Skąd się bierze elita?

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz
Idee

Skąd się bierze elita?

 

Tak samo, jak mleka nie bierze się z lodówki, a pieniędzy ze ściany, tak samo elit nie można wziąć z poszczególnych partii politycznych czy nawet z uniwersytetów. Wyłania je kultura, poczucie odpowiedzialności za kraj i zdrowy rozsądek. Krótko mówiąc, elity wyłaniają: historia, przekaz pokoleniowy (edukacja) i aktualne potrzeby polityczne narodu oraz państwa. W przypadku Polski, albo wyłoni je 1000-letni naród i 1000-letnia szeroko pojęta kultura, albo nie wyłoni ich nikt. Jeżeli społeczeństwo nie podejmie wysiłku odtworzenia swoich elit, zrobi to za nas ktoś inny – oczywiście we własnym interesie. I ta zależność, jak życie, ma charakter warunkowy i matematyczny. Każde elity wyznaczone są bowiem do najbardziej odpowiedzialnych zadań, rozwijają kulturę, są odpowiedzialne za politykę i bezpieczeństwo intelektualne i fizyczne obywateli, których reprezentują. W przypadku Polski, zdrada lub sprzeniewierzenie się jednej z tych zasad powinno skutkować utratą przywilejów, a nawet ostracyzmem. Reprezentacja tego typu posiada bowiem najwyższą klauzulę odpowiedzialności i nie jest zabawą w piaskownicy. Owszem, elity można wymordować w ciągu jednego pokolenia, ale odbudować nie sposób ich nawet na przestrzeni kilku. W normalnym państwie elity kształcą elity. Jeszcze po II wojnie, dopóki żyli ludzie wychowani i wykształceni w niepodległej II RP, mówiło się o nich – inteligencja. Większość z nich znakomicie rozumiała swoje powinności.

 

W każdym logicznym rozumowaniu rolę porządkującą wyznacza czas i punkt odniesienia. Punktem odniesienia dla polskiego społeczeństwa, a zwłaszcza polskich elit nie jest powojenny okres, lecz są 1000-letnie dzieje naszej kultury i powszechnej myśli kulturowej i politycznej. To sposoby walki o dobro wspólne i dziejowe doświadczenia zadecydowały o naszej specyfice kulturowej, o naszym sposobie myślenia i reagowania. To one ukształtowały ten czynnik emocjonalnej łączności, który decyduje o poczuciu przynależności, odpowiedzialności i przewodnictwa. Dla jasności… nie jest to polski wynalazek, bo tak samo dzieje się we Francji, Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Rosji. Tamte elity zachowały ciągłość przekazu i ciągłość myśli i co najważniejsze, nie straciły swojego kodu kulturowego, który jest stały, ale podlega ciągłym retuszom dostosowawczym. Elity z tamtych krajów nie muszą dublować ścieżek, po których szli ich przodkowie i powtarzać tych samych argumentów – bardziej przekonując siebie, niż obcych.

 

Punkt odniesienia decyduje również o poziomie analizy, poziomie ogólnego wykształcenia i o odpowiednim wychowaniu społecznym. Ten sam punkt odniesienia i tysiącletnia perspektywa porównawcza pozwalają ocenić poziom i kategorię intelektualną polskiej myśli, jej historyczną i społeczną przenikliwość i adekwatność. Nie trzeba dodawać, że tylko taka perspektywa jest w stanie wyłonić właściwe kierunki nauczania i kryteria oceny samych elit - w przeszłości i dla przyszłości. Tylko taka perspektywa jest w stanie sprecyzować czego chcemy, czego nie chcemy i czego potrzebujemy. Tylko taka perspektywa eliminuje w dużym stopniu społeczną dezorientację, a czasami nawet głupotę i w sposób racjonalny, wyrównuje poziom świadomości politycznej, bez której nie zbudujemy ani rozsądnego narodu, ani dobrego państwa.

