"Powrót do Jedwabnego" i "Wesele" - jedna tragedia i dwie prawdy?

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Jeszcze w latach osiemdziesiątych losy Żydów w czasie II wojny światowej w okupowanej Polsce były tematem dla mnie atrakcyjnym i byłem przekonany, że można i koniecznie trzeba powiedzieć na ten temat całą prawdę. Uczestniczenie w kilku konferencjach międzynarodowych na temat holokaustu wyleczyło mnie ze złudzeń i sprawiło, że tematykę tę porzuciłem, zebrane materiały oddałem chętnym ich posiadania i tylko jeszcze wybiórczo śledziłem debatę coraz bardziej schodzącą na … nie powiem tak, jak to Polacy zwykli mówić, choć trzeba by… a więc na manowce.

Ringelblumów, Datnerów dawno minęły. Dziś w Wikipedii pod hasłem „Zagłada Żydów” w przypisach takich nazwisk nie ma. A przecież w tamtych wczesnych pracach autorów żydowskich na temat holokaustu nie brak krytyki pod adresem Polaków. Bo w tamtym czasie okupacji zło było tak wśród nich jak i wśród Żydów. A jedną z przyczyn była obawa przed śmiercią. Oczywiście także szmalcownictwo po jednej i po drugiej stronie. Ale ci autorzy lat powojennych wiedzieli o czym pisali. Ci obecni, zwłaszcza pewni siebie młodsi często piszą jak ślepi o kolorach. Po prostu zawodzi wyobraźnia, albo jest mącona współczesnym przekazem o okupacji. Eldorado dla fabrykantów uszminkowanych legend.

Ostatnio śledzę pląsy wokół filmu Powrót do Jedwabnego Wojciecha Sumlińskiego. Już samo jego nazwisko, niezależnie od tego, co on pisze, czy w inny sposób publikuje, jak tym razem film dokumentalny, wzbudza u pewnych osób alergię trudną do opanowania. Film obejrzałem, a ponieważ przedtem przeczytałem w „Sieci” artykuł Jakuba Augustyna Maciejewskiego p. t. Kto chce wysadzić Jedwabne w powietrze, spodziewałem się jakiegoś horroru. Wróciłem więc do artykułu. Ale nic nowego tam nie znalazłem. Jak zawsze, kiedy ktoś się nie zgadza z jakąś wersją oficjalną jest po prostu zaszufladkowany jako zwolennik teorii spiskowej, względnie stawiający publicystykę ponad ustalenia naukowe. Niekiedy otrzymuje noty jeszcze surowsze. Tak autor recenzji odniósł się zwłaszcza do niektórych osób wypowiadających się w filmie, n. p. do pani Kurek i Wojciecha Sumlińskiego. W sumie recenzent ocenia film jako wodę na młyn takich „uczonych” jak pan Grabowski i pani Engelking. Mamy więc dość apodyktyczną ocenę filmu: „przeciw publicystycznym tezom Wojciecha Sumlińskiego i dr Ewy Kurek stają nauka i twarde fakty”. Ejże, panie recenzencie, czy przy takim skoku nie spada poprzeczka? Jakie są te twarde fakty? I co z tą nauką? Przecież wiadomo, że sprawa Jedwabnego była i jest pionkiem na szachownicy różnych graczy. Dla strony żydowskiej ważne jest napiętnowanie już nie tyle mieszkańców miasteczka, ale Polaków in gremio jako sprawców holokaustu, w najlepszym razie biernych gapiów, zadowolonych, że oto pozbywają się ludzi „innych” niż oni sami. A jeśli naród polski był sprawcą zagłady, to dlaczego rości sobie prawo do mienia pożydowskiego. Zatem, jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi zawsze o pieniądze. Dla strony polskiej, a ściśle mówiąc dla „totalnej”, Jedwabne, to pozwalająca wywijać sobą maczuga, którą wali się w rząd. Niemcy uznają swóją winę za Jedwabne, ale cóż im szkodzi, kiedy sami Polacy biorą na swe barki kawałek ich winy. I co ważniejsze dla owych „Polaków”, jakoś się im to opłaca.

