Upadek piramidy finansowej Rostowskiego

Obrazek użytkownika Jerzy Bielewicz
Gospodarka

Jak zawsze gdy zbliża się koniec roku, minister finansów Jan Vincent-Rostowski dokonuje cudu kreatywnej księgowości, by ukryć rosnący lawinowo państwowy dług publiczny (PDP), nadmierny deficyt finansów publicznych oraz swą własną słabość do zadłużania Polski w walutach obcych. Proceder trwa cztery lata. Właśnie docieramy do jego kresu, bo ukrywane długi państwa dawno przekroczyły skalę oszustwa dokonanego przez Bernarda Madoffa. Polski złoty w ostatnich miesiącach, wbrew chciejstwu Rostowskiego, gwałtownie traci na wartości w podobnym tempie, jak miało to miejsce w drugiej połowie 2008 r. i na początku 2009. Jeśli skala dewaluacji będzie równie duża jak wtedy, to w połowie 2012 r. możemy oczekiwać złotego na poziomie 4,3 nawet do 5 złotych za dolara amerykańskiego i 5,3 nawet do 6 złotych za euro. Konsekwencje będą katastrofalne. Rzeczywista wartość państwowego długu publicznego może przekroczyć bilion złotych na koniec 2011 roku, jeśli w grudniu utrzyma się złowieszcze tempo dewaluacji złotego.

Krótka historia wyczynów Rostowskiego
W raporcie Najwyższej Izby Kontroli z wykonania budżetu państwa za rok 2009 czytamy: "Utrzymanie stanu zadłużenia poniżej 50% PKB było możliwe wskutek finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa środkami z zaliczek z Unii Europejskiej oraz przeniesieniu finansowania części inwestycji drogowych z budżetu państwa do Krajowego Funduszu Drogowego. Wykorzystane środki z zaliczek Unii Europejskiej, pomimo że muszą być zwrócone na odpowiedni rachunek w celu wykorzystania zgodnie z przeznaczeniem, nie są traktowane jako dług Skarbu Państwa. Formalnie po przekazaniu ich w formie zaliczki stały się one własnością Skarbu Państwa i w momencie wykorzystania na finansowanie potrzeb pożyczkowych budżetu państwa nie powstało zobowiązanie wobec innego podmiotu, które należałoby ująć w ewidencji długu. Gdyby zamiast środków, które na koniec 2009 r. pozostawały do zwrotu, analogiczna kwota została pozyskana na rynku skarbowych papierów wartościowych, poziom PDP do PKB na koniec 2009 r. wyniósłby ok. 50,1%" (strona 153, raport NIK). I dalej: "Natomiast Krajowy Fundusz Drogowy nie został ujęty w katalogu jednostek sektora finansów publicznych i w związku z tym jego zadłużenie nie jest zaliczane do państwowego długu publicznego. (...) Gdyby zadłużenie KFD było zaliczane do PDP, przekroczony zostałby pierwszy próg ostrożnościowy, określony w art. 79 ust. 1 pkt 1 ustawy o finansach publicznych".
W grudniu 2009 r. Rostowski zorientował się, że mimo opisanych zabiegów kreatywnej księgowości dług publiczny (PDP) przekroczy ostrożnościowy próg 50 procent PKB na koniec roku. "Zrządzeniem losu" deficyt budżetu państwa i dług publiczny nieoczekiwanie spadają w IV kwartale 2009 roku. Jak to możliwe?
Uważnie przeanalizujmy ciąg wydarzeń. Ministerstwo Finansów ogłasza, że dług publiczny na koniec III kwartału 2009 r. wynosił 49,9 proc. PKB. Czy zatem możliwe jest, by na koniec roku zmniejszył się do 49,8 procent, skoro rząd w IV kwartale w najlepsze zaciąga pożyczki i sprzedaje papiery wartościowe na rynku finansowym? Wytłumaczenie znajduje się pośrednio w raporcie NIK. Czytamy tam: "Minister Finansów przeprowadził także transakcje na instrumentach pochodnych (FX SWAP), polegające na wymianie dwóch walut (1500 mln euro i 200 mln USD) na złote (6834 mln zł) w grudniu 2009 r. z przyrzeczeniem ich odkupu w styczniu 2010 r. [po zaledwie miesiącu (?!) - wskazanie autora]. Operacja ta mająca charakter pożyczki zabezpieczonej środkami walutowymi pozwoliła na tańsze pozyskanie środków niż przez emisję skarbowych papierów wartościowych. (...) Pozyskane tą drogą środki zostały przeznaczone przede wszystkim na udzielenie pożyczki dla FUS (5,5 mld zł). W strukturze przychodów zrealizowanych w 2009 r., z wyłączeniem przepływów na rachunku walutowym, 59% stanowiły wpływy z obligacji, 24,9% środki pochodzące z kredytów zaciągniętych w międzynarodowych instytucjach finansowych, a 15,7% środki pozyskane w ramach transakcji FX SWAP" (strona 128, raport NIK).
Otóż NIK w cytowanym fragmencie błędnie sugeruje, że operacja "transakcja na instrumentach pochodnych" (FX SWAP) miała charakter "pożyczki zabezpieczonej", czyli zgodnie z podstawową logiką zaliczona została do długu publicznego. Już w marcu 2010 r. w domenie publicznej znajdowała się informacja, świadcząca, że owej "pożyczki zabezpieczonej" nie wliczono do długu publicznego.
Podobnie sprawy miały się w 2010 roku. Oto fragment wystąpienia prezesa NIK w Sejmie RP 26 lipca 2011 r., kwitujący wykonanie budżetu państwa za rok 2010: "Dług Skarbu Państwa oraz dług całego sektora publicznego przyrastają w stopniu znacznie większym niż wykazywane deficyty. Różnica między wielkością deficytów a przyrostami zadłużenia wynika z tego, że możliwe jest - zgodnie z prawem lub przyjętą interpretacją przepisów - niezaliczanie wykorzystania środków publicznych do wydatków budżetowych".
Także w 2010 r. Rostowski nie omieszkał skorzystać z "dobrodziejstwa" transakcji FX SWAP. Potrzebował jednak do tego celu środków walutowych. "W 2010 r. Minister Finansów wyemitował obligacje o łącznej wartości 5.205,0 mln euro, 1.500,0 mln USD oraz 625,0 mln CHF" - czytamy w raporcie NIK za 2010 rok.
W bieżącym roku Rostowski dopełnia dzieła zniszczenia. Według danych Narodowego Banku Polskiego, zadłużenie zagraniczne sektora rządowego i samorządowego wzrosło tylko w ciągu pierwszego półrocza 2011 r. o ponad 17 mld USD (14 procent)!
Trudno w to uwierzyć, ale Rostowski nabił polski budżet w niebezpieczne opcje walutowe i nadmierne zadłużenie w obcych walutach. Zapomniał o lekcji z 2008 r., kiedy załamanie złotego spowodowało kłopoty tysięcy polskich firm z opcjami walutowymi. Nie chciał pamiętać o nieszczęsnych kredytach hipotecznych we frankach szwajcarskich, które niczym miecz Damoklesa ciągle wiszą nad klientami banków działających w Polsce.

