Kto wygrał "wojnę hazardową"?

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Zbigniew Chlebowski: Ktoś
zagrał moją głową. (...) Dopłaty są jedynie zasłoną dymną. Rzecz idzie
o wideoloterie, one są właśnie największym zagrożeniem . W nowelizowanej
ustawie hazardowej prawdziwa gra toczyła się o organizację
wideoloterii. Totalizator Sportowy chciał takiego sformułowania
przepisów, które pozwalałoby na nieograniczony rozwój wideoloterii.
(...) Gdyby nowa ustawa hazardowa, ustawa o wideoloteriach weszła w
życie, to amerykańska firma, która obsługuje Totalizator, mogłaby
dostać nowy kontrakt opiewający na 2-3 mld zł. To za tym kontraktem
chodzą prawdziwi lobbyści. W każdym punkcie lotto można by postawić
maszynę hazardową.  (...) Nie jest to wykluczone [że służby specjalne
też grały w tej grze]. Sprawa jest znacznie poważniejsza niż to, że
Chlebowski powiedział Sobiesiakowi, że coś mu załatwi i te nieszczęsne
dwa zdania.

Skoro wrzucony mimochodem wątek Czorsztyna okazał się taki rozwojowy,
może i w tej sprawie warto pójść tropem podpowiedzianym przez
Chlebowskiego, bo chyba wie co mówi, a na pewno wie, po  co to mówi.
Wygląda to na kolejny mesydż do nielojalnych kolegów, którzy go
wyrzucili z sań, bo to za ich  sprawą spadła głowa Chlebowskiego, a oni
nic nie robią żeby go ratować i ani chybi postanowili uczynić jedynym
kozłem ofiarnym całej afery. Jeśli więc zapędzony do narożnika
Chlebowski mówi, że od początku chodziło o wideoloterie, przyjrzyjmy
się co się z nimi stało.

Wideoloterie zostały wprowadzone do ustawy o grach losowych w 2003
roku, monopol na ich organizowanie miał Skarb Państwa. Do dzisiaj
jednak nie zostały wprowadzone, choć podobno to wyjątkowo atrakcyjna i
dochodowa gra. W 2007 roku Totalizator Sportowy zapowiedział
gigantyczne inwestycje w wideoloterie, po tej wypowiedzi "Puls biznesu" wieszczył wojnę hazardową z branżą automatów o niskich wygranych.

Puls biznesu: Przez
5 lat Totalizator chce uruchomić 50 tys. automatów do wideoloterii.
Specjaliści mają wątpliwości. Dwa miesiące temu Jacek Kalida, prezes
Totalizatora Sportowego (TS), ujawnił w "PB", że już w 2008 r. na
uruchomienie w Polsce nowych gier: wideoloterii, wyda 200 mln EUR. Jak
się okazuje, to tylko mała część wszystkich wydatków! (...) Przez pięć
lat na sam sprzęt państwowy gigant chce wyłożyć aż 1,93 mld zł! Z tego
1,8 mld zł pójdzie na kupno automatów (wideoloterie to nic innego, jak
działające już na rynku automaty, tyle że bardziej zaawansowane i
połączone w sieć). Co roku Totalizator chce kupować po 10 tys. maszyn,
by na koniec 2012 r. mieć ich aż 50 tys. Tymczasem kilkadziesiąt
prywatnych operatorów automatów o niskich wygranych (AoNW),
rozwijających się bardzo dynamicznie od kilku lat (wideoloterie będą
dla nich bezpośrednią konkurencją), ma łącznie niewiele ponad 20 tys.
maszyn. (...) Dziś wideoloterie objęte są 45-procentowym podatkiem od
gier (POG) i, zdaniem prezesa Kalidy i jego poprzednika, pochodzącego z
nadania SLD Mirosława Roguskiego, ich uruchomienie jest nieopłacalne.
(...) Tyle że chęci mogą nie wystarczyć. - W większości obecnych
kolektur TS automatów nie da się wstawić. Wideoloterie trzeba połączyć
z inną rozrywką i alkoholem. Dobre lokalizacje to puby czy bary przy
stacjach benzynowych. Tyle że te są już w dużym stopniu zajęte przez
operatorów AoNW. I oni będą bronić tych miejsc, choćby utrudniając
właścicielom lokali wypowiadanie umów - mówi jeden z naszych rozmówców.
Szykuje się więc prawdziwa hazardowa wojna.

