Od tego ludzie umierają!!!
- No i proszę, spóźniliśmy się - warczała mama Łukaszka mocując się z kluczami, które jakimś dziwnym trafem zablokowały się w zamku drzwi wejściowych do mieszkania. - Pomógłbyś mi!
- Ciekawe jak - odparł ze stoickim spokojem tata Łukaszka objuczony siatkami i paczkami. - Łukasz, pomóż mamie.
Łukaszek podszedł do drzwi, poruszył parę razy kluczem i bez wysiłku wyjął go z zamka.
- Jak to zrobiłeś? - zainteresowała się siostra Łukaszka.
- Trzeba było uważać - rzekł z dumą Łukaszek i otworzył drzwi. Niestety, nie uważał na to co się działo za jego plecami i został stratowany przez mamę.
- Wiadomości już się zaczęły! - piszczała mama Łukaszka potrząsając nerwowo pilotem.
- Przecież jest ich kilka pod rząd, nie obejrzysz tych, to następne - tata ze spokojem przekroczył podeptanego Łukaszka i poszedł zanieść zakupy do kuchni.
- Ale ja oglądam tylko te prawdziwe! - zawołała mama. Nacisnęła wreszcie odpowiedni guzik i na ekranie pojawił się zafrasowany rządowy polityk.
- ...i dlatego musimy z tym wreszcie skończyć! - mówił polityk podniesionym tonem, po czym podniósł palec do góry i zadał oralny coup de grace:
- Od tego ludzie umierają!!!
- Od czego?! Od czego?! - ekscytowała się mama Łukaszka. - To przez was! To wasza wina! Spóźniliśmy się na wiadomości i nie wiem od czego umierają ludzie!
- Od wszystkiego - rzekł sentencjonalnie dziadek Łukaszka. - Obecne jedzenie a to przed wojną...
- Przed wojną to się jadło chleb z cukrem, no chyba że się mieszkało w dworku - odcięła się babcia. - Najlepsze jedzenie było za komuny...
- ...i dlatego tak szybko znikało ze sklepu - wtrącił się dziadek. - A jakie ozorki były w bufecie komitetu! Palce lizać! No, ale byle kto nie mógł do tego bufetu wejść...
- Cisza!!! - zawyła mama Łukaszka. - Nie słyszę co mówią!
- ...i dlatego już dziś, już teraz ruszamy na walkę z nimi - zapewnił polityk. - Potem zlikwidujemy narkotyki, przemoc i gwałty! Nie może być tak, żeby ludzie umierali!
- Dziękuję za wywiad - uśmiechnęła się prezenterka. - A teraz, na koniec wiadomości nasz kącik humoru. Dziś pokażemy państwu pewnego człowieka, który kilka lat temu kandydował na prezydenta pewnego miasta. Wyborów nie wygrał, ale zyskał pewną popularność, zwłaszcza w internecie. A wszystko zaczęło się od tego filmiku.
Na ekranie pojawił się tęgi mężczyzna w swetrze, który opowiadał jak to zlikwiduje wszystko i nie będzie niczego. Ani bandyctwa, ani złodziejstwa.
- To jest ten polityk rządowy? - spytała babcia Łukaszka i doprowadziła mamę Łukaszka do punktu wrzenia.
Podczas rozpakowywania zakupów okazało się, że jednak Hiobowscy zapomnieli czegoś kupić. W związku z powyższym na dodatkowe zakupy został wysłany wypróbowany wielokrotnie zespół, składający się z dziadka i Łukaszka. Udali sie do sklepików na osiedlu.
- O rany, coś się dzieje! - zawołał Łukaszek. Pod sklepikiem AGD stał radiowóz, a policjanci wyciągali ze sklepiku wrzeszczącą i opierającą się ekspedientkę. Przy radiowozie stało już kilku gapiów, a między nimi mąż dozorczyni, pan Sitko.
- Jak pani nie wstyd! Jak pani może! - krzyczał na nią jeden policjant trzymając w ręku jakąś butelkę. - Jak pani może to sprzedawać! Przecież to środek do udrożniania kanalizacji! To jest żrące! Czy pani zdaje sobie sprawę co będzie, kiedy ktoś to wypije?!
- Przecież to nie jest do picia! - upierała się sprzedawczyni.
- A do czego? Może do kolekcjonowania? - zakpił funkcjonariusz.
- Do czyszczenia kanalizacji!
- Nie oszuka nas pani! Dziś rano zmarł czteroletni Krzyś z Otwocka, który wypił właśnie taki środek! Więc niech pani nie robi sobie jaj! Od tego ludzie umierają!
I nie wiadomo, jak by to się skończyło, gdyby nie zadzwonił telefon policjanta z butelką w ręku.
- Tak, słucham. Oczywiście. Właśnie jesteśmy w trakcie czynności. Tak, środki do kanalizacji. Co? Jak to? To co teraz? Acha. Rozumiem. Wykonuję - funkcjonariusz wyłączył telefon i kazał swoim ludziom puścić ekspedientkę.
- To co, to jednak mogę tym handlować? - spytała pani sprzedawczyni. Policjant wzruszył ramionami, oddał jej butelkę i wraz ze swoimi towarzyszami wszedł do sąsiedniego sklepiku. Nad wejściem widniał napis "Drogeria".
- Acha!! - zakrzyknął triumfalnie policjant. - Mamy panią! Na gorącym uczynku!
Policjanci wyciągali wrzeszczącą i opierającą się ekspedientkę. Obok szedł policjant z butelką w ręce.
- O co chodzi?! - piszczała ekspedientka. - Przecież od dwóch dni zawsze ścigaliście środki do czyszczenia kanalizacji!
- Od kwadransa ścigamy od zawsze to!! - zagrzmiał policjant i zademonstrował gapiom butelkę. - Denaturat!! Jak pani może to sprzedawać!! Od tego ludzie umierają!!!
Sprzedawczyni zaniemówiła.
- Ja panią uratuję! - ofiarował się pan Sitko. - Jestem żywym dowodem na to, że po denaturacie ludzie nie umierają...
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 930 odsłon