Marsz przeciw barbarii rządów Tuska. Relacja w biegu.

Obrazek użytkownika Mieszczuch7
Blog

Patrzę, a tu na przełaj, po trawnikach przy fontannie na środku Placu Na Rozdrożu, jak jakieś krowie stado, przełazi grupa policjantów. Zrelaksowani, dziwnie jakoś porozbierane policjantki do podkoszulków (bez góry mundurów), bardzo zajęci sami sobą. Cóż, leciałem niemal biegiem, już o 12-tej, na nasz Marsz, szybko, by czegoś nie stracić, bo już przecież widzialem ludzi jadących z innych stron miasta z flagami i transparentami. Szkoda mi było czasu, by za tymi stróżami porządku na opak gonić z okrzykiem : "nie deptać trawników!" Monty Python jakiś! Zanotowałem tylko, że było ich sześcioro. Następną grupę spotkałem już po paru krokach, w przejściu podziemnym. Tym razem było ich dwa razy więcej i wydawali się też jeszcze bardziej zadowoleni z siebie. No to z wrodzonej złośliwości rzuciłem im w przelocie, by lepiej pilnowali kolegów, którzy na górze depczą publiczne trawniki. Reakcja? Pouczenie, że powinienem im to sam powiedzieć, jeśli coś takiego miało miejsce. No jasne! Powinienem ich ścigać przez te trawniki, przeskakując ogrodzenia, przyskrzynić, dokonać obywatelskiego zatrzymania, poinformować o dokonanym przez nich wykroczeniu i wlepić im obywatelskie mandaty? Co ja, Rutkowski jakiś jestem, czy co? Zgrzytając zębami poleciałem dalej, przez skróty, uliczką Lennona, a tu pod Sejmem cisza i spokój, jakby nigdy nic, więc zawracam na Ujazdowskie. Po paru krokach znowu włażę na kolejny oddział policji, cholera! Zaraz mi alergia z dawnych czasów wraca, więc znowu przez tę moją wrodzoną złośliwość pytam, niby uprzejmie: "- Dzień dobry, nie wiecie Panowie, jak tu trafić na ulicę Przyjaciół?" (to mała uliczka kilkaset kroków dalej). No i wiecie, co? Nie wiedzieli, bo... jak przewidywałem, to byli wszystko "przyjezdni", a raczej "przywiezieni"! Ci akurat twierdzili, że byli z Krakowa (choć akcent wskazywałby raczej na podkrakowską wiochę), ale udalo mi się od nich dowiedzieć, że posilki ściągnięto z wielu innych miast: również z Radomia, Kielc i chyba Łodzi... Nie wiedzieli chyba, ilu ich ogólnie tak ściągnięto do stolicy. Summa summarum i tak za to my wszyscy zapłacimy, niezależnie od miasta pochodzenia, Bracie Podatniku.

W czasie mszy na Placu Trzech Krzyży, gdy były takie głębokie chwile skupienia tych calych naszych wielotysięcznych tłumów w absolutnej ciszy, ciągle slychać było wycie syren czy to karetek, czy wozów policyjnych, nie wiem. Trudno było oprzeć się wrażeniu jakby celowego zagłuszania kazania i modlitw. Potem w czasie marszu, znów na Placu Na Rozdrożu, rozległy się te syreny od Trasy Łazienkowskiej. Ktoś obok mnie powiedział, że chyba musiało się naprawdę coś poważnego stać, skoro tak karetki jeżdżą. Ale nic się raczej nie działo specjalnego - po powrocie do domu przejrzalem wszystkie wiadomości i nie było żadnej wzmianki o groźnym wypadku, ani niczym takim. Prewencyjnie tak pewnie jeżdzili, a mecz był pretekstem. Tak sobie więc trochę pohałasowali, lubią jeździć na syrenie, z fasonem!

W tle Marszu było czające się ryzyko, czy kibice Legii okażą się wyjątkowo odpowiedzialni dzisiaj, czy nie. Grali bowiem z Lechem Poznań i - jak się pod drodze dowiedziałem - przegrali jedną bramką, co nie było dla nich bynajmniej jakimś drobnym niefartem, nad którym mogliby ot tak przejść do porządku dziennego, a do sklepiku w podziemiu pod Rozdrożem ustawiła się od razu długa, bardzo długa kolejka po różne pocieszacze w płynnej postaci. Kiedy tak maszerowałem już na górze, zastanawiając się, jak się sytuacja potoczy i gdzie się podziały te krakowskie i opoczyńskie spec-oddziały, zobaczyłem jak aleją od Ujazdowa idzie na nas cała kolumna szalikowców. Kibice ciagną z jednej strony, a z drugiej nadciąga nasz Marsz. Pod kątem prostym. Tych kilku motocyklistów na czele naszej kolumny, stoczniowcy, górnicy, czy zachowają zimną krew? Kto to wymyślił? Co za szatański pomysł, by zderzyć ze sobą te dwa gęste strumienie ludzkie?! Ale już po chwili widzę - jakiś cud! Kibice spokojnie i kulturalnie tu poczekali, tam przeszli, grzecznie ominęli i się zmyli, niemal niewidoczni!

Nasz Marsz wypełnił całą przestrzeń Rozdroża i rozlał się szeroko po Alejach... I niech już w pamięci pozostanie tylko obraz falujących jak biało-czerwone morze flag i zgodnego śpiewu wielotysięcznego chóru - dla wolnej telewizji, radia, dla wolnego słowa. Wyraz tak godnego sprzeciwu wobec barbarii rządów Tuska. Tak, pięknie było, pięknie, mimo wszystko!

Ocena wpisu: 
Brak głosów