 

W tym miejscu warto odwołać się do faktów historycznych, na przykład do ostatniego Jagiellona, Zygmunta Augusta, który jednolite kulturowo Królestwo Polskie musiał przekształcić w Rzeczpospolita Obojga Narodów – z cała jej złożonością kulturowa, administracyjna i polityczną. Polska w tym czasie wchodziła nie w małe uwarunkowania kulturowe, lecz wielkie – cywilizacyjne, a więc łacińsko-bizantyńskie. Król korzystał z wzorców starożytnych i własnych. Mógł to zrobić, bo posiadał nie tylko wszechstronnie wykształconą kadrę uniwersytecką, ale również niezależnie myślące umysły. Umysły zdolne do wielkich czynów i globalnego projektowania. Pracowało nad tym kilka pokoleń ostatnich Piastów i cała dynastia jagiellońska.

 

Po II wojnie wróciliśmy na terytorium, które prof. Zygmunt Wojciechowski określił, jako „macierzyste” i nie tylko wstydzimy się tego terminu, ale również nie chcemy przyjąć do wiadomości, że jeżeli tzw. III RP nie będzie nowoczesną kontynuacją II RP, będzie po prostu PRL-em, do którego już nikt nie chce się przyznać. Dziwimy się, że Polacy coraz bardziej stają się bezpaństwowcami, że coraz mniej identyfikują się z państwem i kulturą które mają, a coraz głębiej wzdychają do UE, która wciąż jest efemerydą. Niby rozumiemy, że dziś na uwarunkowania niemiecko-rosyjskie nałożyły się na kolejne – szersze uwarunkowania amerykańsko-chińskie i że te uwarunkowania nakładają na nas obowiązek dokonania syntezy piastowsko-jagiellońskiej, ale mimo to jakoś nie możemy znaleźć w sobie ani wystarczającej energii, ani odwagi i zrozumienia do podjęcia obrony własnej. Nadal śmiejemy się z przodków, że stosowali politykę: jakoś to będzie, zupełnie nie dostrzegając że sami czekamy na Boskie zmiłowanie. I prawie nikomu nie przychodzi do głowy, że ta „dupowatość” wynika z braku tradycyjnych elit i skutków wspólnego pogrzebania II RP, że zbudowaliśmy państwo na fundamentach „Solidarności”, która już nie istnieje. Tak, to bardzo przykre, bardzo, ale już tylko kombatanci mają z niej korzyść, i to nie wszyscy. Druga RP czerpał siłę z historii i zwycięstwa w 1920 r., a z czego ma czerpać siłę III RP?

 

Zależność uwarunkowań, jak w przyrodzie, są proste i jednoznaczne: jeżeli zdążymy odbudować bazę swojej prawdy i po polsku myślące elity, będziemy mieli dobre państwo, jeżeli natomiast połowa społeczeństwa poddana antypisowskiej i „goebbelsowskiej” propagandzie nie jest w stanie zauważyć, że obecny rząd współpracuje z nim dzieląc się pieniędzmi i podejmuje budowę dwóch epokowych przedsięwzięć (przekop Mierzei i CPK), to sytuacja jest poważna. Nic bowiem nie da się zrobić ze społeczeństwem, które nie ma poczucia obowiązku i poczucia państwa. Ale też nic nie da się zrobić ze społeczeństwem, któremu nie powiedziano w jakim kierunku idziemy, co mamy robić i dokąd zmierzamy. Młodzi, jak to młodz,i wielu z nich mając tylko postpeerelowskie doświadczenie, nie zdaje sobie sprawy w jak tragicznym położeniu się znaleźli.

 

Na pocieszenie - pokolenie młodego Mickiewicza, ale też pokolenie młodego Piłsudskiego i Dmowskiego było w równie fatalnym położeniu i równie kiepskich uwarunkowaniach i dało sobie radę - zaczynając od podstaw, a więc od kółek samokształceniowych. Oni mieli swoich bohaterów, mieli z kim się identyfikować, mieli tradycyjne elity i zdrowe wzorce. Współczesna młodzież tych elit jest pozbawiona, pozbawieni są też wzorców, które zniszczył PRL. Pokolenie Mickiewicza i Piłsudskiego nie chciało uciekać z kraju, ba, nie przyszło im to nawet do głowy. I na tym m.in. polega różnica tych i tamtych pokoleń. Ale niezależnie od tego, najważniejsze jest to z jakim nastawieniem opuszcza się ojczyznę.

