Zacięte walki i trudne decyzje

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Historia

Dowódca Grupy Operacyjnej „Śląsk” gen. Jan Jagmin – Sadowski dostał meldunek od gen. Bernarda Monda z informacją, że jego 6 dywizja walcząca pod Pszczyną nie wzmocni oddziałów walczących pod Mikołowem. Niestety gen. Mond nie wziął pod uwagę tego, że dywizja choć rozbita mogła nie tylko kontynuować walkę ale też uderzyć ponownie. Nie tylko inaczej potoczyłyby się losy bitwy na linii Wyry – Gostyń- Kobiór – Pszczyna ale byłaby możliwość przygotowania linii obrony na rzekach San i Wisła. Taki przecież był plan Naczelnego Dowództwa.

Generał Sadowski dowodził polską obroną na linii od Świerklańca do Rybnika i Żor. W tym rejonie operowały 23 Górnośląska Dywizja Piechoty i 55 Dywizja Piechoty, 95 Dywizjon Artylerii Ciężkiej, artyleria przeciwlotnicza, eskadra lotnicza, pociąg pancerny i Grupa Forteczna Obszaru Warownego oraz kompania tankietek.

Tankietkami nazywano lekkie czołgi rozpoznawcze polskiej konstrukcji. Produkowano je od 1931 r. a prototyp powstał w Ursusie.
Zadaniem oddziałów gen. Jagmina – Sadowskiego było jedynie opóźnianie marszu wojsk niemieckich. Potrzebny był czas na dokończenie prowadzonej mobilizacji i przygotowanie silnej linii obrony. Polska miała wiązać siły niemieckie i dać czas na przeprowadzenie mobilizacji we Francji. Polacy często przechodzili nawet do działań zaczepnych. 55 Dywizja Piechoty w walkach pod Wyrami i Mikołowem zadała poważne straty niemieckim dywizjom 8 i 28.

Niemiecki VII korpus gen. Rittera E. von Schoberta w składzie 27 DP z Koźla i 68 DP płka Brauna z Pyskowic miał uderzyć w rejonie Tarnowskich Gór i dalej na Zawiercie i Jędrzejów. Sztab wojsk polskich mieścił się w budynku gimnazjum w Tarnowskich Górach. Zgrupowaniem „Tarnowskie Góry” podlegało płk dypl. Henrykowi Gorgoiowi. Dowodził on bezpośrednio 11 pp. Podlegały mu III/11pp mjr J. Bajtlika, 56 bat. Obrony Narodowej (ON) „Tarnowskie Góry” pod rozkazami mjr F. Książka, I/23pal. mjr M. Mazarakiego, kompania zwiadowcza por. T. Dudy, dyw. art. piech. por. L.Ganowicza. Odcinek „Trąbkowice” był obsadzony przez 6 kompanię spec.11 pp mjr J. Ćwiąkalskiego oraz I/ 11 pp mjr S Daradzińskiego. Ppłk A. Rogalski dowodził 203 pp rez. oraz pododdziałami stacjonującymi w Nowej Wsi. Mjr S. Karolus miał pod swoją komendą II/11 pp w Siemonii. Sztab w Tarnowskich Górach posiadał łączność z 23 DP.

Wojna w tym rejonie Śląska rozpoczęła się 1września od zestrzelenia nad Reptami samolotu rozpoznawczego lecącego w kierunku Częstochowy. Dokonał tego patrol kolarski plut. S Jędralskiego. W ręce polskie trafiły dokumenty i plany atakujących na tym odcinku 159, 146, i 193 pp oraz 169 p. art. które wchodziły w skład niemieckiej 68 DP. Uderzenie niemieckiej dywizji na Tarnowice Stare wspierał dywizjon artylerii stojący w rejonie Księżego Lasu. W ataku wziął również 68 pp „Gernzwacht”. Wszystkie ataki na miasto zostały odparte. Celny ogień 2 bat. pod dowództwem kpt J. Żmudzkiego sprawił, że Niemcy w rejonie Nakła ponieśli straty. Na niemiecką piechotę posypało się w tym rejonie przeszło 150 pocisków. Bardzo celny ogień prowadziła też artyleria z Karłuszowca niszcząc gniazda niemieckich ckm- ów. Południowe rejony miasta ubezpieczała rozmieszczona w rejonie Boguszowic, 2 komp. O. N. dowodzona przez L. Ślusarczyka.

