Montaż Volkoffa

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Kraj

Polecam tekst z portalu fronda.pl :

„Montaż” Volkoffa to klasyczna już powieść szpiegowska. Klasyczna z uwagi na wplecione zasady dezinformacji. „Montaż” sam stał się ofiarą… sowieckiego montażu specsłużb, co jest odpowiedzią na pytanie, czy to tylko powieść. Jak widać, fikcja oparta na faktach. W powieści pada często odwołanie do klasyka strategii Sun Tsu a krótkie dogmaty stają się "przykazaniami". Wśród owych przykazań są takie, które będą obowiązywać zawsze i są wykorzystywane na co dzień, o czym można się przekonać, czytając prasę zwaną dla niepoznaki "polskojęzyczną":

1. poddawaj w wątpliwość dobro,

2. kompromituj przywódców,

3. wstrząśnij ich wiarą, niech gardzą,

4. posługuj się ludźmi złymi,

5. dezorganizuj działalność władz,

6. siej niezgodę między obywatelami,

7. podżegaj młodych przeciwko starym,

8. drwij z tradycji,

9. zakłócaj aprowizację,

10. rozpowszechniaj zmysłową muzykę,

11. sprzyjaj rozwiązłości,

12. nie żałuj pieniędzy,

13. zbieraj informacje (V. Volkoff, Montaż, Poznań 2005, s. 41).

W procesie werbowania agentów wpływów ważną rolę odgrywa ich chów od małego, kształtowanie ich postaw oraz odpowiednia legenda (przykład: Kim Philby wkręcający się do prawicowych organizacji w celu uwiarygodnienia). Oficer w powieści wskazuje pięć technik działania. Są to: biała propaganda ("jesteśmy lepsi"), czarna propaganda (oskarża się przeciwnika o zamiary, których on nie żywi), intoksykacja (np. podrzucenie fałszywek w taki sposób, że uwierzą w ich wiarygodność), dezinformacja i agentura wpływu (ibidem, s. 71).

Przełożony oficera operuje trzema archetypami: dźwignią, trójkątem i drutem. Dźwignią mogą być pacyfiści, ekologowie, socjaliści, ruchy monarchistyczne, stowarzyszenia. Dźwignią są również artyści służący reżimowi i "dla pokoju" oraz mass media. Raz puszczona informacja z rezonansem sprawia wrażenie niebywałego wydarzenia. Dobry rezonans to tendencyjna informacja i zaprzyjaźnione media. Tutaj następuje przykład- Iwanow przyłapuje swą żonę w łóżku z Pietrowem:

"(…)Pierwszy przypadek: nie było świadków. Opinia publiczna nie może w żaden sposób sprawdzić, jak było naprawdę. Oznajmia się więc po prostu, że to Pietrow przyłapał żonę w łóżku z Iwanowem. Oto właśnie nieprawda nie dająca się zweryfikować.

Drugi. Byli świadkowie. Piszecie, że w małżeństwie Iwanowów nie brakowało problemów i przyznajecie, że istotnie w sobotę Iwanow zaskoczył swą żonę z Pietrowem. Prawdą jest też, dodajecie, że przed tygodniem Iwanowa przyłapała swego męża na gorącym uczynku z Pietrową. To jest mieszanka prawdy i fałszu. Proporcje jednego i drugiego mogą się zmieniać. Chłopcy z intoksykacji, jeśli chcą uprawdopodobnić sprawę, dają do 80% prawdy na 20% fałszu, ponieważ z ich punktu widzenia ważne jest, by jakąś konkretną fałszywą informację wzięto za dobrą monetę.

(…)Teraz trzeci sposób. Przyznajecie, że obywatelka Iwanowa znajdowała się w sobotę wieczorem u Pietrowa, ale ironizujecie na temat łóżka. Cóż mają wspólnego ze sprawą ruchomości? Najprawdopodobniej Iwanowa siedziała po prostu na krześle czy w fotelu. Iwanow, który, jak wszyscy wiemy, tyle razy leżał pod stołem, ma w zwyczaju rzucanie oszczerstw na swą nieszczęsną żonę. A co miała robić? Czy miała pozwolić, żeby mąż pijak pobił ją znowu? Sądziła, że powinna się schronić u Pietrowa, gdzie najprawdopodobniej towarzyszyły jej dzieci, maleńkie dzieci. Czyż mamy podstawy do oskarżenia jej o to, że nie zostawiła dzieci wydanych na pastwę tego brutala? Ponadto nie ma powodów by wątpić, że także i obywatelka Pietrowa brała udział w spotkaniu Iwanowa- Pietrow. (…)Oto właśnie deformacja prawdy.

