O synach

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

- No przecież w tym mieście nie da się jechać!!! - eksplodował tata Łukaszka i uderzył dłońmi o kierownicę.
- Korki. Wszyscy robią zakupy na święta - stwierdził lakonicznie Łukaszek z tylnego siedzenia.
- Co mnie podkusiło żeby jechać z tobą po choinkę... - warczał tata Łukaszka. Niestety, czas płynął, a samochodów przed autem taty Łukaszka nie ubywało. Wreszcie tata Łukaszka nie wytrzymał, przejechał kawałek po chodniku i z pustego pasa do jazdy prosto skręcił w prawo.
Ujechał zaledwie kilkadziesiąt metrów gdy drogę zatarasował mu furgon. Furgon stał częściowo na chodniku, częściowo na jezdni i bezradnie buksował kołem w śniegu.
- A niech to! - zdenerwował się tata Łukaszka i wysiadł, żeby opieprzyć kierowcę. Jakie było jego zdumienie, gdy kierowcą okazał się robotnik Andrzej z brygady remontowej.
- Się nie da ruszyć tego... - warknął robotnik Andrzej i zaciągnął się nerwowo papierosem. Spojrzał za tatę Łukaszka, dyskretnie wrzucił niedopałek pod furgon i syknął:
- Uwaga! Glina!
Podszedł do nich policjant.
- Pan palił? Przecież jest ustawa...
- E... Tego... - bąkał robotnik Andrzej. - To z nerwów...
- Ale nie dam panu mandatu - oznajmił funkcjonariusz. - Niech pan wraca do tego furgonu i nim zjedzie wreszcie z tego chodnika.
- Się nie da!
- Tam idą jacyś robotnicy, może panu pomogą...
- O, to moi - westchnął robotnik Andrzej i zawołał:
- Chłopaki! Trzeba będzie popchnąć!
- A co do pana - policjant zwrócił się do taty Łukaszka. - Pan to na pewno dostanie ode mnie mandat.
- Ja??? Za co???
- Jechał pan po chodniku, skręcił pan z niewłaściwego pasa i to wszystko na czerwonym świetle.
- Bo jest korek!!! - nie wytrzymał tata Łukaszka. - A policja zamiast regulować ruch robi zasadzki na spokojnych obywateli!!!
- Niby na pana? - spytał z ironią policjant. - Proponuję, żebyśmy wsiedli do pana samochodu i tam wypiszemy mandat... - to mówiąc otworzył drzwi pasażera w samochodzie Hiobowskich. Z drzwi wystrzeliły gęste choinkowe gałązki i trafiły pana policjanta w pierś.
- Ał! - wystraszył się pan policjant. - Panie, co to ma być?
- Choinka zapachowa - warknął tata Łukaszka. Ale pan policjant nie miał poczucia humoru. I kto wie jak by to się skończyło, gdyby nie Łukaszek.
- To pana syn? - spytał pan policjant, tata Łukaszka powiedział, że tak i dopiero się zaczęło.
- Czyś pan oszalał?! - krzyczał pan policjant. - Takie manewry z dzieckiem na pokładzie?!
- Nie jestem już dzieckiem - wtrącił się Łukaszek, ale nikt go nie słuchał.
- Przecież mógł pan doprowadzić do wypadku drogowego - mówił już trochę spokojniej policjant. - Brał pan pod uwagę, że pana syn mógł zginąć?!
- Nie no, wie pan... - tacie Łukaszka zrobiło się trochę głupio. - Po co tak z grubej rury...
- Pan ma syna? - domyślił się Łukaszek.
- Nie wiem... - odparł pan policjant.
- Jak to: pan nie wie? - zdziwił się tata Łukaszka.
- To już sześć lat jak zaginął - powiedział cicho pan policjant. - Wsiadł na rowerek i pojechał do kolegi. Więcej już go nie widzieliśmy. Znaleźli tylko jego rowerek. Pogięty, ze śladami lakieru samochodowego na ramie. Był wtedy mniej więcej w twoim wieku - powiedział do Łukaszka. - Ale nie tracę nadziei, że żyje i że kiedyś go spotkam...
Zapadła niezręczna cisza.
- To... Może pan wpadnie do nas na wigilię? - zaproponował niespodziewanie (nawet dla siebie) tata Łukaszka. - Łukasz się ucieszy...
Ale pan policjant pokręcił wolno głową.
- Nie, ja muszę być w domu. A jak mój syn wróci? I co, zastanie drzwi zamknięte? Nie, ja muszę być w domu...
I odszedł kręcąc głową.
- Biedny człowiek - powiedział robotnik Andrzej, który z odległości paru metrów przysłuchiwał się rozmowie wraz ze swoimi kolegami i szefem.
- Może ten syn żyje... - rzekł powoli tata Łukaszka patrząc na młodego, długowłosego szefa ekipy remontowej, ale ten milczał.
- Co ja panu mogę powiedzieć? - westchnął wreszcie. - To się samo musi okazać...
- Ale przecież on cały czas na niego czeka! - krzyknął zdenerwowany tata Łukaszka. - A oni już się mogą nie spotkać!
- Spotkają się... - rzekł młody długowłosy z łagodnym uśmiechem.
- Czyli on żyje?!
Młody długowłosy popatrzył w górę i rzekł:
- Czyż wszyscy się kiedyś nie spotkamy?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

spotkamy się....

spotkamy się....

na pewno...

===

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#118112

Trochę to smutne jak na dotychczasową twórczośc autora ale celne i na czasie tym bardziej, że w okresie przedświątecznym i w czasie świąt ruch i zagrożenie wypadkami na drogach znacznie się zwiększa. Jeśli tylko nie zapomnimy zakończenia tej historii to być może uda nam się oddalić ten czas spotkania chociaż kilku osobom.
Zakończę Credo tych co odeszli:
To co mnie spotkało was też nie ominie...
ja jestem już w domu, WY jeszcze w gościnie...
niezależny Poznań

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

niezależny Poznań

#118172