Kolorowy jarmark

Obrazek użytkownika Mohair Charamassa
Humor i satyra

O tym, że świat nie jest czarno biały przekonujemy się co dzień. Wśród polityków widać to szczególnie wyraźnie, a ich różnorodność skrzy się kolorami jak pawi ogon, żeby nie powiedzieć tęcza, w obawie o niezamierzone skojarzenia. W tym sęk, że nad skojarzeniami rzadko mamy kontrolę, szczególnie nad tymi, które nas dotyczą.

Choć żaden ze mnie polityk, miałem okazję boleśnie się o tym przekonać, gdy podczas spaceru na Starówce próbowałem grupce cudzoziemców cierpliwie tłumaczyć, że język polski różni się od rosyjskiego, że Gorbaczow nie jest Polakiem, a Mickiewicz był jednak naszym narodowym wieszczem. Kiedy się wreszcie udało opędzić od natrętnego menela, żądającego daniny na kolejne wino, które niechybnie zwaliłoby go z nóg, usłyszałem z tyłu: a ty, gostek, nie bądź taki … Putin! I jak tu zagranicznym gościom wytłumaczyć, że wpływy imperium nie sięgają nad Wisłę?

Tym bardziej współczuję aktywnym politykom. Nie myślę tu o kameleonach, którzy barwy partyjne zmieniają ot tak, od niechcenia, a poglądy zależnie od prognoz pogody. Chodzi mi o takich, do których przylgnęły na dobre przymioty niekoniecznie przez nich pożądane, a te pożądane jakoś nie chciały przylgnąć. Wystarczy sprawdzić: skromny jak Wałęsa, łagodny jak Niesiołowski, niewinna jak Sawicka, a na Tusku można polegać jak na Zawiszy.

Mam oczywiście swoich faworytów. Gdybym miał młodsze dzieci i chciałbym im na przykładach tłumaczyć trudniejsze pojęcia, na przykład: lojalność - pierwszą postacią, która by pewnie przyszła mi do głowy byłby Michał Kamiński, a gdyby mnie spytały, co to jest elokwencja – niechybnie wspomniałbym marszałka Borusewicza. Trzeba przecież dzieciom jakoś przybliżać świat …

Trochę się zapędziłem – o kogucikach na druciku miałem tu nie pisać. Wróćmy do kolorów. Im dłużej nad tym myślę, tym wyżej sobie cenię polityków bezbarwnych, przeźroczystych prawie. Wcale nie dlatego, że mnie szczególnie kręcą odmiany szarości. Owszem, barwy są ważne, ale ważniejszy – podkład.

Farby z czasem bledną, łuszczą się i odłażą. Nie wiem, czy mnie wzrok myli, czy mam może omamy. Coś mi się widzi, że czerwony znów wyłazi na wierzch ...

Ocena wpisu: 
Brak głosów