż pożarna przyjechała szybko i uratowała cały blok, to lokal spalił się doszczętnie. Policja chodziła po mieszkaniach i pytała czy ktoś znał lokatorów.
- Owszem - przyznał niechętnie pan Sitko. - Byłem tam raz.
I opisał mieszkające tam towarzystwo.
- Nie, nie znaleźliśmy żadnych zwłok - uspokoił panią Sitko policjant. - W ogóle nikogo z nich nie możemy znaleźć.
- To chyba byli obcokrajowcy - zastanowił się pan Sitko. - Ten ich szef chyba jest Niemcem.
- Skąd pan to wie?
- Nazywa się Messerschmitt!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Czułem tego Bułhakowa od razu.
Andrzej.A

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Venenosi bufones pellem non mutant Andrzej.A

#34909