Wygrać przed walką

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Rafał Grupiński: Moim zdaniem Kamiński jest kłamcą. A to [rzekome kłamstwo Kamińskiego ws. tarczy antykorupcyjnej] pokazuje, że kłamał także w sprawie sierpniowego spotkania z premierem .

Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski: Jak
się okazało, w grudniu zeszłego roku minister Cichocki z Kancelarii
Premiera wysłał pismo do CBA prosząc o objęcie nadzorem toczących się
prywatyzacji. To stawia duży
znak zapytania nad słowami wypowiadanymi przez byłego szefa CBA i nad
tym na ile one wiernie oddają przebieg zdarzeń i faktów .

Nie przegapmy tych dwóch wypowiedzi, bo oddają one prawdziwe znaczenie
tego co się teraz dzieje. W kilkudniowej już awanturze o rzekome
kłamstwo Kamińskiego ws. tarczy antykorupcyjnej, czego dowodem mają być
kolejne kwity wrzucane przez rząd, chodzi o coś dużo poważniejszego niż
złapanie Kamińskiego za słówko. Nawet najgłupszy dziennikarz musi
przecież rozumieć, że to co mu podsuwa rząd, co najwyżej potwierdza
słowa Kamińskiego, który mówił "Na
początku roku otrzymałem listę kilkuset przedsiębiorstw, które miały
być prywatyzowane, z prośbą, aby przyglądać się tym przetargom"
i na razie nikt nie przedstawił dowodu, że było inaczej. Tyle, że w
medialnym linczu na Kamińskim wcale nie chodzi o tarczę antykorupcyjną.
To po prostu jedyny sposób jaki Platforma znalazła na poradzenie sobie
z tym, co Kamiński będzie miał do powiedzenia ws. swoich rozmów z
Tuskiem, czy szerzej, ws. afery hazardowej.

O tym, że dzisiejsze wrzutki i grzanie tematu do granic wytrzymałości,
ma w przyszłości posłużyć do zdezawuowania tego co Kamiński będzie miał
do powiedzenia na temat całkiem inny, a dla Platformy dużo bardziej
niewygodny, świadczy zarówno wypowiedź Grupińskiego, który się nawet
nie sili na subtelność, jak i ministra sprawiedliwości, który już z
góry podważa wiarygodność wiarygodność Kamińskiego w opisie "przebiegu
faktów i zdarzeń". Kiedyś to się bardzo przyda, gdy Kamiński będzie
opisywał inne "fakty i zdarzenia". Nawiasem mówiąc Kwiatkowski
udowodnił właśnie, że jest godnym następcą ministra Czumy, on z góry
zaświadczał o niewinności swoich partyjnych kolegów, Kwiatkowski z góry
rozstrzyga o wiarygodności świadków mogących zaszkodzić partii, której
zawdzięcza niespodziewany awans. A nad Czumą ma tę przewagę, że jeszcze
może udawać apolitycznego fachowca.

Determinacja z jaką politycy, a przede wszystkim media, bo niestety to
dziennikarze wzięli na siebie główny ciężar obrony władzy, wskazuje jak
duży jest strach przed ostatecznym wynikiem zapowiadanej przez
Platformę "walki o prawdę". Wypowiedź Grupińskiego to kolejna, po
wypowiedzi Sekuły z góry wykluczającego konfrontację Tusk-Kamiński,
wskazówka jak wielkie znaczenie dla Tuska ma wygranie walki o swoją
wersję sierpniowego spotkania. Zważywszy na to, że w tej sprawie Tusk
ma naocznego świadka a Kamiński nie, i jest przy tym od Kamińskiego
dużo mocniejszy wizerunkowo, Kamiński musi mieć coś, co te przewagi
Tuska przebija. Myślę, że odpowiedź jest w dokumentach z 12 i 14
sierpnia, z których dowiemy się co i o kim wiedział Tusk, gdy potem
zrobił to co zrobił.

Co wiedział o Drzewieckim, Chlebowskim i Schetynie gdy się z nimi
naradzał bez świadków? Co wiedział o Chlebowskim i Drzewieckim gdy ich
zostawiał na stanowisku, jako jedyny warunek dając im zbajerowanie
opinii publicznej na konferencji prasowej? Co wiedział o Chlebowskim i
Drzewieckim gdy pozwalał im godnie odejść na własną prośbę i schować
się w cieniu, ale ciągle przecież w partii? Co wreszcie wiedział o
Schetynie, gdy przyjmując jego "prośbę o dymisję" deklarował
stuprocentowe zaufanie? No i czego się dowiedział od swojego człowieka
w CBA, że po tylu tygodniach od ujawnienia stenogramów jednak
postanowił odstrzelić Chlebowskiego?