 

Wracając do meritum, elity są wybrańcami prawdy i godności – i w takim duchu muszą się kształcić i kształtować. Fałszywa treść nauczania zniechęca, tworzy nieuków, kombinatorów i ludzi, którym nie można ufać.

 

To tyle smutnych refleksji powyborczych. Najgorsze jest jednak to, że stopień zacietrzewienia odsłania nam twarz i d… i zaciemnia dziejową prawdę, że nadal żyjemy na beczce prochu, którą sami możemy podpalić i w ten sposób „ogień boży” przywróci nam rozum. I sprawdzi się to fatalne przysłowie, że Polak mądry po szkodzie. I niech się nikomu nie wydaje, że propozycja oddania dwóch województw: lubelskiego i podkarpackiego Ukrainie jest dziełem jakiegoś autystycznego chłopca. To kolejny sondaż naszej głupoty i nieuświadomionej bezdomności.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

...dlaczego niewygodne są nawet tak kryształowe postacie jak rotmistrz Pilecki. W PRL jego rolę przejął jego kat, a w 3RP próbowano zastąpić go pseudo-autorytetami typu Bartoszewskiego. W przypadku tego ostatniego wybór był iście diabelski, bo i jego życiorys (odpowiednio naciągnięty), i niektóre wypowiedzi bardzo uwiarygadniały jego wybór na niekwestionowany autorytet. Co za życia się udawało, po śmierci się szybko rozwiało. Choć próbowano kneblować każdego, kto mówił wprost, kim rzeczywiście był Bartoszewski powtarzając jak mantrę twierdzenie, że "o zmarłych nie mówi się źle". Jakoś do niektórych zmarłych osoby tłumiące głosy prawdy potrafiły dopasować tę formułkę, a do innych nie. Wiadomo, tolerancja tolerancją, a nasze musi być na górze.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1639038

@ Kryspin

Prof. Robert Nowak w swojej ksiażce nt. Bartoszewskiego napisał, że problem z nim zaczał się  w chwili, gdy został prezesem PEN Clubu. 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639074

Być może, ale jeśli ktoś ukradł, to ukradł. Jeśli skłamał, to skłamał. Dlaczego to zrobił nie ma chyba znaczenia w dyskusji o tym, czy jest, czy nie jest autorytetem.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1639105

Kto tu mówi o autorytecie? Ja tylko uzupełniłem Pański wpis.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639149

Jesli jakikolwiek polityk czy lider nie naklada na samego siebie odpowiedzialnosci karnej i finansowej za zle zarzadzanie spolecznymi (Narodowymi) srodkami finansowymi, materialnymi czy bogactwami naturalnymi, to taki polityk czy lider nie nadaje sie do kierowania (zarzadzania) nawet budki z woda sodowa, bowiem jego lub jej odpowiedzialnosc za czyny i slowa w zasadzie jest ZEROWA...
=====================
jasiek z toronto

http://polskawalczaca.com

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

jasiek z toronto

#1639051

@ janztoronto

To nie jest tyko kwestia dyscypliny prawnej, lecz głównie poczucia odpowiedzialności i świadomość działania na szkodę wspólnoty. To właśnie ona stawia najbardziej skuteczna zaporę moralna.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639075

Panie Ryszardzie, o tym wlasnie napisalem tj. o odpowiedzialnosci w sensie personalnej, a wiec osoby, ktora sama na siebie naklada odpowiedzialnosc karna i finansowa sila rzeczy jest OSOBA ODPOWIEDZIALNA za swoje czyny, swoje dzialania i swoje decyzje, ktore beda wplywac na miliony osob czy rodzin...

