Fantastyczni planują wakacje.

Obrazek użytkownika Moherowy Fighter
Kraj

Tego dnia Roman Fantastyczny miał od groma roboty. Całkiem niedawno jego agencja podpisała roczny kontrakt z jednym z koncernów motoryzacyjnych, planującym zająć 40 proc. na rynku terenówek. Kontrakt wynosił kilkanaście milionów euro i przez branżę został uznany za „top agreement” (najwyższy poziom, tzw. „superior”, obejmował kwoty powyżej dwudziestu milionów). Stąd też szefostwo Romana nadało temu projektowy bezwzględny priorytet. Roman został do niego wyznaczony jako „leading copywriter”, zaś jego zadanie polegało na kreatywnym szukaniu haseł reklamowych i koordynacji pozostałych copywriterów w projekcie. Siedząc przed laptopem analizował „focusowy research” przygotowany przez analityków z pionu „Strategic Customer” i dumał nad celnym hasłem roboczym, stanowiącym osnowę całej kampanii reklamowej. Z raportu wynikało, że testowy target w odniesieniu do terenówek, oferowanych przez klienta, za najważniejszą cechę uznaje szybkość (28,8 proc. wskazań), niezawodność/bezpieczeństwo (24,3), wygodę/ergonomię (18,2), ekonomiczność (15,7), przestrzenność/pojemność (7,2) i inne (5,8). „Hmm, czyli kopyto i ile fabryka dała” – skonstatował Roman. – „Jak tak, to trzeba ich tym podrajcować.” Wziął kartkę papieru i zaczął pisać próbne hasła. 

„Twoja terenówka nie jest dla półgłówka.” – napisał. „Fajne, tylko że to nie ta grupa cech, a testowy target to typy ze średnim IQ 130. Więc żaden buc z IQ niższym nie będzie chciał auta kupić.” – pomyślał i hasło skreślił. „Twoja terenówka szybka jest jak strzała.” – napisał. „Super” – pomyślał – „… ino, że konkurencja się odgryzie: ‘Za to nasza tamtej pokazuje wała.’ Sam bym tak zrobił.” – zadowolony się uśmiechnął, po czym hasło skreślił. „Twoja terenówka szybka jak….” – napisał, zawieszając długopis nad kartką – „Wiem, mam….” – entuzjastycznie pomyślał nieomal wykrzykując – „tirówka” – napisał. „W sam raz jak na target blokersów i typów z miasta.” – pomyślał i sięgnął po opracowanie demograficzne, w którym były potrzebne dane. „OK, to… jest tutaj.” – powiedział w myślach, wertując kartki – „Tak, to ta tabelka. Że co? Kurde. Chwileczkę….” – otworzył raport w innym miejscu – „No tak, faktycznie. To nie jest ten przedział dochodowy. Skąd te kmiotki wybulą jakieś 15k eurosiów?” – spytał się w myślach i wykreślił hasło. „Twoja terenówka….” – zaczął pisać i w tym momencie odezwała się komórka. „Juleczka” – wyświetliło się na ekranie. 

- Cześć skarbeńku – powiedział, odbierając połączenie. – Co się stało?

- Cześć kochanie – Julia mu odpowiedziała. – Właściwie to nic. Tylko, że Gerard – Gerard to szef Julii, zajmujący stanowisko „Key Accountants Manager” – robi plan urlopowy i dostałam w tej sprawie mejla od niego. Tutaj chodzi o okres od czerwca do września.

- A na kiedy to jemu potrzebne? – spytał.

- No wiesz, jak zawsze to na przedwczoraj – odpowiedziała – A poważnie, to na pojutrze.

- W porząsiu. To wieczorkiem o tym pogadamy – odpowiedział żonie. – Skarbeńku, jak nie masz nic więcej to sorki lecz dłużej nie mogę rozmawiać, bo za dwadzieścia minut mamy nasiadówę i muszę mieć na nią robocze hasło reklamowe.

- Nie, więcej już nic nie mam – odpowiedziała.

- No to pa, kochanie – powiedział Roman, żegnając się z żoną.

- To pa – usłyszał w słuchawce. 

Wieczorem, po położeniu Miłosza do łóżka, Roman i Julia usiedli, by omówić sprawę urlopu. W zasadzie, poza trzema krótki wyjazdami służbowymi, dwoma Romana i jednym Julii, mogli prawie do woli planować sobie wyjazd wakacyjny. 

- Romku słuchaj, ja będę musiała wyjechać do naszej centrali, na krótkie szkolenie, w dniach dwudziesty siódmy, trzydziesty czerwca – zaczęła Julia.

- OK, rozumiem – powiedział – Ja natomiast będę miał dwa wyjazdy, jeden w drugim tygodniu lipca, jakoś chyba od czternastego do szesnastego, a drugi, to w ostatnim tygodniu sierpnia.

- No to wychodzi, że mamy sporo wolnego czasu w wakacje – powiedziała żona.

- A kolonie Miłosza, to co? – Roman przypomniał żonie.

- Tak, masz rację. Są jeszcze jego kolonie – stwierdziła.

- To znaczy się odpadają dwa tygodnie. Kiedy to jest? – spytał żonę.

- Już sprawdzam – jemu odpowiedziała, wstając z kanapy, by pójść do kuchni po kalendarz ścienny. – OK mam. Kolonie są w drugiej połowie lipca, osiemnasty, trzydziesty – powiedziała, wracając.

- Czyli w grę wchodzi pierwsze dwa tygodnie lipca i w zasadzie cały sierpień – Roman szybko ocenił.

