Sytuacja trudna ale jasna

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Świat

Donald Tusk będzie więc nadal, jak to mówią, królem Europy.  Ponieważ sprawa dotyczy Polski, zepchnięto na bok zasadę, że nie powołuje się (wszak wyboru nie było) na to stanowisko kogoś, kogo nie poleca jego własny kraj. Wiadomo, że nie polecał, wiadomo, że podał swego kandydata. Wiadomo też, że pan Saryusz Wolski w porównaniu do Tuska to, jak Lewandowski i trampkarz. Oczywiście Lewandowski Robert, a nie ten … wiadomo jaki. A więc nie decydowały kwalifikacje. A może jednak? Bo Saryusz Wolski nie sprawia wrażenia, że może być w razie potrzeby chłopcem na posyłki, albo, że ma wszelkie cechy pluszaka. Rola tego ostatniego nie jest nikomu obca.

            Takie są informacje proste na temat wyznaczenia pana Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Czy w sposób odpowiadający wymogom demokracji? Ogólnie słyszy się, że nie, ale czy w UE można w ogóle mówić o demokracji? Przecież to jest organizm istniejący pod dyktando silniejszego. W tym przypadku dyktat pochodził od pani Merkel. Dziwna rzecz, gdyż lekceważenie okazane rządowi polskiemu przez faktycznego lidera UE, względnie kilku, uderza w Polskę tym samym rytmem, w jaki walą w nią wewnętrzni renegaci skupieni w tzw. „opozycji totalnej”. A czy w ogóle gremia, właśnie unijne, wołające o obronę demokracji w Polsce (vide: Timmermans, Verhofstadt)  potrafią pogodzić swe jawne poparcie dla „totalnej” opozycji nie tylko z demokracją, ale w ogóle ze zdrowym rozsądkiem  w polityce? To są fundamentalne pytania, a odpowiedź w postaci cynicznego stwierdzenia, że wy macie zasady, a my fundusze, w sposób drastyczny wyraża cele i środki polityki unijnej.

            Tak więc trzeba posłużyć się otwartym tekstem i powiedzieć, że we władzach unijnych mamy wrogów, może nawet wyłącznie, choć nie trzeba przesadzać. Dlaczego? Bo właśnie mamy te nasze niezbywalne zasady nie pozwalające na kompromisy. Garstka, w stosunku do całego narodu, rodzimych bezbożników i ludzi wypranych z jakiejkolwiek tożsamości kojarzonej z polskością, ludzi uprawiających swą politykę na ulicach i w zadymach, nie jest w stanie podważyć tego stwierdzenia.

            Z takim stanem rzeczy musimy żyć, jeśli nie chcemy pójść śladem Anglii. Sprawa wszakże, która powinna smucić, to zachowanie innych krajów w kwestii powołania przewodniczącego RE. Jak to w ogóle możliwe, że dokonano „wyboru” jedynego kandydata, bo przecież Saryusza Wolskiego nawet nie zaproszono? Wszystko wskazuje, że  przedstawiciele państw UE, znaleźli się na kolanach przed panią Merkel, lub konkretniej, Niemcami. To nam nic dobrego nie wróży. W końcu udzielono poparcia człowiekowi obciążonemu zarzutem, że działał w Komisji Europejskiej przeciwko własnemu krajowi, przeciw Polsce, że we Wrocławiu zjawił się, żeby poprzeć komedię odgrywaną w sejmie przez ową „totalną opozycję”, a może faktycznie asystować puczowi? Poparcie dane takiemu człowiekowi, przeciw któremu wypowiedział się rząd polski w sposób w pełni uzasadniony, ma jednoznaczną wymowę. To jest tacite wyrażona zgoda na to, co niektórzy urzędnicy unijni pozwalają sobie w stosunku do Polski. Państwa UE, przypomnijcie sobie porzekadło: hodie mihi, cras tibi (dziś mnie, jutro tobie) Rację mają ci, którzy nie wierzą w żadne zabezpieczenia Polski, a przypominają raczej rok 1939. W chwili niebezpieczeństwa zadecyduje czyjś, nie nasz interes. Nawet Grupa Wyszehradzka pokazała czym jest dla niej Polska. To jest lekcja, którą trzeba przerobić.