Wzgórza na skraju Tarnowskich Gór, które obsadziła 1 kompania ON pod dowództwem kpt. J. Iwaszkiewicza, były celem niemieckich bombardowań. Duże straty zadały Niemcom 155 komp. saperów i pododdział 11 pp dowodzony przez S. Wodejkę, które zniszczeniami skutecznie opóźniały posuwanie się Niemców. ( oprac http://www.muzeum-slask1939.pl/content/51 )
Od północy przez lasy świerklanieckie, nacierała w kierunku Kalet i Woźnik, niemiecka 2 Dywizja lekka pod dowództwem gen. mjr G. Stumme. W Miasteczku Śląskim pozycję obronne zajmował bat. O.N. „Tarnowskie Góry”. Bano się oskrzydlenia Śląska od północy.

Na kierunku południowym miasto ubezpieczała 2 komp. O.N. kpt. L. Ślusarczyka rozlokowana w rejonie Boruszowic, a wzgórza na południowym skraju miasta obsadzała 1 komp. O.N. kpt. J. Iwaszkiewicza. Była ona silnie bombardowana przez niemieckie lotnictwo.

Oddział Wydzielony „Tarnowskie Góry”, po wypełnieniu swego zadania polegającego na opóźnieniu marszu sił nieprzyjaciela, wycofał się za Brynicę, w rejon Siemoni. Strat po polskiej stronie nie było. Manewr przebiegł bez walk. Straty Niemcom wyrządziła dywersja. Posuwanie się do przodu niemieckich oddziałów skutecznie opóźniały niszczenia 155 komp. saperów oraz pionierów 11pp (por. S Wodejko). Niemcom udało się jedynie na skrzydłach osiągnąć jakieś sukcesy. Ruchy niemieckie obserwował m.in. bat. O.N. „Tarnowskie Góry” w rejonie Miasteczka Śląskiego.

2 września 1939 roku oczekiwano w tym rejonie bitwy granicznej Armii „Kraków”. Wystawiono czaty do lasów świerklanieckich i nad Brynicę. Sformowano linię obrony i tak: dowództwo w rejonie Sączowa; obsada sektora „Niezdara”- I/11pp mjr S. Daradzińskiego; sektor „Sączów” - 1 komp. fort. ckm por. I. Kuszkowskiego; sektor „Brynica” - 2 komp. I/11 ppor. F. Nowostawskiego; sektor „Ossy” - 3 komp. fort. ckm por. Kusinowicza; sektor „Nowa Wieś” - 4 komp. fort. ckm por. Z. Babieńskiego; w Pyrzowicach - III/11pp; w Siemoni rozlokował się II/11pp. (oprac. http://www.muzeum-slask1939.pl/content/51 ).

Cześć pododdziałów przemieszczono nawet do Czułowa, by tam wzmocnić polskie wojsko. ”Na północy w ciągu całego dnia nie dało się zauważyć nacisku wroga. Odpierano jedynie rozpoznania, szukające luk w polskich pozycjach i brodów na zalewach obronnych. Taka sytuacja utrzymała się do godz. 18.00, kiedy to Naczelny Wódz po konsultacjach z sztabem armii zdecydował się o wycofaniu w rejon Krakowa, co też sprawnie uczyniono. Pierwszy etap prowadził do Ząbkowic” – tamże.
Linia Frontu została przez Niemców przełamana w rejonie Częstochowy i Nowego Targu. W nocy z 2/3 zarządzono odwrót armii Kraków z terenu Górnego Śląska.

Po wycofaniu się ze Śląska oddziały gen. Jan Andrzej Jagmin-Sadowski ps "Stefan Jagmin" brały udział w walkach pod Tomaszowem Lubelskim w dniach 17-20 września 1939r. Dostał się tam do niewoli. Ciekawe były dalsze losy generała. Po uwolnieniu z oflagu wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie W 1946r. wrócił do kraju i został natychmiast przeniesiony w stan spoczynku. „W proteście przeciw odznaczeniu przez władze PRL Leonida Breżniewa - przywódcę Związku Sowieckiego, Orderem Virtuti Militari I Klasy, zorganizował w 1976 uroczystość złożenia na Jasnej Górze orderów Virtuti Militari przez żyjących jeszcze przedwojennych dowódców wojskowych.” - http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Jagmin-Sadowski.
Spikerka Rozgłośni Polskiego Radia „Katowice” żegnając się ze słuchaczami 4 września 1939r. powiedziała: „do usłyszenia po wojnie z Wrocławia”.

