Niesamowita Słowiańszczyzna

Obrazek użytkownika igorczajka
Blog

Jakiś czas temu spisałem kilka luźnych myśli inspirowanych "Niesamowitą Słowiańszczyzną" Marii Janion. Dzisiaj - gdy wszystko co tak głęboko osadzone w naszych środkowo-europejskich metodach podejścia do rzeczywistości jest negowane, niszczone lub spychane na margines - postanowiłem te kilka myśli odświeżyć.

1.

Idee panslawistyczne nie mają w Polsce dobrej opinii kojarząc się z imperialną polityką Rosji. Do tego stopnia są na cenzurowanym, że wszelkie myśli o słowiańskiej wspólnocie i słuszności bratania się Słowian dostają pejoratywna łatkę panslawizmu. Na każdym kroku, z gorliwością neofity, podkreślamy swój związek z Zachodem, jakbyśmy bali się jakiejś demaskacji zbrodni. A przecież nasz związek z Zachodem jest co najmniej tak samo silny jak ze Wschodem. Jesteśmy Europą Środkową w pełnym tego słowa znaczeniu.

Kontusz szlachecki wykazuje wybitne wpływy wschodniej sukmany. Ale nigdzie indziej niemieccy osadnicy tak szybko się nie zasymilowali tworząc polskie mieszczaństwo. Nie chcę tu jednak pisać wielu przykładów naszego polskiego stania okrakiem w dwu różnych światach. O tym można przeczytać choćby w eseju Janion dostępnym on-line tutaj. Chcę zasygnalizować tylko bardzo dobrą lekturę, która otwiera oczy na dawno wyparte z historycznej świadomości fakty i zależności. Odświeżone spojrzenie na słowiańskie mity, które często grzęzły "w panslawistycznych lub nacjonalistyczno-faszystowskich pułapkach" (z okładki). 

Pierwsza część "Niesamowitej Słowiańszczyzny" Marii Janion opisuje w szeregu esejów to, o czym zapomnieliśmy; to, co zostało wyparte; to, co zostało zniszczone. Pokazuje jak pierwotna słowiańskość walczyła i buntowała się przeciwko nowej wierze, jak ścierały się frakcje zachodniego i wschodniego rytu chrześcijańskiego, jak zepchnięte do podświadomości słowiańskie duchytrwają i zasilają zbiorową wyobraźnię aż do dzisiaj. To nie jest sielanka. To jest historia słowiańskiej traumy, historia kompleksu niższości i współistniejącego kompleksu wyższości, historia poczucia "przynależności do strony słabszych i pokrzywdzonych, zniewolonych i poniżonych, pozbawionych jakiegoś ukrytego dziedzictwa, niesprawiedliwie zapomnianych, a także usuniętych na bok bądź miażdżonych przez proces, który określono jako dziejowy postęp" (z okładki).

Fascynującą lekturę w zasadzie można zakończyć na tej pierwszej części. Druga część poświęcona psychoanalizie współczesnej literatury, przeprowadzonej z feministycznego punktu widzenia i niestety pozbawia ogromnej części przyjemności z lektury. Oczywiście to, co dla mnie jest przeszkodą dla kogoś może być zaletą, ale jednak świetna podstawa pierwszej połowy książki, nie owocuje zadowalającym rozwinięciem w drugiej. Zamiast rozwinięcia dostajemy bowiem ideologiczną propagandową papkę, w której bierze górę interpretacja życzeniowa. Niemniej, wszystkim którzy nie chcą widzieć jedynie prostych odpowiedzi i prostych rozwiązań w kwestii relacji Polski ze Wschodem - polecam lekturę "Niesamowitej Słowiańszczyzny".

Książka w Wydawnictwie Literackim
Maria Janion - Polska między Wschodem a Zachodem
Recenzja na portalu Granice.pl

2.

Dlaczego tak mało wiemy o prasłowiańskich wierzeniach, obrzędach, obyczajach? Czy dlatego nic lub prawie nic się nie zachowało, bo nie miało się co zachowywać? Czy nie trzeba było w zasadzie niczego wykorzeniać, wystarczyło ponazywać inaczej różne święta, nadać im chrześcijańskich patronów i już? Stara wiara szła w zapomnienie? A może inaczej? Z jakąś niezwykłą zaciętością tępiono wszelkie przejawy starej obrzędowości, gusła i zabobony, które przetrwały jedynie w enklawach, gdzie naprawdę diabeł mówi dobranoc? 

Kto wie cokolwiek o buncie Masława? Kto wie o misjach Cyryla i Metodego w dzisiejszej Małopolsce? Jak przetrwały Dziady na Litwie niemal do naszych czasów? Wracam do Niesamowitej Słowiańszczyzny. Wracam do świetnej faktograficznie, aczkolwiek nudnej książki Religia Słowian Szyjewskiego, świetnej Mitologii Słowian Gieysztora. Warto do nich zajrzeć i wrócić do Janion, by zrozumieć dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.

Wittgenstein stwierdził w swoim traktacie, że "granice mojego języka oznaczają granice mojego świata". Myśląc w innym języku przechodzimy do innego świata. Język strukturuje nasze rozumienie otaczającej rzeczywistości. Dlatego nosimy w sobie ten pierwiastek prasłowiański niezależnie od tego, jakie są nasze biologiczne korzenie. Jesteśmy ludźmi lasu, jesteśmy kulturą wiecu, jesteśmy anarchistami, jednoczącymi się i niepokonanymi wobec zewnętrznego zagrożenia, ale nie akceptującymi żadnej władzy, która by chciała nam narzucić coś innego niż to co sami sobie wymyślimy. Zarówno w skali makro jak i wśród przyjaciół. Gdy wszyscy się zgadzamy co do celu, to możemy góry przenosić. Jeśli ktoś się buntuje natychmiast wybucha kłótnia, konflikt narasta, by dobry pomysł zetrzeć w pył. Nie znamy pojęcia podporządkowania się demokratycznej większości. Jedyną drogą do wspólnego działania jest zauroczenie wszystkich uczestników wiecu. Pod tym względem mamy wiele wspólnego z Chińczykami...

Słowianie na Tarace - polecam!
Słowiańskie miejsce w Sieci
Na Wikipedii o Słowianach ogólnie
Religia Słowian na Wikipedii

Na razie wystarczy.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Z tymi anarchistami to nie przesadzajmy, oprycznina przyjęła się całkiem dobrze wśród Słowian.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#86294

...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://wiktorinoc.blogspot.com

#86308

Przepraszam, ale Rosjanom bliżej jest do cywilizacji wielkiego stepu niż do słowiańskiej kultury lasu. Dlatego z tą moskiewską opryczniną to jak kulą w płot. To tak, jak powiedzieć, że pruski ordnung też przyjął się całkiem dobrze, szczególnie w poznańskiem. Będzie to równie uzasadnione.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://wiktorinoc.blogspot.com

#86307

To przecież Żydzi, z kilkoma wyjątkami - najgorsze kanalie w bodbitym narodzie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#93732