Pax vel iniusta utilior est quam iustissimum bellum

Obrazek użytkownika Bartosz Wasilewski
Blog

W sprawie kataryny stałem niejako na uboczu. Raz, że nie było czasu na poważniejszy komentarz, dwa, że napisano już o tej sprawie tyle, że trudno byłoby coś sensownego dodać. Ale nie zdzierżyłem.

Dziennik.pl stworzył specjalną, nową zakładkę pod tytułem "Blogosfera" . Publikują tam rozliczne teksty, świadczące o tym, że jszcze nie wszyscy w Internecie nienawidzą Krasowskiego, Michalskiego i ich przyjaciół. Coś tam skrobnął profesor Król, coś tam Jacek Hołówka. Podporami Dziennika są Azrael, Manuela Gretkowska i ksiądz Adam Boniecki. Można odnieść wrażenie, że Dziennik publikuje dosłownie każdego, kto chce napisać o nim ciepłe słówko. Ludzie, przecież tam przeciwko anonimowości wypowiadają się również takie autorytety jak Edyta Herbuś i Tomasz Jacyków! Panie Krasowski, bój sie Boga! Może jeszcze Doda z Radziem coś dorzucą?

Najwazniejszymi jednak wpisami w zakładce "Blogosfera Dziennika" są teksty redaktorów samego pisma. Brylują Krasowski i Michalski. Zaznaczam, że "Dziennik" jako gazetę bardzo cenię i przez wiele miesięcy byłem jego wiernym czytelnikiem. Tym bardziej więc boli mnie fakt, że  dawno nie czytałem tekstów dziennikarskich na tak niskim poziomie.

Inwektywy. To żałosne przekonanie o własnej wyższości. Niewyszukany język ("debilne komentarze" "przypieprzyć" "pocałujcie mnie w dupę"). Argumenty? Do końca nie trzymają się kupy, widać że teksty były pisane emocjonalnie, bez dokładnego planu i przemyślenia. Świetni komentatorzy życia publicznego nie potrafią powiedzieć nic poza jakimś bełkotem: anonimowośćjezzłabomożnabluzgaćwięcujawniliśmykatarynęawogóleto wszyscy mozecienaspocałowaćbomywiemylepiej,chamstwosiępanoszyw polskimInternecie... Czyta się to gorzej niż Jamesa Joyce'a. Redaktorom udziela się dokładnie to, co zarzucają anonimowym blogerom: emocje biorą górę nad argumentami, widać złość, wręcz wściekłość, że ktoś ośmiela się uczyć ICH dziennikarstwa! Tak jakby kataryna i jej obrońcy pozabierali im zabawki w piaskownicy...

I jeszcze ten najnowszy "apel": "Stop chamstwu w sieci!". Normalnie przedszkolaki.

A blogerzy?

Ile to ja już bitów przeczytałem o tej katarynie i jej biednych personaliach. Co zastanawiające, wciąż nie mam pojęcia jak sie owa persona nazywa i niespecjalnie mnie to ciekawi. Rozumiem jednak, że są ludzie, ktorych to interesuje. Na przykład Andrzej Czuma. Niech mi ktoś tu i teraz jasno i prosto wytłumaczy: Dlaczego pan Andrzej Czuma, który twierdzi, że kataryna złamała prawo krytykując go publicznie, nie może wytoczyć jej procesu sądowego?Z punktu widzenia moralnego, etycznego, anonimowego, czy jakiego tam chcecie.

Co zrobił Dziennik? Załóżmy, że podane przez niego informacje pozwalają na zidentyfikowanie kataryny. Niesmaczne to, zważywszy na to, że kataryna najwidoczniej zaufała Dziennikowi (o czym świadczy chociażby wywiad z Mazurkiem). Może rzeczywiście ujawnienie danych kataryny jej zaszkodzi. Tak jak napisanie, że Doda biega bez majtek a Rafał Mroczek ma żółte zęby, też im szkodzi. Ale przepraszam bardzo, jeśli ktoś wchodzi do chlewu, to ciężko mu będzie wyjść z czystymi butami.Czy taka przenikliwa blogerka jak kataryna nie domyslała się, że jeśli zacznie prowadzić grę z mediami to prędzej czy później oberwie? O tym, że grę taką prowadziła, świadczą jej kontakty z dziennikarzami Dziennika. Co sobie pani kataryna myślała? Że będzie sobie biegała po politycznej i medialnej scenie w płaszczyku anonimowości niczym jakiś superman albo batman? Trochę powagi.

Blogerom dziennikowa publikacja się nie spodobała. I słusznie. Komentujące sprawę wpisy sa z reguły słabe, gorsze nawet niż komentarze redaktorów Dziennika. Zdarzają się również teksty świetne, jak ten galopującego majora. Zebrał on 124 komentarzy. Głównie gratulacji i pochlebstw (w tym jeden mój). No i co? No i nic. Koniec. Ciekawe, czy Krasowski w ogóle ten wpis przeczytał. W świat pójdzie raczej list Krasowskiego do blogerów niż list majora do Krasowskiego. I może się okazać, że tę wojnę wygra Dziennik. Wojnę na pióra wygrywa bowiem ten, kto przekona większą rzeszę czytelników. Blogerzy przekonają blogerów. Ale Krasowski może przekonać całą resztę. Tak jak w 2007 roku każdy mógł się poczuć trendy i wypas, kiedy nie lubił Kaczora, tak teraz każdy może się poczuć super-wow powrzucając trochę na tych głupich, chamskich internautów. Tak to działa w naszym polskim ogródku.

Ale Dziennikowi po co ta wojna? Klikalność może trochę wzrośnie, ale to też raczej krótkoterminowa inwestycja. Pozostanie mimo wszystko paskudny niesmak. Dajcie więc, panie i panowie, sobie nawzajem święty spokój. Niech kataryna załatwi swoje sprawy z dziennikiem. Może droga sądowa jest najbardziej odpowiednia (choć nie sądzę, aby udało jej się przekonać sąd do swoich racji). I niech to od teraz zostanie spraw między nią a Michalskim i Krasowskim.

 

Bartek Wasilewski

www.ego.riki.pl

Ocena wpisu: 
Brak głosów