Pusta gadanina, ratunek dla...?

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Naprawdę niedobrze się robi, kiedy czytamy wypociny osób, które sławę zyskały za PRLu, włażąc z przekonania, nawyku lub dla interesu w pewną partię ciała ówczesnej władzy i nadal brylują, jako przydatni już nie „budowniczym” Polski Ludowej, ale burzycielom tej prawdziwej. Obajtek zrobił z Orlenu złoty interes nie dla jakichś gangsterów, ale dla narodu i może by mu to uszło na sucho, ale wydarł Niemcom media polskojęzyczne i zaraz wrzask. Dziś już mocno podsuszona dama, niegdyś tuba „siły przewodniej narodu” podniosła alarm, a domorośli detektywi węszący wszędzie przekręt, szepcą do ucha: czuj duch, bo Obajtek, to nicość, ale kto za nim stoi? No, kto? Pytam. Wiadomo, ale to się dopiero okaże, bo jakże to, kiedyś Orlen to był kiosk z piwem, a teraz miliarder? Coś się za tym kryje! Rzecz jasna taka gadanina, to po prostu: głupota i stara jak świat szeptanka: bo mówiła pewna pani, a ma ona kuzyna … wiadomo gdzie!!!

Domorosła polityka, była, jest i będzie. Co innego, kiedy głupio gadać zaczynają ci z pierwszych stron gazet, bo dla owych domorosłych detektywów, to właśnie ten kuzyn, który rzekomo ma tajemną wiedzę jest guru. A dla nich? Czyją wiedzą oni szermują? Pandemia i to, co ona implikuje, daje wspaniałą okazję do bicia takiej piany.

Lekarz, Władysław Kosiniak-Kamysz, zarządzający resztówką (niestety) PSL buńczucznie zapowiada: „Jeśli rząd w tym tygodniu nie otworzy gospodarki, to jako parlamentarzyści wystąpimy z pozwem zbiorowym przeciwko Skarbowi Państwa. Będziemy zapraszać wszystkich pokrzywdzonych, by do tego pozwu dołączyli”. Zupełnie słusznie w trójce PR zapytano go, kto wystąpi z tym pozwem, bo z tego, co powiedział Kosiniak nic nie wynikało, podobnie jak z odpowiedzi na to pytanie, gdzie poseł PSL dodał tylko, że to prawnicy przygotowują pozew zbiorowy. Wiadomo, że nie złomiarze. Kosiniak-Kamysz dalej bił pianę, twierdząc, że jest to inicjatywa „w obronie przedsiębiorczości i przedsiębiorców. „Walczymy o nich, jesteśmy ich, można powiedzieć, pasem transmisyjnym, przekazujemy ich pomysły do Sejmu, jesteśmy ich reprezentantami”. Dodał jeszcze, że „w tym tygodniu (po 2 lutego – ZZ) rząd powinien też prowadzić rozmowy z przedsiębiorcami?

Troska o sytuację przedsiębiorców poszkodowanych z powodu Covid 19 jest czymś nader zrozumiałym, ale co swą interwencją chce osiągnąć pan Kosiniak-Kamysz? Nietrudno zgadnąć. Przede wszystkim chce PSL uczynić tanim kosztem rzecznikiem wcale sporej grupy przyszłych wyborców, w zasadzie nic im za to nie gwarantując, bo jako lekarz powinien wiedzieć z jakiego źródła rodzą się kłopoty przedsiębiorców, a jako logicznie myślący polityk powinien zdawać sobie sprawę z tego, że jedyna rzecz jaką rząd może uczynić to wesprzeć finansowo owych przedsiębiorców, co zresztą czyni. W tak tragicznej sytuacji, w której nawet nieprzychylne Polsce środowiska wewnętrzne i zewnętrzne z uznaniem mówią o Polsce, sposób na ratowanie własnej partii kosztem ciosu wymierzonego w rząd jest po prostu nieuczciwe. To tłumaczy też dziś coraz bardziej powszechny brak zaufania do PSL.