Cztery czyli modyfikacja kontekstu. Zgadza się, mówicie, Iwanow nakrył żonę w łóżku Pietrowa, ale przecież wszyscy wiedzą, jaki jest Pietrow. To prawdziwe monstrum lubieżności. Nie da się wykluczyć, że ma za sobą czternaście wyroków sądowych za gwałt. Tego dnia natknął się na Iwanową w korytarzu, rzucił się na nią, wciągnął ją do siebie i właśnie rozpoczął proceder gwałcenia, gdy, na szczęście, pełen godności obywatel Iwanow, wracający z fabryki, gdzie po raz któryś z rzędu osiągnął rekordową liczbę trzech tysięcy nakrętek utoczonych w ciągu dwóch godzin dwudziestu pięciu minut, wyważył drzwi i ocalił swą skromną małżonkę od losu gorszego niż śmierć.

Piąte: zacieranie. Zalewacie wasz prawdziwy fakt wielką masą innych informacji. Pietrow, mówicie, to stachanowiec, świetnie gra na organkach i w warcaby, urodził się w Niżnym Nowgorodzie, w czasie wojny był artylerzystą, na sześćdziesiąte urodziny ofiarowal matce kanarka, ma kilka kochanek, między innymi Iwanową, przepada za kiełbasą z czosnkiem, dobrze pływa stylem grzbietowym, potrafi ugotować syberyjskie pielmeni, i tak dalej. Istnieje też wykręt będący odwrotnością zacierania, mianowicie wybrane fakty. W sprawie, którą macie zrelacjonować, przeprowadzacie selekcję szczegółów, prawdziwych lecz niepełnych. Opowiadacie na przykład, że Iwanow wszedł do pokoju Pietrowa bez pukania, Iwanowa aż podskoczyła, taka jest nerwowa, Pietrow zachowywał się tak, jakby był zaszokowany złymi manierami Iwanowa, i wymieniwszy uwagi na temat powszechnego zepsucia obyczajów, będącego jednym z przeżytków carskiej Rosji, małżonkowie Iwanowowie wrócili do siebie.

Szósta metoda: komentarz podtrzymywany. W niczym nie modyfikujecie faktu, lecz korzystacie z niego, by przeprowadzić, dajmy na to, krytykę mieszkań dzielonych przez wielu lokatorów. Jest ich już coraz mniej, lecz to w nich właśnie incydenty, w których mężowie zaskakują kochanków, zdarzają się znacznie częściej, niż to przewiduje plan pięcioletni. Następnie opisujecie nowoczesne osiedle, gdzie każda para turkawek ma swoją garsonierę, w której może sobie gruchać do woli, i przedstawicie idylliczny obraz szczęścia, jakie stanie się tam udziałem Iwanowów.

Siódmy chwyt to pewna odmiana szóstego, to ilustracja, w której przechodzi się od rzeczy ogólnych do szczegółowych, a nie od szczegółowych do ogólnych. Można tu rozwinąć ten sam motyw: sielanka par małżeńskich w nowoczesnych osiedlach wzniesionych dzięki dobroczynnej wydajności władzy Rad, lecz zakończenie będzie inne: o, jaki to postęp w stosunku do mieszkań o wielu lokatorach, gdzie zdarzały się pożałowania godne epizody, na przykład właśnie sytuacja Iwanowa, natrafiającego na swą żonę u sąsiada!

Ósma jest generalizacja. Z zachowania Iwanowej wyprowadzacie ogólne, pełne konfuzji wnioski na temat niewdzięczności kobiet, ich niewierności, rozwiązłości, natomiast pomijacie milczeniem współudział Pietrowa. Lub też, przeciwnie, obwiniacie Pietrowa- Casanovę, nikczemnego uwodziciela, uniewinniając jednocześnie nieszczęsną przedstawicielkę bezwstydnie eksploatowanej płci.

Technikę numer dziewięć nazywamy: nierówne części. Zwracacie się do waszych czytelników i proponujecie im, by sami ocenili ten incydent. Publikujecie następnie jeden list potępiający Iwanową- nawet jeśli dostaliście sto takich listów. Drukujecie też dziesięć listów w jej obronie, nawet jeśli nie przyszło takich listów więcej niż dziesięć.