Szkoda, że sprawa Jedwabnego nie została uczciwe i do końca wyjaśniona. Nie jest tajemnicą, dlaczego? Po prostu zbyt dobra to maczuga, którą można uderzać stosownie do potrzeby. Tutaj obie strony, żydowska i polska działały ręka w rękę. Z pewnością były w Jedwabnem wtedy osoby, spełniające nakazy Niemców, ale chodziło głównie o pilnowanie zatrzymanych Żydów. To jednak nie równa się ich mordowaniu. Francuzi sami dostarczali Żydów do transportów. Niemcy ich masowo mordowali. Ale o tym mówi się coraz mniej, natomiast obecnie w świecie wielu wie, że to robili Polacy. Prawda, że dzięki propagandzie antypolskiej, ale nie brakuje obywateli polskich, którzy sekundują tej propagandzie. Mało jest ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że temat Jedwabne wywołał niejaki Gross, którego książka Sąsiedzi podejmuje ważny problem, ale traktuje go z beztroską amatora, udającego historyka. Jego wersja właściwie trwa mimo usiłowań jej weryfikacji.

W wypowiedziach zamieszczonych w filmie Sumlińskiego jest troska o prawdę na temat Jedwabnego. Jest też postulat zbadania tej sprawy bez jakichkolwiek ograniczeń przez taką czy inną cenzurę. Ale czy to sprawia, że uczestnicy filmu zasługują na takie baty, jakie im aplikuje Jakub Augustyn Maciejewski? Po prostu trzeba film obejrzeć, zapominając o dotąd toczącej wokół niego dyskusji.

Swoją drogą harmider wokół filmu ma swoisty akompaniament. Akompaniatorem jest niejaki Jan Borowicz. Dobrze czuje się w środowisku „Gazety Wyborczej”, gdzie dał wywiad przeprowadzony przez Tomasza Żukowskiego. Borowicz jest „przerażony” faktem, że „we współczesnej Polsce można otwarcie mówić takie rzeczy”. A co ta Młodzież Wszechpolska takiego powiedziała w czasie happeningu przed ambasadą Izraela? Przyznaję, że rozsypywanie gruzu, co miało symbolizować zniszczenie Polski przez Niemców, nie można uznać za wyszukany sposób protestu, ale szokować nie powinno nikogo stwierdzenie, iż Polska została rzeczywiści w czasie okupacji zdewastowana i wykradziona, że wymordowano 6 milionow jej obywateli. Czemu więc i czym czuje się Borowicz zaszokowany? W dodatku mowa była o polskim faszyzmie, co z kolei winno zaszokować każdego zdrowo myślącego Polaka, z wyjątkiem ignorantów, którzy wiedzę o okupacji zaczerpnęli z filmu „Stawka większa niż życie”. Chociaż i to nie, bo film przedstawia Niemców jako skończonych kretynów, a komunistów jako jedynych, którzy z nimi walczyli. Takimi bzdurami usiłowała karmić PRL naród polski, ale sukces odnosiła wyłącznie w środowiskach, gdzie propaganda zrobiła wodę z mózgów. Niestety, coś z tego się uchowało do dnia dzisiejszego i stąd takie rewelacje i szoki jak wyżej wspomniano.

W końcu jednak każda głupota ma jakiś konkretny cel. I w tym przypadku nie jest inaczej. Oto co w wywiadzie się znalazło?

„Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie uregulował kwestii przejmowania własności po zamordowanych Żydach. Kiedy po wojnie ocalali z Zagłady chcieli dochodzić swoich praw, musieli uciekać albo ginęli. Zdarzenie pod ambasadą to powtórzenie aktu przemocy: sadystycznie pokazuje się Żydom, ż Zagłada starła ich na proch, a ich życie zmieniła w gruzy. Ostrzega się ich, żeby nie próbowali wracać”.

