Środa i Wujec o stanie wojennym

Obrazek użytkownika kataryna

<p> Henryk Wujec:   To jedna z tych rzeczy, których nie mogę darować gen. Jaruzelskiemu: było wtedy tak wiele różnorodnych inicjatyw (nie zawsze oczywiście rozsądnych), społeczeństwo odzyskiwało nadzieję, wszyscy, a w każdym razie wielu, przystępowali do naprawy Rzeczypospolitej, często zaczynając od swojego podwórka. Odbywało się to w atmosferze pełnej napięcia, konfliktów, ale inaczej być nie mogło - w końcu była to, chociaż pokojowa, rewolucja. Trzeba było pokonywać różne kryzysy, likwidować zagrożenia, ale wciąż posuwaliśmy się naprzód. Zbiorowym wysiłkiem władzy i "Solidarności". Należało ten trudny marsz kontynuować, zrobić kolejny krok i potem jeszcze jeden..., wytrzymać, idąc drogą wytyczoną przez Porozumienia Gdańskie. Nie było żadnej nieprzepartej konieczności zewnętrznej, by w grudniu '81 ogłaszać stan wojenny, zdecydowała o tym sytuacja wewnętrzna w aparacie władzy. Stan wojenny ze swoją logiką przemocy, zastraszenia, represji zamordował budzącą się w społeczeństwie nadzieję, zatruł nienawiścią i bezsilną rezygnacją psychikę wybijającego się ku wolności i demokracji narodu. Ostatecznie po siedmiu straconych latach generał powrócił do stołu rokowań, ale w jakże innej sytuacji psychologicznej, społecznej, gospodarczej. Wykopana wówczas w polskim społeczeństwie przepaść dotąd się nie zabliźniła - kolejne paroksyzmy "teczkowe" są tego najlepszym przykładem.</p>
<p> Magdalena Środa:   Dziś, starsza o 30 lat, widzę stan wojenny zupełnie inaczej. Okres ten stworzył doskonałe warunki do budowy kapitału społecznego, umacniania związków przyjaźni i relacji zaufania między ludźmi. Oczywiście relacje te miały charakter ograniczony do małych grup, ale za to intensywny. Tak intensywny, że Polska przeszła w stanie wojennym przez baby boom. Godzina policyjna, brak dostępu do rozrywki, szkolnictwa oraz pracy owocował wzmożoną aktywnością towarzyską i seksualną. A brak środków antykoncepcyjnych – zwielokrotnioną dzietnością. Stan wojenny motywował też do zintensyfikowanej zaradności: zdobycie masła, mięsa czy dostanie się do domu z dalekich stron miasta przed godziną policyjną albo w czasie jej trwania było nie lada wyczynem. Wymagało sprytu, inwencji, inteligencji, dobrej strategii, cierpliwości, konsekwencji, często odwagi. Zdobyta w czasie stanu wojennego zaradność przełożyła się potem na przedsiębiorczość czasów transformacji i nasz dzisiejszy dobrobyt, z czego my, Polacy, naprawdę możemy być dumni. Z powodu zmilitaryzowanych i monotonnie propaństwowych mediów (stan nudy przerywała czasem konferencja Jerzego Urbana, gdzie śmiechom i żartom nie było końca) rósł udział Polaków w kulturze wysokiej. Pamiętam, jak pewien emigrant z Chile, usłyszawszy w niedzielny poranek 13 grudnia zamiast swojego ulubionego programu niezapowiedziany koncert Chopina, powiedział bez wahania: „Wprowadzili stan wojenny", bo wiedział, że wojskowe reżimy lubią stroić akty przemocy w narodową muzykę poważną. Jej dostępność – można nawet powiedzieć – uporczywa dostępność niewątpliwie przyczyniła się do podniesienia edukacji muzycznej oraz patriotycznej społeczeństwa. Bardzo ważnym aspektem stanu wojennego było też zwiększone czytelnictwo. </p>
<p>Czytając refleksje Magdaleny Środy we Wprost dwa razy sprawdzałam źródło i datę, tak absurdalnie brzmią te wymuszone pochwały skutków ubocznych stanu wojennego, ale nie, to naprawdę całkiem serio i z okazji rocznicy. I jako że z każdym kolejnym rokiem będzie pewnie przybywać podobnych wspomnień, zanim wszyscy uwierzymy, że stan wojenny to dobrodziejstwo za które Jaruzelskiemu należą się pomniki, ja w tę rocznicę będę uparcie przypominać co o stanie wojennym napisał kilka lat temu Henryk Wujec - człowiek, któremu nikt nie może zarzucić zbędnej zapiekłości, i który nie miał i nie ma żadnego politycznego interesu w wypominaniu Jaruzelskiemu przeszłych win.</p>
<p>Jeśli dwie osoby, dzisiaj wcale przecież nie z bardzo przeciwnych stron politycznej barykady, mają tak skrajnie odmienne zdanie na temat długofalowych skutków stanu wojennego, to samo to świadczy o tym, jak bardzo potrzebna jest rzetelna dyskusja na ten temat. Być może Środa ma w zanadrzu jakieś mocne argumenty, ja jednak ufam w tej sprawie ocenie Wujca. I choć nic z tego co wspomina Wujec nie pamiętam, to też nie mogę Jaruzelskiemu darować. Kto wie gdzie byśmy dzisiaj byli gdyby wtedy siłą nie zatrzymał odradzania się społeczeństwa obywatelskiego.</p>

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Henryk Wujec - z całym szacunkiem - jest tam, gdzie jest. Po stronie tych, co przepaść wykopali.

A Środa ma rację: stan wojenny życiu seksualnemu. Czasem aż za bardzo, czego przykladem Michał Boni, i wielu (wiele) innych.

III RP kopie i nie - wbrew pozorom - nie sprzyja.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#207348