Jesli dany czlowiek jest odpowiedzialny, to sila rzeczy zgodnie ze swoja wolna wola zgadza sie na kary na siebie nalozone, co rowniez swiadczy o tym, ze takiego czlowieka niemozliwoscia bedzie go skorumpowanie...
===================
jasiek z toronto

http://polskawalczaca.com

PS Pisze w "Gajowce" rowniez...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

jasiek z toronto

#1639080

@ janztoronto

Tak, tylko w tradycyjnej kulturze polskiej nie o karę tu idzie, lecz o honor. To o wiele wyższy poziom, niż odpowiedzialność karna. Pan przyjał punkt widzenia kanadyjski lub amerykański. Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639086

Panie Ryszardzie, moze skonczmy z honorem u wciaz bezkarnych politykow. Jaki maja Polacy interes z honorowego polityka odsunietego od wladzy i przeniesionego "gdzies tam???"...
Dla czlowieka reprezentujacego interes Narodowy (spoleczny) musi byc nagroda za dobre reprezentowanie interesu Narodowego w formie premii, dodatkowych przywilejow, ale rowniez musi byc kara za korupcje, sprzeniewierzenie majatku Narodowego itd. itd..
Tak wiec Panie Ryszardzie w/g Pana powinna byc nagroda, ale nie kara???
Brac wyplate za siedzenie w Sejmie i nie czytac ustaw czy zarzadzen???

Jesli chodzi o moj "punkt widzenia kanadyjski czy amerykanski", to takowy NIE istnieje w amerykansko-kanadyjskiej polityce, wiec jest to tylko moj punkt widzenia i nie "podpieralem" sie innym punktem widzenia czy kogokolwiek opinii...

=================================
jasiek z toronto

http://polskawalczaca.com

P.S. Ciekawi mnie, gdyby Pan jako jedyny zywiciel Rodziny "przepil" cala miesieczna wyplate, to czy panska zona i dzieci by Pana pochwalily czy jednak nie???

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

jasiek z toronto

#1639100

Ogólnie ma Pan rację, ale oglad, jaki Pan reprezentuje ogranicza się do  czasów powojennych, ja natomiast piszac o elitach ponadczasowych, to samo ujmuję w perspektywie historycznej i dlatego odwołuję się do honoru. Zreszta ten honor działał tylko do określonego czasu. Po Zygmuncie Auguście już zaczał się załamywać, przełom nasatpił po odwołaniu się przez Sicińskiego do liberum veto i zerwania w ten sposób Sejmu.

Między nami nie ma różnicy w ogólnej ocenie, lecz rzecz w tym, że na obecnego posła trzeba nałożyć groźbę sankcji, natomiast wcześniej wystarczył honor, którego dziś oczywiście trudno już spotkać. To sa niuanse, o których warto pamiętać.

Pozdrawiam  

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639152

co racja, to racja. To coś jak różnica między wiarą (i wynikającym z niej postepowaniem), a strachem przed karą Boską. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1647378

Jest pewne zjawisko, które w naszych warunkach daje o sobie znać. Otóż są elity wytworzone przez lata, poprzez działalność na różnych polach; elity przede wszystkim rodzin. Przedtem elity zostawały tworzone poprzez nadania tytułów szlacheckich. Komuna próbowała powtrórzyć ten schemat poprzez "nadawanie" zaszczytów, pozycji, stanowisk i to się częściowo udało. Mamy dwoiste elity, niektóre wytworzone samoistnie, poprzez działanie, pracę, naukę, sztukę, a także poprzez pozycję, którą wypracował dziadzio, lub tatuś. To są te quasi-elity, coś jak tombak imitujący złoto. Jest jeszcze trzecia grupa, mieszana, to ludzie którzy są w jakiś sposób powiązani z nauką, czy sztuką, ale w ich karierze pomogło wsparcie dobrze umoszczonego przodka. To te wszystkie znane osoby z ekranu tv, których tatusie, dziadkowie i mamusie były wplątane w bycie TW, czy partyjniactwo. I to są zamaskowane pseudoelity. Ciekawy temat. 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1639067

@Muni

Nie, nie ma się co czarować. Punkt odniesienia dla elit narodowych jest jeden i jedne sa też elity. Jak zaczniemy dywagować kto nimi jest, a kto nie jest, zamażemy problem do końca. Tak samo, jak mamy jedna wyższa kulturę narodowa, jedno powietrze, ktorym oddychamy, tak samo musimy miec jeden wzorzeć naszych elit. Tak jest we wszystkich poważnych krajach. 