Bicie piany, to jednak nie jest dziedzina, w której pan Kosiniak-Kamysz prym wiedzie. Lepszy od niego jest w polityce nowicjusz, pan Hołownia. Jak dotąd nauczył się on tylko przemawiać à la Mussolini, tak co do mimiki, jak i ekspresji. Spory zastęp jego zwolenników bierze się stąd, że partia Hołowni daje sobie sporo czasu do „żniw”, bo aż do 2050 roku. Tu można grać na typowo polskim: morgen, morgen nur nicht heute, czyli jakoś to będzie, a póki co, siesta. Na portalu Niezależna.pl mamy krótką a trafną analizę propagandy sukcesu partii Polska 2050: „Szymon Hołownia zaprezentował dziś dwa sondaże. Wcześniejszy pochodzi z Politico. Redakcja uśredniła wyniki z bliżej nieokreślonej liczby badań i wyszło, że… PiS traci, a Polska 2050 zyskuje. Prawdziwym hitem okazał się jednak kolejny post Hołowni. Lider ruchu pokazał wyniki sondażu, na czele którego znalazło się jego ugrupowanie. „Nie popadamy w euforię, tylko konsekwentnie pracujemy dalej dla Polski” – pisze były kandydat na prezydenta. Równie sensacyjne sondaże publikowano, gdy do Sejmu startowała Nowoczesna. Internauci już żartują, czy Hołownia to Petru-bis? I mają rację, z tym, że Petru zaczynał z większym przytupem niż Hołownia. Podobnie, jak Petru, Hołowni sukcesy sondażowe zawróciły w głowie. Jest przekonany, że „bycie w opozycji to dyskomfort, ale też „gotowość do walki, ciężka praca by Polacy uwierzyli, że jest nadzieja”. Przekonuje, „że nie o przejęcie władzy chodzi, a „wzięcie odpowiedzialności”. To jest mowa jeszcze bardziej enigmatyczna niż ta jaką uprawiała Nowoczesna. Może dlatego Hołownia tak bardzo zachęca Polaków do wiary. Kłopot w tym, że nie wiadomo w co.

Otóż sam Hołownia przedmiotem swojej wiary uczynił sondaże i póki co wiara ta się sprawdza, ale nie można zapominać, że roszady na korzyść Hołowni mają swe źródło w degrengoladzie jaka trapi całą opozycję. Zresztą sondaże to narowisty koń. Był czas, kiedy Petru miał 31 %. Hołownia doszedł do połowy tego szacunku, a pozostałe frakcje opozycyjne słusznie wytykają mu brak programu. W tym mają rację, bo program to nie słowa, a dokonania. Konkretów w tej dziedzinie w grzmiących tyradach Hołowni nie ma. Czyli rację mają ci, który nazywają go Petru bis. Oczywiście o ile osiągnie taką publicity jak Petru u szczytu Nowoczesnej.

Wokół Hołowni jest trochę przesadnego szumu, to prawda. Może, gdyby on tak radykalnie nie zmieniał poglądów w sprawach fundamentalnych, mógłby liczyć na bardziej stabilne poparcie w wymiarze, powiedzmy, Konfederacji. Wrzodem na siedzeniu opozycji jest zgoła coś innego. Są nim takie w Polsce szalejące SA (Sturmabteilungen) – formacje złożone głównie z elementów marginesu, które Hitlerowi utorowały drogę do władzy, a które on w 1934 r. musiał krwawo spacyfikować. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że przywodził im lewak i homoseksualista, Ernst Röhm. Pierwszy poszedł pod nóż.

Otóż tylko ślepy nie dostrzeże analogii tamtej niemieckiej do obecnej polskiej SA w spódnicach, nie wyłączając przywództwa. Otóż tak, jak SA Röhma stała się gwoździem w bucie dla Hitlera, tak p. Lempart staje się nim dla opozycji, która, obojętnie jakiej maści, nie chce być kojarzona z półświatkiem i chamstwem Pani Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin w radiu TOK FM stwierdza, że twarz Marty Lempart „niestety mówię to z przykrością, na czele Strajku Kobiet stała się nieco kłopotliwa. Ten radykalizm na dłuższą metę ludzi nie porywa i to widać teraz po protestach, które są o wiele mniej liczne”. Oczywiście pisząca te słowa potępia nie sam strajk, ale jego obsceniczność, podobnie jak prostactwo i sposób bycia jego przywódczyni.

