Sposób obrony

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Mawia się, że uczeń bez oceny negatywnej jest jak żołnierz bez karabinu. W takim razie w drugiej klasie Łukaszek dysponował niezłym arsenałem. W trzeciej udało mu się wytrzymać prawie trzy tygodnie zanim dostał popularnego "glana".
Ponieważ mama wykupiła w szkolnym sekretariacie pakiet informowania SMSami o ocenach niedostatecznych, dowiedziała się o niej tego samego dnia, którego została wystawiona. Po południu nad Łukaszkiem odbył się sąd. Winowajca został usadzony za stołem a rodzina (oprócz siostry, była na randce w centrum handlowym) siedząc na zestawie wypoczynkowym dyskutowała nad taktyką. Co do jednego wszyscy byli zgodni: oceny mają być dobre.
- A w poprzedniej klasie jego oceny były straszne - westchnął tata Łukaszka.
- To nie byłem ja - odezwał się niezwyczajnie cicho Łukaszek. Rodzinę zamurowało.
- Jak to nie ty?! - zdenerwowała się mama. - Chcesz mi teraz powiedzieć, że przez rok chodziłam na wywiadówki innej osoby?!
- To było dawno.
- Jakie dawno? - tym razem zdenerwował się dziadek. - Nawet wojna była niedawno! A my mówimy o twoich ocenach z zeszłego roku szkolnego! Jak dalej będzie się tak uczył, to... - i zawiesił groźnie głos.
Zapadła na dłuższą chwilę cisza.
- Hm... Nie można oceniać całości po den... cen... tendencyjnie wyrwanym fragmencie - zareplikował z wysiłkiem wnuk.
- Ty mi odwracaj uwagi, tu chodzi o twoją przyszłość! A ty się wcale nie uczysz! - oburzył się tata.
Znowu cisza.
- E... Y... U... Uczyłem się... Ale wy wolicie wierzyć dokumentom przedstawionym przez szkołę, to oburzające... - dukał dziwnie Łukaszek.
- Co on bredzi? - poirytowała się babcia. - Byś się uczył to byś miał dobre oceny. A ty się wcale nie uczyłeś! Przecież jestem cały dzień w domu, to wiem!
- No... może i się nie uczyłem... Ale czy to komuś zaszkodziło?
- Że co??? - dorośli popatrzyli na siebie w osłupieniu, po czym obrócili głowy i spojrzeli na Łukaszka. I zobaczyli jak pod stołem zsunęło mu się coś z kolan i z cichym stuknięciem spadło na dywan.
- Co to jest? - mama czujnie rzuciła się pod stół i pierwsza zdążyła podnieść tajemniczy przedmiot. Ze zdumieniem stwierdziła, że jest to wznowiona niedawno książka, dodana do weekendowego wydania "Wiodącego Tytułu Prasowego". Książka nosiła tytuł: "Kieszonkowy poradnik obrony autorytetu przed atakiem zajadłych inkwizytorów lustracji".
Struchlały Łukaszek spoglądał na dorosłych oczekując ich reakcji. Babcia, dziadek i tata uśmiechnęli się ironicznie i machnęli ręką, a mama strasznie się zdenerwowała.
I bądź tu człowieku mądry.

Ocena wpisu: 
Brak głosów