Powojenny system nie mógł niczego naśladować, bo nie miał odpowiedniego tworzywa. Chyba nie myśli Pan, że parobek, fornal lub nabuzowany poczuciem odwetu bezrolny chłop mógł zastapić elitę, za która stała tradycja i wyczucie kulturowe. Komunistyczny mechanizm pozwalał wykończyć tradycyjna elitę. A zaczęło się od Katarzyny II. Od lat 60-ych zaczynało już być lepiej, ale nowa elita zamiast dorównywać do polskiego przekazu doświadczeń, nawiazywała do sowiecko-rosyjskich, potem niemieckich, interesów, pogłębiajac w ten sposób podziały. Gdyby pozostali przy wzorcu polskim, upiekłoby im się.  

Nie ma też dwoistych elit. Ich dwoistość wypływa z antypolskiego nastawienia. Po prostu, nie czuj polskiego kodu i czasów, które ida, natomiast znakomicie potrafi bronić swój interes, którego obronić się nie da.

Natomiast to, co się dzieje na uczelniach, a zwłaszcza uniwersytetach trzeba nazwać jasno - głębokim upadkiem nie tylko poziomu, ale przede wszystkim moralności i etosu nauczyciela. Sadownictwo można jakość wyprostować, ale szkolnictwo - to problem bardzo poważny.

Jak piszę wyżej, najważniejszy jest punkt odniesienia, ale trzeba go jasno wyartykułować i upowszechniać, od podstawówki łacznie.      

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639073

Z pańskiego rozumowania wynikałoby, że nikt inny choćby "parobek, fornal lub bezrolny chłop", nie mógłby dołączyć do elity - nawet gdyby okazał się geniuszem i po skończeniu studiów stał się cenionym przedstawicielem dziedziny, której by się poświęcił. Nie mogę się zgodzić z takim kastowym pojmowaniem elit. To nijak nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości.

Moim zdaniem do elity może dołączyć każdy. Niestety, tworzenie autorytetów z ludzi, którzy nie dorośli do tej roli oraz utrztymywanie, że osoby pewnych profesji to elita (np. aktorzy - niby dlaczego? ludzi po studiach jest masa, więc co wyróżnia z tej masy aktorów? To że czasami mówią wierdszem? A dyplomowany klaun też jest autorytetem?), przyczyniło się do zdeprecjonowania pojęcia autorytetu i elity. 

Jednym z problemów jest to, że autorytet w jednej dziedzinie (chćby aktor) niekoniecznie musi być autoryytetem w innych. A widzimy wielką pokusę bycia wszech-autorytetem i wypowiadanie się różnych osób na tematy, o których nie mają oni bladego pojącia. Powniewaqż najgłupsze treści znajdują zaraz poklask stronników, nie działa już coś takiego jak rzeczowa krytyka lub zawstydzenie mówcy. Może gdyby udało się przywrócić prawdziwe pojmowanie i ocenianie cnót, dałoby się z tym walczyć, ale to raczej mało prawdopodobne.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1639084

@ Kryspin

To nie tak. Nie czytał Pan uważnie mojego komentarza. Nie napisałem, że fornal, czy parobek nie może dołaczyć do elity, bo takich przypadków było wiele. Chociażby w okresie II RP taka grupa była znaczna. Pisałem o okresie wczesnego PRL, gdzie celowo rekrutowano  ciemnotę, i w jednym momencie taki ktoś dostawał do ręki: pieniadze, władzę i broń. Wyobraża Pan sobie co się działo? Taki był poczatek nowej władzy. Ja jeszcze kilka lat temu na wystawie "Oblicza bezpieki" spotykałem ludzi podchodzacych do portretów swoich szefów, jak do obrazu świętego: o Józiu, tyle wódki z toba wypiłem, Kaziu, byłeś fajny chłop, tylko żona ciebie zdradzała itd. Wdzięczność władzy ludowej nie miała granic.

Mnie chodzi o to, że każdy naród ma jedna ścieżkę, na której może oprzeć kształcenie i weryfikację swoich prawdziwych elit. Ta ścieżka jest  1000-letnia nasza historia i historia myśli politycznej. Dzieci resortowe, po dojściu do władzy, mogły pójść stara ścieżka polskich elit, ale nie zrobiły tego i dlatego nie moga zostać zaakceptowane, bo 40 lat nie może przewrócić 10 wieków naszego istnienia.