Lewicy nie po drodze z panią Lempart. Mniej wybredni jej adherenci, jak Maciej Stuhr, inaczej to widzą. On chwali „lekko zdenerwowanych protestujących. Bo… „nie są już zwolennikami PiS”. Poparł też wulgarne i agresywne protesty Strajku Kobiet: „To dla mnie osobiście jest też niespodzianka, jak mogą się modyfikować poglądy, bo gdyby mnie pani zapytała o to rok temu, odpowiedziałbym, że nie należy używać takiego języka w dyskursie publicznym. Natomiast to, co wydarzyło się jesienią, zmieniło moje nastawienie”. Dla „Wprost” oznajmił, że „Może trzeba rzucić kraj, wyjechać w cholerę, żyć gdzie indziej, przestać się zamartwiać tym, co się dzieje w Polsce?” Świetny pomysł, panie Stuhr. Tylko czy aby pan wyjedzie? Tylu się odgrażało, a kto wyjechał? Na takich jak pan czekają, tylko z jaką robotą?

To, co się dzieje wokół kobiet i ich problemów dzisiaj, kiedy kobiety pewnego sortu wzięły te spawy w swoje ręce, napawa wielką troską, a przecież można traktować te ważne skądinąd sprawy po ludzku. Socjolog amerykański, Raymond Moylan widzi to tak: „Wraz z faktem, że coraz więcej osób doświadczających przemocy seksualnej odważa się mówić o tym, dzielić się swoimi historiami, dowiadujemy się coraz więcej o głębi zasięgu, powadze problemu przemocy, którego doświadczają w naszym świecie kobiety. W domach, wzorce intymnej przemocy wobec partnera (ang. intimate partner violence) czy przemocy domowej psują relacje między dwojgiem ludzi, które mają być najdroższe i najświętsze. W bardziej
”subtelnych” formach, kobiety znoszą przemoc emocjonalną i nękanie w miejscu pracy, w szkole i innych sferach życia publicznego”.

Z pewnością kobiety wystawione są częściej na przemoc, ale to, co demonstruje „Strajk Kobiet” jest manifestacją przemocy najgorszego gatunku, bo owocem jej jest rozbój i demolka w sferze publicznej i wołanie o przemoc wołającą wprost o pomstę do nieba, bo wobec istot bezbronnych, jakimi się dzieci nienarodzone. W dodatku to natura, a my chcemy powiedzieć, że Stwórca, wyposażył kobiety w atrybuty jedynej, najczulszej i najbardziej ofiarnej opiekunki życia, także tego, jakie dziecku daje matka. Czyż może do tego tytułu pretendować kobieta dysząca chęcią mordu na własnym dziecku?

Pusta gadanina, jakiej dziś doświadczamy na każdym kroku, nie jest ratunkiem dla człowieka. Ona ma ratować czyjeś ambicje, partie, mniej lub bardziej udane przedsięwzięcia. Czas pokazuje, że i tego nie potrafi.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:22)

Komentarze

"Strajkujące" babiszony obchodzą już tylko same siebie i gromadę darmozjadów - dewiantów, PSL jakie jest każdy widzi, a o reszcie "opozycji" wspominać nie warto...

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1660773

Działa dla Polski i Polaków i stąd te zaciekłe ataki na jego osobę. V kolumna sprzedawczyków z totalnej lewackiej opozycji nie może tego przeboleć.

Przecież muszą się wykazać przed swoimi pracodawcami z Niemiec, jak bardzo szkodzą Polsce, by dostać srebrniki judaszowe niemieckie, za wykonaną pracę. 

A tu wyniki marne, a Helmuty coraz bardzie naciskają na totalną zarazę z opozycji i straszą zakręcenie kurka z srebrnikami.

Stąd taka sraczka i ataki na PiS I pana Obajtka, którzy niweczą zakusy zdrajców z totalnej zarazy niemieckich sługusów, zwana też, V kolumną zdrajców i sprzedawczyków z totalnej opozycji.

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
0

------------------------------------------
Dotknij Panie mego serca i oczyść je.
Niech Twój Święty Duch ogarnie mnie.

