tabu
Człowiek wręcz nie posiada się z tej obowiązkowej radości, jaką latoś naszej umiłowanej ojczyźnie zafundowała UEFA, i rumienieje od żaru uczuć, "co tryska z ócz i płynie z ust" najlepszych takich synów i córek naszego dzielnego narodu, jakich wyselekcjonują poddani pana prezesa Brauna w ramach koncesji od pana prezesa Dworaka (nad którym nie masz już chyba nikogo, jeno niebo gwiaździste..), a tu upał, panie, jak cholera !
W poszukiwaniu ochłody sięgnąłem po taki "tytuł prasowy", który w swoim czasie nadawał się nie tylko do wachlowania czy przetworzenia na (prawie) napoleońskie nakrycie głowy, jak obecnie, ale nie znalazłem tam niczego orzeźwiającego, czy mrożącego krew w żyłach, o chłodzie intelektualnym nie wspominając.
Owszem, zacząłem się jeszcze obficiej niż dotąd pocić, ba, donośnie sapać, ciężko dyszeć i głucho rzęzić, czytając (w dziale, jakżeby inaczej, "Kultura")o pewnym "eksperymencie wyzwalającym seniorów z erotycznego tabu", który zapewne nie był bezowocny, skoro brali w nim udział psycholog, seksuolog i kapucyn.
Jednym z owoców, właśnie podrzuconych na rynek, jest tekst recenzji, z którym nie będę polemizował, bo na spektaklu w "Łaźni" nie byłem (dysponuję własną łazienką i tam zwykłem zaspokajać moje higieniczne potrzeby), ale chcę przestrzec ewentualnych konsumentów przed jego toksycznym działaniem : to owoc trujący, a może nawet zatruty.
Jako rzeczywisty pradziadek mogę kompetentnie wypowiadać się zarówno o potrzebach erotycznych seniorów, jak i o ograniczeniach możliwości ich zaspokajania.
Od możliwości publicznego uprawiania symulowanych aktów płciowych w jakiejś łaźni, starej czy Nowej, cenniejsza byłaby, chyba nie tylko dla mnie, możliwość bezkarnego przytulenia osobnika jeszcze bezpłciowego, należącego do tzw. dziatwy, czy głupawego wyszczerzenia się do obcego bobasa - w tramwaju, w parku, czy w supermarkecie.
Świadomy obywatel, oczytany prasowo i znający z telewizji realia życia, reaguje na podobne ekscesy spontanicznym odruchem obronnym, chwytając zagrożoną istotkę w ramiona i obrzucając rozerotyzowanego starca spojrzeniem godnym p. Pitery czy p. Katarasińskiej, jeśli nie samego p. Niesiołowskiego.
My, seniorzy, jesteśmy dzieciolubni, i bardzo nam przykro, że okazywanie tego uczucia jest zabronione, bo chroni je tabu równie potężne - i równie idiotyczne, jak lęk przed pedofilami, rzadkimi potworami, niezdolnymi do miłości.
Ich całkowicie bezkarna hodowla trwa nie od dziś i pewnie przynosi niemałe zyski rozmaitym łaziebnym oraz bojownikom spod znaku ex-dziewicy Joanny i temu podobnych, walczącym o powszechne wyzwolenie od "erotycznych tabu".
To, o czym czytam w recenzji z wydarzenia kulturalnego, które recenzent nazywa "projektem", "spektaklem" i "show", utwierdza mnie w przekonaniu, że postępuję racjonalnie, korzystając w potrzebie z własnej łazienki, i upewnia, że ceniony niegdyś przeze mnie "tytuł prasowy" znacznie lepiej bym wykorzystał, wachlując się częścią pozostałą po wykonaniu (prawie) napoleońskiego nakrycia głowy.
Starość nie radość, ale dopóki człowiek odróżnia głowę od dupy, nawet w upale potrafi niejedno wytrzymać.
Czego każdemu, i wszystkim pozostałym, serdecznie życzę.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 721 odsłon