Nie jest tajemnicą, że propaganda szermuje bardzo zróżnicowaną argumentacją. Dla durniów musi ona być odpowiednio durna, gdyż innej nie zrozumieją. Ale tu już Borowicz przeszedł samego siebie. Co działo się po wojnie w Polsce i jaki był w tym udział Żydów, to istnieje w przekazie rodzinnym czy środowiskowym, zatem wyżej zacytowane zdanie jest atestem gruntownej ignorancji w sprawach okupacji niemieckiej i następnie sowieckiej, gdyż mniej więcej 10 lat powojennych to była tylko lekko zakamuflowana okupacja sowiecka. Do dziś czas nie rozliczony. Co więcej udział w niej Polaków nie został dotąd także rozliczony. Pisząc o sadyzmie, tak jak to czyni Borowicz, szydzi się z wielotysięcznej rzeszy Polaków zamordowanych w tamtym czasie. Trudno napotkać większą nienawiść do narodu polskiego, aniżeli ta, która wyziera z przytoczonych słów.

Smarzowski, z kolei, filmem swoim Wesele stworzył fabułę wyrażającą językiem sztuki stwierdzenie ongisiejsze polityka żydowskiego, że Polacy wyssali nienawiść do Żydów z mlekiem matki. W takiej wersji mógł reżyser mniej jeszcze niż historycy zważać na fakty, a puścić wodze fantazji, „pokazując, że to, co doprowadziło do mordu w Jedwabnem dokonanego przez Polskich obywateli na swych żydowskich sąsiadach, nie było jedynie mrocznym wypadkiem, ale konsekwencją hołdowania złym narodowym cechom. W "Weselu" owe paralele rażą uproszczeniami – choćby wtedy, gdy miejscowi księża z ambon usprawiedliwiają przemoc wobec Żydów (kiedyś) i mniejszości seksualnych (dzisiaj)”. To ostatnie zdanie recenzenta zbyt pobłażliwie ocenia dokonanie Smarzowskiego. On bez ogródek wskazuje na całą przeszłość Polski jako drogę do mordu w Jedwabnym. „To historia o polskich demonach – zaściankowości, egoizmie, ksenofobii, lęku przed Innym prowadzącym do tragedii i namnażającym rachunek krzywd”. Dla Smarzowskiego Polacy, w tamtym przypadku mieszkańcy małego miasteczka, a jako pars pro toto naród polski, dokonał rzezi Żydów. To już nie są uproszczenia, to jest jakiś paroksyzm nienawiści do tegoż narodu, kłamstwo, oszczerstwo o wiele gorsze niż wszystkie nawet najbzdurniejsze teorie spiskowe. Smarzowski wprawdzie należy także do pokolenia, które czas wojny i okupacji przyswoiło sobie jako konglomerat mitów i zamierzonych, lub nie, zmyśleń. Pytanie tylko czy z takim bagażem wypada wyprawiać się przeciwko narodowi, z którym przynajmniej ma się jakieś związki? Naród stawia się pod pręgierzem mordu i nienawiści, a siebie na piedestale sędziowskim jako wyjątek bez skazy. I po co to wszystko? Przecież historia nawet ta bezlitosna, nie karmi się baśniami, a właśnie ona jest magistra vitae. Kiedy Smarzowski szedł do I klasy nie uczono już wszakże łaciny. Czyli wszystko jasne.

Na marginesie tych, jak by nie było, smutnych spostrzeżeń, warto poruszyć inną jeszcze kwestię. Najogólniej można ją zaszeregować do zagadnień metodologicznych. Choć nie tylko.