#1660775

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika panMarek został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

cyt. z Najwyższy CZAS! NR 05-06 (1803-1604) 1- 14 LUTEGO 2021
„Jarosław Kaczyński już niemal otwarcie zapowiada wymianę Mateusza Morawieckiego. Sugeruje, że jego następcą może być były wójt Pcimia Daniel Obajtek.
JAN PIŃSKI
Szef PiS Jarosław Kaczyński uchodzi z twórcę pojęcia „zderzaków" w polskiej polityce. Chodzi o ludzi, którzy się „zużywają" jak zderzaki - i jak przychodzi konieczność polityczna, to się ich zwyczajnie wymienia. Takim „zderzakiem" był dla niego Tadeusz Mazowiecki, wymieniony później na Jana Krzysztofa Bieleckiego. Pomysł tak spodobał się Lechowi Wałęsie, dla którego z bratem Lechem pracował Jarosław Kaczyński, że potraktował „bliźniaków" jak zużyte zderzaki i wyrzucił od siebie. Mało kto dziś pamięta, że to właśnie po tej banicji Jarosław Kaczyński zaczął walczyć z agentem „Bolkiem". Wcześniej mieli z bratem pełną wiedzę o załamaniu się Wałęsy w relacjach z peerelowską bezpieką i że był on kilka lat płatnym, tajnym współpracownikiem.
Nie przeszkadzało to jednak wypromować go na prezydenta. Mógł to nawet uważać za okoliczność, która pozwoli mu kontrolować Wałęsę. Kaczyński bowiem znany jest z podejścia typu: „kontrola jest prawdziwą formą zaufania".
Mechanizm kontroli stosowanej przez Kaczyńskiego jest taki, że na ważne stanowiska akceptuje tylko takich ludzi, których błyskawicznie może skompromitować i zmusić do ustąpienia.
Szafa kwitów Jarosława Kaczyńskiego
Jest tajemnicą poliszynela (Poliszynel to postać z dawnego francuskiego teatru lalek i włoskiej komedii - z natury brzydka, gburowata, mamrocząc coś pod nosem, zajmowała się plotkowaniem.), że Kaczyński uwielbia czytać teczki opisujące niegodziwości różnych polityków. Pamiętna jest historia z grudnia 2005 roku, gdy tuż po objęciu władzy Jarosław Kaczyński miał postanowić zaznajomić się z wiedzą prokuratora prowadzącego najważniejsze śledztwo - w sprawie korupcji najważniejszych polityków i ludzi tajnych służb w Polsce przez mafie paliwowe i takie, które dostarczały surowiec do państwowych rafinerii. Prokuratur miał nawet pojawić się w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej, a później u prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dziś w roli głównego „hakowego" Kaczyńskiego najczęściej występuje Mariusz Kamiński, szef pisowskiej bezpieki (wszystkich tajnych służb) i policji. To on ma dostarczać ekskluzywną wiedzę Kaczyńskiemu, którą ten lubi wykorzystywać w politycznych gierkach.
Mało kto dziś pamięta, że będąc premierem, Jarosław Kaczyński załatwił Andrzejowi Lepperowi, wicepremierowi w swoim rządzie, kluczową dla niego informację, że badania genetyczne wykluczyły jego ojcostwo dziecka słynnej Anery K., pracownicy Samoobrony, która oskarżyła swoich szefów o molestowanie seksualne i gwałty.
Właśnie miłość do „haków" mogła sprawić, że Kaczyński zdecydował się awansować Mateusza Morawieckiego. Ten były finansista, wieloletni prezes BZ WBK (Banku Santander) był kojarzony raczej z ekipą Donal-da Tuska. Praktycznie nie ma własnego zaplecza politycznego i bez Kaczyńskiego nic nie znaczy. Morawiecki został już raz mocno obity w mediach, gdy puszczono jego nagrane ukradkiem rozmowy z kolegami z rozdania menadżerskiego Platformy (m.in. szefem PKO BP Zbigniewern Jagiełłą, chyba jedynym nominatem z czasów PO, który zachował władzę w dużej spółce skarbu państwa). Na nagraniu padły słowa: „To, co robi Merkelowa (...). Ona działa na najważniejszych rzeczach społeczeństwa, czyli oczekiwaniach. Management of expectations. Jak ludzie ci zapier*****ą za miskę ryżu, jak było w czasach po drugiej wojnie światowej i w trakcie, to wtedy gospodarka cała się odbudowała. (...) My nie wiemy, ale być może zakończy się to dobrze, jeżeli my, ludzie, we the people, w Niemczech... czy... czy w Hiszpanii i tak dalej, we Francji, zrozumiemy, że musimy obniżyć nasze oczekiwania, bo jak obniżymy, to w ślad za tym wszystko pójdzie dobrze, się da zreperować. Będziemy zap*****ać i rowy, kur**, kopać, a drudzy będą zakopywać, będziemy zadowoleni. Będziemy wtedy my jako ludzie mniejsze firmy mieć, emerytury, mniejsze oczekiwania".