W swoich ambitnych planach Totalizator miał w zasadzie tylko dwa
problemy - miejscówki i podatki. Większość atrakcyjnych lokali, gdzie
opłacałoby się wstawić wideoloterie jest obecnie zajęta przez automaty
o niskich wygranych. Drugim problemem były podatki, właściciele
automatów o niskich wygranych płacą tylko 180 euro od sztuki, a
wideoloterie miałyby płacić 45% podatek plus 10% dopłatę. Według firmy
Central European Consulting lobbującej w imieniu ostrzącego sobie zęby na wideoloterie GTechu, to właśnie
dopłaty były powodem, dla których wideoloterie do tej pory nie były
urządzane. Zniesienie dopłat było też jedynym postulatem zgłaszanym w
trakcie konsultacji społecznych przez lobbystów GTechu.

Central European Consulting: W
Polsce wideoloterie nie zostały wdrożone ze względu na sposób
opodatkowania tego typu gier. Ustawa o grach i zakładach wzajemnych
ustala podatek na: 10% kwoty która została wpłacona do terminala (tzw.
bezzwrotna dopłata) + 45% podatku od dochodu. Oznacza to, przede
wszystkim, że do gry wchodzi jedynie 90% pieniędzy wydanych przez
grających, a 10% trafia od razu do Skarbu Państwa. W przypadku gier
nieobjętych monopolem państwowym nie ma owego 10-procentowego podatku
(tzw. dopłaty). (...) Postulujemy usunięcie z polskiego systemu
prawnego instytucji dopłat. Jest to niespotykany w innych dziedzinach i
wyjątkowy w świecie rodzaj opodatkowania stanowiący główną przeszkodę
we wprowadzeniu i rozwoju wideoloterii.

Przeskoczmy zatem przez cały blisko dwuletni proces legislacyjny,
właśnie zakończony spektakularnym sukcesem, i zobaczmy jaka będzie
sytuacja prawna i faktyczna po wejściu w życie nowej ustawy hazardowej,
w interesujących nas wątkach wideoloterii, "Ryśków" i automatów o niskich
wygranych. Pamiętając, że "Ryśki" i automaty o niskich wygranych to różne
nisze tej samej branży. Sobiesiak ma kasyna i salony gry (objęte
ścisłymi limitami lokalizacyjnymi, jedno kasyno na 250 tysięcy
mieszkańców, jeden salon na 100 tysięcy mieszkańców), to nie to samo co
punkty gry na automatach o niskich wygranych, stojące wszędzie, w
maksymalnych grupkach po trzy automaty (na nie ma limitów
lokalizacyjnych). Co z nimi będzie po wejściu w życie nowej ustawy?

Automaty o niskich wygranych,
czyli bezpośrednia konkurencja wideoloterii, zajmująca co lepsze
lokalizacje, obecna wszędzie, i opodatkowana śmiesznie niskim
ryczałtowym podatkiem zniknie na zawsze z knajp, stacji benzynowych, dworców. Na takich automatach będzie
można grać już tylko w kasynach. To bardzo dobra wiadomość nie tylko
dla wideoloterii, ale także dla właścicieli kasyn, którzy przejmą
przynajmniej część klientów punktów gier na automatach o niskich
wygranych.

Kasyna i salony gry, czyli
biznesy "Ryśków", nadal będą objęte limitami lokalizacyjnymi ale
jeszcze połowa miejsc na kasyna jest do wzięcia, więc pewnie część właścicieli
salonów gier otworzy kasyna tam gdzie jeszcze można. Salony gry mają w
ciągu sześciu lat zniknąć, ale na pocieszenie, przez te sześć lat
posiadaczom najnowszych zezwoleń będzie stopniowo ubywać konkurencji, a
pod koniec sześcioletniego okresu będą prawie monopolistami. Do tego
ustawa podnosi górny limit automatów w kasynach z 30 do 70. Nawet jeśli
więc przez kolejne sześć lat nic tej ustawy nie ruszy i za sześć lat
przyjdzie się zwijać, przez ten czas będzie można w lepszych, bo mniej
konkurencyjnych warunkach zarobić tyle, że naprawdę nie będzie tak
strasznie. Chyba już wspominałam, że  Kosek i Sobiesiak mają zezwolenia
na 6 lat? No i nie będzie dopłat.

