Specjalna ochrona dla dziennikarzy?

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Organizacja dziennikarska Press Club Polska chce zmiany prawa, tak aby gwarantowało dziennikarzom (a także osobom przybranym przez dziennikarzy do pomocy) większe bezpieczeństwo osobiste "podczas i w związku z wykonywaniem obowiązków zawodowych". Propozycja Press Clubu zakłada traktowanie dziennikarzy jak funkcjonariuszy publicznych, co ciekawe, "projekt przewiduje objęcie wzmocnioną ochroną prawną także osób przybranych do pomocy dziennikarzom przy wykonywaniu obowiązków zawodowych, tożsamą z ochroną przysługującą dziennikarzom podczas i w związku z pełnieniem obowiązków zawodowych. Osobą przybraną do pomocy dziennikarzowi będzie każdy, kogo dziennikarz sam sobie wybierze do pomocy w spełnianiu konkretnych obowiązków zawodowych lub czyją pomoc zaofiarowaną przyjmie, albo osobą, którą przydzielą mu przełożeni. Osobą przybraną będzie więc ta osoba, która wykonuje czynności pomocnicze w stosunku do czynności dziennikarza".

Gdyby propozycja Press Clubu przeszła, dziennikarze mogliby nie tylko sami korzystać z nadzwyczajnej ochrony prawnej, ale też swobodnie rozciągać ją na dowolne osoby, według własnego uznania - wystarczy, że by je sobie "przybrali do pomocy". Jednym słowem, cieszyliby się przywilejem jaki nie przysługuje chyba żadnej grupie zawodowej. Choć doprawdy trudno znaleźć powody dla których jako społeczeństwo powinniśmy ją nimi obdarzyć, już nawet sami dziennikarze otwarcie mówią o upadku etyki tego zawodu, dodatkowe przywileje na pewno nie pomogą w odbudowaniu dziennikarskiego etosu. Jeśli coś takiego jeszcze jest.

Pech chce, że odważna propozycja Press Clubu zbiegła się w czasie z wyjątkowo obrzydliwą publikacją w dzisiejszym Super Ekspresie, który postanowił nie tylko szczegółowo zrelacjonować tragiczną samobójczą śmierć dwóch starszych kobiet ( "Wstały nad ranem, gdy było jeszcze ciemno. Ubrały się i wyszły z domu. Wzięły ze sobą tylko sznur i dwa stołki - po jednym dla każdej... Wanda K. (†76 l) i jej córka Jadwiga M. (†53 l) powiesiły się na kracie przy wejściu do kościoła. - Nie miały ani telewizora, ani telefonu, ani nawet radia - mówią sąsiedzi. Kiedy zbliżały się święta, sąsiedzi przynosili kobietom ciasto i jedzenie. Wanda i Jadwiga wstydziły się swojej nędzy i choroby. W końcu obie postanowiły odebrać sobie życie. Idąc ze stołkami i sznurem pod kościół, musiały wyglądać jak zjawy. Na miejscu się nie zawahały. Przywiązały sznur do kraty, założyły sobie pętle na szyje i weszły na taborety. Potem odkopnęły stołki.") ale także - na wypadek, gdyby ten plastyczny opis głodnemu wrażeń czytelnikowi nie wystarczył - opatrzył artykuł fotomontażem przedstawiającym dwie wiszące kobiety. Mam raczej mocne nerwy, ale mnie zemdliło.

Gdyby nieszczęśliwe kobiety nie powiesiły się w miejscu publicznym, tylko na przykład w domu, być może przeczytalibyśmy bardziej szczegółową relację, uzyskaną metodą nazwaną w blogu poświęconym dziennikarstwu brukowemu (głównie Faktowi), "wejściem na psa". Jeśli czasami zastanawiacie się skąd w brukowcach liczne relacje z rodzin opłakujących najbliższych, autor bloga zdradza trochę "dziennikarskiej" kuchni.

