Pusta gadanina, ratunek dla...?

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Naprawdę niedobrze się robi, kiedy czytamy wypociny osób, które sławę zyskały za PRLu, włażąc z przekonania, nawyku lub dla interesu w pewną partię ciała ówczesnej władzy i nadal brylują, jako przydatni już nie „budowniczym” Polski Ludowej, ale burzycielom tej prawdziwej. Obajtek zrobił z Orlenu złoty interes nie dla jakichś gangsterów, ale dla narodu i może by mu to uszło na sucho, ale wydarł Niemcom media polskojęzyczne i zaraz wrzask. Dziś już mocno podsuszona dama, niegdyś tuba „siły przewodniej narodu” podniosła alarm, a domorośli detektywi węszący wszędzie przekręt, szepcą do ucha: czuj duch, bo Obajtek, to nicość, ale kto za nim stoi? No, kto? Pytam. Wiadomo, ale to się dopiero okaże, bo jakże to, kiedyś Orlen to był kiosk z piwem, a teraz miliarder? Coś się za tym kryje! Rzecz jasna taka gadanina, to po prostu: głupota i stara jak świat szeptanka: bo mówiła pewna pani, a ma ona kuzyna … wiadomo gdzie!!!

Domorosła polityka, była, jest i będzie. Co innego, kiedy głupio gadać zaczynają ci z pierwszych stron gazet, bo dla owych domorosłych detektywów, to właśnie ten kuzyn, który rzekomo ma tajemną wiedzę jest guru. A dla nich? Czyją wiedzą oni szermują? Pandemia i to, co ona implikuje, daje wspaniałą okazję do bicia takiej piany.

Lekarz, Władysław Kosiniak-Kamysz, zarządzający resztówką (niestety) PSL buńczucznie zapowiada: „Jeśli rząd w tym tygodniu nie otworzy gospodarki, to jako parlamentarzyści wystąpimy z pozwem zbiorowym przeciwko Skarbowi Państwa. Będziemy zapraszać wszystkich pokrzywdzonych, by do tego pozwu dołączyli”. Zupełnie słusznie w trójce PR zapytano go, kto wystąpi z tym pozwem, bo z tego, co powiedział Kosiniak nic nie wynikało, podobnie jak z odpowiedzi na to pytanie, gdzie poseł PSL dodał tylko, że to prawnicy przygotowują pozew zbiorowy. Wiadomo, że nie złomiarze. Kosiniak-Kamysz dalej bił pianę, twierdząc, że jest to inicjatywa „w obronie przedsiębiorczości i przedsiębiorców. „Walczymy o nich, jesteśmy ich, można powiedzieć, pasem transmisyjnym, przekazujemy ich pomysły do Sejmu, jesteśmy ich reprezentantami”. Dodał jeszcze, że „w tym tygodniu (po 2 lutego – ZZ) rząd powinien też prowadzić rozmowy z przedsiębiorcami?

Troska o sytuację przedsiębiorców poszkodowanych z powodu Covid 19 jest czymś nader zrozumiałym, ale co swą interwencją chce osiągnąć pan Kosiniak-Kamysz? Nietrudno zgadnąć. Przede wszystkim chce PSL uczynić tanim kosztem rzecznikiem wcale sporej grupy przyszłych wyborców, w zasadzie nic im za to nie gwarantując, bo jako lekarz powinien wiedzieć z jakiego źródła rodzą się kłopoty przedsiębiorców, a jako logicznie myślący polityk powinien zdawać sobie sprawę z tego, że jedyna rzecz jaką rząd może uczynić to wesprzeć finansowo owych przedsiębiorców, co zresztą czyni. W tak tragicznej sytuacji, w której nawet nieprzychylne Polsce środowiska wewnętrzne i zewnętrzne z uznaniem mówią o Polsce, sposób na ratowanie własnej partii kosztem ciosu wymierzonego w rząd jest po prostu nieuczciwe. To tłumaczy też dziś coraz bardziej powszechny brak zaufania do PSL.

Bicie piany, to jednak nie jest dziedzina, w której pan Kosiniak-Kamysz prym wiedzie. Lepszy od niego jest w polityce nowicjusz, pan Hołownia. Jak dotąd nauczył się on tylko przemawiać à la Mussolini, tak co do mimiki, jak i ekspresji. Spory zastęp jego zwolenników bierze się stąd, że partia Hołowni daje sobie sporo czasu do „żniw”, bo aż do 2050 roku. Tu można grać na typowo polskim: morgen, morgen nur nicht heute, czyli jakoś to będzie, a póki co, siesta. Na portalu Niezależna.pl mamy krótką a trafną analizę propagandy sukcesu partii Polska 2050: „Szymon Hołownia zaprezentował dziś dwa sondaże. Wcześniejszy pochodzi z Politico. Redakcja uśredniła wyniki z bliżej nieokreślonej liczby badań i wyszło, że… PiS traci, a Polska 2050 zyskuje. Prawdziwym hitem okazał się jednak kolejny post Hołowni. Lider ruchu pokazał wyniki sondażu, na czele którego znalazło się jego ugrupowanie. „Nie popadamy w euforię, tylko konsekwentnie pracujemy dalej dla Polski” – pisze były kandydat na prezydenta. Równie sensacyjne sondaże publikowano, gdy do Sejmu startowała Nowoczesna. Internauci już żartują, czy Hołownia to Petru-bis? I mają rację, z tym, że Petru zaczynał z większym przytupem niż Hołownia. Podobnie, jak Petru, Hołowni sukcesy sondażowe zawróciły w głowie. Jest przekonany, że „bycie w opozycji to dyskomfort, ale też „gotowość do walki, ciężka praca by Polacy uwierzyli, że jest nadzieja”. Przekonuje, „że nie o przejęcie władzy chodzi, a „wzięcie odpowiedzialności”. To jest mowa jeszcze bardziej enigmatyczna niż ta jaką uprawiała Nowoczesna. Może dlatego Hołownia tak bardzo zachęca Polaków do wiary. Kłopot w tym, że nie wiadomo w co.