Wideoloterie, czyli największa
zagadka. Będę się upierać, że ustawa wcale nie zakazuje wideoloterii, bo teraz będą się one mieścić w definicji automatów. Mimo pytań, zadawanych
nawet z trybuny sejmowej, nikt nie potrafi wskazać gdzie konkretnie
jest zapis na podstawie którego będzie można zakazać wideoloterii.
Pytana o to przez Wprost rzeczniczka Ministerstwa Finansów Małgorzata
Kobos, a także indagowany przez posłów Jacek Kapica, oraz prezes
Rządowego Centrum Legislacji Maciej Berek jakoś mnie nie przekonali.

Małgorzata Kobos: Terminale
w przypadku wideoloterii są w sieci, gdzie serwer określa wynik na
wszystkich podłączonych terminalach. Automaty do gry same generują wynik.

Jacek Kapica: (na pytanie posła Jackiewicza czy wideoloteria nie będzie się mieścić w definicji automatów) Wideoloteria
ma to do siebie, i tak wygląda, że jest urządzana w skali
ogólnopolskiej, gdzie losowania są prowadzone jakby on-line, a
bilansuje się wszystkie wpłaty realizowane do tej wideoloterii. Czyli
mamy efekt skali, zarówno skali geograficznej urządzania wideoloterii,
jak i efekt skali finansowej poprzez masowe uczestniczenie szerokiej
rzeszy ludzi w tym samym czasie.

Jacek Kapica: (na pytanie posła Iwińskiego gdzie w ustawie jest zakaz wideoloterii): Art.
3 przedkładanej ustawy jasno stwierdza, że gry mogą być urządzane tylko
i wyłącznie na zasadach określonych w ustawie. Ta ustawa nie odnosi się
do wideoloterii, i pan poseł Iwiński się przejęzyczył chyba słusznie,
bo nie można wpisywać do ustawy zakazu zakazów, nie można zakazać
czegoś co nie jest określone jako dopuszczone do organizowania.

Maciej Berek: (na ponowione pytanie posła Iwińskiego po niejasnej odpowiedzi Kapicy): Jeżeli
art. 3 w ustawie jest sformułowany w taki sposób, że dozwolone jest to,
co uregulowano, to gdybyśmy do tej ustawy dopisali, że zakazane są
wideoloterie, to znaczy, że zakazane nie byłoby nic poza
wideoloteriami, które wskazano by wprost. Zakazane jest wszystko co nie
jest uregulowane i wskazane literalnie w tej ustawie. Taka jest
konstrukcja tego projektu i obowiązującej ustawy. Gry hazardowe, dziś
nazywane grami losowymi, są dopuszczone wyłącznie w takiej formie, w
jakiej ustawa je reguluje, w żadnej innej. Skoro nie ma w projekcie
ustawy rozpatrywanej przez Sejm wideoloterii, to znaczy, i to dla
prawnika jest jednoznaczne, że ona jest niedopuszczalna.

Co jedna wypowiedź to bardziej mętna. Niestety, ustawa będzie
obowiązywać w takiej formie, w jakiej zostanie opublikowana w Dzienniku
Ustaw, bez ręcznych dopisków Kobos, Kapicy czy Berka. A napisana jest
tak, że bardzo trudno będzie znaleźć prawny argument za tym, że
wideoloterie nie mieszczą się w bardzo pojemnej definicji automatów.
Moim zdaniem żadne z tych argumentów się nie bronią, a ich mętność
tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nawet autorzy ustawy nie umieją
w niej znaleźć tego tak podobno ważnego zakazu. Ale po kolei.

Kobos mówi, że różnica polega na tym, że automaty same generują wynik, a
terminale wideoloterii nie. Tylko jakoś w definicji automatów nic
takiego nie ma, a ustawa nie będzie się opierać na tym jak rozumie
różnicę między wideoloterią a automatem rzeczniczka Ministerstwa
Finansów, i co sobie do definicji automatów dopowiedziała, tylko na
precyzyjnie sformułowanych ustawowych definicjach. A te nie wymagają od
automatów aby same generowały wynik. Nie zabraniają też łączenia się w
sieć, co zresztą już się dzieje. Casinos Poland w swoich kasynach w
różnych miastach ma Mega Jackpot, gdzie automaty są połączone w sieć ze
sobą i mają wspólną pulę, której ostatnia wypłata wyniosła blisko
milion zł. To z kolei obala argument Kapicy o efekcie skali finansowej,
i geograficznej.