Michałowi Grażyńskiemu, ściągniętemu do Warszawy, wojewodzie śląskiemu zaproponowano kierowanie nowoutworzonym Ministerstwem Informacji i Propagandy. Znany był z antyniemieckiej postawy. Do 30 sierpnia miał zakończyć ewakuację śląskich urzędów do Lublina. Po wybuchu wojny Grażyński przyjął tę propozycję. Do tego ministerstwa skierowano również płk. Mieczysława Śnieżyńskiego, naczelnego redaktora agencji prasowej „Iskra”, prezesa Związku Dziennikarzy RP. Było to nowe ministerstwo, które należało dopiero stworzyć i to w warunkach wojennych. „Były wojewoda stanął więc przed koniecznością zarówno opracowania szkieletu organizacyjnego resortu, jak i wyboru odpowiedniego personelu. Do współpracy zaprosił m.in. Konrada Libickiego, dyrektora Polskiego Radia, Tadeusza Katelbacha i Zdzisława Stahla.” - napisała Wanda Musialik w swojej książce „Michał Tadeusz Grażyński 1890 – 1965”s. 293.

Grażyński wcale nie pogodził się z utratą Śląska. Wiedział jednak, że Niemcy mają przygotowane listy proskrypcyjne a od maja w dziwnych okolicznościach giną ludzie wywiadu opartego na dawnych „Wawelbergowcach”. Słusznie podejrzewał, że Niemcy nie będą honorować konwencji i zaczną rozprawiać się z ludnością cywilną broniącą Śląska. Już 3 września 1939r. w porozumieniu z dowódcą Okręgu Korpusu gen. Aleksandrem Narbutem-Łuczyńskim spotkał się w Krakowie ze Ślązakami.

„Przekazał K. Kierzkowskiemu, prezesowi Rady Naczelnej Związku Strzeleckiego, a zarazem kierownikowi, ośrodka dywersji pozafrontowej, pełnomocnictwa władz cywilnych wraz z poleceniem utworzenia szerokiej organizacji wojskowej „opartej o czynniki społeczne”. W następstwie tej decyzji zaczęła powstawać Organizacja Orła Białego” - czytamy w książce w. Musialik s. 298. (J. Rzepecki, Kierownictwo polityczne polskiego podziemia politycznego w latach 1939 -1941 „Przegląd Historyczny 1974 nr1 s. 126).

Dopiero zaczęła się wojna a Michał Grażyński już polecił organizację partyzantki. Trzeba pamiętać, że AK nie postała od razu. Jej zalążkiem była utworzona już we wrześniu 1939 Służba Zwycięstwu Polski (SZP), przeorganizowana z kolei w 1940 w Związek Walki Zbrojnej (ZWZ), który dopiero 14.021942r. przyjął nazwę AK. W skład Rady Okręgowej SZP Okręgu. Krakowskiego wszedł mjr K. Kierzkowski – przedstawiciel istniejącej już Organizacji Orła Białego.

Grażyński był zdania, że jeśli ma być prowadzona walka z całą potęgą Niemiec do czasu odciążenia Polski przez stworzenie frontu zachodniego, to rząd powinien ewakuować ministerstwa do Lublina a nawet dalej na wschód – po za linię kolejnej obrony na Bugu. Pomimo, że rząd i jego ministerstwo zostały ewakuowane, Grażyński pozostał w Warszawie. Przygotowywał odezwy do ludności. Był przeciwnikiem decyzji płka Romana Umiastowskiego, nakazującej mężczyznom opuszczenie Warszawy. Interweniował w tej sprawie nawet u Sławoja Składkowskiego i gen. Tadeusza Kasprzyckiego. Grażyński polecił nadać komunikat mający uspokoić ludność stolicy i powstrzymać przed opuszczeniem miasta. Ograniczył tym nie tylko chaos na drogach, ale i wpadniecie wielu rodzin w ręce sowieckie.

Grażyński forsował pogląd, że obrona powinna być na linii Bug – Lwów, gdzie dałoby się zgromadzić i przegrupować częściowo rozbite armie. Przeciwstawiano mu pomysł wyprowadzenia jak największej ilości wojska przez Rumunię. Po ewakuacji rządu z Lublina, pozostał w Łucku a T. Katelbach udał się do Bukaresztu, by tam utworzyć placówkę informacyjną.

W Kutach 17.09.1939 r. w dniu wkroczenia armii sowieckiej do Polski, zapadła decyzja ewakuacji rządu do Rumunii. „W drodze do Zaleszczyk, gdzie rząd miał zamiar opuścić terytorium państwa polskiego, były wojewoda po raz ostatni na ziemi ojczystej spotkał się ze swymi śląskimi przyjaciółmi. A. Pawelcowi i Janowi Wyglendzie przekazał informacje rozwiewające nadzieje na prowadzenie z Rumunii działań zbrojnych. Sprawa stała się nierealna wobec sprzeciwu tego państwa” – podaje Wanda Musialik w swojej książce s. 300.