Wreszcie części równe, dziesiąta metoda. U profesora uniwersytetu, świetnego i ulubionego przez czytelników polemisty, zamawiacie tekst pisany w obronie kochanków, mający pięćdziesiąt linijek, i równocześnie u jakiegoś idioty ze wsi zamawiacie ich potępienie, też na pięćdziesiąt linijek. W ten sposób dowodzicie waszej bezstronności", ibidem, s. 80- 83.

Zachęcam także do przeczytania poniższego tekstu…

01.02.2007 11:43 8
"Wyborcza" w ujęciu teorii dezinformacji Volkoffa

Ćwiczenie dla studentów dziennikarstwa na przykładzie tekstu Wojciecha Gadomskiego. Temat "dezinformacja w ujęciu teorii Vladimira Volkoffa".

10. października 2005, dzień po pierwszej turze wyborów prezydenckich i dwa tygodnie przed drugą turą, Witold Gadomski opublikował w "Gazecie Wyborczej" krótki artykuł "Co to były afery Art-B i FOZZ" (opisy co faktycznie ustaliły sądy w sprawie FOZZ są na końcu, żeby nie rozmywać wątku).
Publikacja Witolda Gadomskiego w ujęciu teorii Volkoffa

W ujęciu teorii dezinformacji Volkoffa artykuł Gadomskiego jest klasycznym elementem kampanii dezinformacyjnej, w której tematem przewodnim jest teza, że Kaczyńscy kradli pieniądze w aferze FOZZ. Teza ta jest promowana za pomocą następujących technik zgodnych z klasyfikacją Volkoffa:

· "mieszanina prawdy i kłamstwa"

· "rozmycie"

· "równa reprezentacja"
Mieszanina prawdy i kłamstwa

Pomieszanie informacji prawdziwych z kłamliwymi służy przemyceniu lub promowaniu kłamstw przez uwiarygodnienie ich informacjami prawdziwymi. Równocześnie utrudnia postawienie zarzutu kłamstwa totalnego, bo w tekście występują także informacje prawdziwe.

Poniżej Gadomski serwuje prawdziwą informację o politykach i służbach specjalnych, tę drugę tezę podając jednak w sosie wątpiąco-przypuszczającym:

"Media i opinia publiczna doszły do wniosku, że afery o takiej skali muszą mieć powiązania z politykami, a być może także ze służbami specjalnymi.

Grzegorz Żemek sam przyznał że jest "został wytypowany do FOZZ" przez wojsko już w latach 90-tych. Dlaczego więc Gadomski pisze "być może" skoro nawet ostatnie zdanie artykułu potwierdza tę tezę?

"Żemek podczas procesu mówił o wyprowadzonych z FOZZ pieniądzach: (...) Finansowano z nich operacje służb specjalnych, także partie polityczne."

W następnym zdaniu Gadomski serwuje kłamstwo, przy okazji stosując klasyczny zabieg z NLP (Neuro-Linguistic Programming) czyli użycie kodu "ale" w celu zdyskredytowania pierwszej tezy (komuniści) i promowania drugiej tezy (PC).

"Niektórzy wskazywali na dawne związki aferzystów z komunistami, ale w mediach przewijały się też nazwiska polityków prawicy, między innymi z Porozumienia Centrum."

W rzeczywistości ustalenia sądów w procesie FOZZ były dokładnie odwrotne - skazani zostali postkomuniści, a oczyszczeni politycy PC.

Partie polityczne o których mówi Żemek to nie PC, a wprost przeciwnie - wywodząca się z PZPR partia SDRP czyli obecnie SLD.

O tym Gadomski nie pisze, bo przeczy to tezie przewodniej.
Nierówna reprezentacja

Równa reprezentacja polega na równoczesnym prezentowaniu informacji "za" i "przeciw" tezie przewodniej. Artykuł sprawia wrażenie obiektywnego, broni się przed formalnym zarzutem ("nie napisaliście że...") - a jednak finalna wymowa nadal podtrzymuje tezę przewodnią.

Reprezetancja równa od nierównej różni się tylko proporcjami między jedną a druga. W tekście Gadomskiego mamy do czynienia głównie z nierówną. Budowanie poparcia dla tezy przewodniej że Kaczyńscy to FOZZ zaczyna się od zdania:

"Na procesie Pineiro zeznał, że utrzymywał kontakty z politykami PC, głównie z Adamem Glapińskim, który go skontaktował z Jarosławem Kaczyńskim (...)"

