Żadnych wyborów nie będzie...

Obrazek użytkownika Obserwator
Kraj

"...Żadnych złudzeń, panowie...", żadnych wyborów nie będzie...

Ponieważ już coś w październiku wspominałem o moim zatroskaniu zdrowiem Bronkozaura "Bul"-Bezwąsego, pora rozwinąć temat nieco szerzej. Otóż w świetle dzisiejszej szarży sądowej na Kamińskiego, czyli jawnego pokazania wszystkim co kto komu może i kiedy, staje się oczywiste, że - pominąwszy słabo podejmowany wątek głosowania korespondencyjnego - bez radykalnych "cudów nad urną" do utraconych wąsów może dołączyć i żyrandol. Na takie zbrodzieństwo zgody być nie może, a mimo to dzieją się rzeczy przedziwne, jakby celowo ośmieszające obecnego strażnika wzmiankowanego "zwisu oświetleniowego zdobnego".

Hm, być to może i przypadkiem, oczywiście, Millerowi też się przypadkiem śnił śp. Szmajdziński, ale jak tych przypadków się robi więcej, to odruchowo człowiek zaczyna szukać jakiejś zasady nimi rządzącej. Np. z obserwacji przypadkowych ruchów Browna wychodzą jakieś zasady termodynamiki, a przypadkowy ruch cząsteczek powietrza pięknie się przekłada na statystyczne prawa, np. ciśnienia statycznego. Oczywiście w w/w przypadkach wzmiankowane przypadki zależą od środowiska, no i w tym kierunku należy snuć rozważania, bo jakie środowisko, takie przypadki i rządzące nimi prawa. Quid res demonstrandum erat (w skrócie: "qrde").

Tak więc po pierwsze: "środowisko". No, niestety, do badań na gruncie krajowym należałoby założyć gumowe kalosze sięgające po pachy, rękawice po szyję i maskę p/gaz z dobrym pochłaniaczem, jako że środowisko owo tworzone jest przez naturalny efekt działalności WSI, dzięki któremu osiągalne są nadzwyczajne wyniki produkcyjne wybranych upraw. Ale na szczęście badania na gruncie krajowym nie są absolutnie niezbędne, gdyż środowisko owo czuć wszędzie dookoła, jak to na wiosnę, a jeżeli jeszcze ktoś korzysta z merdiów głównego ścieku w środkach masowego rażenia, to może je również zobaczyć, że nie wspomną o jego efektach (vide: dzisiejsza działalność niezawisłego od wszystkiego czy też bujnie pleniące się stokrotki etc.).

Tandem tedy podnieśmy przyduszone środowiskiem głowy i spójrzmy szerzej, to może występujący w tym środowisku brak tlenu (choć z naddatkiem rekompensowany aromatami WSI) nie będzie zaciemniał nam spojrzenia...

Jak już kiedyś wspominałem, Stronnictwo Pruskie tworzone było (i jest) albo przez takich, którzy rzeczywiście wierzyli że miejsce Polski jest u boku Niemiec, albo takich, którzy chcieli wykorzystać jako dźwignię do kariery tradycyjne niemieckie zainteresowanie konstytucyjnymi ziemiami (w grę wchodzi również twórcze łączenie tych dwóch motywacji, w różnych proporcjach zresztą). Wspólną cechą przedstawicieli obydwu nurtów była wiara w potęgę Niemiec, przy czym zdaje się, że siłę gospodarczą utożsamiali z siłą polityczną, czego nie można im brać za złe, jako że zazwyczaj przyjmuje się, iż chodzą one w parze. Przeczy temu co prawda przykład choćby Singapuru czy Tajwanu, ale są to kraje odległe których stąd nie widać, a w ogóle mówią tam w jakichś dziwnych językach, więc nie było co sobie nimi głowy zawracać.

Co prawda okres sprzed zjednoczenia Niemiec pozostawił po sobie trwały ślad w dzisiejszej sytuacji naszego zachodniego sąsiada, czego przykładem jest oczywiście polityka Naszej Złotej Pani Anieli, nie wspominając o żelaznej konsekwencji ex-kanclerza, obecnie na etacie tancerza przy gazrurze za sowitą opłatą (zdaje się że chciał przejść do historii jako drugi Bismarck, ale niechęć do Polaków i wspólnota języka ojczystego to trochę za mało, a na tym podobieństwa się chyba kończą).

Reasumując, z racji naturalnych ograniczeń właściwych członkom Stronnictwa Pruskiego, których charakter można z grubsza ocenić obserwując wyczyny naszej lokalnej wersji "Iron Maiden", zwanej pieszczotliwie "Fadromą", być może nie dostrzegli, że niemiecki czołg owszem, jedzie, nawet sprawnie, ale coś słabo widać kto nim kieruje (to znaczy widać nieźle, ale dostrzec trudno).