Przedwojenni chłopi, czy kto tam, mieli polskie wzorce i do tych wzorców aspirowali i pod ich kierunkiem się kształcili. Taka ścieżka dawała jednomyślność i wzajemne zrozumienie. Tak więc w tym co piszę nie chodzi o pochodzenie społeczne, lecz o znajomość swojego wzorca, swojego kodu kulturowego i własnej kultury. Bo kim jesteśmy, jako naród posiadajacy tysicletnia wspaniała historię, a przyznajcy się zaledwie do ostatnich 70 lat. Przecież to niepoważne i śmieszne.

Zapewne Pan dobrze wie, że jeżeli chcemy zrozumieć inna kulturę, najpierw musimy poznać własna, bo inaczej jako analfabeci brniemy w nieznane. Analfabeci, bo nie mamy punktu odniesienia, jakim jest kultura macierzysta. Autorytet daje znajomość własnej bazy kulturowej i umiejętność posługiwania się pochodzacym z niej doświadczeniem. Na tym polega elitarność, a nie na w oparciu się o doświadczenia z okresu PRL-u, który nie miał nic wspólnego z nasz kultur i był sztucznym tworem narzuconym nam przez obca siłę.

Oczywiście, do elity może dołaczyć każdy, kto osiagnie odpowiedni poziom wiedzy kulturowej, identyfikacji i odpowiedzialności za kraj i dobro wspólne. Studia sa konieczne, ale  nie zapewniaja jeszcze niczego. Prof. Pawełczyńska, która zajmowała się elitami, napisała coś takiego, że dziś chcac odtworzyć elity, musimy sięgnać do mniej wykształconych, bo tylko oni s mniej zdemoralizowani i wykazuja chęć nauki w kierunku własnych wzorców kulturowych.

Ma Pan najzupełniejsza rację, ze potrzebne jest ujednolicenie pojęciowania, rozumienia słownictwa i porzadności, które sa źródłem prawdy, a także zawstydzenia. Bez tego zawstydzenia nie ma mowy o rzeczowej rozmowie i dłuższym dialogu.    

Pozdrawiam        

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639093

Myślę, że czytałem uwaqżnie. Po prostu różnimy się w ocenie. Ja uważam, że nie trzeba niczego papugować, po prostu ktoś jest tak, a nie inaczej wychowany, taki, a nie inny autorytet uznaje (np. Pisma Świętego) i tak, a nie inaczej postępuje i wypowiada się. I to jest przepustka do elity. Naturalnie łatwiej jest, kiedy nie trzeba wycinać drogi maczetą w buszu. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1639111

@Kryspin

Wydaje mi się, ze elita nie jest zbieranina przypadkowych ludzi (tak jest dzisiaj i dlatego tak trudno j wyłonić). Niczego nie może papugować, lecz musi kreować. Tak samo jest z wychowaniem - trzeba mieć odpowiedni kindersztubę. Autorytetów dziś jest tyle, że wszyscy zgłupieliśmy. Ale ida ciężkie czasy, które wyłonia nowe elity, bo ludzki świat nie wytrzymuje już tego, co sam stworzył. Potrzebny jest nowy porzadek i módlmy się, aby nie został wprowadzony w sposób totalitarny.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639156

Pan pisze o tym, co powinno być, a ja, o tym co jest. Jak ktoś wozi tyłek porszakiem, co drugi dzień jest w tv, ma forsy jak lodu i publikuje jakieś artykuły, bądź wspomnienia, wypowiada się w kwestiach publicznych i w dodatku wiele osob go słucha, to jest jakąś tam elitą. To, że może na ubeckim korzeniu i partyjnym nawozie, to inna sprawa. O to chodzi. Natomiast po iluś tam pokoleniach cień i smród ubecji się rozejdzie i powstanie nowa "elitarna" rodzinka. Mam wielu znajomych, żyjących dostatnio, szanowanych specjalistów, wpływowych, ale kim był tatuś, to ja wiem. A ogół nie wie. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1639087

@ Muni

Na temat elit rozumuje Pan po peerelowski. Elit nie jest ktoś kto bebla i bierze za to pieniadze, lecz ten, kto coś pożytecznego dla wspólnoty wnosi. Bez wiedzy o tym, jak powinno być, nigdy nie uporzadkujemy naszych spraw.