Dalsza część to przykład nierównej reprezentacji - opinie podtrzymujące tezę przewodnią (rozwinięcie powyższego zdania) zajmują czterokrotnie więcej miejsca (60 słów) niż dwa zdania w skrócie stwierdzające, że Kaczyński zaprzeczył tym związkom (15 słów):

"Kaczyński twierdził, że znajomości tej nie podtrzymywał. Zaprzeczał też, by znał prezesa FOZZ Grzegorza Żemka."

Skąd nagle na końcu artykułu jak filip z konopii wyskakuje jakiś Grzegorz Żemek? Dlaczego Kaczyński miałby go znać? Gadomski nie wspomniał ani słowem że Żemek był głównym oskarżonym w aferze.

W rzeczywistości reprezentacja informacji popierającej tezę przewodnią jest u Gadomskiego jeszcze silniejsza, bo wcześniej jest jeszcze cały akapit o rzekomych związkach Kaczyńskich z Art-B (jakieś 100 słów).

Ale za to można zawsze napisać "jak to nieobiektywny? przecież napisaliśmy że zaprzeczył, o tam na końcu".
Rozmycie

Jeśli musimy opublikować niewygodną tezę i nie możemy jej po prostu przemilczeć, to korzystamy z techniki rozmycia.

W PRL stosowano ją powszechnie. Informację o kolejnej podwyżce cen mięsa zakopywano wśród zdań informujących o wzroście produkcji stali, spadku cen lokomotyw i uruchomieniu kolejnego Planu Pięcioletniego. Tak podana prowadzi do absurdalnego, ale paraliżującego sprzeciw ofiary wniosku że może nie jest tak najgorzej skoro co prawda mięso podrożało ale potaniały np. lokomotywy.

Gadomski stosuje tą technikę szczątkowo. Zamiast subtelnego rozmycia raczej po prostu nie pisze o najważniejszych wątkach afery FOZZ, licząc raczej na to że jego czytelnik ma 15 lat i dowie się o niej po raz pierwszy właśnie od Gadomskiego.

Jako przykłady rozmycia można podać informację o udziale w aferze służb specjalnych oraz o skazaniu Żemka, cytowane powyżej. Te istotne fakty, stanowiące główne wątki afery, są tutaj podawane mimochodem, na boku, w trybie przypuszczającym i w zalewie innych sensacji.
Podsumowanie

Analiza konstrukcji artykułu "Co to były afery Art-B i FOZZ" wskazuje, że jego celem nie było wcale przypomnienie czym były afery Art-B i FOZZ. Odpowiedzi na to pytanie w artykule nie ma bo zostały w nim pominięte lub zmarginalizowane główne wątki tych afer.

Rzeczywistym celem było powtórzenie dawno obalonych w sądzie kłamstw Pineiry o związkach Kaczyńskich z tymi aferami.

Zupełnie przypadkiem miało to miejsce dwa tygodnie przed wyborami, w których Kaczyński miał się zetrzeć z Tuskiem.
Teoria dezinformacji Volkoffa

Vladimir Volkoff (1932-2005), francuski pisarz pochodzenia rosyjskiego, specjalizujący się w tematyce wpływu sowieckich służb specjalnych na europejskie elity intelektualne. Opisał i udokumentował metody werbowania "agentów wpływu" przez KGB we Francji oraz stosowane przez nich techniki dezinformacyjne. Autor książek m.in. "Dezinformacja - oręż wojny" oraz "Montaż".

Volkoff definiuje zadania dezinformacji jako "wytworzenie w grupie docelowej określonego poglądu na wskazany temat, a także zdyskredytowanie argumentów przeciwników Klienta".

Klientem w teorii Volkoffa jest grupa, która zyskuje na kampanii dezinformacyjnej. Udana operacja dezinformacyjna powoduje niemalże pełną jednomyślność wśród członków grupy docelowej oraz irracjonalny stan głuchoty na argumenty przeciwników Klienta.

Kampania dezinformacyjna służy przekazaniu lub ugruntowaniu jakiejś tezy czyli tematu przewodniego. Temat przewodni utrwala się nieustannie powtarzając najprostsze slogany i implikując najprostsze skojarzenia.

Jednym z największych osiągnięć Volkoffa było precyzyjne opisanie i skatalogowanie technik dezinformacyjnych, stosowanych przez Sowietów i ich agentów wpływu. Ze względu na rozmiar nie cytuję ich tutaj.
Afery Art-B i FOZZ

Główne wątki w aferze FOZZ, o których w 2005 roku było wiadomo po trwającym kilkanaście lat procesie Grzegorza Żemka to:

· defraudacja 334 mln zł (nowych) w samym FOZZ

· defraudacja 5-10 mld USD w operacjach dewizowych FOZZ prowadzonych przez Bank Handlowy ujawniona przez NIK w 1992 r.