Każda rzeczywistość odległa czasowo, innymi słowa tworzywo dla historyka, wymaga odwołania się do wyobraźni. Źródło, nawet to najbardziej plastyczne, n. p. obraz, ukazuje tę rzeczywistość spreparowaną, można plastyczniej powiedzieć, wyciętą z tła. To czego w źródle brakuje, historyk lub publicysta musi doszukać, by móc wejść in medias res i nie myśleć w literaturze a nawet w źródle nagromadzonymi schematami. Trudne to zadanie i może w stu procentach nawet niewykonalne, ale zrezygnować z tej nadbudowy, jaką stwarza dobrze ukształtowana wyobraźnia, nie można. W stosunku do czasów najnowszych jest ona szczególnie konieczna, gdyż na tamtejszy obraz nakłada się nasze bieżące doświadczenie. Tak zresztą było zawsze, ale korekty mogą tu dokonać tylko żyjący jeszcze uczestnicy zdarzeń lub świadkowie. N. p. w przeważającej części prac na temat pomocy

Żydom w okupowanej Polsce pomija się lub lekceważy fakt, że tylko niewielka ilość Żydów znała język polski, a jeśli nawet do „żydłaczyła”. Każdy rozpoznawał w ten sposób Żyda. W takich warunkach pomoc była problematyczna, tym bardziej, że pomagającemu i jego rodzinie groziła za to śmierć. Druga sprawa. to zamierzona przez Żydów separacja od społeczeństwa polskiego, stąd absolutna niezdolność, z małymi wyjątkami, funkcjonowania w środowisku polskim. Inna sprawa: brak rozeznania w rzeczywistym funkcjonowaniu okupacji, zarówno w GG jak i na ziemiach włączonych do Rzeszy. Widać to choćby w traktowaniu przez wielu historyków sprawy tzw. volkslisty. Istotnym błędem jest także założenie, że w okupowanej Polsce działali tylko hitlerowcy. Większość funkcjonariuszy, zwłaszcza na polu gospodarki to byli zwykli Niemcy, którzy po prostu działali w myśl otrzymywanych dyrektyw i dla Polaków stanowili nie mniejsze zagrożenie aniżeli hitlerowcy. Słowem, dzień powszedni w okupowanej Polsce to stale jeszcze pole pod uprawę mitologii.

Najgorsze jest jednak to, że holokaust – tragedia niepodobna do innych – stał się polem pod uprawę manipulowanej na wszelkie sposoby historii i lukratywnego interesu. Tam, gdzie on wchodzi na wokandę zaciąga się zasłonę nad cierpieniem ludzkim, dzisiaj używanym, niestety, jako klucz do osiągania zysków.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (12 głosów)

Komentarze

    Witam! Żydzi, poletko do uprawiania antysemityzmu sami tworzą nawet w miejscach, gdzie go nie ma, choćby na ugorze.

ronin

#1632764

Żeby w dzisiejszym świecie zdobyć uznanie, trzeba być uciskanym (lub "uciskanym"). Żeby być uciskanym, trzeba z czymś walczyć. Żeby z czymś walczyć, trzeba mieć z czym walczyć. Żeby mieć z czym walczyć, trzeba mieć problem. A jeśli nie ma problemu?

To trzeba go stworzyć.

#1632999

Czytałem felieton ks. Profesora ( bardzo emocjonalny zresztą) z oczekiwaniem na wnioski. Ksiądz Profesor podejmuje polemikę z reżyserem Smarzowskim - merytoryczną, co w moim przekonaniu jest błędnym, albowiem ów reżyser (zgoda wychowany na stawce większej niż życie), zna doskonale realia i wówczas - podczas okupacji i teraz w czasie tzw. III RP, stąd moje przeświadczenie graniczące z pewnością, iż on (reżyser) mógłby nawet dzisiaj, wysmarzyć obraz rzetelny, prawdziwy, patriotyczny ... tylko to mu się po prostu nie opłaca. Kto dzisiaj pójdzie do kina na film o holokauście? Więc co za sens robić rzetelny film. Natomiast film szkalujący Polaków jak narod, a to co innego. Taki film może załapie się na oskara, albo przynajmiej będzie pretendentem (jak inny film w tym samym stylu A. H.), więc może nikt go nie będzie oglądał, ale jakże przyda się przedsiębiorstwu holokaust.  Sam cymes: Polacy plują na Polaków. Nic tylko takiego "prawdziwego " reżysera" nagradzać z różnego rodzaju fundacji, a tam jak wiadomo nie płcą śliwkami lecz dolarami i to w obfitości. 