Casinos Poland:  Dzięki
połączeniu automatów znajdujących się w siedmiu ośrodkach gry na
terenie Polski w jedną sieć, gra na automatach staje się jeszcze
bardziej emocjonująca dla polskich graczy. System gry ze wspólną
wygraną polega na odkładaniu do wspólnej puli części kwoty od każdego
zakładu na automatach połączonych w sieć. Każdy z grających na
automatach połączonych w sieć Mega Jackpot może obserwować, jak w
trakcie gry rośnie główna nagroda (tzw. progressive jackpot). W
momencie trafienia głównej wygranej system rozpoczyna naliczanie od
nowa. W systemie oferowanym przez Casinos Poland kwota do wygrania
będzie kumulowana jednocześnie w 7 kasynach!

Argument Berka też się nie broni. Brak osobnej definicji wideoloterii w
katalogu gier dopuszczonych ma być dowodem na to, że wideoloteria
dopuszczona nie jest. Tyle, że w katalogu gier brak też definicji gier
na automatach o niskich wygranych, a do tej pory była, czy to znaczy,
że nowa ustawa zakazuje też automatów o niskich wygranych? Oczywiście,
że nie, po prostu po zrównaniu ich pod względem fiskalnym i prawnym z
automatami o wysokich wygranych, zniknęła potrzeba utrzymywania osobnej
definicji ustawowej, bo po pozbawieniu ich przywilejów mogą być
wrzucone do dotychczasowej definicji gier na automatach jako takich.
Moim zdaniem tak samo jest z wideoloteriami. Po zniesieniu monopolu
państwa na urządzanie wideoloterii zniknęła jedyna przyczyna dla
utrzymywania osobnej definicji tego specyficznego automatu i teraz
wideoloterie, tak jak automaty o niskich wygranych, mieszczą się w
jednej wspólnej definicji gier na automatach. Jeśli Kobos, Kapica i
Berek uważają, że jest inaczej, dlaczego nie potrafią wskazać, którego
konkretnie fragmentu definicji gier na automatach wideoloterie nie
spełniają? Bo jeśli przy braku wyraźnego zakazu urządzania
wideoloterii, zakaz ten mamy wywodzić z braku wideoloterii na liście
gier dopuszczonych, chciałabym wiedzieć co z tego co wiemy o automatach
do wideoloterii nie pasuje do tej ustawowej definicji:

Ustawowa definicja gry na automatach: Grami
na automatach są gry na urządzeniach mechanicznych,
elektromechanicznych lub elektronicznych, w tym komputerowych, o
wygrane pieniężne lub rzeczowe, w których gra zawiera element losowości.

Tylko proszę mi nie tłumaczyć różnic, bo ja je znam, chcę wiedzieć
gdzie w tej definicji, albo w innym miejscu w ustawie jest coś, na czym
będzie się mógł oprzeć udzielający zezwoleń Minister Finansów. Ciekawe,
że zakaz gry w pokera między graczami jakoś można było do ustawy wpisać
(podobnie jak szereg innych zakazów), a zakazu urządzania gier na
wideoloteriach już nie, choć przecież taki ważny.

Bez względu na to czy ustawa delegalizuje wideoloterie czy nie, na
pewno znosi monopol państwa, likwiduje dopłaty, i usuwa najgroźniejszą
konkurencję. W trakcie prac nad ustawą hazardową Jan Kosek postulował
"wykreślenie z ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych odrębnej
definicji wideoloterii, jako gry identycznej z oferowanymi obecnie
grami na automatach". Załatwione. Lobbyści pracujący dla GTechu,
postulowali natomiast likwidację dopłat. Też załatwione. A "Puls
biznesu" zwracał uwagę, że utrudnieniem dla startu wideoloterii jest
fakt, że najlepsze lokalizacje są już zajęte przez automaty o niskich
wygranych. I to już z głowy.

A za jakiś czas jakiś biznesmen, któremu Minister Finansów odmówi zgody
na wideoloterie, wygra w sądzie administracyjnym, który orzeknie, że w
tak zapisanej definicji gier na automatach mieszczą się także gry na
automatach potocznie zwanych wideoloteriami i nakaże traktowanie ich
tak jak wszystkich innych automatów. Albo premier nam wytłumaczy, że w
związku z ambitnymi planami zorganizowania Igrzysk Olimpijskich i
koniecznością pozyskania na ten cel nowych środków, musimy się jednak
otworzyć na nowe rodzaje gier. Zresztą co ja się będę wysilać, od
wymyślania kolejnych narracji premier ma lepszych fachowców.

(dokończenie w kolejnej notce)

Brak głosów