Zanim doczekamy się rozejścia smrodu, ten smród nas pochłonie. Już śmierdzi na odległość.

Szerzej, proszę przeczytać mój powyższy wpis.  

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639096

Autor pisze, że wyłania je kultura, poczucie odpowiedzialności za kraj i zdrowy rozsądek.
Ale kultura, odpowiedzialność i zdrowy rozsądek też nie biorą się z lodówki, jak mleko czy jak pieniądze, ze ściany.

Te w/w cnoty biorą się z wiary katolickiej.

Tymczasem w dobie jedynej pandemii, która nas dopadła, w dobie utraty świadomości grzechu, utraty poczucia własnego zła....skąd brać wzory?
Pozostały filmy netflix ?

Jeden z drugim, mąż czy ojciec, prezes czy admin, profesor czy poseł, nie rejestrują swojego egoizmu, tchórzostwa czy nikczemności.

Dlatego mamy takie elity...jakie mamy.

Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
Mmm, orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
Gdzie te chłopy!?

Gdzie są chłopcy z tamtych lat -
Dzielne chwaty?
Gdzie są chłopcy z tamtych lat -
Czas zatarł ślad.

P.S. Paru by się znalazło...na te tłumy piszących. Tych serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1639088

Autor pisze o elitach, jakie powinny idealne być, a wszystko co niedoskonałe nie uznaje za takie. Okej, ale co z tego? Nic, bo właśnie jesteśmy świadkami istnienia nowobogackich i nowostworzonych elit (obojętnie czy pisanych w cudzysłowie), bo ich celem jest bycie autentyczną elitą już teraz. I każdy wie, że dla wielu osłów, czy też lemingów, taki T. Lis, M. Olejnik, czy inny Durczok, to elita. A wnuczek ubeka Światły, to już w ogóle superelita. I jeżeli będą mieli władzę, to będą w końcu tą elitą, już z tradycji, a nie tylko z nadania. Dlatego potrzebują ciągłości władzy. Ciekawy temat, ale twórca wątku chyba go nie zgłębia w stronę rozważania mechanizmów formowania elit, o ile go odczytuję poprawnie... 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1639120

...nie tylko on ale również i ci, którzy wzdychają do czasów II RP.
Mit Piłsudskiego i sanacji jest bardzo szkodliwy dla Polski i Polaków.

Sanacja „doprowadziła kraj do katastrofy, zaś „rządy piłsudczyków skończyły się tym, że Druga Rzeczpospolita rozpadła się w trzy tygodnie".

Obozowi Piłsudskiego, ks. Isakowicz-Zalewski wypomina to, że sanacja bezsensownie wierzyła w aliantów, zniszczyła polską armię, czyniąc nasz kraj bezbronnym, zlekceważyła sowieckie zagrożenie, od razu poddając się sowietom (za co Polska zapłaciła straszną cenę w Katyniu).

Brak realizmu sanacji był też widoczny w działaniach Armii Krajowej, której w imię sanacyjnych utopii o współpracy Piłsudskiego i Ukraińców Petlury nie broniła Polaków na Kresach, gdy naszych rodaków mordowali ukraińscy naziści, choć i w II RP banderowcy mordowali polskich urzędników i polityków.

Oskarżenie pada również pod adresem generała Andersa o odpowiedzialność za powstanie nazistowskiego lobby ukraińskiego w USA i Kandzie.
Anders wyprosił aliantów, by nie oddawali sowietom jeńców z SS Galizien, i zapewne zrobił to pod wpływem swojej żony Ukrainki (Iryny Jarosewycz, córki unickiego księdza).

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=28562&Itemid=100

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1639137

@ Verita

Sprawa jest prosta jak drut: albo uznamy elity z nadania sowieckiego, które maja 70 lat, albo uznamy swoje, które maja 1000 lat. Jeżeli uznamy swoje, to czeka nas ciężka praca intelektualna, jeżeli uznamy te narzucone, to owszem, może iści na piwo.   

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1639162