Tak więc środowisko za naszą zachodnią granicą z grubsza cechuje się podobnymi walorami organoleptycznymi co nasze, krajowe, więc i wspólnota celów może być w rzeczywistości większa niż się zdaje - a że przy okazji kosztem naszych ziem niesłusznie odzyskanych, które dla zmyłki rzuci się rodowitym gospodarzom ku ich wielkiej satysfakcji i ukontentowaniu, no to co to komu (oprócz nas) szkodzi? Nawet nie dlatego że "a bo to ich?", ale i tak zostanie w rodzinie, nie ma obawy.

W tej sytuacji zdumiewać musi, że ukazuje się niemiecka książka o Smoleńsku, akurat na piątą rocznicę i tuż przed wyborami. Pozornie są dwa wyjścia: albo w BND próbują się jeszcze ratować, tak jak to być może było z Glauckiem (choć jak się bliżej przyjrzeć, to jego Instytut raczej zakonserwował rzeczywisty układ sił, na pastwę rzucając jedynie albo zbędnych, albo niepewnych, albo po obustronnym uzgodnieniu), albo też celując w nasze Stronnictwo Ruskie, rykoszetem przywalą własnemu stronnictwu w Polsce w stopę, jako że zamach zamachem, ale ktoś przecież wtedy w Polsce rządził i śledztwem kierował tak jak kierował.

Ale jest i trzecie wyjście: rzeczywisty kierowca niemieckiego czołgu rzuca granat dymny, żeby zamaskować rzeczywiste działania, poświęcając bez żadnego wahania polskie Stronnictwo Pruskie (a raczej jego niedobitki, zobaczcie sami jak jest realnie słabe, zaś najważniejsi i tak zostali już ewakuowani - tzn. wzięci na grubiej pozłacany łańcuch przy większej budzie i w cieplejszym klimacie), pozornie uderzając rykoszetem w Stronnictwo Ruskie, a konkretnie jego świecznik. Po co? Aby uwiarygodnić tych, którzy mają nastąpić.

Problemem jest nieco im nadmiernie szarogęszące się Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, które na widok kolumny transporterów piechoty US-Army i w obliczu zakupu TVN ma zamiar nabrać wiatru w żagle, w czym mają pomóc nadchodzące wybory. W dodatku widownia jest przekonana, że to oni mają marszałka (pytanie, czy marszałek jest o tym przekonany), który co prawda coś kombinował przy kilometrówce za parę złotych, ale dzielna prokuratura niezależnie to wyjaśnia.

Tu właśnie jest pewna paralela z dzisiejszym wyrokiem, no bo sąd był, znaczy, pryncypialny do bólu (choć chyba raczej "do bulu"), a w takim razie to i w sprawie kilometrażówek być mniej pryncypialny nie może, szczególnie że "prawo został złamane". Tak czy owak, marszałek może stracić immunitet jeżeli prokuratura o to wystąpi (zobaczymy wtedy na własne oczy, jak mocne jest Stronnictwo Ruskie, szczególnie że PiS - o ironio losu - pewnie też będzie "za"), wtedy zaś, zgodnie z zarysowywującą się tradycją (w razie czego merdia objaśnią niekumatych) szef MSZ przejdzie na stanowisko marszałka i wtedy...

Ano, co wtedy. Otóż wszystkie jaskółki znad Dzikich Pól wieszczą nie tylko wiosnę, ale też i pewne poważne ruchy dużych formacji różnych rodzajów broni, ćwierkając o nadchodzącej wojnie. Co prawda zaćmienie słońca sprzed tygodnia nieco zmieniło rozkład pogody w Europie, a czołgami w błocie po wieże ciężko się jeździ, niemniej co się odwlecze to nie uciecze. Jak błota podeschną, słoneczko cieplej zaświeci (czyli gdzieś tak akurat po Świętach), ruszą "turyści" i zacznie się nieciekawie robić. Wtedy nasz drogi (a nawet bardzo drogi) Bredzisław Bronkozaur pryncypialnie zgromi "azjatyckie hordy" (z czym nie będzie miał najmniejszych problemów, po prostu przeczyta co dadzą, pilnując jedynie dykcji i akcentów), a potem coś mu się stanie i wszystkie ślady prowadzić będą do buszujących "zielonych ludzików" Mordoru. W ten sposób bez żadnych niepotrzebnych wydatków pod żyrandol wskoczy Schetyna (który ostatnio jest baaaardzo proeuropejski i proamerykański i ach i och)

Na takie dictum nasz nieustraszony parlament (w którym po wspomnianej książce niemieckiego dziennikarza pogłowie Stronnictwa Pruskiego znacząco spadnie, na skutek masowych nawróceń na wschodniosławie) ogłosi konstytucyjny stan wyjątkowy, co pozwoli na skupienie pełni władzy w konkretnym ręku. No a wtedy intensywne śledztwo pozwoli na ustalenie, że to nie "zielone ludziki" Mordoru, że to były fałszywe tropy, zaś prawdziwym winnym jest... No, to się jeszcze zobaczy, na pewno winny się znajdzie.

Tak więc między Świętami Wielkanocnymi a pierwszym maja sprawa się powinna rozstrzygnąć, bo z jednej strony trzeba do 8 maja zakończyć sprawę Ukrainy korzystając z jej prób walki z korupcją (może dzisiejszy wyrok to też i informacja dla zainteresowanych na Ukrainie, kto wie?) - żeby w Moskwie można było wraz z Angelą użalić się nad losem ludu, z drugiej strony wybory w Polsce mają być zaraz po, a z kolei wrażym amerikańcom nada skazat' kto tu car i jaka demokracja jest lepsza.

