Tęsknota za peerelem

Obrazek użytkownika Okowita
Kraj

Wczorajszy wyrok sądu, skazujący de facto Jaruzelskiego, Kiszczaka i całą tą peerelowską szajkę, działającą wspólnie i w porozumieniu, spowodował natychmiastowy odzew obrońców „ludzi honoru”.

Skala absurdów, którymi posłużono się by bronić peerelowskich kryminalistów, przekroczyła kolejną granicę. Co tam jakiś wyrok! Przecież większość ocenia pozytywnie wprowadzenie stanu wojennego! Czołowy „opozycjonista demokratyczny” stwierdza, że Polacy z rozrzewnieniem stan wojenny wspominają. Kolejny klikacz, zwany blogerem (imienia nie wspomnę bo wstyd), stwierdza wręcz, że proces miał charakter zemsty politycznej bo przecież istnieje umowa społeczna (widział kto jej treść?) zapewniająca komunistycznym oprawcom bezkarność po roku 1989.

Kiedy czytam i słucham takich opinii siła woli powstrzymuję się od użycia słów uważanych powszechnie za wulgarne. Zadaję sobie pytanie – do jakiego stopnia można upodlić własne sumienia by bronić Jaruzelskiego czy Kiszczaka? I kolejne pytanie, znacznie ważniejsze – z czym, kim i o co walczyli tzw. opozycjoniści demokratyczni skoro dziś albo nakazują nam zapomnieć albo sprowadzają wojnę polsko-jaruzelską do płaszczyzny „miłego wspominania” czasów stanu wojennego?

Z tamtych czasów mam „banknoty” drukowane w podziemiu. „Trzydzieści Srebrników” z portretem Jaruzelskiego (zainteresowanym chętnie wyślę skany). Na rewersie „bilety te są środkiem płatniczym w PZPR”. Dalej „Rzeczpospolita Solidarna” – z orłem w koronie i portretem Piłsudskiego i napisem „Honor to Bóg wojska. Nie ma go, kruszeje potęga”. Kolejny z portretem ks. Jerzego Popiełuszki - zamordowanego przez komunistycznych oprawców. Na rewersie widnieje lista: ”Górnicy z kopalni „Wujek”, Górnicy Zagłębia Miedziowego, P. Bartoszcze, K. Michalczyk, G. Przemyk, Ks. J. Popiełuszko”. To dowody działalności podziemnej „Solidarności”, które podtrzymywały ducha Polaków w czasie zbrodniczego reżimu. Nie jedyne. I dziś słyszę jak ówcześni „bojownicy demokratyczni” każą nam wszystkim o tym zapomnieć!

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego, jasno i wyraźnie stwierdzający, że 13. Grudnia 1981 dokonano szeregu przestępstw, których następstwem (co wczoraj stwierdził sąd) były kolejne przestępstwa ani na jotę nie zmienił tez serwowanych przez dzisiejszych obrońców „ludzi honoru”. Co tam przelana krew, bezmiar nieprawości, „ścieżek zdrowia”, niszczenia ludzi donosem maleszkitów, łamania karier, biletów w jedną stronę. To nieważne. Zapomnijmy bo te miłe wspomnienia… To po kiego komunę obaliście skoro ona była taka dobra? A może chcieliście po prostu udziału w łupach a nie demokracji? Obserwując dzisiejszą rzeczywistość stawiam tezę, że chcieliście być wspólnikami Jaruzelskiego, Kiszczaka, Urbana, Pietruszki i „nieznanych sprawców”. A demokracja to potem. „Razem z zaległą ratą za hibernację”.

Proces Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych to, wg obrońców peerelu, zemsta polityczna. Jak można dokonać politycznej zemsty na zwykłych kryminalistach, którzy siłą bronili zbrodniczego systemu posuwając się do działań czysto mafijnych? Tylko w chorej głowie beneficjenta peerelowskiego systemu, może zrodzić się taka myśl. Beneficjent z całej duszy pragnie powrotu do peerelu. Nieprawość nazwie „koniecznością chwili”, dalej wierzy w imperialistyczną stonkę, w element antysocjalistyczny, w „prawdy” Urbana z czwartkowych konferencji prasowych. Śp. ks. Jerzego Popiełuszkę nazwie „autorem seansów nienawiści”, „Trybunę Ludu” ma za świętą świętość, tęskni za Dziennikiem TV, jest dalej gotowy uciąć rękę podniesioną na władzę ludową.

Panu Lityńskiemu wyślę „Trzydzieści Srebrników”. Czy, zamiast portretu Jaruzela, widocznym na tym podziemnie drukowanym „banknocie”, powinienem umieścić podobiznę pana ministra? Chyba tak. Bo przecież pan minister stwierdził, że śp. płk. Kukliński był patriotą ale „służył obcemu mocarstwu”. Czy patrioci mieli służyć Jaruzelskiemu, „ludziom honoru” i Imperium Zła?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Tak się składa, że miałam możliwość wysłuchania relacji osób przygotowujących stan wojenny - tj. funkcjonariuszki milicji z tego okresu oraz syna żołnierza wielce zaprzyjaźnionej armii, stacjonującej wówczas w Polsce.

Otrzymałam potwierdzenie moich najgorszych domysłów - wprowadzenie stanu  wojennego w Polsce nie było akcją spontaniczną, ale starannie przygotowaną.

Funkcjonariusze milicji (oraz wojska) całą operację ćwiczyli od stycznia - a przecież stan wojenny wprowadzono w grudniu...

Również żadne armie nie stały na granicy - było ich wystarczająco dużo w środku kraju, poza tym mieli wyraźny rozkaz - mają się włączyć do akcji tylko wtedy, gdyby sam generał miał problemy i wyraźnie poprosił o pomoc! - jak się domyślam generał bał się, że opozycja może jednak być bardziej przygotowana na czynny opór.

Stan wojenny był więc akcją starannie zaplanowaną. Nastawioną na skuteczne tłumienie oporu, na możliwość wystąpienia rozlewu krwi i śmiertelnych ofiar.

Ci, którzy go przygotowywali działali z pełną świadomością tego co robią i z pełną premedytacją!

------------------------------

Ps.

Jednego jeszcze nie rozumiem - dlaczego nie było czynnego oporu? Skoro przygotowania do stanu wojennego trwały tak długo (styczeń-listopad), to przecież ktoś musiał coś wiedzieć, czegoś się domyślać... Czy już wtedy istniała czynna współpraca rzekomych działaczy z władzą? Czy zaczęła się dopiero po internowaniu?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kasianna

#215316