Łapanie spadającego noża
Choć Rostowski, jak w latach poprzednich, ustawowo przeforsuje zmiany w sposobie liczenia długu publicznego, to okaże się, że tym razem są one żałosną próbą łapania spadającego noża. Mimo interwencji NBP i BGK w ostatnich dwóch miesiącach złoty uparcie traci na wartości. W konsekwencji Rostowski zamierza przeliczyć zadłużenie zagraniczne na koniec obecnego roku po uśrednionym kursie złotego z całego roku. Doprawdy najwyższy stopień kreatywnej księgowości - a w zasadzie zaniechanie księgowania narastającego długu. Równie dobrze mógłby przeliczać dolary i euro na dzień 31 grudnia 2011 r. po kursie 2 i 3,2 złotego z czerwca 2008 r., bo zadłużenie w złotych byłoby na papierze jeszcze niższe. Poprzez tą jedną machinację zamiecie pod dywan w dniu zamknięcia budżetu (31 grudnia 2011 r.) nawet ponad 100 mld zł rzeczywistego długu publicznego. Nadto zamierza od wartości długu odjąć gotówkę na lokatach w dyspozycji Skarbu Państwa (według doniesień prasowych kwota ta wynosi 40 mld zł). Oczywiście infantylizm tej propozycji jest po prostu porażający. Jeśli okroić ją z nowomowy ministra i jemu podobnych, to tak, jakby Rostowski pożyczył od Ciebie, Drogi Czytelniku, 100 zł i chwilę później tłumaczył, że ten dług nie istnieje, bo stówka spokojnie spoczywa w jego kieszeni. I krok dalej, co prawda stówka została wydana, ale frukta stanowią aktywa i zawsze można je spieniężyć. Ciekawe, co na to wierzyciele Skarbu Państwa? Oczywiście obie propozycje są całkowicie sprzeczne z Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości, które obowiązują każdego przedsiębiorcę. W tym miejscu dochodzimy do ulubionego zajęcia ministra, czyli zakupu opcji walutowych pod nazwą FX SWAP w grudniu każdego roku. Zabieg ten polega na uzyskaniu miliardów złotych z rynków finansowych w grudniu przy zobowiązaniu, że w styczniu następnego roku Skarb Państwa odda je w dolarach lub euro. Oczywiście uzyskane środki idą na bieżące wydatki i pomniejszają sztucznie dług publiczny, który już po rozliczeniu roku (w styczniu następnego roku) powraca do rzeczywistego rozmiaru. Same prowizje od transakcji typu FX SWAP przeprowadzanych w grudniu 2009 r. kosztowały budżet, bagatela, 167 mln złotych.
Czas na prawdziwą wisienkę na torcie. W grudniu 2010 r. Rostowski podobnie jak dziś szedł na całość. Wymagał tego kalendarz polityczny. Już wtedy bankierzy inwestycyjni zamierzali ugrać miliardy na zapaści polskich finansów publicznych, gdyby nie rozpaczliwy skok Rostowskiego na pieniądze Otwartych Funduszy Emerytalnych. W styczniu 2011 r. minister ogłosił, że nasze składki emerytalne trafiające dotąd do OFE księgowane będą na wirtualnych kontach ZUS. Na początku tego roku minister może wpaść na pomysł nacjonalizacji kapitału zgromadzonego w OFE lub podpisze się pod pomysłem opozycji o wolnym wyborze pomiędzy ZUS i OFE dla obywateli. Pomijając plusy i minusy systemu OFE, bylibyśmy kolejny raz świadkami arbitralnego przywłaszczenia pieniędzy ciężko wypracowanych przez obywateli.
- Nikt nie zaryzykowałby swoich pieniędzy, obstawiając jakieś dane na połowę 2012 roku - tak premier skomentował przedstawione przedwczoraj założenia do budżetu na przyszły rok. Zatem kolejny raz będziemy mieli do czynienia tylko z... prowizorium budżetowym. O mizerii założeń budżetowych niech świadczy fakt, że średni kurs złotego przyjęto na poziomie 4,17 za euro (podejrzana dokładność!), podczas gdy rzeczywisty kurs wynosił aż o 30 groszy więcej - 4,47 złotego za euro.

