Ciepła woda w kranie i szum husarskich skrzydeł

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Jedynym zasobem nieodnawialnym jest czas. Wszystko inne – pieniądze, kopaliny, wodę albo powietrze człowiek może w jakiś sposób zdobyć na nowo. Pieniądze zarobić, nowego, nieznanego źródła wody się dowiercić, nowe złoża węgla odkryć. Ale do nowych zasobów czasu ani się nie dokopie ani nie dowierci.

Z tego punktu widzenia ostatnie cztery lata są spektakularną wprost porażką Donalda Tuska i partii rządzącej. Ponad cztery lata władzy prawie że absolutnej, przy znikomych możliwościach opozycji do blokowania poczynań rządu – i nic. Jeśli spojrzeć na katalog obietnic Donalda Tuska na początku pierwszej kadencji i rozejrzeć się dookoła, to widać, że jedyny zasób nieodnawialny został po prostu zmarnowany.

Każdy człowiek patrzący na rzeczywistość bez uprzedzeń, a więc w prawdzie, bez zakłamania musi to widzieć, taka jest po prostu rzeczywistość. Oczywiście zaprzyjaźnione media usiłują tę fundamentalną porażkę zasłonić sprawami drugorzędnymi, takimi jak stadiony piłkarskie albo tzw. prezydencja (którą lepiej jednak nazwać prezydęcją :).
Cóż się takiego stało, że te obietnice nie zostały zrealizowane ? Te obietnice jeszcze z 2001 roku, podpisane przez śp. Macieja Płażyńskiego?
Cytuję:

„Zobowiązanie                                                               Warszawa, 19 stycznia 2001 r.

Rozpoczęliśmy XXI wiek. Przyniesie on wiele trudnych do przewidzenia wyzwań i możliwości. Aby odnieśćw nim sukces, musimy uwolnić całą energię Polaków – każdego z osobna i wszystkich razem.
Po pierwsze, musimy odsłonić talenty, które tkwią w każdym z nas. Zrobić to możemy tylko poprzez wielki wysiłek na rzecz rozwoju edukacji, od przedszkola do kursów zawodowych. Wysiłek, który połączy rząd, samorządy, nauczycieli, uczniów – całe społeczeństwo. Który zapewni wszystkim dzieciom dostęp do dobrej szkoły, podręczników i drugiego śniadania. Który w szybkim tempie zmniejszy dramatyczne różnice w dostępie do wykształcenia na wsi i w mieście. Bez tego wysiłku, bez systemu edukacji na wysokim poziomie oraz bez – już dziś koniecznego – powszechnego dostępu do Internetu nasze możliwości pozostaną ukryte przed nami samymi i przed światem.
Po drugie, musimy odkryć wszystkie możliwości naszej gospodarki. Dziś, skrępowana przepisami i wysokimi podatkami, nie radzi sobie ona z bezrobociem, nie tworzy dostatecznie wielu okazji, by wykorzystać potencjał Polaków. Dlatego musimy:
• znieść przepisy utrudniające rozwój przedsiębiorstw, zwłaszcza małych i średnich;
• dokończyć reformę podatków – spłaszczyć podatek dochodowy do jednego poziomu, uwalniając równocześnie od niego najniższe dochody;
• zapewnić, że kodeks pracy ułatwia, a nie utrudnia zatrudnienie pracowników.
Po trzecie, musimy uwolnić pełny potencjał naszej demokracji i naszego państwa. Dziś jest on stłumiony przez partyjniactwo, korupcję, niekompetencję, nieczytelną rolę związków zawodowych. Państwo, które powinno ułatwiać nam dobre wypełnienie życia, zajmuje się w niepokojącym stopniu samym sobą i interesami tych, którzy rządzą. Dlatego musimy:
• uprościć wybory: wójtów, burmistrzów i prezydentów miast powinniśmy wybierać bezpośrednio, a posłów tylko z list okręgowych (bez listy krajowej), w przyszłości zaś według ordynacji większościowej;
• ograniczyć partyjną nomenklaturę jedynie do poziomu wiceministrów i wojewodów;
• zmniejszyć liczbę radnych;
• odzyskać kontrolę nad finansami publicznymi;
•wprowadzić konkurs jako jedyny sposób naboru pracowników do administracji państwowej i samorządowej; pokonać korupcję: rozerwać solidarność dającego z biorącym – karać tylko biorących, ograniczyć immunitet parlamentarny;
• zlikwidować jawne i ukryte finansowanie partii z pieniędzy podatników.
Po czwarte, musimy więcej uwagi poświęcić polskiej wsi, mocno zaangażować się w proces jej modernizacji i restrukturyzacji. Tylko silne gospodarstwa rolne i wykształcona młodzież będą w stanie w pełni wykorzystać szanse, jakie otworzy członkostwo w Unii Europejskiej.
Realizacja tych zadań wymaga nowej, silnej reprezentacji parlamentarnej. W celu stworzenia takiej reprezentacji postanowiliśmy ustanowić Platformę Obywatelską. Wzywamy wszystkich obywateli, którzy podzielają naszą wizję, aby się na niej zgromadzili. Wspólnie wybierzemy kandydatów do Sejmu i Senatu. Wspólnie zapewnimy ich elekcję. Wspólnie zrealizujemy nasze zadania.
Uwolnimy energię Polaków!
Zobowiązujemy się poprowadzić proces tworzenia nowej reprezentacji parlamentarnej. Z powagą i odpowiedzialnością. W duchu otwarcia i umiaru, szacunku dla tradycji i chrześcijańskich wartości. Dla dobra Rzeczypospolitej.

