III. 10.04.2010 Godzina dziennikarzy

Obrazek użytkownika Romek M
Kraj
umorzenie postępowania smoleńsk

       Wynurzają się z chmur, by szybko opaść ku płycie lotniska, otoczonej ciemną linią drzew. Za iluminatorami kłębią się poszarpane, gęste strzępki obłoków, przypominające nawijaną na patyk mgiełkę cukrowej waty. Kłaczki te raptownie ustępują miejsca plamistej szarości poprzetykanej nierówną linią lasu. Niemal równocześnie daje się odczuć uderzenie wózka płatowca o ziemię. Samolot tłucze się po pasie, jakby za chwilę miał zeskoczyć z podwozia, po czym zwalnia, zatrzymuje, i rozpoczyna kołowanie. W kabinie rozlega się metaliczna seria odpinanych pasów. Pasażerowie wyraźnie ożywiają się, kontemplując alergiczny krajobraz, nie tyle nawet budzącego się tu przedwiośnia, co raczej depresyjnego pozimia. W końcu aeroplan zatrzymuje się na dobre. Silniki gasną.  

O której godzinie miało miejsce to zdarzenie? Kiedy rzeczywiście nastąpiło lądowanie Jaka-40/44? W poprzednim rozdziale rozważając jedną z wypowiedzi Krasnokutskiego doszedłem do wniosku, że o 6:50. Ale jedna wypowiedź to za mało, aby móc jednoznacznie stwierdzić ten fakt. Spróbujmy przyjrzeć się co na temat tego zdarzenia można znaleźć w innych materiałach. Aby spróbować to ustalić oddajmy może najpierw głos osobom, które samolotem tym leciały.  

Za portalem „Rebelya” (http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-m owi-do-nich-zeby-nie-sch) -  porucznik Artur Wosztyl  – przesłuchiwany przez prokuratora, w dniu 10 kwietnia 2010 roku - miał zeznawać, że na „Siewiernym” wylądowali o 7:25. Natomiast technik pokładowy Remigiusz Muś podczas przesłuchania, również 10 kwietnia, miał powiedzieć, że lecieli 1 godzinę i 15 minut - co by dawało (start podawany przez niego to 5:25) godzinę lądowania na 6:40. Czas przelotu podany przez Musia jest moim zdaniem, na tym dystansie nieosiągalny dla Jaka. Ale gdyby samolot ten wyleciał o godzinie 5:00 (najpóźniej 5:10), to w takim przypadku, godzina 6:40 mogłaby być, moim zdaniem, zupełnie realna. A co o godzinie przylotu mówią lecący Jakiem dziennikarze?  

Paweł Świąder. Dziennikarz RMF24: 

(http://www.rmf24.pl/opinie/komentarze/pawel-swiader/news-pawel-swiader-boje-sie-powrotu-do-polski,nId,272706):   

Nasz lot do Smoleńska trwał mniej więcej półtorej godziny (5:25 + 1:30 = 6:55 – przyp.mój). Lądowaliśmy w chmurach, ale bez turbulencji, bez żadnych nagłych zmian kursu, zwykłe lądowanie, jak każde inne. Pamiętam tylko, że wyszliśmy z chmur tuż nad pasem lotniska. 



Jerzy Kubrak – reporter dziennika Fakt – („Fakt” wydanie specjalne z 11.04.2010r): 

7 rano byliśmy już na miejscu. Mam taki zwyczaj, że jak wyląduję, wysyłam SMS-a do żony.  



Piotr Ferenc Chudy – dziennikarz Gazety Polskiej 

(http://niezalezna.pl/23478-smolensk-niewidzialna-kolumna-prezydenta)

Gdy wylądowaliśmy o godz. 7:15, nigdzie wokoło nie widziałem kolumny samochodów, a wówczas jeszcze nie było mgły.    

  

Dla wyklarowania sytuacji, zestawię teraz wszystkie te czasy. 

Otóż w dniu 10 kwietnia 2010 roku, lądowanie Jaka-40/44 miało miec miejsce o: 



6:40 – wg. zeznania chor. Remigiusza Musia (za portalem „Rebelya”).    

6:45 – 6:55 - z obliczenia w relacji do innego samolotu (15 minut przed przylotem Iła – 76, który miał wylecieć z Wnukowa o 6:33 - patrz rodział II) 

6:50 – z rozmowy ppłk. Krasnokutskiego z płk. Sypko (patrz - rozdział II.)

6:55 – z wywiadu z Pawłem Świądrem („lot trwał mniej więcej półtorej godziny”)

7:00 – według relacji Jerzego Kubraka  

7:15 - z zapisu stenogramów 

7:15 - z wywiadu z Ferencem- Chudym

7:25 - z zeznania por. Artura Wosztyla (za portalem „Rebelya”)



TEN ROZDZIAŁ ZOSTAŁ PRZEZE MNIE PRZEREDAGOWANY W ZWIĄZKU Z UZYSKANIEM NOWYCH MATERIAŁÓW I NOWYMI PRZEMYŚLENIAMI - CZYTAJ TU PO ZMIANACH >>>>>>> http://10iv2010.blogspot.com/

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:12)