Nieoczywistość

Obrazek użytkownika zbinie
Kraj

Przypomina mi się zabawa z lat szkolnych. Zabawa wymagająca pewnego nastroju i minimum inteligencji i wyobraźni uczestników. To nie miało nazwy , dzisiaj nazwałbym to zabawą w nieoczywistość. Krótko mówiąc polegało to na tym ,że gdy ktoś coś relacjonował lub z ożywieniem się nad czymś rozwodził nagle „z boku” padało nachalne, konsternujące – no dobrze i co z tego?

Co prowokowało dobitniejsze wyjaśnienie . Znów kontrowane bezczelnym komentarzem w rodzaju :cóż zdarza się , lub jeszcze bardziej prowokującym – właściwie można się było spodziewać. I kiedy wzburzony ostatecznie narrator wpadał już w tory w rodzaju :przecież nie można tego tak zostawić, coś trzeba zrobić – padało nieoczywiste -ale właściwie po co?

To za pierwszym razem. Bo już w tym samym gronie zabawa polegała na powtarzaniu tego samego pytania : no i co z tego? I ocenie wysiłku wyobraźni i inteligencji narratora , który świadomy celu zabawy podejmował wyzwanie przybliżenia, dookreślenia następstw , skutków, obszaru kontrdziałania.

Przypomniało mi się na widok zdjęcia PAD w kapeluszu. Nie wiem po co to zrobił. I mało mnie to obchodzi. Złośliwe tłumaczenie ,iż dzięki temu pozwolono mu stanąć w pierwszym szeregu nie wydaje mi się szczególnie bulwersujące. Miewam gorsze skojarzenia – żółty żonkil kojarzy mi się z azjatyckim Narcyzem , dla którego szkoda żyznej gleby. Cóż chochliki wyobraźni , nie każdy to zniesie to nie będę pisał z czym mi się ów kapelusz skojarzyl. Cóż niespecjalnie to znaczące. Po prostu przy pewnych okazjach gesty i pozy są mało wymowne , co najwyżej można zachować się niestosownie ,impertynencko albo chamsko.

Więcej ważne co się powie. I wreszcie po długiej przerwie PAD powiedział coś sensownego. Może niezbyt elokwentnie i mało dobitnie. Mi się przypomniały słowa Marka Edelmana ,że to był tylko wybór sposobu umierania. Aż się prosi do tego nawiązać. Cóż , gdy wybór sposobu umierania jest ten najlepszy to dar życia czasem się pojawia a naprzeciw temu podły haniebny sposób przeżycia przynosi obok utraty życia również zgon duszy. Ale nie wymagajmy za wiele od prawnika. Mnie całkiem wystarczy,że polski prezydent wreszcie odniósł się do tematu we właściwej proporcji i z właściwego punktu spojrzenia – postawy i czynu polskiego obywatela. Nie wchodząc w zawiłości i metafory, w których nieco zwykł się gubić.

Zgrzyt oczywiście być musiał. Ale ja i na to patrzę w sposób nieoczywisty. Doceniam walory edukacyjne skamieliny , reliktu gadziny z dziś już nieco prehistorycznej rzeczywistości sowieckiej autonomicznej republiki. Gadzina musi kłapać wielką paszczęką. Ale dzięki temu młodzież może sobie uświadomić jak bardzo żywot i fizjologia gadziny da się w całości potrzebami paszczęki objaśnić.

Myślałem,że będzie gorzej. I przez tą małą ulgę to się rozmarzam. I marzy mi się urzędnik niższego szczebla polskiego ministerstwa a może Urzędu ds kombatantów składający dostojnie i milcząco w Jedwabnem wieniec z biało-czerwoną szarfą i napisem : Ofiarom niemieckiego okupanta...Tak było by najprościej , przeciąć wrzód i nawroty niepotrzebnego bólu. Ale to jeszcze długo nierealne.

Tak jak chyba nie doczekam by jakiś polski polityk odważył się głośno powiedzieć ,że największym kolaborantem,współsprawcą holocaustu i innych zbrodni na narodach Europy był wrześniowy sojusznik Hitlera. I przecież nawet późniejsze mordercze zwarcie nie było walką o wartości i cele tylko o przywilej realizacji tego samego modelu według inaczej skalkulowanej formuły.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)