            Tusk jest dobrym kandydatem zarówno dla ludzi pokroju wymienionych wyżej, jak przede wszystkim dla Niemiec. Pewnych spraw nie można wymazać  nawet z upływem pokoleń. Tusk i pani Merkel mają co nieco wspólnego, Dziadek pani Merkel, przybywając do Berlina nosił jeszcze polskie nazwisko. Wnuczka zdołała ten bagaż całkowicie odstawić do lamusa i dobrze służy Niemcom. Dziadek Tuska też nosił mundur Wehrmachtu. Te bajki o przymusie darujmy sobie. W końcu w czasie wojny mieszkałem w Reichsgau Danzig Westpreussen i nikt nas nie przymusił do przyjęcia trzeciej czy którejś tam niemieckiej grupy narodowościowej. Kennkartę mojej matki mam nadal. Te korzenie pochodzeniowe wrastają niekiedy dość głęboko i rodzą, jak to Niemcy mówią, „Affinität”, pewne powinowactwo. Na to nie ma rady. Jak ono działa? Bóg święty wie, ale „po owocach ich poznacie ich”. W poruszanym przypadku owoce te są raczej smaczne dla Niemców, a nie dla nas. Sapienti sat, czyli mądry niech pomyśli.

            Pewnie, że zachowanie Tuska w stosunku do obecnej rzeczywistości polskiej nie może budzić entuzjazmu – naszego – gdyż w kołach wierchuszki unijnej, owszem budzi i to wielki. Ale w końcu trzeba też wziąć pod uwagę ową Affinität i to, co Tuskowi z Brukseli podpowiedziano, że władze Unii nie są przeciwko narodowi polskiemu, ale tylko przeciw obecnemu rządowi w Polsce. Tusk jest też jego zdeklarowanym wrogiem. Jest to cynizm ślepy na wiele przykładów z historii, kiedy rozmaite łajdactwa usprawiedliwiano przy pomocy zasady divide et impera. Czyli do dziś nic się nie zmieniło, z wyjątkiem, oczywiście, wykonawców i zleceniodawców. To, że w Polsce pewna część ludzi – niech to będą nawet  dawni aparatczycy komunistyczni, którzy jednak żyją w tym kraju i w którym wiele  im przebaczono – dziś jawnie szkodzi własnemu  krajowi, piłuje gałąź, na której siedzi, jest po ludzko sądząc, niezrozumiałe. Po prostu niezrozumiałe, gdyż kategorii moralnych nie chcemy tu stosować, nie rozumiejąc racji postępowania tych ludzi.

             W sumie, nie popadając w zbytni pesymizm, naszej przyszłości w UE nie można jednak widzieć w jasnych kolorach. Rodzimi renegaci, to piąta kolumna, dodatkowe zagrożenie. Czy pozostaniemy osamotnieni w naszej walce o tożsamość, zasady i suwerenność, na ile ona jeszcze jest możliwa? To okaże przyszłość. Na razie wokół nas nikogo nie widać, kto  chciałby z nami iść w tym samym kierunku. Nie pierwszy raz to w naszych dziejach i taka tylko pozostała  pociecha.

 

P.s. Opozycja totalna nabrała zaraz animuszu. Zarówno Petru, jak Schetyna zapowiedzieli już votum nieufności dla rządu. Pan Kamysz-Kosiniak widziałby sens, gdyby votum było konstruktywne. Tylko problem w tym, że ani Petru ani Schetyna nigdy nie byli konstruktywni, lecz wręcz przeciwnie, z zasady destruktywni, jak cała ta ich opozycja, nota bene bardziej uliczna niż totalna. Totalna w tym sensie, że protestująca nawet przeciwko tym projektom, jakie kiedyś PO sama postulowała. A może trzeba by tę opozycję jeszcze inaczej nazwać? Jest takie słowo oznaczające wykluczenie rozumu. 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:12)

Komentarze

Zadumałem się nad słowem "renegat" . By nim być, by być odszczepieńcem, najpierw trzeba być z jakąś wspólnotą połączonym. Mamy do czynienia z arywistami - ludźmi znikąd - właśnie takim jet Tusk, kurczowo usiłujący "wpasować się w miejsce do którego (jak wszyscy widzą) nie pasuje. Jego główny wysiłek skierowany jest na granie roli króla Europy, ale w taki sposób by nie podpaść rzeczywistym właścicielom U€ !

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0


#1534887

Dobrego Dnia szanowny panie profesorze :)

kolejny raz przekonaliśmy się,że trudna jest droga prawdy i odwagi oraz wierności  Zasadom,ale nic TO jak mawiał pewien Mały Rycerz,damy radę,taki już nasz LOS i nie pierwszy to raz 

historia kołem się toczy i wiemy to nie od dzisiaj :)

serd pozdr :)

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#1534891

jednak zachowanie Anglii zasmuciło 

ale czy nie było podobnie  w latach poprzednich ,czy ich wdzięczność dla Polski za przelaną krew naszą w ich obronie ,nie była taka sama jak dzisiaj ?

czy nie zachowali się podobnie w 1939 roku ? Mieliśmy swój Cud nad Wisłą ,więc #Damy Radę i do przodu Polsko

 Bóg Honor Ojczyzna

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#1534892

Tzw. opozycja rozbrat w rozumem wzięła dzień po przegranych wyborach i trwa w tym postanowieniu dalej...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1534906