Dyskusja w tym przypadku - merytoryczna - mija się z celem.

Dziękuję za felieton jest na czasie i bardzo cenny.

Apoloniusz

#1632769

Ja jednak obstawałbym przy ignorancji w sprawach realiów, n.p. okupacyjnych, Okupację przeżylem ze sporą dozą świadomości i sporo zapamiętalem i smiac mi się chce czytając niektore testy na ten temat, nie mówiąc już nawet o filmach. Pańska analiza takich "tworców"  jak Smarzowski, Holland i im podobni jest bezdyskusyjna.. Dziękuję. 

#1632775

... więc ja pozostaje przy swoim. dzisiaj każdy w miarę wykształcony człowiek zna doskonale realia okupacji więc posądzanie reżysera, że ciemno było, szarówka, szkoła pod górkę itd., jest zbytkiem łaskawości ... dlatego ja pozostaję prze swoim zdaniu

Apoloniusz

#1632890

https://youtu.be/Pi59F8JRBFE

#1632849

Żydzi zawsze traktowali Polskę jako żłób i koryto. Nawet po setkach lat nie potrafili się nauczyć mówić poprawnie po polsku (większość) i żydłaczyli. A na przykład w Nowym Jorku, nawet żeby miał pejsy do ziemi i hałat, to mówi perfekcyjnie po angielsku, no bo jakże by inaczej? Tam się uczą, u nas gardzili. 

#1632883

dzieci Szatana

:

 

„Plemię żmijowe” (Łk 3,7) i pokrewne wypowiadane w Łk-Dz ...

https://czasopisma.kul.pl › artykuł › pobierz

PDF

Diagnoza sytuacji współczesnych Jezusowi czy kondycji człowieka? KRZYSZTOF W. MIELCAREK. Instytut Nauk Biblijnych, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II.

Brak: szatańskie ‎| Musi zawierać: szatańskie

Ciekawa lektura . 21 stron do poczytania na temat.............

#1632913

Drogi ojcze.

W swoim felietonie skupił się ojciec, na krytycznej ocenie filmu Wojciecha Sumlińskiego, napisanej przez jakichś tam marginalnych “recenzentów”. Nie czytałem tych tekstów, do których się ojciec odnosi, domyślam się, iż pozytywne nie były. No cóż, albo niedoinformowani ignoranci (w co wątpię), lub głupcy, którzy nie chcą być poinformowani (tzw. pożyteczni idioci, w to też wątpię), albo dobrze opłacane, medialne trole, (raczej na pewno).

Nie to jednak jest istotą filmu.