Nie ulega wątpliwości, że znalezienie haków na Kamińskiego jest od
wielu tygodni priorytetem Platformy i jej medialnych sojuszników. Jeśli
tyle osób, szukając tak długo, i z taką determinacją, znalazło tylko to
co znalazło, to "walka o prawdę" z Kamińskim będzie piekielnie trudna
bo albo jest tak czysty, że nic na niego nie ma, albo tak przebiegły,
że przechytrzył pogoń.

Ale żeby nie było, że uciekam od meritum, czyli sprawy "tarczy
antykorupcyjnej" i nowo odkrytych dowodów na jej istnienie, zwracam
uwagę jak w praktyce wyglądało to, co we wczorajszym oświadczeniu
opisał Cichocki.

TVP Info: Kierownicy najważniejszych resortów, w tym – Ministerstwa Skarbu Państwa , a także służb, w tym CBA – mieli wyznaczyć osoby odpowiadające za wzajemne kontakty w ramach tarczy . W notatce [Jacka Cichockiego] czytamy, że działania „polegają przede wszystkim na uzyskiwaniu przez funkcjonariuszy służb informacji (w miarę możliwości wyprzedzających) o osobach zaangażowanych w organizację przetargów lub prywatyzacji , w tym członkach komisji przetargowych, o zatrudnionych firmach doradczych oraz o potencjalnych kontrahentach.

Kwity wyciągnięte do tej pory przez media pokazują jak "tarcza"
funkcjonowała w praktyce. Kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa
miało wyznaczyć osoby odpowiedzialne za kontakty w ramach tarczy. Taką
osobę w Agencji Rozwoju Przemysłu, odpowiedzialnej za przetargi
stoczniowe, wyznaczono dopiero 29 maja 2009 (!) i to tylko dlatego, że Kamiński się o to upomniał.

MSP do ARP (29 maja 2009): W
związku z wnioskiem skierowanym do Ministra Skarbu Państwa przez Pana
Mariusza Kamińskiego Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego zwracam
się z uprzejmą prośbą o wyznaczenie w Agencji Rozwoju Przemysłu osoby,
która będzie odpowiedzialna za kontakty robocze z Centralnym Biurem
Antykorupcyjnym.

29 maja było już po stoczniowych przetargach. Jeśli dopiero wtedy CBA
zwracało się do MSP o wyznaczenie w ARP osoby do roboczych kontaktów,
to coś w tej "tarczy" baaardzo nie zadziałało. Najwyraźniej wbrew temu
co wczoraj usłyszeliśmy, kierownictwo MSP nie dopełniło obowiązku
wyznaczenia osoby odpowiedzialnej, a CBA zaczęło ochraniać przetarg
dopiero po tym jak się skończył. Tylko gdzie przez cały ten czas był
koordynator "tarczy antykorupcyjnej", który z comiesięcznych raportów
przesyłanych mu podobno przez wszystkie służby biorące udział w
"tarczy", dawno powinien się zorientować, że w sprawie przetargu,
którego ochronę podobno osobiście, wyraźnie i wprost zlecił, od
miesięcy nic się nie dzieje? Myślicie, że w dokumentach, które w tym
tygodniu ujawni rząd znajdą się jakieś monity Cichockiego do CBA ws.
stoczniowych przetargów?

Na miejscu Jacka Cichockiego uważałabym więc z przekonywaniem, że
"tarcza antykorupcyjna" była poważnym projektem. A nuż się znajdzie
ktoś kto zapyta co robił jej koordynator, że nie wypaliła. Grad dwa
miesiące wysyłał Kamińskiemu listę prywatyzacji, o którą Kamiński sam
musiał wcześniej prosić, a CBA jeszcze w maju musiało się dopraszać o
wyznaczenie osoby do kontaktu w ARP. Najwyraźniej jednak Cichocki uparł
się udowodnić, że "tarcza" była ważnym i poważnym projektem, tylko on
się tragicznie nie sprawdził jako jej koordynator i wszystko zawalił.
Niech mu będzie. Tyle, że Tuskowi to wcale nie pomaga bo jako szef
Cichockiego jest współodpowiedzialny za jego zaniedbania ws. "tarczy".

Minister Sprawiedliwości podważa wiarygodność świadka

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

S/Q/FRT-Squrwiony Front Ratowania Tuska musi rozmyć sprawę!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#35263

polecenie premiera, a nie jakiś opracowany program. Jeśli teraz Cichocki udowadnia, że jednak to był przygotowany program to ktoś tu kłamie w żywe oczy. I nie jest to Kamiński.

oszołom z Ciemnogrodu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#35264

kłamcami jest ten cały uklad peowski,większych klamcow od nich, nie było

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#35268