Andrzej Olechowski         Maciej Płażyński             Donald Tusk”
źródło: http://www.hibner.pl/files/ProgramPO.pdf

Minęło niedawno 11 lat od momentu ogłoszenia tego „Zobowiązania”.

Jeśli spojrzeć teraz na ten dokument, to widać, że żadne istotne zmiany nie zostały dokonane. Ani w kwestiach gospodarczych (pamięta ktoś jeszcze 3x15?) ograniczenia biurokracji itd. Jest wręcz odwrotnie niż zapowiadano. I to dotyczy praktycznie każdego z punktów pierwotnego programu partii Donalda Tuska.
Cóż takiego się stało, jak to zrozumieć, bo powtarzam – po 11 latach od mementu ogłoszenia programu i po 4 latach niepodzielnych rządów - to, co widzimy za oknem w porównaniu do tego, co czytamy w programie wskazuje na wręcz gigantyczną porażkę.

Jeśli jacyś ludzie otwarcie, wszem i wobec mówią, że coś zrobią, a potem w ogóle nie realizują swoich planów, albo, co gorsza, ich działanie wywołuje wręcz odwrotne skutki od planowanych (vide „odzyskać́ kontrolę nad finansami publicznymi”) to na myśl przychodzi, że albo w tej ekipie są jacyś sabotażyści, którzy nie pozwalają na realizację programu, albo też jest to grupa kompletnych amatorów, którzy po prostu nie wiedzą co robią. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w jakiejkolwiek spółce prawa handlowego, nie mówiąc o spółce giełdowej, to po pół roku obserwowania tego rodzaju działalności rada nadzorcza na kopach by wyprowadziła taki zarząd z firmy i zawiadomiła prokuraturę o działaniu na szkodę spółki!

Czy źródłem tej porażki są cechy osobowości Donalda Tuska, który nie umie dobierać sobie współpracowników, takich którzy by się znali się tym co mają robić (vide Joanna Mucha)? A może to po prostu „za krótka ławka” jak to ładnie nazwano, tylko, że wtedy to określenie dotyczyło kadr PiS? Jak teraz to porównać, to ekipa PiS była wzorcem kompetencji i zborności organizacyjnej.

A więc co się takiego stało, że po dojściu do władzy program PO wyparował jak kropla na rozpalonej blasze, a zamiast zapowiadanych zmian Polacy usłyszeli o „ciepłej wodzie w kranie”?

I tu sięgnę znowu do czasów odległych – czytelnicy tego bloga zauważyli już zapewne, że posługuję się analogiami historycznymi i przykładami z historii. Otóż, oprócz tego, że „historia magistra vitae est” Polska i Polacy, chcąc tego czy nie chcąc, są zanurzeni w historii. Polskie myślenie o Polsce, o polityce i realizacji celów politycznych polskich, zawsze miało konotacje historyczne, prawie nigdy nie było realizacją bieżących chwilowych zachceń. Co więcej – zanik takiego myślenia w XVIII wieku, w czasach saskich doprowadził do upadku państwa.

