Dowcip (polityczne prognozy)

Obrazek użytkownika rosemann
Kraj

Spodobał mi się pomysł obstawiania u buka zwycięzcy wyborów.

Zdziwiła mnie mała różnica  w notowaniach między główną siłą koalicyjna a główną siła opozycyjną. Jeszcze bardziej to, że „orli lot” pana Grzegorza i jego „lewicy” nie znajduje u buków zrozumienia i na jego potencjalnym zwycięstwie można zbić największa kasę. Oczywiście spośród poważnych „sił politycznych” bo są i takie, na których dałoby się i miliony zbić gdyby nie to, że takiej opcji nie były w stanie przeforsować nawet Bóg Wszechmogący.

Cóż, prognozy… Z czego to się bierze, że ludzie gotowi są stawiać gotówkę na panów Donalda, Jarosława czy Grzegorza.

Kiedy u wyrusa przeczytałem, że jednym z pamiątkowych gadżetów na Euro 2012 ma być długopis z planem warszawskiego metra, zafrapowało mnie w pierwszym odruchu to, w jaki sposób pomysłodawcy mają zamiar na tak małej i niezbyt kształtem dostosowanej powierzchni zmieścić WSZYSTKIE linie :). Nie wiem czy tylko ja w tak durny sposób dałem się złapać na ten dowcip ale, niejako w formie nagrody pocieszenia spłynęło na mnie natchnienie. Proszę nie pytać mnie o mechanizm skojarzeniowy bo go nie znam. Ot po prostu spłynęło i już. Bywa tak czasem.

W każdym razie wyszło mi, że całokształt naszych gadek o polityce jest tak naprawdę jak ten dowcip wyrusa. I jak ten długopis z planem wszystkich linii warszawskiego metra.

Ile tych gadek i gadających nie było i tak WSZYSTKICH LINII wcisnąć się nie da. Czego by dyskusja nie dotyczyła. Taka już jest natura świata i rządzące nią prawa fizyki.

Weźmy na ten przykład na tapetę sprawę rozwoju infrastruktury drogowej.

Stanie na ten przykład Premier Tusk i odnosząc się do rzeczonej materii powie, że buduje się teraz dróg, drożyn i ścieżek tyle, ile nikt nigdy od samego początku świata nie budował.

Obruszy się na to Prezes Kaczyński i dowodził będzie, że takiego burdla jak teraz w drogownictwie nie na robił nikt nigdy odką świat istnieje.

I kto ma rację? Nie wiem!

Ale coś tam może wiedzieć taki hipotetyczny pan Józek, choć wiedza jego będzie dość przypadkowa i mocno uzależniona od bardzo konkretnych okoliczności. Chciałem też dodać że od szczęścia ale jakby nie było to bez dwóch zdań nie będzie akurat szczęście pana Józkowe. Bo jeśli utknie pan Józek w korku na „jedynce” pod Częstochową w korku wynikłym z tego, że „się mury pną do góry” to jego oczywiste, wynikłe z godzinnego cierpliwego czekania na przejechanie kolejnych dwudziestu metrów, „qrwa mać” będzie bez dwóch zdań poparciem udzielonym twierdzeniom pana Premiera.

Jeśli jednak ów pan Józek nie bywa pod Częstochową a zwykł raczej przemierzać trasy w okolicach Kłaja, gdzie zastępy drogowców widziano ostatni raz za czasów Eugeniusza Kwiatkowskiego i w dodatku swoim „qrwa mać” skomentuje rozpirzony właśnie amortyzator to te słowa bez wątpliwości usytuują pana Józka wśród stronników Prezesa.

Takie wyjaśnienie teorii względności jak to z nosem i du…

Ktoś tam zaraz powie, ze nie mam racji z tym relatywizowaniem, że prawda obiektywna istnieje i nadto da się ją stwierdzić. Tym naiwniakom dedykuję wyniki kolejnych naszych spisów powszechnych, w których nieodmiennie liczba zadeklarowanych mężatek znacznie przerasta liczbę żonatych facetów. Choć poligamia jest u nas zakazana i ścigana przez prawo. A za podawanie rachmistrzom fałszywych danych grożą dwa lata odsiadki.

Da się jednak stwierdzić niepodważalnie, że kluczem do naszego widzenia świata jest, powiedzmy, metodologia. I tak może być, że jak się Premier Tusk zainteresuje drogownictwem to mu wyjdzie, ze właśnie szósty raz statystycznie opasujemy asfaltową wstęgą nasz glob a znowu w tej samej sytuacji Prezes Kaczyński udowodni, ze nie starczy tego asfaltu nawet z gór nad morze.

I co z tego wynika? obiektywnie nic!

Bo nikt, nawet ów hipotetyczny Józek nie zerwie się nagle, nie chwyci krawieckiego centymetra by się przekonać czy faktycznie sześć razy glob czy też nawet nie do Sopotu.

Co zatem zostaje? Ano rzecz druga obok metodologii. To, co sobie od miesięcy a może nawet i od lat nawzajem wytykamy albo i zarzucamy. Jeden siedząc tyłkiem w fotelu i ani nawet mysląc o kontrolnym opasywaniu globu da wiarę Premierowi drugi zaś, robiąc to samo zamiast kopsnąć się do Sopotu, stanie za Prezesem.

No i, pytam dalej, co z tego?

A to, co fachowo i nawet powiem, mądrze, nazywa się zakonserwowaniem sceny politycznej i utrwaleniem wyborczych preferencji. Choć, w zależności od preferencji własnych niektórych komentatorów można to nazwać choćby nabieraniem się na piarowskie sztuczki czy też lęgnięciem się groźnej, totalitarnej sekty.

Tak naprawdę zaś wszystko i tak sprowadza się do tego, że część społeczeństwa, niestety bardzo nieliczna, będzie rechotać z wirusowego dowcipu a cała reszta spierać się będzie z powagą albo zacietrzewieniem o to, czy można czy też się nie da jednak wcisnąć na długopis tych WSZYSTKICH LINII warszawskiego metra.

I to jest właśnie taka moja prognoza polityczna na najbliższe miesiące. Przy średniej sprawdzalności rzędu…

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

tow. Stalin powiedział: nie ważne kto głosował, tylko kto głosy liczył.

pozdrawiam emeryt22

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrawiam emeryt22

#158272

Znakomicie utrafił pan w to, co zawarłem w tekście pod pojęciem "metodologia" :)
Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#158295