Taśma ta bardzo zachwiała pozycją Morawieckiego, ale dla Kaczyńskiego to była gratka. Pytanie: czy ta taśma pojawiła się przypadkiem? Ulubionym „sportem" Kaczyńskiego jako polityka jest zmiękczanie przyszłych współpracowników właśnie takimi wrzutkami. Danie im do zrozumienia, że pan jest jeden i jakakolwiek próba usamodzielnienia się zostanie szybko ukarana. Równolegle z taśmą uderzającą w Morawieckiego ujawnioną na jesieni 2018 roku pojawia się informacja o kolejnym nagraniu, dużo groźniejszym dla obecnego premiera. Cytowane w mediach są zeznania jednego z kelnerów, który miał być świadkiem rozmowy (którą nagrano, a której nie ma prokuraturze) o kupowaniu mieszkań na słupy, w czasach gdy prezesem był Morawiecki. Atmosfera haków gęstnieje, ale żadnych zmian nie ma. Przypominało to typowe „walki buldogów" z PiS pod partyjnym dywanem lub przywołanie Morawieckiego do szeregu, aby nie miał zbyt dużych ambicji.
Teraz Jarosław Kaczyński otwarcie postawił na Daniela Obajtka. „W tym naszym zbiorze różnego rodzaju osób, które mają kwalifikację do tego, żeby zrobić dla społeczeństwa w szerszym tego słowa znaczeniu coś dobrego, on jest taką bardzo wyraźnie wyróżniająca się postacią" - zachwalał Obajtka Kaczyński. Dodał, że ma on „talent organizacyjny" i „uczyni jeszcze dużo więcej dla Polski". Kaczyńskiemu podoba się, że Obajtek „bierze na klatę" (jak to mówi młodzież) jego pomysły i bez szemrania wykonuje. Jest kimś w rodzaju jego komandosa do zadań specjalnych. Przepłacił za regionalne gazetki jako prezes PKN Orlen, nie przejmując się specjalnie faktem, że kiedyś może za to być rozliczony karnie. Takich właśnie ludzi ceni Kaczyńskich. Takich, którzy nie mają żadnej innej koncepcji na życie niż kariera na dworze Kaczyńskiego - szefa Polski.
Obajtek to klasyczny Dyzma Polski Kaczyńskiego. Magister Inżynier z Wyższej Szkoły Ochrony Środowiska w Radomiu, który studia na kierunku Bezpieczeństwo i Higiena Pracy ukończył w 2014 roku, czyli mając 38 lat. Wcześniej był wójtem Pcimia. W rządy PiS wkroczył, mając zarzuty korupcyjne w prokuraturze. Przedstawiał się oczywiście jako poszkodowany. Zarzucano mu między innymi, że w latach 1999-2005 naraził firmę Elektroplast na straty wysokości 1,4 min zł i otrzymał za to 700 tyś. zł. Miał też zarzut przyjęcia 50 tyś. zł łapówki. Prokuratura zwyczajnie wycofała akt oskarżenia z sądu w tej sprawie. „Nie miałem wątpliwości, że taka będzie decyzja. Prześladowano mnie latami. Krzywdzono za pośrednictwem kłamliwych materiałów i publikacji. Łatwo jest człowieka pomówić, opluć i fałszywie oskarżyć. Prawda zwycięża!" -cieszył się publicznie Obajtek z decyzji prokuratury.
Podobnie rozgrzeszono Obajtka z zastanawiających oświadczeń majątkowych. Otóż poseł Koalicji Obywatelskiej pytał w poprzedniej kadencji, „czy zdaniem CBA możliwe jest powiększenie majątku finansowego o ponad 1,325 min zł, przy dochodach rocznych na poziomie 183 tyś. brutto (dane za rok 2012)?". Na swoje pytania nie dostał odpowiedzi.
Widać gołym okiem, że Kaczyński ma pomysł na nowego „zderzaka", Daniela Obajtka. Może być to element nacisków na Morawieckiego, aby w sposób bardziej zdecydowany rozprawiał się z opozycją. Ale faworyt już jest. Przypomnijmy, że odwołanie Beaty Szydło też poprzedziły wielomiesięczne spekulacje, dementowane twardo przez polityków PiS, że umówili się z panią premier na „pełną kadencję". Politycy opozycji po lekturze wywiadu z Kaczyńskim (gdzie chwalił Obajtka - dop. Red.) publicznie zadali pytanie, „czy Morawiecki jest już spakowany". Na poziomie zarządzania państwem może to oznaczać jedno: Kaczyński potrzebuje desperata. Morawiecki desperatem nie jest. Ma ogromny prywatny majątek, którego pochodzenie jest znane (dorobił się w prywatnym banku). Nie ma powodu, aby zapisywać się na listy kamikadze Kaczyńskiego. Co innego Obajtek. „Żebrak", którego Kaczyński uczynił Kimś Znacznym. Jak w każdej bajce, taka historia przemiany kiedyś się kończy i trzeba wrócić do Pcimia. Dlatego jak Kaczyński zdecyduje się na desperackie kroki, to sięgnie po Obajtka. Morawiecki się zużył. Jest twarzą zamykania gospodarki. Kaczyński nie ma sentymentów. Po prostu wymienia zderzak.”