Polacy wtedy, w czasach I Rzeczypospolitej myśleli o polityce w sposób historyczny, to znaczy istotne były nie tylko cele krótkodystansowe, ale też myślano (i to w szerokich kręgach) w sposób długofalowy, o losie przyszłych pokoleń. Takie cechy miała nie tylko polityka Piastów i Jagiellonów, która była naturalna dla dynastii panujących, ale także w dobie monarchii elekcyjnej, gdzie król sprawował władzę dożywotnio, a czy jego potomek będzie jego następcą zależało od zgody ogółu szlachty, czyli obywateli – zresztą stało się tak tylko w ciągu całej historii monarchii elekcyjnej tylko trzy razy – dotyczyły synów Zygmunta III Wazy, królewicza Władysława, który został królem Polski Władysławem IV i jego przyrodniego brata, młodszego o 11 lat, Jana Kazimierza, oraz króla Augusta III Mocnego z dynasti Wettinów, syna Augusta II Sasa.

To myślenie długofalowe dotyczyło rozwoju imperium polskiego, stosunków z sąsiadami (szczególnie z Rosją i Szwecją), stosunków wewnętrznych (np. kwestia równouprawnienia Kozaków) itd. Oczywiście nie wszystkie plany udawało się zrealizować, ale naród polityczny zdawał sobie z nich sprawę, żywo dyskutował i brał udział w ich realizacji. Z jednej strony patrzano w przyszłość i wyznaczano cele, a z drugiej – wspominano przeszłość, przeszłe porażki i tryumfy, aby dorównać przodkom i czegoś się nauczyć, szukano także przestróg z przeszłości. Szkolnictwo polskie. oparte na kolegiach jezuickich i pijarskich wdrażało obywateli do myślenia w kategoriach historycznych, nie tylko poprzez nawiązywanie do historii starożytnej i legendarnych początków Sarmacji, ale też poprzez dosyć szczegółowa naukę historii Polski, oczywiście w tak jak ona ówcześnie była znana. Dzięki temu Sarmaci nie dość, że orientowali się w historii ojczystej, to otaczali ją czcią.  Jednym ze świadectw takiego podejścia jest np. „Pieśń o bitwie pod Grunwaldem” licząca 50 zwrotek, którą wydano drukiem na 100 lecie Bitwy. Śpiewano ją zapewne po dworach i karczmach nie tylko jako świadectwo dawnych przewag (a słuchacze mieli w rodach uczestników tych zmagań), lecz także jako  naukę strategiczno-polityczną. Kto ciekaw niech kupi fenomenalną płytę Jacka Korabity Kowalskiego „Wojna i Miłość” gdzie tę pieśń Mistrz Kowalski śpiewa z towarzyszeniem instrumentów z epoki. (www.jacekkowalski.pl).

Gdy myślenia opartego na długofalowym planowaniu, zakotwiczonego w historii zabrakło, Polska upadła. Od momentu III rozbioru Polacy za plecami mieli świetną przeszłość, a przed sobą – marzenie i wolę odbudowy Państwa. I tak się ukształtował współczesny charakter narodowy polski. Potężne marzenie przy świadomości przeszłości, marzenie pchające do wielkich czynów i wielkich poświęceń, bo należy dorównać wielkiej przeszłości. Cały wysiłek powstańczy opierał się na tym właśnie, wszystkie zrywy, także ten, który doprowadził do odbudowy państwa w 1918 roku.
Myślenie Polaka o Polsce i polityce stoi właśnie na takim fundamencie – to jest troska o Polskę w kontekście jej historycznej wielkości. Cokolwiek by nie powiedzieć o ludziach rządzących w okresie międzywojennym i czy państwo to było zbudowane na racjonalnych podstawach, to jednak Polacy tamtego czasu dlatego sprostali egzaminowi II Wojny Światowej, że właśnie to polskie myślenie było obecne w II RP.

I to myślenie, mimo wielkiej zmiany społecznej, przetrwało w Polakach okresu PRL. Czym, jak nie wielkim planem odbudowy narodowej wielkości była Solidarność? A potem, w stanie wojennym przecież konspirowanie i walka z komuną mimo wszelkich realnych możliwości, wbrew potędze imperium sowieckiego, marzenie „za rok w wolnej Polsce” – czym to nie było jak wcielaniem w życie marzenia o powrocie wielkości?

Także wejście w tzw. III RP wiązało się z takimi marzeniami. Szok kulturowy, jaki Polacy doznali wraz z wejściem tu współczesnego konsumpcjonizmu trochę te marzenia o odbudowie wielkości przytłumił, ale w okresie rywinowskim, gdy wydawało się, że skorupa postkomunistyczna pęka - znowu kwestia odbudowy silnego państwa wróciła.