"Po prostu niezrozumiałe, gdyż kategorii moralnych nie chcemy tu stosować, nie rozumiejąc racji postępowania tych ludzi."Ks. profesorze - Ks. nie chce zrozumieć. To ludzie bez sumienia, z jednym celem - władza. Za ten cel oddadzą wszystko, gotowi są sprzymierzyć się z diabłem, bo czymże jest poparcie Tuska dla anarchofeministek i agentów? Zanurzą się w szambie i będą twierdzić, że to Chanel Coco Mademoiselle.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Stasiek

#1534914

To prawda, że o sumieniu nie może tam być mowy, ale chodzi mi o to, że niekiedy niezrozumiałe są motywy postępowania ludzi w sprawach, które wtórnie mają złe skutki  podlegające także jakiejś ocenie etycznej. N. p. obezna heca wokół reformy szkolnej. Jest ona konieczna, gdyż edukacja doszła u nas już do pewnego krytycznego punktu i kto, jak kto ale rodzice powinni to zauważyć mając na oku cale życie swego dziecka.. A tymczasem oni słuchają bredni p. Broniarza, który w tych sprawach miał zawsze tylko na oku swój interes, o szkole zresztą ma pojęcie mętne. Czy tu nie wchodzi w grę jaka s kategoria  moralna? wydaje się się że jednak tak, a przecież ludzi  podpisujących bzdurne petycje nie można zaraz posądzać o brak sumienia. 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1534918

W sprawie szkolnictwa: zadna reforma nie zmieni poziomu ksztalcenia - jesli nie pojda za nia zmiany w premiowaniu nauczycieli, ograniczenie znaczenia postkomunistycznej organicacji jaka jest ZNP, zmiany w programach pozwalajace dostosowac zdobywana wiedze do otaczajacego nas swiata.

Obojetne czy uczen bedzie uczeszczal do podstawowki, liceum, technikum, gimnazjum czy do szkoly elementarnej, ponadpodstawowej czy sredniej. Nie w nazewnictwie problem ale w programach nauczania i dostosowania wykladanej wiedzy do poziomu uczniow. Z grubsza wiadomo, ze nie kazdy nadaje sie do zrobienia doktoratu - a w Polsce przyjeto zasade (przyjeta z zachodu- niestety), ze  promuje sie do nastepnej klasy nawet, gdy delikwent nie posiada wymaganego minimujm wiedzy.

Z drugiej strony programy opracowuja czesto profesorowie, ktorzy szkolnictwo podstawowe i srednie znaja z kilku w roku wizytacji wprowadzajac nauke rzeczy zupelnie niepotrzebnych (wiem cos na ten temat: zona polonistka...) - np. wprowadzajac nauke zagadnien gramatycznych w liceum, ktorych do tej pory nie wykladano nawet na polonistyce...).

Zeby zrobic sensowna reforme - trzeba wpierw opracowac sensowne podreczniki i program - nie jest to na pewno zadanie do zrobienia w rok - i ide o zaklad, ze wprowadzana na "chybcika" reforma skonczy sie... dalszym obnizeniem poziomu nauczania - bo reforma ma byc wprowadzona juz za kilka miesiecy, a programow i podrecznikow nie ma...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

mikolaj

#1535003

a rownoczesnie na zachowanie suwerennosci - to zgoda na Europe wielu predkosci. Przeciez jednoznacznie wiekszosc Polakow opowiada sie za czlonkowstwem w UE - bo maja z tego okreslone korzysci (przede wszystkim szybkie podnoszenie poziomu zycia, mozliwosc pracy w krajach UE, perspektywy na przyszlosc). 

Integracja polityczna - tak forsowana dzisiaj przez Niemcy i Francje - jest jednoznacznie nie do przyjecia (dzisiaj) dla Polski i Polakow - dlaczego zatem nie pozwolic na integracje tych, ktorzy tego chca? Przeciez to wlasnie demokracja - a tymczasem nasz Rzad i Kaczynski obstaja przy jednolitej Europie - jakby nie widzieli, ze nie jest ona jednolita juz dzisiaj. Sa po prostu zbyt duze roznice w bogactwie, mentalnosci, doswiadczeniach, poziomie kulturalnym, moralnosci, aby mozna bylo bez szkody dla czesci z obywateli UE wrzucic ich wszystkich do "jednego worka".

Juz dzisiaj mamy do czynienia z Europa wielu predkosci (strefa Euro, Schengen)- co doskonale sie sprawdza, dlaczego zatem, nie korzystac z tych doswiadczen i nie zgodzic sie na polityczna integracje (czyli na ograniczenie suwerennosci) krajow, ktore tego chca - pozostajac przy swoich wartosciach?  

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1535001