Najwyższy CZAS! NR 05-06 (1803-1604) 1- 14 LUTEGO 2021

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-5

panMarek

#1660787

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Alina@Warszawa nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

cyt. z Najwyższy CZAS! NR 05-06 (1803-1604) 1- 14 LUTEGO 2021
„Jarosław Kaczyński już niemal otwarcie zapowiada wymianę Mateusza Morawieckiego. Sugeruje, że jego następcą może być były wójt Pcimia Daniel Obajtek.
JAN PIŃSKI
Szef PiS Jarosław Kaczyński uchodzi z twórcę pojęcia „zderzaków" w polskiej polityce. Chodzi o ludzi, którzy się „zużywają" jak zderzaki - i jak przychodzi konieczność polityczna, to się ich zwyczajnie wymienia. Takim „zderzakiem" był dla niego Tadeusz Mazowiecki, wymieniony później na Jana Krzysztofa Bieleckiego. Pomysł tak spodobał się Lechowi Wałęsie, dla którego z bratem Lechem pracował Jarosław Kaczyński, że potraktował „bliźniaków" jak zużyte zderzaki i wyrzucił od siebie. Mało kto dziś pamięta, że to właśnie po tej banicji Jarosław Kaczyński zaczął walczyć z agentem „Bolkiem". Wcześniej mieli z bratem pełną wiedzę o załamaniu się Wałęsy w relacjach z peerelowską bezpieką i że był on kilka lat płatnym, tajnym współpracownikiem.
Nie przeszkadzało to jednak wypromować go na prezydenta. Mógł to nawet uważać za okoliczność, która pozwoli mu kontrolować Wałęsę. Kaczyński bowiem znany jest z podejścia typu: „kontrola jest prawdziwą formą zaufania".
Mechanizm kontroli stosowanej przez Kaczyńskiego jest taki, że na ważne stanowiska akceptuje tylko takich ludzi, których błyskawicznie może skompromitować i zmusić do ustąpienia.
Szafa kwitów Jarosława Kaczyńskiego
Jest tajemnicą poliszynela (Poliszynel to postać z dawnego francuskiego teatru lalek i włoskiej komedii - z natury brzydka, gburowata, mamrocząc coś pod nosem, zajmowała się plotkowaniem.), że Kaczyński uwielbia czytać teczki opisujące niegodziwości różnych polityków. Pamiętna jest historia z grudnia 2005 roku, gdy tuż po objęciu władzy Jarosław Kaczyński miał postanowić zaznajomić się z wiedzą prokuratora prowadzącego najważniejsze śledztwo - w sprawie korupcji najważniejszych polityków i ludzi tajnych służb w Polsce przez mafie paliwowe i takie, które dostarczały surowiec do państwowych rafinerii. Prokuratur miał nawet pojawić się w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej, a później u prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dziś w roli głównego „hakowego" Kaczyńskiego najczęściej występuje Mariusz Kamiński, szef pisowskiej bezpieki (wszystkich tajnych służb) i policji. To on ma dostarczać ekskluzywną wiedzę Kaczyńskiemu, którą ten lubi wykorzystywać w politycznych gierkach.
Mało kto dziś pamięta, że będąc premierem, Jarosław Kaczyński załatwił Andrzejowi Lepperowi, wicepremierowi w swoim rządzie, kluczową dla niego informację, że badania genetyczne wykluczyły jego ojcostwo dziecka słynnej Anery K., pracownicy Samoobrony, która oskarżyła swoich szefów o molestowanie seksualne i gwałty.
Właśnie miłość do „haków" mogła sprawić, że Kaczyński zdecydował się awansować Mateusza Morawieckiego. Ten były finansista, wieloletni prezes BZ WBK (Banku Santander) był kojarzony raczej z ekipą Donal-da Tuska. Praktycznie nie ma własnego zaplecza politycznego i bez Kaczyńskiego nic nie znaczy. Morawiecki został już raz mocno obity w mediach, gdy puszczono jego nagrane ukradkiem rozmowy z kolegami z rozdania menadżerskiego Platformy (m.in. szefem PKO BP Zbigniewern Jagiełłą, chyba jedynym nominatem z czasów PO, który zachował władzę w dużej spółce skarbu państwa). Na nagraniu padły słowa: „To, co robi Merkelowa (...). Ona działa na najważniejszych