Kto winien?
Za ubożenie polskich rodzin i społeczeństwa odpowiada cała klasa polityczna i szeroko rozumiany establishment III RP. Na kim jednak spoczywa największa odpowiedzialność za ten stan rzeczy? Donald Tusk z Janem Krzysztofem Bieleckim w tle, posługując się Rostowskim, uparcie niszczą polską walutę. Złoty zamiast uzyskać status waluty w pełni wymienialnej, gaśnie w oczach. Dziurawy budżet, niewydajny system podatkowy, lichy nadzór finansowy, nierychliwy wymiar sprawiedliwości powodują, że drenaż polskiej gospodarki przybiera na sile. Polska stała się łatwym celem hochsztaplerów gospodarczych i finansowych, którzy dbają wyłącznie o to, jak uzyskane w Polsce złote zamienione na dolary lub euro wywieźć i złożyć na zagranicznych kontach. Znakiem czasu stał się anonimowy prezes banku i przyjaciel ministra Rostowskiego, który już wije wygodne gniazdko dla swojej rodziny za granicą.
Kolejna fala spadków na złotym może nastąpić po piątkowym szczycie Unii, jeśli obietnice polityków będą dotyczyły jedynie zmian traktatowych bez doraźnych działań na krótką metę.

Jerzy Bielewicz dla Nasz Dziennik

Więcej na: unicreditshareholders.com

Brak głosów

Komentarze

Abstrachując całkowicie od nieszczycielskich poczynań, dyletanta i sabotażysty z Londynu, chciałbym wyrazić zdziwienie, że w całej tej tragedi EURO-kryzysu, nikt, ale to nikt, nie powie wprost, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem, jest natychmiastowe usunięcie ze stanoiwisk, obecnie rządzących w krajach UE, jako przyczynę wszelkiego zła w ostatnich czterech latach??? Mam tu na myśli przede wszystkim hegemonom i prężącym muskuły Merkel i Sarkozego, gdzie w trybie nagłym należy pozbawić tych nieudaczników władzy???Czyżby nikt tego nie zauważył, albo nie ma już takiej siły w europejskich zniewieściałych narodach??? Jak na dłoni widać, kto winny jest za sytuację, która dotknęła Europę. Brak profesjonalizmu, reakcji na pierwsze sygnały manipulacji rynków finansowych, brak odpowiednich przeciwdziałań z tym związanych, mimo ogromnych możliwości decyzyjnych??? Kto oficjalnie rozpocznie działania w tym kierunku w Polsce, bo oczywiście w naszym kraju, sprawa dotyczy Danalda Tuska i jego ekipy, która całkowicie jawnie demontuje i pogrąża Polską państwowość, dotychczas nie wiadomo na czyje polecenie, nadszedł czas szybko, to sprawdzić??? Pzdr.

Vote up!
0
Vote down!
0
#206247

Nie podważałem profesjonalizmu Rostowskiego, bo to odrębna lojalność polityka??? Skłaniam się poprzeć pańkie twierdzenie w podtekście, że Rostowski pracując dla Putina, dalej tam pracuje??? A strategia zadłużania, odniosła skutek już przy likwidacji komunizmu??? Tak więc, jest to stara broń, aż dziw, że wszyscy udają amnezję lub raczej tendencyjne działanie dla finansjery??? Pzdr.

Vote up!
0
Vote down!
0
#206288