Brukowiec Story:   Dziennikarz, z którym jeździłem, często stosował „wejście na psa”. Wchodziliśmy energicznie do domu, w którym właśnie wydarzyła się tragedia. Dziennikarz rzucał tradycyjne pytanie: „Podawała już pani moim kolegom wszystkie szczegóły do protokołu?” Po takim wstępie nikt nigdy nie zapytał o legitymację policyjną. Dziennikarz spisywał wszystko do „protokołu”, ja w tym czasie robiłem zdjęcia. Prosiliśmy o pokazanie innych zdjęć, pod byle pretekstem. I zwykle dostawaliśmy. I na koniec „proszę podpisać”. Jeszcze nikt nie zorientował się, że podpisuje zgodę na publikację swoich danych i wizerunku w gazecie Fakt! Jak miała to odczytać zapłakana kobieta, która przed chwilą opowiadała o tragedii?! Miałem wątpliwości, czy to tak powinno wyglądać. Ale było na to przyzwolenie Warszawki. Słyszałem przechwałki dziennikarza typu „wszedłem na policjanta, ciule się nie zorientowali. Oczywiście zgody mam na piśmie”. Były kradzieże zdjęć z albumów, były strzały z biodra (dla niezorientowanych – foty robione ukradkiem). Miałem dość, sam odszedłem. Rozumiem, że na niektóre materiały jest olbrzymie parcie redakcji. One po prostu muszą być. Dziennikarz i foto muszą je zrobić, choćby mieli „stanąć na ch…” – tak nam mówili koledzy redaktorzy zza swoich biurek. Jak zrobimy, to nasza sprawa – byle by były dobre foty i zgoda na publikację. Tekst zawsze można dorobić przez telefon czy podkręcić przed kompem…

W dzisiejszym artykule zabrakło realnych "foci" więc gazeta musiała je dorobić, ale i tak robią wrażenie. Chciałoby się powiedzieć - trupy jak żywe. Rozumiem, że wszystkie osoby pracujące nad dzisiejszym artykułem, a także tych wszystkich "wchodzących na psa" Press Club chciałby objąć specjalną ochroną. Ich, oraz osoby przez nich wzięte do pomocy. Bo podobno jest w moim interesie aby mogli swobodnie wykonywać swoje obowiązki. Tylko jakoś ja tego nie czuję.

Mam nadzieję, że projekt Press Clubu skończy tam gdzie jego miejsce - w koszu. I pozostanie tam dopóty, dopóki środowisko nie oczyści się z hien, takich jak autorzy tego artykułu, oraz wszyscy, którzy mieli udział w tym, że się dzisiaj ukazał. Bo w moim interesie jest, aby każdy z nas mógł skutecznie bronić się - nawet gdyby miało to oznaczać użycie siły fizycznej - przed typami wchodzącymi "metodą na psa" gdy właśnie rozpacza po stracie kogoś bliskiego i jest łatwym celem. Tylko po to, żeby szmatława gazeta sprzedała się w kilku egzemplarzach więcej. A przecież dziennikarze, czy raczej pracownicy (nie obrażajmy tego szlachetnego zawodu) brukowców to nie jedyny problem jaki mamy z mediami. Są jeszcze dziesiątki dziennikarzy niekompetentnych, kilku sprzedajnych, coraz więcej wysługujących się jednej partii. Lista dziennikarzy solidnie wypełniających swoją służebną wobec społeczeństwa rolę nie jest wcale taka długa i stale się skraca. My się już naprawdę prawie wcale nie liczymy, przegrywając z naczelnym, wydawcą, reklamodawcą, politykiem. Jaki więc mamy interes w obdarzeniu grupy i tak już nadmiernie holubionej dodatkowymi przywilejami?

Poproszę więc o zrobienie porządku w swoich szeregach, żebyśmy się przestali bać i brzydzić niektórych z Was. Potem możecie wrócić z propozycjami przywilejów dla siebie. Bo nie mam nic przeciwko temu aby ten kto naprawdę służy społeczeństwu był dobrze chroniony. 




Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wystarczy, zachowywać się przyzwoicie??? Szczytem bezczelności jest, by świadomość zakłamania i zaprzaństwa, skłaniała całe to towarzystwo, o wymuszenie ochrony, dla swojej podłości??? Kuriozum!!! Pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#204945

Jeśli przedstawiciele tzw. zawodu zaufania publicznego domagają się specjalnej ochony państwa to znaczy, że przestał być to zawód zaufania publicznego.

Pozdrawiam.

PS. Kataryno! Rozśmieszyłaś mnie do lez!!! "...kilku sprzedajnych i coraz więcej wysługujących się..." W kontekście - o dziwo - nie wyczuwam ironii.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#204994

Wzrost bezpieczeństwa murowany.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

ixi band

#205040

bardzo rzetelnie przedstawiona prawda.
Ukłony.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#205049

ochrony przed dziennikarzami 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#205066