W Rumunii Grażyński został przydzielony do pomocy komisarzowi generalnemu ds. uchodźców Tomaszowi Arciszewskiemu. Siedzibą tej agendy był Slănic. Właśnie tam przyłączył się Grażyński do konspiracji tworzonej przez byłych oficerów i współpracowników „dwójki”. Powstało sprzysiężenie w składzie: płk. Józef Smoleński, ppłk. Tadeusz Skinder, Jerzy Antoni Niezbrzycki , Tomir Drymmer, Wacław Kostek- Biernacki, Aleksander Hanke-Nowak, Władysław Dziadosz. (L. Goudek, „Wywiad polski w Trzeciej Rzeszy 1934-1939, Zarys struktury, taktyki i efektów obronnego działania wywiadu polskiego w Niemczech hitlerowskich „,Gdańsk 1975, s.115).

Za „tajną dyrektywę” przyjęli oni założenie, że głównym wrogiem Polski jest Związek Sowiecki. Zamierzali przekonać o tym sztab Sikorskiego. Jako emisariusza wysłano do Paryża waśnie Grażyńskiego. ( oprac. W. Musialik „ Michał Grażyński 1890-1965, s.300).
Zanim jednak trafił do Francji przestał być już członkiem Rządu, gdyż ten podał się do dymisji 30 września 1939r. Grażyński rozpoczął natychmiast starania by powrócić do kraju.

Rozumowanie polskich służb dyplomatycznych w tamtych czasach było prawidłowe. Sojusz z Wielką Brytanią i Francją dawał pewność szybkiego zwycięstwa nad Niemcami. Przewaga liczebna armii sprzymierzonych była ogromna zarówno pod względem osobowym jak i sprzętowym. Jeszcze 30 sierpnia odbyły się konsultacje.

W Paryżu ambasador RP Łukaszewicz rozmawiał z premierem Francji Dalidierem. Ambasadora USA w Warszawie Drexela Biddle przyjął Minister Beck. W Tallinie z Ministrem Spraw Zagranicznych Selterem rozmawiał ambasador RP Przesmycki. W Bukareszcie z MSZ Gafencu spotkał się ambasador Roger Raczyński. Ambasador Sokolnicki konsultował sytuację z Ministrem Spraw Zagranicznych Turcji. Z Kardynałem Maglione, zanim pojechał na spotkanie z Papieżem Piusem XII w Castel Gandolfo, rozmawiali kolejno ambasador Francji Charles Roux, ambasador PR Papée oraz Anglii d’Arcy Godolphin Osborne. (Gazeta Polska z 31.08.1939r. s.2.)

Konsultacje odbywały się także w Waszyngtonie. „ Franklin Delano Roosevelt był przeciwny agresywnym planom Niemiec, Włoch i ZSRS, ale w praktyce nie robił nic by powstrzymać agresję tych krajów. Agresja na Polskę, pakt Ribbentropp-Mołotow, aneksja krajów bałtyckich i atak na Finlandię nie wzbudziły zainteresowania Roosevelta.” - twierdzi Maciej Jabłoński w artykule „Naiwniak i hipokryta” opublikowanym w Glaukopisie s. 31 http://www.glaukopis.pl/pdf/czytelnia/fdr.pdf

Należy też zwrócić uwagę na zasięg agentury sowieckiej w każdym z państw. Pomimo, że ambasador Francji w Moskwie przyleciał specjalnie do Paryża by przekazać informacje o Pakcie Ribbentrop – Mołotow, wiadomość ta nie dotarła do Polski. Gdyby Beck miał potwierdzoną informację o planach Stalina i znał osiągnięcia demoralizacyjne Komunistycznej Partii w społeczeństwie francuskim z pewnością prowadziłby rozmowy z Niemcami jak ten korytarz eksterytorialny ma wyglądać. Zyskiwałby na czasie i dozbrajał polska armię. Trzeba przypomnieć, że Anglia już podczas powstań śląskich sprzyjała Niemcom. Ciekawostką jest np. ujawnienie przez niemieckiego ambasadora w Hadze hr. Zecha informacji o tym, że były król Wielkiej Brytanii Edward VIII Windsor ujawnił Niemcom alianckie plany obrony Belgii. http://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_VIII_Windsor Król Edward został na szczęście zmuszony do abdykacji jeszcze przed wybuchem wojny. Do Warszawy docierały informacje o Pakcie Ribbentrop – Mołotow z polskich attachatów.