rzeczach społeczeństwa, czyli oczekiwaniach. Management of expectations. Jak ludzie ci zapier*****ą za miskę ryżu, jak było w czasach po drugiej wojnie światowej i w trakcie, to wtedy gospodarka cała się odbudowała. (...) My nie wiemy, ale być może zakończy się to dobrze, jeżeli my, ludzie, we the people, w Niemczech... czy... czy w Hiszpanii i tak dalej, we Francji, zrozumiemy, że musimy obniżyć nasze oczekiwania, bo jak obniżymy, to w ślad za tym wszystko pójdzie dobrze, się da zreperować. Będziemy zap*****ać i rowy, kur**, kopać, a drudzy będą zakopywać, będziemy zadowoleni. Będziemy wtedy my jako ludzie mniejsze firmy mieć, emerytury, mniejsze oczekiwania".
Taśma ta bardzo zachwiała pozycją Morawieckiego, ale dla Kaczyńskiego to była gratka. Pytanie: czy ta taśma pojawiła się przypadkiem? Ulubionym „sportem" Kaczyńskiego jako polityka jest zmiękczanie przyszłych współpracowników właśnie takimi wrzutkami. Danie im do zrozumienia, że pan jest jeden i jakakolwiek próba usamodzielnienia się zostanie szybko ukarana. Równolegle z taśmą uderzającą w Morawieckiego ujawnioną na jesieni 2018 roku pojawia się informacja o kolejnym nagraniu, dużo groźniejszym dla obecnego premiera. Cytowane w mediach są zeznania jednego z kelnerów, który miał być świadkiem rozmowy (którą nagrano, a której nie ma prokuraturze) o kupowaniu mieszkań na słupy, w czasach gdy prezesem był Morawiecki. Atmosfera haków gęstnieje, ale żadnych zmian nie ma. Przypominało to typowe „walki buldogów" z PiS pod partyjnym dywanem lub przywołanie Morawieckiego do szeregu, aby nie miał zbyt dużych ambicji.
Teraz Jarosław Kaczyński otwarcie postawił na Daniela Obajtka. „W tym naszym zbiorze różnego rodzaju osób, które mają kwalifikację do tego, żeby zrobić dla społeczeństwa w szerszym tego słowa znaczeniu coś dobrego, on jest taką bardzo wyraźnie wyróżniająca się postacią" - zachwalał Obajtka Kaczyński. Dodał, że ma on „talent organizacyjny" i „uczyni jeszcze dużo więcej dla Polski". Kaczyńskiemu podoba się, że Obajtek „bierze na klatę" (jak to mówi młodzież) jego pomysły i bez szemrania wykonuje. Jest kimś w rodzaju jego komandosa do zadań specjalnych. Przepłacił za regionalne gazetki jako prezes PKN Orlen, nie przejmując się specjalnie faktem, że kiedyś może za to być rozliczony karnie. Takich właśnie ludzi ceni Kaczyńskich. Takich, którzy nie mają żadnej innej koncepcji na życie niż kariera na dworze Kaczyńskiego - szefa Polski.
Obajtek to klasyczny Dyzma Polski Kaczyńskiego. Magister Inżynier z Wyższej Szkoły Ochrony Środowiska w Radomiu, który studia na kierunku Bezpieczeństwo i Higiena Pracy ukończył w 2014 roku, czyli mając 38 lat. Wcześniej był wójtem Pcimia. W rządy PiS wkroczył, mając zarzuty korupcyjne w prokuraturze. Przedstawiał się oczywiście jako poszkodowany. Zarzucano mu między innymi, że w latach 1999-2005 naraził firmę Elektroplast na straty wysokości 1,4 min zł i otrzymał za to 700 tyś. zł. Miał też zarzut przyjęcia 50 tyś. zł łapówki. Prokuratura zwyczajnie wycofała akt oskarżenia z sądu w tej sprawie. „Nie miałem wątpliwości, że taka będzie decyzja. Prześladowano mnie latami. Krzywdzono za pośrednictwem kłamliwych materiałów i publikacji. Łatwo jest człowieka pomówić, opluć i fałszywie oskarżyć. Prawda zwycięża!" -cieszył się publicznie Obajtek z decyzji prokuratury.
Podobnie rozgrzeszono Obajtka z zastanawiających oświadczeń majątkowych. Otóż poseł Koalicji Obywatelskiej pytał w poprzedniej kadencji, „czy zdaniem CBA możliwe jest powiększenie majątku finansowego o ponad 1,325 min zł, przy dochodach rocznych na poziomie 183 tyś. brutto (dane za rok 2012)?". Na swoje pytania nie dostał odpowiedzi.