- Aha – żona odpowiedziała twierdząco.

- W związku z tym musimy coś znaleźć – stwierdził Roman.

- Tak, masz rację. Poszukajmy coś – szybko podchwyciła Julia.

- Poczekaj, przyniosę laptop – powiedział do żony, podnosząc się z kanapy. Po krótkiej chwili wrócił z gabinetu z komputerem, usiadł i go włączył.

- Wiesz Roman? Może spróbujemy coś znaleźć w tym naszym biurze podróży, z którym ostatnio kilkakrotnie byliśmy na wyjazdach – zaproponowała żona.

- OK, spróbujmy – odpowiedział, wpisując do przeglądarki adres biura. Julia natomiast z szuflady komody wyjęła foldery reklamowe z poprzednich wyjazdów.

 

       

Roman najechał myszą na zakładkę „Tegoroczne Oferty” i w nią kliknął. Zaczął czytać. – Meksyk, byliśmy. Maroko, byliśmy. Tunezja, byliśmy. Sardynia, Bordeaux, byliśmy. Co tu jest dalej? – na głos spytał, przewijając stronę. – Julka patrz. Kreta za jakieś trzynaście kawałków, Ibiza za dwanaście koła, Belek za dziesięć i pół, Rodos za dziesięć… – wymieniał kolejno oferty.

- Romek, poczekaj – przerwała mu żona. – Porównamy z cenami zeszłorocznymi – powiedziała i sięgnęła po tabelę cenową z ofertami z poprzedniego roku. – Kreta…? Mam, rok temu była za jakieś dziesięć tysięcy, Ibiza, porównywalnie, Belek koło siedmiu, Rodos pięć stówek droższe. To są te same hotele? – spytała męża.

- Pokaż – powiedział do żony, biorąc od niej kartkę z ofertami. – No…, Kreta…, Ibiza…, Belek…, Rodos… – porównywał – … tak, to są te same hotele – powiedział.

- Chwileczkę, to wychodzi jakieś najmniej kilkanaście procent różnicy w górę – szybko oceniła Julia.

- No, mniej, więcej – potwierdził mąż.

- A inne rzeczy, w jakiej cenie? – spytała.

- No, jest coś koło pięciu tysięcy ale to jest Praga – odpowiedział.

- Kilka razy tam byłam. I nie mam ochoty tam jechać – kwaśno odrzekła. 

Roman z Julią zaczęli przeglądać oferty innych biur podróży, jednak wszędzie sytuacja wyglądała podobnie. Europa, Afryka, Ameryka Południowa i Azja wydawały się potwornie drogie. Roman zajrzał w przeglądarce do zakładki „Kanały Informacyjne”, by zobaczyć, czy w sieci coś o tym się pojawiło. Od razu w oczy rzuciło mu się hasło, „W czerwcu wyprzedaż lata”. Kliknął na nią i zaczął czytać na głos.

  

- No jasne, korekta ceny nawet o 30-35 proc. Czyli w ostatnim momencie, gdy już nie będzie chętnych. Tylko, jak my w kwietniu zrobimy rezerwę na lipiec, skoro już dzisiaj musimy ustalić termin urlopu? – Roman zaczął się wściekać – Dla kogo cholera te atrakcje?

- Jak to dla kogo? – żachnęła się Julia. – Przecież czytasz w każdym nieomal biurze, „Jesteś młody, lubisz przygody i dobrze odpocząć w atrakcyjnych miejscach, to mamy ofertę właśnie dla Ciebie.” To jest przecież dla nas. Nie?

- Taa, jasne, że dla nas. Ceny z kosmosu, szefostwo nas pili, a na naszym koncie zaczyna się bida odzywać. Wiesz co? Może w tym roku spróbujemy coś w Polsce, co? – nieśmiało spytał żonę.

- Hmm…. Może masz rację – odparła – Dawno nas nie było na przykład u Stefana na Mazurach. 

Stefan był starszym bratem Romana. Odziedziczył on

  

gospodarstwo po rodzicach, które zaczął przekształcać w ofertę agroturystyczną. Generalnie zawsze wiadome było, że wyjazd tam wiązał się z przyjemnym i pożytecznym, gdyż na łonie natury można było znaleźć różne atrakcje. Pomoc przy tym i owym: stodoła, zagony, kury, rąbanie drwa itp. Tam nie było czasu, by się nudzić. 


 - Roman, zadzwoń do niego i spytaj, czy moglibyśmy przyjechać tam na dwa tygodnie, w pierwszej połowie sierpnia – powiedziała do męża.

- OK, tak zrobię – odpowiedział jej. 

Następnego dnia zadzwonił do brata. Szybko omówili sprawę i ustalili, że Roman z rodziną spędzą wakacje od pierwszego do trzynastego sierpnia. Zatelefonował do Julii, by ją o tym poinformować.

(zdjęcia są stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i ze zbiorów autora.)

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Prawda żeście tego wpisu nie zauważyli? Szczególnie, gdy tonie on w bogojczyźnianej celebrze? Bo to są jajca a la tragifarsa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#154898

odrażający w swej papierowości:).
Dobrze się ich czyta wśród "celebry";). Szkoda, że lemingi tu nie zachodzą, bo by se swój portret szkicowany z natury mogły objejrzeć:).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#154943

Bardzo fajne i czekam na następny odcinek.;)
p.s.
Wakacje na Mazurach to proponuję w okolicach Giżycka.
Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#154945