Otóż sam Hołownia przedmiotem swojej wiary uczynił sondaże i póki co wiara ta się sprawdza, ale nie można zapominać, że roszady na korzyść Hołowni mają swe źródło w degrengoladzie jaka trapi całą opozycję. Zresztą sondaże to narowisty koń. Był czas, kiedy Petru miał 31 %. Hołownia doszedł do połowy tego szacunku, a pozostałe frakcje opozycyjne słusznie wytykają mu brak programu. W tym mają rację, bo program to nie słowa, a dokonania. Konkretów w tej dziedzinie w grzmiących tyradach Hołowni nie ma. Czyli rację mają ci, który nazywają go Petru bis. Oczywiście o ile osiągnie taką publicity jak Petru u szczytu Nowoczesnej.

Wokół Hołowni jest trochę przesadnego szumu, to prawda. Może, gdyby on tak radykalnie nie zmieniał poglądów w sprawach fundamentalnych, mógłby liczyć na bardziej stabilne poparcie w wymiarze, powiedzmy, Konfederacji. Wrzodem na siedzeniu opozycji jest zgoła coś innego. Są nim takie w Polsce szalejące SA (Sturmabteilungen) – formacje złożone głównie z elementów marginesu, które Hitlerowi utorowały drogę do władzy, a które on w 1934 r. musiał krwawo spacyfikować. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że przywodził im lewak i homoseksualista, Ernst Röhm. Pierwszy poszedł pod nóż.

Otóż tylko ślepy nie dostrzeże analogii tamtej niemieckiej do obecnej polskiej SA w spódnicach, nie wyłączając przywództwa. Otóż tak, jak SA Röhma stała się gwoździem w bucie dla Hitlera, tak p. Lempart staje się nim dla opozycji, która, obojętnie jakiej maści, nie chce być kojarzona z półświatkiem i chamstwem Pani Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin w radiu TOK FM stwierdza, że twarz Marty Lempart „niestety mówię to z przykrością, na czele Strajku Kobiet stała się nieco kłopotliwa. Ten radykalizm na dłuższą metę ludzi nie porywa i to widać teraz po protestach, które są o wiele mniej liczne”. Oczywiście pisząca te słowa potępia nie sam strajk, ale jego obsceniczność, podobnie jak prostactwo i sposób bycia jego przywódczyni.

Lewicy nie po drodze z panią Lempart. Mniej wybredni jej adherenci, jak Maciej Stuhr, inaczej to widzą. On chwali „lekko zdenerwowanych protestujących. Bo… „nie są już zwolennikami PiS”. Poparł też wulgarne i agresywne protesty Strajku Kobiet: „To dla mnie osobiście jest też niespodzianka, jak mogą się modyfikować poglądy, bo gdyby mnie pani zapytała o to rok temu, odpowiedziałbym, że nie należy używać takiego języka w dyskursie publicznym. Natomiast to, co wydarzyło się jesienią, zmieniło moje nastawienie”. Dla „Wprost” oznajmił, że „Może trzeba rzucić kraj, wyjechać w cholerę, żyć gdzie indziej, przestać się zamartwiać tym, co się dzieje w Polsce?” Świetny pomysł, panie Stuhr. Tylko czy aby pan wyjedzie? Tylu się odgrażało, a kto wyjechał? Na takich jak pan czekają, tylko z jaką robotą?

To, co się dzieje wokół kobiet i ich problemów dzisiaj, kiedy kobiety pewnego sortu wzięły te spawy w swoje ręce, napawa wielką troską, a przecież można traktować te ważne skądinąd sprawy po ludzku. Socjolog amerykański, Raymond Moylan widzi to tak: „Wraz z faktem, że coraz więcej osób doświadczających przemocy seksualnej odważa się mówić o tym, dzielić się swoimi historiami, dowiadujemy się coraz więcej o głębi zasięgu, powadze problemu przemocy, którego doświadczają w naszym świecie kobiety. W domach, wzorce intymnej przemocy wobec partnera (ang. intimate partner violence) czy przemocy domowej psują relacje między dwojgiem ludzi, które mają być najdroższe i najświętsze. W bardziej
”subtelnych” formach, kobiety znoszą przemoc emocjonalną i nękanie w miejscu pracy, w szkole i innych sferach życia publicznego”.

Z pewnością kobiety wystawione są częściej na przemoc, ale to, co demonstruje „Strajk Kobiet” jest manifestacją przemocy najgorszego gatunku, bo owocem jej jest rozbój i demolka w sferze publicznej i wołanie o przemoc wołającą wprost o pomstę do nieba, bo wobec istot bezbronnych, jakimi się dzieci nienarodzone. W dodatku to natura, a my chcemy powiedzieć, że Stwórca, wyposażył kobiety w atrybuty jedynej, najczulszej i najbardziej ofiarnej opiekunki życia, także tego, jakie dziecku daje matka. Czyż może do tego tytułu pretendować kobieta dysząca chęcią mordu na własnym dziecku?

Pusta gadanina, jakiej dziś doświadczamy na każdym kroku, nie jest ratunkiem dla człowieka. Ona ma ratować czyjeś ambicje, partie, mniej lub bardziej udane przedsięwzięcia. Czas pokazuje, że i tego nie potrafi.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos)