Szerokie echo

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

- Jak echo może być szerokie? - zapytał Łukaszek. Zapytał źle, bo pytanie zaadresował w przestrzeń. Pierwsza wykazała się refleksem mama Łukaszka.
- Woda kipi! - i szybko ruszyła w stronę kuchni.
- Zaraz jest teatr telewizji! - dziadek się ulotnił.
- Muszę sobie wydepilować okolice bikini... - głos siostry umilkł ucięty odgłosem zamykania drzwi łazienki.
- Źle się czuję... - babcia wycofała się do siebie.
Został tylko tata Łukaszka, który nie mógł trafić stopą w laczek i nie zdążył uciec. Łukaszek ponowił więc pytanie kierując je tym razem konkretnie do swojego rodziciela.
- Y... E... Hm... - bąkał tata Łukaszka przeklinając w duchu felerny laczek. Cała rodzina Hiobowskich wiedziała bowiem, że pytania Łukaszka są bardziej niebezpieczne niż sałatka z muchomora sromotnikowego. - A o co chodzi ci z tym echem...?
- Pani nauczycielka powiedziała nam, że sukcesy naszych szkolnych olimpijczyków odbiją się szerokim echem w całym kraju. I się zastanawiam jak echo może być szerokie... - Łukaszek rozłożył ręce.
- Hm... - tata w zastanowieniu spojrzał sufit i pocierając brodę manewrował tak, aby przesuwać się w stronę drzwi do pokoju. - Y... No widzisz... Szerokie echo to oznacza... e... reperkusje...
- Perkusję? Chodzi o echo perkusji?
- Nnnie, nie... Szerokie echo to oznacza, że jakieś wydarzenie ma swój oddźwięk... E... - zająknął się tata Łukaszka bo namacał za plecami klamkę drzwi. - Wydźwięk. I to jest to echo. Rozchodzi się szeroko. Po świecie na przykład. I takie echo może być dobre... Albo złe. No, to chyba wszystko ci wytłumaczyłem - odetchnął z ulgą tata Łukaszka, odwrócił się i zasiadł w fotelu przed telewizorem.
- ...kolejna kompromitacja na linii premier-prezydent - mówił wyraźnie rozbawiony dziennikarz. - Premier Grzegorz Schetyna zapytał prezydenta Jarosława Kaczyńskiego czy to prawda, że podczas swojego spotkania z prezydentem USA posolił kawę zamiast posłodzić. Prezydent na początku zaprzeczył, ale nadeszły informacje prosto z Białego Domu. Łączymy się z naszym korespondentem w Waszyngtonie.
Na ekranie pojawił się jakiś młody, podniecony do granic możliwości reporter.
- I dzień dobry! I witam państwa! I to niesłychane jak nasz prezydent i premier kompromitują kraj!
- Prezydent... Prezydent... - podpowiedział dyskretnie prowadzący wiadomości.
- I tak oczywiście! I to prezydent kompromituje nasz kraj! I szerokim echem odbiła się ta kompromitacja!
- O! Szerokie echo! - wykrzyknął Łukaszek.
- Bardzo szerokim! - zapalał się coraz bardziej reporter. - Cała Ameryka tym żyje! - machając mikrofonem wskazał ludzi chodzących obok niego po ulicy. Po czym popełnił błąd życia kładąc tym całą swoją dopiero rozpoczynającą się karierę. Mianowicie zaczepił jakiegoś przechodnia. Ten wyjął słuchawki z uszu i uśmiechnął się sympatycznie do kamery. Reporter zapytał go o kompromitację prezydenta Polski. Przechodzień zamrugał oczami niczym człowiek obudzony w środku nocy i odparł uprzejmie:
- Where the fuck is Poland?

Ocena wpisu: 
Brak głosów