Katastrofa pod Smoleńskiem: kto utajnił prawdę i w czyim była interesie?

Obrazek użytkownika Roland von Bagratuni Budapeszt
Świat

Podwykonawcy - czyli Smoleńsk: kto utajnił prawdę?

Cała ta sprawa katastrofy pod Smoleńskiem coraz bardziej jest podejrzana! Od początku jest nader podejrzana! Ale co najbardziej irytuje opinię światową to fakt, że ZAMACHOWCY byli zbyt bezczelni i działali nie tylko na zamówienie Rosji, ale chwilowo jeszcze bliżej nieokreślonych podwykonawców polskich! Agata Christe z pewnością w 5 minut rozwiązałaby tą zagadkę! Wystarczy tylko dociec: czyim interesem był ten zamach! Kto skorzystał z tego, że wraz z Prezydentem Kaczyńskim, polegli najwyżsi dygnitarze RP, a także ich sojusznicy: dziennikarze, przedsiębiorcy itd!

Kiedyś bardzo dużo latałem samolotami. Nawet na bardzo długie odległości: „prawie na drugi koniec świata“! Zawsze przed startem stewardesa kazała wyłączyć wszelkie komórki i inne aparaty elektroniczne, które mogłyby zakłócać działanie urządzeń elektronicznych samolotu! A umieszczenie specjalnego, od "pospolitej" komórki tysiąckrotnie silniejszego aparatu pod brzuchem jakiegokolwiek samolotu, to kwestia zaledwie kilku sekund!

Gdybym ja był prokuratorem, kierującym śledztwem w tej sprawie, przejżałbym listę obecności wszystkich tych pracowników lotniska - miejsca startu samolotu rządowego, którzy mieli możliwość chociażby na kilka sekund podejść pod brzuch samolotu! A potem sprawdziłbym przeszłość tych osób! Na przykład to, czy kiedykolwiek w życiu był w Rosji czy ZSSR (albo był/była znajoma, przyjaciółka, szwagier, teść itd!)! Kto był, już jest podejrzany! Szczególnie, jeżeli przebywał kilka tygodni czy dłużej! Na przykład przy budowie rurociągu naftowego, na studiach w jednej z sowieckih uczelni itd!

Dlaczego to piszę?! Stalin jeszcze w latach dwudziestych wydał dla czeki polecenie (które odziedziczyło NKWD a potem KGB oraz FSB i do dzisiaj nie odwołano!), że tych wszystkich obcojkrajowców, którzy przyjechali do ZSSR na czas dłuższy (obojętnie czy na studia, na praktykę, czy na placówkę!) - należy uczynić tajnym agentem. Jeżeli odmówi - sprezentować jemu "wypadek"! Takie "wypadki" gęsto organizowała polska i węgierska bezpieka! Nie tylko dla tych, którzy nie chcieli zostać agentami!

Kiedy mój przyjaciel reż.Miklós Jancsó realizował jeden ze swoich filmów, byłem przy nim drugim reżyserem i namówiłem jego do zaangażowania do roli tytułowej cudownej aktorki z krakowskiego Teatru Starego - polskiej Ormianki Ani Dymnej! A Ania oraz jej mąż Wiesiek i wielu-wielu innych wspólnych przyjaciół byli opozycjonistami skupiającymi się wokół Piwnicy pod Baranami! Kochałem, szanowałem, podziwiałem ich!

Często jeździłem wtedy do Krakowa (i nie tylko) w celu znalezienia takich aktorów i aktorek, których można było "zaimportować" do węgierskich filmów, borykających się z trudnościami obsadowymi. Według moich danych, sprowadziłem na Węgry do filmów węgierskich ponad 250 polskich aktorów i aktorek! Pisały o tym dużo węgierskie i polskie gazety filmowe. Podczas jednej z takich eskapad do Krakowa, złamałem (nie po raz pierwszy) nogę w kostce. Ponieważ Miklós Jancsó z tego powodu nie mógł na mnie liczyć - zrezygnowałem z funkcji II reżysera. Kiedy gips zdjęto, objąłem tą funkcję w filmie Györgya Szomjasa, który zdjęcia plenerowe realizował niedaleko plenerów Jancsó! Byliśmy więc w stałym kontakcie z Miklósem! Od niego dowiedziałem się o tym, że Ania Dymna doznała bardzo ciężkiego wypadku samochodowego!

Jako opozycjonista doskonale wiedziałem, że nie był to wypadek! Przeprowadziłem więc gruntowne śledztwo w tej sprawie, zbierając najdrobniejsze nawet dowody i ślady! Byłem wściekły, bo Ania leżała w stanie beznadziejnym w szpitalu powiatowym im.Jaworskiego w Vác. Nie tylko cud, ale bardzo odporny organizm Ormianki uratował Anię od pewnej śmierci! Od śmierci, na którą ktoś liczył! A podejrzanych było wielu, przede wszystkim taksówkarz z państwowej firmy, od dłuższego czasu wożący aktorów na zdjęcia na zamówienie MAFILMu! Nagle otrzymał "pozaplanowe" wezwanie do wojska, a potem zniknął "w sinej dali"!