Przekazem, istotą tego filmu jest niebezpieczeństwo jakie grozi Polsce, naszej ojczyźnie, ze strony organizacji, lichwiarskich organizacji żydowskich, skupionych w przedsiębiorstwie holocaust. Oglądał ojciec film, więc z pewnością dostrzegł przytoczone, w pierwszych kadrach wypowiedzi wpływowych polityków: Izraela (co mnie wcale nie dziwi), Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Jak zostało w filmie powiedziane “my w tą wojnę weszliśmy pierwsi i ostatni z niej wyszliśmy”, i wszyscy normalnie myślący wiemy jak było. Wiemy kto tę wojnę rozpętał, kto na kogo i kiedy napadł, kto i kogo i w jaki sposób mordował, kto kogo okupował, kto kogo i w jaki sposób ratował i co i komu za to groziło. Wiemy też, kto nie dotrzymał zobowiązań w pierwszych dniach wojny i kto ostatecznie nas sprzedał na dekady w sowiecką niewolę. Ojcze drogi, my to wszystko wiemy. I nie koniecznie ze szkolnej komuszej historii, tylko z przekazu, do niedawna jeszcze żyjących świadków tamtych wydarzeń. Dla nas Polaków, to “oczywista oczywistość”. I nam się wydaje, iż to co my wiemy, to samo wie cały świat (bynajmniej jeszcze do niedawna i mnie się tak wydawało). Jednak rzeczywistość, ta ogólnoświatowa, jest rażąco niebezpiecznie inna. Kłamstwa, przeinaczanie, pomijanie faktów, sączone latami a nawet dekadami, przez organizacje holocaust, i nie tylko, oraz przy dziwnym milczeniu i braku jakiej kowiek reakcji, naszych rządów, łącznie z obecnym. Dziwna uległość wobec polityków izraelskich, pseudo historyków, (vide Gross i inni), zbiera żniwo. Miliardowe żądania odszkodowań za mienie bezspadkowe, urosną do bilionów. Wpierw były setki milionów, potem miliardy, następne będą biliony. Dlaczego? Ano dlatego, ażeby “naliczony” dług, przy aprobacie świata, był niemożliwy do spłacenia, co może skutkować, (będzie skutkowało) bankructwem kraju i przejęcia go za “śrubki”. Nierealne? Niemożliwe? A jesteśmy coś żydom winni?

I nie wystarczy tutaj zapewnienia Kaczyńskiego, czy Morawieckiego, że nic żydom płacić nie będziemy. Dopóki PIS u steru, to może nie, ale talibowie mogą wrócić a wtedy polskie lasy pójdą jako pierwsze. Komorowski już to nowojorskim żydom obiecał a Tusk obietnicy dotrzyma.

Jedwabne stało się punktem wyjścia do roszczeń, jakie są wysuwane pod naszym adresem. A wszystko za sprawą książki Gossa i zablokowanej ekshumacji miejsca zbrodni, niemieckiej zbrodni (dla jasności).

Poniżej, komentator poeta, zamieścił link do filmu, który wcześniej, po projekcji pracy pana Sumlińskego, obejrzałem. Jest to film, którego autorami są Elżbieta i Wacław Kujbid. Film powstał znacznie wcześniej i pod względem faktów i przekazu, jest zbieżny z filmem W. Sumlinskiego. Oprócz naocznych świadków zbrodni i ich relacji, są pokazane dwie książki, a raczej pamiętniki, napisane przez autorów rasy żydowskiej, i wydane w języku angielskim, a które jednoznacznie wykluczają Polaków jako inicjatorów mordu i jego sprawców. Film również jednoznacznie pokazuje jak wyglądało miejsce pamięci przed rokiem dwutysięcznym a jak wygląda obecnie i skąd wzięła się się liczba 1600 zamordowanych.

Zwraca też istotną uwagę na podobne miejsca zbrodni w tym rejonie, na których dokonano zmian tablic. Daje do myślenia, komu zależy na fałszowaniu faktów historii i jaki jest tego cel.

Jonny Daniels powiedział. “Choćby zebrano czterdzieści milionów podpisów, to ekshumacja w Jedwabnem się nie odbędzie”.

W związku z tym trzeba doprowadzić do ekshumacji w Jedwabnem,koniecznie i bezwarunkowo, aby lichwiarzom wytrącić bat. Czy to się komuś podoba czy nie i to bez pejsatej asysty. A na prawej stronie cisza “jak w kościole”. Poza kundlami, których ojciec z nazwiska wymienił.

W ostatnich minutach filmu “Powrót do Jedwabnego”, dr. Ewa Kurek zaapelowała do Jarosława Kaczyńskiego, aby naprawił błąd swojego brata. Lecz na to się nie zanosi (jak na razie).

Z Panem Bogiem

PS. Sadząc po ilości odsłon temat miliardowych odszkodowań mało kogo obchodzi.

#1632947