Jeśli spojrzeć na program PO, zacytowany wyżej, to przecież wpisuje się on właściwie w pełni w ten tok myślenia. Przecież zrealizowanie przynajmniej jednego postulatu, związanego z uwolnieniem przedsiębiorczości Polaków (symbolem tego było pamiętne 3x15) mogło dać impuls niebywałego rozwoju. Przecież sukces wzrostu gospodarczego z czasów rządów PiS opierał się w dużej mierze na obniżeniu podatków PIT i CIT (fakt, że zapoczątkował to jeszcze Leszek Miller) i obniżeniu podatku rentowego. To mógł być jakiś wstęp do wielkiego planu odbudowy wielkości Polski. I nie chodzi współcześnie o „Polskę od morza do morza”, nie o wielkość terytorium tu chodzi, lecz o kraj, który będzie miał wielkie możliwości rozwoju, bogacenia się obywateli, większe niż sąsiedzi. Przy polskiej obrotności jest to możliwe do zrobienia.

Zamiast wielkiego planu odbudowy wielkości Polski usłyszeli Polacy o „ciepłej wodzie w kranie”. I o stadionach.

Tu jest przyczyna porażki Tuska i całego tego „projektu”. Oprócz rzeczywistej nieudolności tej ekipy, czego świadectw jest aż nadto, nieudolności której źródeł będą poszukiwać historycy tego okresu, przyczyną porażki jest ten brak wielkiej idei, którą można było przedstawić narodowi mając tak wielkie poparcie.

Zderzenie myślenia Polaków o polityce z miałkością i znikomością programu realizowanego przez rządzących dało efekt w postaci nieangażowania się Polaków w realizację celów grupy rządzącej. Każdy zanurzył się w swoich sprawach i prywatnie piastuje marzenie o wielkości Polski, ale nie angażuje się emocjonalnie. Rządzący, mimo werbalnego poparcia, a nawet głosów wyborców są zostawieni sami sobie, razem z masą urzędników. A to jest za mało, żeby cokolwiek zmienić, żeby kompetentnie realizować chociażby tak mało ambitny program jak budowa stadionów. Do tego trzeba czuć nie tyle aplauz wyborców, co mieć ich emocjonalne poparcie, które rządzącym pozwala pokonywać wszelkie bariery i opór materii biurokratycznej. Tego zaś Donald Tusk, mimo propagandy zaprzyjaźnionych mediów nie ma i mieć nie będzie, bo kojarzy się Polakom z „ciepłą wodą w kranie” a nie szumem husarskich skrzydeł.

Chociaż może też być inne wytłumaczenie dlaczego nie udało się PO zrealizować programu.

Może oni po prostu od samego początku kłamali?

E , nie wierzę, przecież to takie miłe chłopaki ;)

 

 

 

 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wszelkie deklaracje programowe PO (i nie tylko, nie tylko...) to po prostu przejaw horror vacui. Chłopcy bali się, boją i będą bać spojrzenia w zwierciadło własnej pustki. Boją się, że otoczenie dojrzy ich pustkę. Zwierciadła nie da się stłuc. A jeśli nawet się uda, to pustka tylko pomnoży się w okruchach lustra. A na dodatek - wiadomo - siedem lat nieszczęścia... ;-)

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#225010

boja sie swoich mysli, a nie daj BOG ZEBY TO  BYLY MYSLI NARODU  - NARODU OKRADZINEGO ZE WSZYSTKIEGO , Z HONORU, GODNOSCI , MAJATKU, ZGNOJONEGO,  NARODU POLSKIEGO - NIESTETY. 

ZDRAJCA ZAWSZE KONCZY TAK SAMO - PUSTKA I SMIERC.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#225022

Są bezpośrednie wybory prezydentów, burmistrzów i wójtów? Są! I to wprowadzono je w 2002, czyli zxaledwie w rok po cytowanym zobowiązaniu!, Że co?, Że sejm eseldowski i rząd Millera? Ale są, czyli punkt zrealizowny!
A tak poważnie: powoli przestaję rozumieć rzeczywistość. I tę ekonomiczną i tę kulturową. Jak można było zmarnować nie 4 - jak piszesz - ale 20 lat?! Między 1919 a 1939 zbudowali praktycznie wszystko niemalże od fundamentów. Fakt, że fundamentami był patriotyzm, zapał, poczucie obowiązku i wiedza Polaków. My przez 20 lat doprowadziliśmy państwo i naród na skraj przepaści: nie ma gospodarki, kultury, nauki. I teraz przymierzamy się do zrobienia wielkiego kroku naprzód....
Pamiętasz? - Upaść może i naród wielki, zniszczeć tylko nikczemny.
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#225082