SAMOLOT ZWANY POPAPRANIEM

Obrazek użytkownika adamkuz
Kraj

 

W sporze prezydenta z premierem o to kto ma nas reprezentować w Brukseli żadna ze stron nie budzi we mnie krztyny sympatii. Muszę jednak przyznać, że ubaw jest przedni. Rozrywka jaka zapewnili narodowi jego wybrańcy bije na głowę osiągnięcia Bareji i kabaretu Mumio razem wziętych. Najpierw minister Klich stwierdził, że zaniemógł pilot w związku z czym prezydenckiej wizyty nici. Tym, którzy nie interesują się polityką przypomnę, że chodzi o ministra obrony, który z gazet dowiedział się o  fatalnym stanie naszych wojsk lądowych i kompletnym zaniku marynarki wojennej. Historia z chorym pilotem jako żywo przypomina stary dowcip o tym że w Drohobyczu nie ma nocnego życia bo nocne życie bolą zęby. Być może jak jeszcze jakiegoś asa przestworzy rozboli paluszek lub główka to nie mamy lotnictwa.

Zrobiła się afera ale wydawało się, że szczera rozmowa prezydenta z premierem wszystko wyprostuje. Niestety obaj panowie pokłócili się o Lecha Wałęsę znanego także jako Bolek. Kaczyński, profesor prawa miał się wyrazić o naszym nobliście per „prosty absolwent zawodówki” co zdenerwowało Tuska- z wykształcenia magistra historii. Oczywiście pan prezydent nie miał tutaj racji. W życiu nie uwierzę, że Wałęsa skończył jakakolwiek szkołę. Niestety nie jest też on prosty, gdyby takowym był trzymałby się swojej pierwotnej wersji o współpracy z SB o co nikt nie miałby dzisiaj do niego specjalnych pretensji. Zamiast tego wolał kluczyć i kombinować wikłając się w coraz większe idiotyzmy.

Po tej wymianie poglądów wszyscy mieli przez moment nadzieję, że sprawa jest załatwiona. Samolot miał najpierw zabrać Tuska a potem wrócić po Kaczyńskiego skoro obaj nie mogą lecieć razem. Gdy usłyszałem o tym w radio przypomniał mi się niemiecki dowcip z czasów II wojny światowej za który można było trafić do kacetu. Lecą samolotem Hitler, Goebbels i Himmler, maszynę pilotuje sam Goering. Nagle samolot rozbija się. Kto się uratował z katastrofy? Naród niemiecki.

Nadzieje na to,  że ów pasjonujący, konstytucyjno- oligofreniczny spór został zażegnany okazały się płonne. Rozwiał je pan nomen omen Arabskiego, którego gęba w telewizji świeciła się z zadowolenia, że może odmówić prezydentowi samolotu. Małe oczka wysokiego urzędnika aż błyszczały z radości. – Z czego się tak cieszysz, pomyślałem sobie. Przecież Kaczyński z Tuskiem jeszcze dziesięć razy przed wyborami pokłócą się i pogodzą  a do ciebie afera z samolotem już przylgnie na amen. W całej tej sprawie zdumiewa mnie głupota czynowników z PO, którzy umożliwili Prezydentowi RP odgrywanie  swojej ulubionej i popisowej roli- safandułowatego poczciwca o złotym sercu, któremu nie dają działać źli ludzie.

Ci, którzy się teraz oburzą wskazując na wagę tej wizyty nie rozumieją prostego faktu, że nie ma ona najmniejszego znaczenia. Unia w dzisiejszym kształcie jest bezkształtnym, biurokratycznym tworem, który właściwie nic nie może oprócz powoływania kolejnych komisji i mianowania kolejnych urzędasów zgodnie z regułami Murphy`go. Czy ktoś tam pojedzie czy nie, czy będzie to nasz drogi prezydent czy ukochany przez lud premier absolutnie nic nie zmieni bo i tak niczego sensownego tam nie wymyślą oprócz tego jak nam dokopać.

Rzecz jasna w Brukseli bardziej będą się liczyć z Kaczyńskim niż z Tuskiem. W końcu kto na serio traktuje pętaka wchodzącego wszystkim do… mniejsza o to do czego. Po co tracić czas na błazna, który jest i tak na skinienie. Co innego prezydent, który może podpisać lub nie traktat lizboński. Ten poroniony wytwór jest martwy dzięki Irlandczykom ale do przywódców państw europejskich jakoś to z trudem dociera. Jak  upokorzą Kaczyńskiego to ten nie podpisze, jak będą wokół niego skakać to mam nadzieje, że i tak nie podpisze. Wszystkim radzę oglądać transmisję z tej wizyty. Na pewno będą jakieś jaja. Nie zdziwiłbym się gdyby  minister Sikorski położył się na trzech krzesłach tak aby Kaczyński nie mógł usiąść. Prezydentowi radziłbym też uważać na premiera, nigdy nie wiadomo co takiemu do głowy strzeli, może na przykład podłożyć nogę lub rozrzucić na krzesłach pinezki.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Tak samo jak Tusk nie miał dziadka w Wermachcie...
Bartoszewskiemu coś mogło przeszkodzić w uzyskaniu stopni naukowych, ale Wałęsa zaczynał przecież w realiach "punktów za pochodzenie".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

------------------------- "Dixi et salvavi animam meam"

#6410

skończył podstawówkę a potem przyzakładową/dwuletnią/ szkołę zawodową przy Państwowym Ośrodku Maszynowym w Lipnie/ / mawiano za komuny kto nie ma oleju w głowie i domu , ten idzie do pom'u. a kto ma i olej i dom, ten p....pom!/
pozdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#6415