· związki Grzegorza Żemka i innych uczestników afery z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi

· niewyjaśniona Michała Falzmanna i Waleriana Pańki, którzy próbowali nagłośnić nadużycia w FOZZ

· kilkunastoletnie utrudnianie śledztwa w sprawie FOZZ przez rządy SLD (Barbara Piwnik) a także śledztw w sprawie śmierci Falzmanna i Pańki

· ostateczne, w 2005 roku, skazanie kilku głównych uczestników FOZZ na kary więzienia i grzywny za defraudację publicznych pieniędzy

W 2000 roku pojawił się nowy, nieznany wcześniej wątek - Heathcliff Janusz Iwanowski Pineiro, kubański współpracownik WSI, zaczął rozpowszechniać informacje o tym, że pieniądze z FOZZ trafiały do Porozumienia Centrum, parti założonej przez braci Kaczyńskich. W wyniku kilku procesów sądowych Kaczyńscy zostali oczyszczeni ze wszystkich związków z FOZZ, aferą Telegrafu, Art-B (Zalewski) i innymi aferami, z którymi próbowano ich łączyć.

W 2005 roku wszystkie te sprawy były powszechnie znane, sprawy sądowe były pozamykane i wiadomo było zarówno kto miał związek z FOZZ jak i to, kto tych związków nie miał.
Komentarz

Niektóre artykuły z Wyborczej - nie tylko ten jeden - są podręcznikowymi przykładami dezinformacji w stylu kagiebowskim. Serie artykułów - przykładami kampanii dezinformacyjnych.

Nie wiem czy Gadomski był szkolony w zakresie technik dezinformacyjnych czy nie. Nie ma to większego znaczenia. Moja polemika z Wojciechem Orlińskim (też GW) wskazuje na to, ze prace Volkoffa nie są lekturą obowiązkową w redakcji Agory. Volkoff ze względu na swoje poglądy polityczne figuruje raczej na indeksie ksiąg, których nie wypada czytać w tym środowisku. Za czytanie Volkoffa można zostać napiętnowanym jako politycznie niepoprawny lub nawet oszołom.

Być może mamy po prostu do czynienia z talentami samorodnymi, wzmocnionymi naukami dziennikarstwa socjalistycznego, które pozostawało pod dużym wpływem dialektyki i propagandy komunistycznej. Budowano nawyki, by artykuł nigdy po prostu nie stwierdzał faktów - tylko albo apelował, albo potępiał. Być może po prostu jest to pogoń za sensacją i lansem w hierarchii Gazety.

Sam Orliński w dyskusji ze mną szybko sprowadził przytoczone przykłady kłamstw Wyborczej do stwierdzenia, że muszę być pod wpływem narkotyków (mój pseudonim Castaneda skojarzył mu się z autorem książek o szamanizmie) i uciekł.

Czym mnie niezmiernie ucieszył, bo technika "na wariata" też została wymyślona w ZSRR ("psychuszki" - komu nie podoba się ustrój musi być chory psychicznie), także obecnie jest ulubiona przez lewicujących publicystów ("homofobia" – każdy krytyk aktywizmu gejowskiego musi być chory psychicznie). Volkoff też o niej wspomina.

Tak czy owak zagadnienie obecności nauk Volkoffa w publicystyce Gazety Wyborczej jest obecnie głównie ciekawostką historyczną, bo wpływ Wyborczej na opinię publiczną konsekwentnie maleje.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

zawartej w książce napisanej pono przez pracownika Ochrany - i pewnie tak było, ale był on chyba niezłym obserwatorem rzeczywistości? Nie przypomina "Protokołów mędrców...?:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#212249

Dziękuję za ten bardzo potrzebny tekst. Żeby wroga zniszczyć, trzeba go poznać. A zwłaszcza kłamstwo i manipulację należy niszczyć zawsze.
Pozdrawiam
Honic

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#212335

powinna być obok Drogi donikąd lekturą obowiązkową w szkole.

----

Ciężko wyznać: Na taką miłość nas skazali, taką przebodli nas Ojczyzną... Z. Herbert

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jesteś Polakiem? Zastrzeliłbym się, gdyby w moich żyłach płynęła inna krew. W. Łysiak

#212449