PAŃSTWO BEZPRAWIA cd.

Obrazek użytkownika fotoamator
Kraj

ciąg dalszy z poprzedniej notki...:

 

Właściwie, gdyby poddać podobnej „analizie” pozostałe artykuły polskiej Konstytucji, doszlibyśmy do wniosku, że wszystkie one są wyrwanymi z kontekstu współczesnego prawodawstwa martwymi zapisami, których znaczenie sprowadza się do czysto teoretycznych dywagacji, mających na celu stworzenie pozorów „państwa prawa”.

To co pozostaje poza sferą zapisów konstytucyjnych jest natomiast urzeczywistnieniem realiów i prawdziwym obliczem prawa stosowanego w myśl idei z drugiej połowy XIX wieku.

Konstytucja gwarantuje równość wobec prawa, lecz jednocześnie inne akty prawne w sposób pośredni równość tę zabierają. Narzędziem często stosowanym przez twórców prawa jest relatywizm, oraz takie definiowanie pojęć, które nie tylko przewartościowuje podstawową warstwę lingwistyczną, ale również nadaje jej nowe znaczenie. Pojawiająca się w języku prawnym „nowomowa” stanowi sposób na ominięcie jednoznacznego wartościowania pojęć pierwotnych. Łatwo więc ominąć właściwe i „pierwotne” znaczenia, gdy tworzy się prawo na wzór piramidy w której „najpodlejsza” interpretacja znajduje się na samym dole. Orzecznictwo sądów powszechnych jest tego dobrym przykładem, bowiem właśnie tam można dostrzec tę swoistą więź z dialektyką.

Prawo służy silniejszemu.

Gdy płacimy podatki, bezpośrednie, lub pośrednie, ukryte często w cenie towarów i usług nie usiłujemy szczegółowo dochodzić przeznaczenia tych kwot pieniędzy, które państwo zabiera nam, obywatelom tego państwa. Owszem, jesteśmy, w większości, świadomi, że ogół pieniędzy, które wypracowaliśmy, a które odpowiednie normy prawne nakazały nam przekazać państwu w formie podatku, będą tworzyć budżet, z którego to państwo finansować będzie wszelkie „zadania”.

Złożoność tych „zadań” sprawia, że tylko przedstawiciele społeczeństwa mogą w pełni kontrolować przepływy pieniężne, zaś władza państwa realizuje je w myśl zapisów uchwalonego budżetu. Jeśli jednak przyjąć, że przeciętny obywatel nie wie, na co tak naprawdę wydawane są pieniądze z podatków, a budżet państwa powstaje m.in. w oparciu o interesy niektórych wąskich grup społecznych, to jeśli przyjrzeć się szczegółowo zarówno efektywności wydawania publicznych pieniędzy, jak również celom, na które są przeznaczane, można odnieść wrażenie, graniczące z pewnością, że obywatel, jako jednostka, nie ma praktycznie żadnego wpływu na kształt polityki finansowej państwa, zaś cele tej polityki dalekie są od rzeczywistych potrzeb społeczeństwa – nawet tej jego części, które większością swoich głosów, wybrało przedstawicieli władzy.

A skoro tak jest, to czy można mówić o prawie jednostki? O ile społeczeństwo , jako grupa ma jeszcze niewielki wpływ na kształt rzeczywistości politycznej, a tym samym może decydować w niewielkim stopniu, jak będzie wyglądała scena polityczna i jacy na niej zasiądą przedstawiciele, o tyle jednostka społeczna – obywatel – człowiek, jest zdominowany przez dyktat grupy. W takiej „hierarchii” człowiek jako jednostka jest „paradoksalnie” zniewolony przez społeczeństwo, którego sam jest członkiem i zarazem twórcą.

I tu mamy do czynienia z kolejnym przykładem odwróconej „piramidy” gdzie człowiek jako istota nadrzędna, bez której obecności i działania nie mogłoby powstać żadne społeczeństwo, jest całkowicie zdeprecjonowany w hierarchicznej strukturze państwa.

Komu więc służy prawo, które w imię „dobra społecznego” przymusza obywatela do płacenia podatków i oddawania własności (wywłaszczanie), oraz nakłada kary finansowe, które nie są niczym innym jak tylko niesprawiedliwym i krzywdzącym człowieka aktem przemocy państwowej w imię mylnego rozumienia pojęcia zadośćuczynienia lub kary?

Wszyscy obywatele są równi wobec prawa – stwierdzenie to jest fałszywe już w swoim założeniu. Bo czyż taka sama kara finansowa, zgodna z normatywem prawnym, jest tak samo uciążliwa dla bogatego i biednego ?

Zwykły mandat, nałożony za złamanie przepisów drogowych, nie jest dla człowieka zamożnego niczym szczególnym. Uszczupla bowiem jego portfel w niewielkim, wręcz minimalnym stopniu. Gdy „ukarany” takim mandatem zostanie człowiek biedny, a kwota „kary” stanowić będzie poważne uszczuplenie budżetu domowego, to gdzie w tym miejscu mówić o proporcjonalności kary finansowej i takim samym stopniu „równości” wobec prawa.

Podobna kwestia występuje w szeregu „rozwiązań” systemu prawnego w Polsce. Tylko człowieka zamożnego stać na opłacenie kosztów postępowania sądowego np. w postaci wpisu w sprawach dotyczących roszczeń finansowych.

Równość wobec prawa jest w tym i wielu innych przypadkach mitem...

post scriptum :

Tekst ten jest próbą odpowiedzi na pytanie, czy obecny system prawny w Polsce służy obywatelowi. Zapewne można go jeszcze rozwinąć o nowe tezy i spostrzeżenia. Być może rozszerzę jeszcze ten temat, bo warto pochylić się nad prawdziwymi przyczynami zniewolenia naszego społeczeństwa. Mam nadzieję, że tekst przyczyni się do poszukiwania istoty tego problemu – wszak każdy z nas widzi otaczającą rzeczywistość i zdaje sobie sprawę z własnej bezsilności wobec tej najbardziej zbiurokratyzowanej machiny o nazwie „państwo”.

Ocena wpisu: 
Brak głosów