Wybuchowe mango

Obrazek użytkownika igorczajka
Kultura

Kupiłem tę książkę dawno temu, długo przed wydaniem przez Znak kolejnej książki Grossa, zachęcony jakąś przeczytaną przy obiedzie prasową recenzją. Kilkanaście tygodni po zakupie Polska doświadczyła tego, co było punktem wyjścia dla akcji powieści, czyli lotniczej katastrofy z udziałem Prezydenta. Nie mogłem się jakoś do niej zabrać.

W końcu jednak złożony chorobą, gdy byłem już w stanie znowu skupić swoja uwagę na czymś więcej niż kształt żyrandola, otworzyłem okładki i połknąłem książeczkę z lekką nutką rozczarowania.

Owszem, językowo nienaganne, ale przesadą byłyby porównania do Rushdiego. Owszem, czasem nawet zabawne i błyskotliwe dowcipy sytuacyjne wywoływały uśmiech na mojej twarzy, ale nie nadają się one do samodzielnego powtórzenia, bynajmniej nie przez swoja sytuacyjną złożoność. Jako satyra obnażająca absurdy wojskowych rządów także plasuje się na dalekich pozycjach za klasykami tego gatunku. Jednym słowem - średnio.

Jednak trzeba oddać sprawiedliwość, że nie jest to książka, która jak choćby Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Mario Vargasa Llosy zostawiała czytelnika z pytaniem: no i? Owszem, czyta się gładko, bez czkawki, rytm nie kuleje i pozwala wejść w akcję z wypiekami spowodowanymi nie tylko gorączką. Wiemy po co opowiedziana jest ta historia oraz od czego i ku czemu zmierza. Nie jest to na pewno czas stracony na zaliczenie jakiegoś powieścidła, o którym nikt nic nie słyszał i o którym nikt rozmawiać nie będzie.

Po co jednak dzielę się swoimi refleksjami z chorobowej lektury? Otóż być może ze względu na różne okoliczności nie mogłem opędzić się od natrętnych myśli, że nasze poczynania są jedynie efektem decyzji sił, o których nie mamy zielonego pojęcia. Filozofia ZEN jako efekt lektury pakistańskiego emigranta piszącego w Londynie to musicie przyznać dość nieoczekiwany rezultat?

Wszyscy bohaterowie tej książki żyją i działają z określonymi celami na własnych horyzontach. Jednak osiągany cel zawsze jest odmienny od zamierzonego. Ciąg czynności prowadzi do zupełnie innych efektów niż założone. A mimo wszystko los się wypełnia. Odrobinę inaczej, ale się wypełnia. Ta odrobina kosztuje wiele osób życie. Taki drobiazg jak dobre chęci prowadzące na szafot Robespierre’a. Kwintesencja istnienia, gdzie świat to mara, pycha jest ukarana, a jedynym wyjściem jest zaufanie w Bogu nazywane przez Buddę pozbyciem się pragnień. Eschatologiczne refleksje przy lekturze książki o wojskowej dyktaturze...

Inną, dość oczywistą w dzisiejszym polskim kontekście, refleksją jest kolejna konstatacja kompromitacji. Jesteśmy w środku najbardziej cywilizowanego kontynentu świata (przynajmniej w naszym poczuciu), a jednocześnie nad tajnymi służbami nikt nie panuje, bez śladu giną szyfranci, specjaliści od katastrof lotniczych są szlachtowani przez własnych synów, znika nie wiadomo gdzie autor fikcyjnej powieści splatającej się z największą od czasu drugiej wojny światowej tragedią państwową i nikt nie stara się go szukać, naruszenia prawa legalizowane są natychmiast wyrokami sądów, dziennikarze bici są na ulicy w biały dzień przez mundurowe służby a ich koledzy po fachu tylko klaszczą... ale Polska to cywilizowany kraj. Nie to co taki Pakistan na przykład, gdzie po katastrofie samolotu prezydenta w 1988 roku wszyscy mimo wszystko czekają na oficjalne potwierdzenie:

“Przez zgliszcza brnie żołnierz w białej maseczce. Uważając, by nie nadepnąć na ludzkie szczątki, wędruje wśród odłamków dymiącego metalu i dokumentów z adnotacją “Tajne”. Szuka dowodu, na który czekają ludzie w Islamabadzie. Zastanawia się, po co właściwie potwierdzenie, skoro miejsce katastrofy wygląda tak, jak wygląda. A jednak dopóki nie znajdzie dowodu, pakistańska telewizja publiczna będzie pokazywać mułłę nad Koranem, flaga pozostanie na samym szczycie masztu, a po kraju będą krążyć rozmaite plotki. Dopóki sprawa nie zostanie oficjalnie potwierdzona, Pierwszej Damie pozostaną tylko domysły.” (s. 357)

A u nas? U nas od razu Marszałek Sejmu ogłasza się p.o. Prezydenta, przejmuje kancelarię dostępy, szyfry, wymienia pracowników kancelarii i podpisuje ustawy, które miały być zawetowane. Tak, Polska to cywilizowany kraj. Tu dba się o ciągłość władzy bez drgnienia powieki. Tu nie ma miejsca na nieodpowiedzialność czy jakikolwiek chaos. Tu wszyscy, z dziennikarzami na czele, znają swoje miejsce...

Mohammed Hanif, "Wybuchowe mango"

Ocena wpisu: 
Brak głosów