Gruzini uprzedzili rosyjski atak?

Obrazek użytkownika Rybitzky
Świat

Niecały miesiąc temu czeczeńscy partyzanci poinformowali, iż Rosja przerzuca wojska do Osetii Północnej, szykując się do inwazji na Gruzję. W kontekście niektórych wydarzeń z 8 sierpnia należy się zastanowić, czy wchodząc do rejonu Cchinwali Gruzini nie przeprowadzili po prostu akcji wyprzedzającej.

Rosyjska 58. Armia runęła na Gruzinów w piątek rano, ledwie kilkanaście godzin po tym jak rozpoczęli oni ostrzał Cchinwali. A przecież w normalnych warunkach przygotowanie operacji bojowej trwa trochę czasu. Już pomijam proces decyzyjny (które również przebiegł wyjątkowo szybko), koncentrując się jedynie na kwestiach technicznych. To nie jest tak, że w razie alarmu żołnierze wsiadają do czołgów i jadą. Gąsienice pojazdów pancernych szybko się zużywają, dlatego poza polem walki są one transportowane na lawetach lub w transportach kolejowych. Jeśli 58 Armia. 7 sierpnia przebywała w swoich bazach, nie zdążyłaby wejść do walki już następnego dnia rano. No chyba, że w tym czasie rosyjskie czołgi stały już wówczas na granicy.

Podobnie interesująca jest kwestia dyslokacji 76. Dywizji Powietrznodesantowej, stacjonującej zwykle w Pskowie. Na polu walki pojawiła się ona już 9 sierpnia rano. Oczywiście mogła być przerzucona samolotami, ale jedno jest pewne - nad Osetią Pd. nie doszło do desantu z powietrza. 76 DPD została wysadzona na jakimś lotnisku - zapewne we Władykaukazie. Stamtąd jednak pozostaje do Cchinwali kilka godzin drogi - a warunkach wojennych kilkanaście. A przecież dodać do tego trzeba czas potrzebny na załadunek i wyładunek ludzi i sprzętu oraz czas lotu z Pskowa. Wynika z tego, iż rosyjscy spadochroniarze musieli wyruszyli do Cchinwali jeszcze nim zostało zaatakowane przez Gruzinów. No chyba, że 76 DPD była w Osetii Południowej wcześniej.

Czeczeńcy w swoim komunikacie pisali m.in. właśnie o przegrupowaniu dywizji z Pskowa. Miała przebywać na Kaukazie od połowy lipca, czekając na atak, którego termin wyznaczono na ok. 20 sierpnia.

Ktoś może zapytać: „po co Rosjanie mieliby sami atakować, skazując się w ten sposób jednoznacznie na rolę agresorów?". Lecz czy tego 20 sierpnia musieliby być agresorami? Popatrzmy na obecna bezczelną rosyjska retorykę i przypomnijmy sobie początek II wojny czeczeńskiej. We wrześniu 1999 roku doszło na terenie Rosji do zamachów terrorystycznych za które ówczesny (i obecny) premier Władimir Putin oskarżył Czeczeńców. Sprawców zamachów nigdy nie odnaleziono, co nie przeszkodziło Rosjanom rozpocząć inwazji.

Kto wie, jaki casus belli Putin znalazłby teraz? Może dokładnie taki sam? Dziś FSB ogłosiło, że złapało dziesięciu gruzińskich szpiegów „planujących ataki" na terenie Rosji. Czyżby gruzińska akcja uratowała mieszkańców jakiegoś bloku w Moskwie, Riazaniu lub Petersburgu?

Rzecz jasna, sama obawa przed takim scenariuszem nie musiała pchnąć Saakaszwilego do wojny. Prócz tego ważne jest jeszcze strategiczne położenie Cchinwali, o którym już pisałem. Gdyby inicjatywa należała do Rosjan, spokojnie przeszliby przez terytorium Osetii Południowej i wkroczyli w sam środek Gruzji poprzez bramę, jaka stanowi Cchinwali. Zajęcie tego miasta przez Gruzinów uniemożliwiło Rosjanom rozwiniecie sił - i być może uratowało w ten sposób kraj przed natychmiastową klęską.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Miałem racje.

Rosjanie planowali to wcześniej.

Tak jak Hezbollah planoeał sprowokowanie Izraela.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1431