Laaazd gryzmaaz, część 3

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Na kolejne zakupy wybrali się tylko tata Łukaszka i Łukaszek. Dziadek i babcia nadal dochodzili do siebie po starcie z transseksualną szopką. Mieli jeszcze do kupienia mnóstwo prezentów. Podjechali do dużego centrum handlowego i z dużą wprawą wpasowali się w tłum kupujących.

Na początku tata Łukaszka trzymał syna za rękę, potem kazał mu iść przy sobie, a skończyło się tak, że utrzymywali pomiędzy sobą rozsądny dystans. to znaczy taki, aby nie stracić się z oczu.
Akurat tata Łukaszka przeglądał półkę z jakimiś fascynującymi książkami, gdy z boku i trochę z dołu doleciał go głos Łukaszka. Cichy, brzęczący niby natrętna mucha. A tata Łukaszka właśnie łagodnie się wyciszył wewnętrznie, aby nie dopuszczać do siebie dźwięków piosenki granej we wszystkich sklepach, stacjach benzynowych, wszędzie...
- Laaazd gryzmaaz... Aj gejwju maj haaart...
Właściwie to tata Łukaszka chciał zignorować ten natrętny głos, ale część jego świadomości gwałtownie zaprotestowała. Zignorowanie, choćby chwilowe, Łukaszka mogło prowadzić do nieobliczalnych następstw. Oderwał się zatem od fascynującej lektury "Kodu Rogera Bacona" (sekta potomków Jezusa i Kleopatry chciała zawładnąć światem za pomocą budyniu karmelowego) i spojrzał na swoją latorośl.
- Czego? - zapytał uprzejmie.
- Comikupicienaświętawtymroku? - spytała na wydechu przejęta latorośl.
- Ni... - tata chciał odruchowo powiedziać "nic", ale w ostatniej chwili się zatrzymał i powoli dokończył: - Ni...espodziankę. Ale niezbyt dużą. Rozumiesz, musimy oszczędzać...
Ale Łukaszek wyskoczył z bardzo dziwną propozycją. Mianowicie stwierdził, że w takim razie sam sobie załatwi prezent.
- Że co? Że jak? - tacie Łukaszka opadła szczęka. - Może powiesz mi jeszcze, że sam go sibe kupisz?
- Nie - odparł spokojnie Łukaszek i pokazał panią w średnią wieku. Pokazana pani gwałtownie usiłowała schować się za regałami książek. - Ta pani mi kupi. Obiecała.
- Co jest żesz taka mać - zaklął z poplątaniem tata Łukaszka.
- Musisz tylko to podpisać - Łukaszek wcisnął mu do ręki jakiś papier. - Ja już podpisałem, teraz twoja kolej.
Tata Łukaszka spojrzał na papier i zrobiło mu się gorąco. Porwał syna za rękę i nie bacząc na protesty (syna, nie ręki) ruszył przed siebie biorąc kurs na tajemniczą panią.
- Co to ma być do cholery! - zaczął rozmowę tata Łukaszka.
Tajemnicza pani szybko przestałą być tajemnicza. Okazało się, że papier jest umową pożyczkową, na dowolną kwotę, oprocentowaną na zylion procent.
- To jest specjalna pożyczka świąteczna - pani słodkim głosem oplotła ucho taty Łukaszka. - No niech pan tylko pomyśli... Zawsze gdzieś brakuje... Sto, dwieście euro... A to nie są przecież duże pieniądze... A zawsze się przydadzą... A to lepszy telewizor... A to jakiś fajny prezent dla syna... - pani pogładziła Łukaszka po głowie i dalej szemrała prosto w ucho taty: - A banki nie dadzą panu takiej pożyczki... Dla nich to zbyt drobna kwota... I wymagają mnóstwa formalności... A my nie... My wierzymy ludziom... My wychodzimy im naprzeciw... Bo my wierzymy, że to pieniądze są dla ludzi... A nie odwrotnie... No niech pan podpisze...
Tata Łukaszka jednak nie podpisał. Skrzyczał panią, wyzwał od sępów, padlinożerców i hien. Krzyczał głośno, bo musiał przekrzykiwać lecące z głośników:
- Laaazd gryzmaaz... Aj gejwju maj haaart...
trzęsąc się z oburzenia wyciągnął Łukaszka z centrum handlowego. Po drodze wymijali mnóstwo pań z kartkami w rękach, ubranych tak jak tamta pani.
- Co się tak złościsz? - zapytał tatę Łukaszek smutno, bo domyślał się już, że z obiecanego prezentu nici.
- Bo ta pani chciała nam pożyczyć pieniądze, a potem odebrać o wiele więcej! Nic byśmy nie zyskali a tylko stracili! - pieklił się tata Łukaszka.
- Nie rozumiem...
- No wyobraź sobie, że masz... Czym wy się teraz wymieniacie w szkole?
- Kulkami.
- Wyobraź sobie, że masz osiem kulek. A potrzebujesz mieć dziesięć.
- A po co? - dociekał Łukaszek.
- Oj, on nie wiem... No na przykład żeby zagrać z kimś, ale on się uparł, że zagra z tobą dopiero, jak uzbierasz dziesięć kulek.
- Głupi jakiś - skomentował Łukaszek.
- Jak dorośniesz to zobaczysz, że świat składa się prawie wyłącznie z głupków - rzekł gorzko tata. - no to żeby mieć dziesięć kulek pożyczasz od Grubego Maćka dwie kulki. A on pożycza, ale mówi, że masz mu oddać... na przykład pięć.
- Jak to pięć? - Łukaszek był czujny. - Przecież mi pożyczył dwie!
- No właśnie, ale on chciał zrobić z tobą interes i zarobić. I tak będzie o trzy kulki do przodu! No powiedz sam czy to uczciwe - i tata prowadząc samochód kursem powrotnym do domu tłumaczył Łukaszkowi zawiłości pożyczkowe i lichwiarskie. Nie był pewien, czy wytłumaczył mu wszystko dobrze, ale okazało sie, że zrobił to aż za dobrze. Wieczorem wpadł w korytarzu na Łukaszka, który rozmawiał przez słuchwakę telefonu:
- Cześć Maciek, to ja... No. Słuchaj, pożyczę ci dwie kulki, co? Jak to po co? Będziesz miał więcej. Ale będziesz musiał mi oddać pięć...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

To jest właśnie to, główkowanie Łukaszka. Powiem szczerze, aż się uśmiechnąłem od ucha do ucha, gdybym miał ileś tam lat mniej to z pewnością Łukaszek byłby moim dobrym kumplem. Ma charakterek. Pozdro.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#9529

to zobaczysz, że świat składa się... ;)

Tylko Łukaszka żal, chyba, że sam sobie jednak zarobił na prezent, w końcu ma więcej kolegów, nie tylko Maćka... ;)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9530