Widać gołym okiem, że Kaczyński ma pomysł na nowego „zderzaka", Daniela Obajtka. Może być to element nacisków na Morawieckiego, aby w sposób bardziej zdecydowany rozprawiał się z opozycją. Ale faworyt już jest. Przypomnijmy, że odwołanie Beaty Szydło też poprzedziły wielomiesięczne spekulacje, dementowane twardo przez polityków PiS, że umówili się z panią premier na „pełną kadencję". Politycy opozycji po lekturze wywiadu z Kaczyńskim (gdzie chwalił Obajtka - dop. Red.) publicznie zadali pytanie, „czy Morawiecki jest już spakowany". Na poziomie zarządzania państwem może to oznaczać jedno: Kaczyński potrzebuje desperata. Morawiecki desperatem nie jest. Ma ogromny prywatny majątek, którego pochodzenie jest znane (dorobił się w prywatnym banku). Nie ma powodu, aby zapisywać się na listy kamikadze Kaczyńskiego. Co innego Obajtek. „Żebrak", którego Kaczyński uczynił Kimś Znacznym. Jak w każdej bajce, taka historia przemiany kiedyś się kończy i trzeba wrócić do Pcimia. Dlatego jak Kaczyński zdecyduje się na desperackie kroki, to sięgnie po Obajtka. Morawiecki się zużył. Jest twarzą zamykania gospodarki. Kaczyński nie ma sentymentów. Po prostu wymienia zderzak.”

Najwyższy CZAS! NR 05-06 (1803-1604) 1- 14 LUTEGO 2021

Źródło: https://niepoprawni.pl/comment/1660785#comment-1660785

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-8

Alina

#1660820

pamiętamy,

młodzi może nie, ale moje pokolenie doskonale te metody pamięta, tak przed laty komuna niszczyła Ludzi,

tak wcześniej robili to ci ,z UB

szanowny Kapłanie, ukłony i pozdrowienia ze ścieżek życia

/stare komunistyczne metody wciąż aktualne /

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#1660817

Najwyższy czas, że wyleciał "Najwyższy Czas?. 

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1
#1660821

Skąd taki atak na Obajtka, a przy okazji na establishment rządzący dziś Polską. Czy Niemcy aż tak obrazili się za te kilka gazet? . 

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1660842

...że wszystko - jak zwykle - rozejdzie się po kościach. Że pogadają i rozłożą ręce. A tu nie, okazuje się, że można. I chyba poczuli, że na tym może się nie skończyć. 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1660967