Beck w nie wierzył tym meldunkom, bo MSZ ich nie potwierdzał. Wręcz przeciwnie Ministra oszukiwano na zlecenie Kremla.
Najgorsze jednak jest to, że najbliższy współpracownik Ministra Becka wicedyrektor Departamentu Polityczno-Ekonomicznego MSZ i naczelnik Wydziału Wschodniego (P.III) Tadeusz Kobylański był agentem sowieckiego Razwiedupru (GRU - ГРУ, Главное Разведывательное Управление; Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije (Główny Zarząd Wywiadowczy).

Zdaniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, Kobylańskiego pozyskał osobiście Artur Artuzow - szef Wydziału Zagranicznego OGRU (INO), a później zastępca szefa wywiadu wojskowego GRU. Artuzow był jednym z organizatorów operacji Trust. Został zgładzony podczas czystek w 1937r.

„Artuzow pozyskał np. attache polskiego poselstwa, majora Sztabu Generalnego, zausznika marszałka Piłsudskiego.(…) Ostatnio wyjaśniło się ,że był nim Tadeusz Kobylański.(…) służył w Moskwie w latach 1925-1928. Zwrócił tam na siebie uwagę jako karciarz, wielbiciel hulanek i spekulant. Zdrada nastąpiła jednak nie tylko na tle finansowym, ale i homoseksualnym. Kobylański, jako sowicie opłacany agent, dostarczał, co najmniej do roku 1937, kompletnych informacji we wszystkich interesujących Sowietów zakresach. Ponieważ był funkcjonariuszem II Oddziału Sztabu Głównego, a następnie wicedyrektorem Departamentu Polityczno-Ekonomicznego i zarazem naczelnikiem Wydziału Wschodniego MSZ, spowinowaconym i zaprzyjaźnionym do tego blisko z rodziną prezydenta Mościckiego, działania dwójki i polityka Becka nie miały odtąd przed Moskwą żadnych tajemnic” – napisał P. Wieczorkiewicz w książce „Łańcuch śmierci. Czystka w Armii Czerwonej 1937-1939.” Warszawa 2001.

Trudno teraz gdybać - co by się stało gdyby Minister Beck pojął inną decyzję. Nie mógł jej podjąć, bo był pewien o przychylnej neutralności Rosji Sowieckiej. To tłumaczy nawet tak dziwną sprawę jak niewypowiedzenie przez Polskę wojny Sowietom, po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski w 17 września.

„Sojusz polsko-francusko-brytyjski stanowił bardzo mocną zaporę przeciwko agresji niemieckiej i bez zaszachowania go potężnym sojusznikiem Niemcy nie mieli żadnych szans na realne rozpoczęcie wojny. Hitler był ryzykantem ale nie był szaleńcem!” – powiedział prof. Paweł Wieczorkiewicz w wywiadzie: „Rosja ma potężną partię w Polsce” dla portalu Fronda. w 2008r.

Można przypuszczać, że gdyby Polska nie stanęła na drodze Hitlerowi to nie tylko Sowiety byłyby pokonane ale dominacja Niemiec w całym świecie pewna. Jak w Hymnie:

„Deutschland, Deutschland über alles, (Niemcy, Niemcy ponad wszystko,)
über alles in der Welt, (ponad wszystko na świecie,)
Wenn es stets zu Schutz und Trutze (zawsze do obrony i opieki)
brüderlich zusammenhält (po bratersku są złączone)
Von der Maas bis an die Memel, (od Mozy aż do Kłajpedy)
von der Etsch bis an den Belt. (Od Adygi aż po Bełt)
Deutschland, Deutschland über alles,
über alles in der Welt!”

Bez Paktu Ribbentrop – Mołotow nie było by wojny. To te dwa państwa odpowiadają za koszmar ostatniej wojny.
Jedno jest pewne, że agentami lub co najmniej pożytecznymi idiotami są ci co wymyślili hasło „spiskowa teoria dziejów”. Zanim ktokolwiek zacznie podejmować decyzje polityczne powinien studiować wnikliwie mechanizmy działania wywiadów. „Agentura wpływu” Rafała Brzeskiego jest abecadłem.

Zupełnie nie zrozumiałe są hasła budowy drugiej Japonii, Irlandii. A może powinniśmy zbudować drugą II RP? A jeszcze lepiej I RP!

Jadwiga Chmielowska

Tekst ukazał się w „Gazecie Śląskiej” 21.09.2012r.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Gdyby babcia miała wąsy.

Polskie elity z wielką ochotą dają dupy i ufają w bezgraniczną miłość :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#292684

Myślę że to często powiela kacapskie nasienie
Sabotaż jak na tacy wyraźnie jest podany
I nie czyni tego jakiś osioł pijany
Zostało kacapów w Polsce pod przykryciem wielu
Bo mieli, mają swoją drogę do celu
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#292934