Nie daj Bóg... 



 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

Uważam p. Grzegorza za najlepszego kandydata na prezydenta wszystkich Polaków choć jestem od 30 lat korwinowcem. 



Tym razem chciałbym jednak o sprawach arcyważnych, bo trafiła się okazja tak rzadka jak kometa Kohoutka. 



Te wybory po raz pierwszy od 25 lat można wygrać. MOŻNA WYGRAĆ



A Propos poparcia dla Grzegorza Brauna i pozostałych czterech prawicowych kandydatów to należy przyjąć, że jak Pan Bóg dopuści to i z kija wypuści a co dopiero z pp. Grzegorza Brauna czy Janusza Korwin-Mikke. 



Na wstępie dobrze będzie zauważyć, że np. co do tych kilkudziesięciu minut czasu antenowego jaki dostanie np. Pan Braun to (obstawiam), że ubowcy sobie poradzą z nim w prosty sposób tak jak kiedyś postąpili z Leszkiem Bublem: oskarżą go szerzenie antysrulizmu i zablokują jego materiały w państwowej TVP. Sam więc nie zdzierży. Jak zatem "dopomóc" Panu Bogu żeby mógł z tego kija wypuścić. Pójść z Nim na współpracę i też coś zrobić, o czym piszę niżej. 



A teraz sedno wpisu - jak to przeprowadzić? Jak wygrać te wybory po raz pierwszy od 25 lat? 



Janusz Korwin-Mikke bardzo mądrze powiedział, że głosując na Dudę lub Komorowskiego to zwiększa szansę na III wojnę światową. Pan JKM ma rację, że grozi nam III wojna światowa. Święta racja. Jankesi próbują zacząć ją z terytorium Polski i najlepiej z Polakami, bo inaczej od strony technicznej się praktycznie nie da. Poza tym mają nas za debili, którzy wezmą chętnie udział w kolejnej ruchawce „za naszą i waszą” a szczególnie za „waszą”. 



Dlaczego jest to takie ważne, co mówi JKM? Co w związku z tym należy czynić? 



To proste – należy eksponować ten jakże ważny wątek JKM, wielokrotnie w każdej wypowiedzi pp. Brauna, JKM, Wilka, Kukiza i Kowalskiego. 

Szanowni kandydaci, weźcie się w końcu namówcie i ZACZNIJCIE DZIAŁAĆ JAK WILKI, W STADZIE. Jednego pana Brauna mogą wyeliminować ale pięciu na raz - raczej nie. 



Po raz pierwszy nadarzyła się taka okazja, że strach w wypadku tych wyborów to jest nasza broń termojądrowa na tych wyborców, którzy nigdy na tych pięciu naszych kandydatów nie zagłosują. W ten sposób można im (Komorowski, Duda) odebrać masę emerytów i innych tchórzliwych jestestw. 



Należy tylko eksponować ten jakże ważny wątek JKM wielokrotnie w każdej wypowiedzi pp. Brauna, JKM, Wilka, Kukiza i Kowalskiego. Jednym chórem! 

Zróbcie panowie kandydaci Dudzie i Komorowskiemu Blitzkrieg. Zamiast walczyć nawzajem o ten sam w gruncie elektorat to odbierzcie go Dudzie i Komorowskiemu. Resztę co nie da się odebrać to należy sparaliżować strachem tak aby zniechęcili się do Komorowskiego i Dudy nie poszli na wybory. 

To zadziała na 100%. Ludzie to w większości tchórze ale są jednocześnie na tyle bystrzy, że zapewne wiedzą, że nie uśmiecha się im kopać studnie jak w Powstaniu Warszawskim i chłeptać z nich błotka. Wojny nikt nie chce. Po co więc komu ta wojna do której tak prą? 



Panowie,oprzyjcie się na tym, że żadne obiecanki już nie działają na prosty lud od którego zależy wynik wyborczy. Co więcej to bardzo odstraszająco działa na tenże prosty lud ośmieszony przez PO i PiS „wolny rynek” i „kapitalizm” propagowany przez naszych 5 kandydatów. Ale strach przed III wojną zadziała na miliony. Może być nawet „efekt Tymińskiego”. To pewne. Załatwmy ich, ich własną bronią. 

Jako piękny przykład do zilustrowania ich zamiarów jest Ukraina i to, co z nią zrobili. Przykład jak to w parę tygodni obrócili Bogu ducha winnym, prostym ludziom, życie w koszmar a paru tysiącom nawet odebrali. 



Proszę pp. Brauna, JKM, Wilka, Kukiza i Kowalskiego: zacznijcie działać wspólnie na emocje w opisany sposób. Strach przed śmiercią (III wojną światową) to najpotężniejsza z sił. 



Szczęść Boże Wam Wszystkim naszym pięciu Kandydatom i do dzieła!

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

panMarek

#1471936