Przekroczone granice wojewódzkich figur

Obrazek użytkownika igorczajka
Blog

Nigdy nie dyskutuj z debilem, bo sprowadzi Cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jedyna właściwa reakcja na wyczyny

chamskich bezczelnych prostaków, czyli pełne współczucia wzruszenie ramion - nic nie da. Ale próby intelektualnego sparringu na argumenty także nie przyniosą żadnych rezultatów poza ekwilibrystycznymi popisami erystyki. Już dawno bowiem w dyskusji nie chodzi o to, by zrozumieć otaczający nas świat, ale o to by potwierdzić przynależność do określonego plemienia. Klasyczne greckie dialogi zastąpione zostały tokowaniem nastroszonych głuszców.

Żyjemy w świecie gdy kolejne awangardy artystyczno-społeczne przekroczyły już wszystkie granice. Dokonało się kilka rewolucji kulturalnych, które pokazały człowiekowi po raz kolejny, że przesada w każdym temacie jest po prostu groźna. Wspomniane awangardy przetarły następnym pokoleniom ścieżki, które dziś są kilkupasmowymi autostradami. Rewolucje wyzwoliły nas spod władzy licznych stereotypów, przesądów i symbolicznej przemocy. Kobiety mają takie same prawa jak mężczyźni, nikt poważny w Europie nie myśli o zabijaniu w imię boże, nikt nikogo nie skazuje na więzienie za "sodomię". Ograniczenia naszych przodków - nas już nie dotyczą.

W XX wieku mieliśmy dwa rzuty artystycznej awangardy. W okresie międzywojennym oraz na przełomie lat 50 i 60. Z obu awangard artyści wyszli z poczuciem dotarcia do granic. Granic których już nie tyle nie wolno przekraczać, ile nie ma sensu przekraczać. To dlatego nasi naczelni muzyczni awangardziści, z Pendereckim i Kilarem na czele, zwrócili się w stronę tradycji, by tą tradycję przetwarzać, wykorzystując zdobycze nowatorów. Ale przecież nie o muzyce chcę pisać!

Żyjemy w czasach, gdy granice wolności dotarły na krańce świata i spotkały się ze swoim przeciwieństwem. Frommowska "wolność od" zaczęła niczym mityczny starożytny smok zjadać własny ogon. Jesteśmy wolni od wszelkich ograniczeń. Wolni od hamulców. Wolni od politycznej poprawności. Możemy mieszać z błotem kogo chcemy. To główny korpus. Istnieją też ogony. Ogony, które trzeba chronić. Trzeba chronić od zakusów tych sił, które chcą utrzymać ogony na przeznaczonym dla nich miejscu: krańce korpusu. Zwinięty w kłębek smok już dawno przestał rozróżniać, gdzie jest początek, gdzie koniec. Czy chronimy gejów przed potępieniem kościoła? Czy chronimy kościół przed atakami gejów? Stracone azymuty doprowadzają nas do absurdów, które całkiem poważnie są analizowane przez różnego rodzaju Kaliszów, Nałęczów, Wajdów i Wałęsów.

Ten bełkot związany z pomieszaniem wartości ma nas przekonać, że nie ma sensu mieszać się w sprawy wspólne, w sprawy publiczne. Jesteśmy za ciency w uszach by zrozumieć zawiłe mechanizmy polityki, funkcjonalnych mechanizmów instytucji i skomplikowanych procesów społecznych. Wobec równoprawnie funkcjonujących schematów, definiujących otaczającą rzeczywistość, wybieramy sobie jakiś i sprowadzamy swoje społeczne istnienie do przybrania określonych partyjnych barw na wzór piłkarskich klubów. Bez refleksji. Bez namysłu. Czysto emocjonalnie. Bo przecież polityka to gnój. Bo wszyscy politycy są i tak tacy sami. Bo wszystkim chodzi tylko o jedno.

Awangardowi kompozytorzy w pewnym momencie zrozumieli, że dalsze komplikowanie lub upraszczanie struktur prowadzi w zasadzie do tego samego efektu: do białego szumu. Gęstwina dźwięków przy odpowiednim stopniu kondensacji staje się jednolitą masą jak białe światło. Gdy ten szum ściszymy otrzymamy np. Johna Cage'a 4:33 na milczący fortepian i publiczność. Awangardowi kompozytorzy zrozumieli, że samoograniczenie nie musi oznaczać niewoli, że samoograniczenie może przynieść wyzwolenie.

Przyszedł już czas, abyśmy zaczęli poszukiwać sposobów na powrót do prostych wartości. Wyzwalać się już nie mamy od czego. Wyzwolenia trzeba szukać w samoograniczeniu.

[...]



 moja wyobraźnia
 to kawałek deski
 a za cały instrument
 mam drewniany patyk



[...]



uderzam w deskę
 a ona podpowiada
 suchy poemat moralisty
 tak - tak
 nie - nie



Z.H.
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

+++

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#82223

Absolutna racja!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#82227

strach, gdy idioci je wyznaczają.
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#82233

hmmm... czy mam to wziąć do siebie?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://wiktorinoc.blogspot.com

#82425

I w tym jest sens oraz metoda.

W. red

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

W. red

#82234

mnie się przypomina taka akcja. Swego czasu krytycy sztuki wchodzą do muzeum i zachwycają się dziełem sztuki. To okazało się być tylko... rusztowaniem. Tak to zatem jest z współczesną sztuką: to w zasadzie kicz. Czy taki obraz, co w dzieciństwie namalowałbym ładniejszy, może być sztuką? To dlaczego moje bohomazy nie zdobią Luwru czy Guggenheima? Albo unizm. Też umiem porysować kartkę jednolitymi wzorkami i dorobić do tego jakąś ideologię na miarę neoplastycyzmu, że nie ma tu pierwiastków płciowych itd. I czy to też nadaje się do El Prado na przykład?

Absurd na kółkach, jednym słowem.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#82242

I bardzo mi bliski. Mój blog nawet nazywa się kołatka...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#82267