Na podstawie karty drogowej taksówki, przejechałem się po całej jej trasie, od Teatru Starego w Krakowie aż do miejscowości Göd pod Vác! Taksówka wyjechała z Krakowa po zakończeniu spektaklu, około godziny 23 i jechała całą noc, bo rano o 9-tej miała być już nad Balatonem niedaleko miejscowości Zánka! Ania spała na tylnim siedzeniu, bo tylko tak mogła odpocząć, gdyż po zdjęciach na czas musiała dotrzeć do Krakowa na spektakl! Znałem mnóstwo taksówkarzy, odbywających nocne eskapady! Każdy z nich co pół godziny, co godzinę, a czasami częściej, stawał przed najbliższą knajpą i tankował małą czarną, ażeby nie zasnąć przy kierownicy!

Na trasie Kraków-Göd odwiedziłem wszystkie takie knajpy, które w tym czasie były, lub mogły być otwarte! Syzyfowa praca, bo na terenie miast i miasteczek trzeba było odwiedzić knajpy leżące na różnych alternatywnych trasach! W jednej z miejscowości na Słowacji znalazłem taką knajpę, której kelnerka - słowacka Węgierka, doskonale pamiętała i taksówkę ze śpiącą na tylnim siedzeniu Anią i kierowcę, który zamówił małą czarną, a potem spiesznie udał się do toalety. W tym czasie weszło do knajpy dwóch przyjezdnych "panów" i jeden z nich do kawy węgierskiego taksówkarza wsypał jakiś proszek! Oburzona kelnerka chciała zrobić awanturę, na co facet po polsku pocieszył ją, że to tylko “zwykła heca“: „kumplowi odstawią małą drakę. Ten proszek spowoduje u niego rozwolnienie i będzie stawał przy każdym przydrożnym krzaku!“ Dodał, że wcześniej taksiarz zrobił jemu podobny numer!

Bajeczka na pierwszy rzut oka OK. A młoda kelnerka z "zabitej dechami miejscowości“ nawet nie pomyślała, że to nie tak! Poszła na zaplecze ...pochichotać! Bo kto nie zrobił takiego numeru ze znajomym, przyjacielem, czy - powiedzmy: sąsiadem lub szefem?! Oczywiście tajemniczy proszek nie powodował rozwolnienia, a po kilku godzinach jazdy uśpił kierowcę, który pod Göd "wyprostował" zakręt i z samochodem wpadł do ogródka warzywnego, leżącego kilka metrów niżej! On wyszedł prawie cały z tej "przygody", bo miał zapięty pas bezpieczeństwa! Tylko śpiąca Ania Dymna nie zapięła się...

Ten i podobne "wypadki" szczegółowo opisuję w mojej książce, która już od 20 lat czeka na wydawcę i wydanie! Szkoda, że po węgiersku ją napisałem, bo było wielu chętnych wydawców, ale albo znikli, albo nagle rozmyślili się, czy zmienili profil interesu, sprzedając drukarnię i wydawnictwo! Bo mój kuzyn - Premier dr.József Antall junior popełnił kardynalny błąd, że wraz z rozwiązaniem bezpieki, ich funkcjonariuszy nie wyrzucił na ulicę, zostawiając bezkarnie w MSW i policji! I to samo było w Polsce! Mordercy i im podobni do dzisiaj są nietykalni i dalej grasują! Również byli agenci KGB, których nikt nie szuka, nikt nie inwentaryzuje ich podłej działalności, którą można nazwać tylko i wyłącznie Zdradą Stanu! To o czym my tu mówimy?!

W czyim to było interesie? - Katolik nigdy nie będzie kamikaze!

Zacznijmy od tego, że wierzący i praktykujący katolik, chrześcijanin nigdy nie będzie ani kamikaze, ani bratobójcą czy perfidnym mordercą zabijającym z interesu! Oczywiście wątek kamikazy byłby ciekawy dlatego, bo po upadku I-szej komuny dzięki podobnemu "wypadkowi" dorwał się do władzy ostatni minister spraw zagranicznych Jánosza Czermaneka (bandycki pseudonim "Kádár") - Gyula Horn! Zatwardziały komunista, wieloletni boss KC wgierskiej partii czerwonych nazistów!

Gyula Horn studia ukończył w ZSSR, czyli wg kilkakrotnie wspomnianego przezemnie rozkazu Stalina z lat dwudziestych - stał się agentem KGB! To właśnie dlatego dla Kádára był "wspaniałym" szefem MSZ, aż rojącego się od własnych i sowieckich tajnych agentów, przebranych w skórę owieczki-dyplomaty! W 1994 r, bezpośrednio przed wyborami Horn (o jego krewnych krążą legendy, że jako Szwabowie byli esesmanami... i w 1945 r czarne legitymacje bez przeszkód wymienili na czerwone!) nagle doznał dziwnego wypadku samochodowego. Wypadku precyzyjnie wyreżyserowanego! W końcu nic jemu nie stało się, ale ponoć jego kręgosłup "uległ nadwyrężeniu"! Oczywiście kierowcy włos z głowy nie spadł!

Z powodu swojego szorstkiego i zarozumiałego, z nikim nie liczącego się charakteru, absolutnie niepopularny na Węgrzech nawet wśród komunistów i ich czyścibutów Horn, nagle stał się człowiekiem godnym pożałowania (i tak nim był z zupełnie innych przyczyn!), bo z roli "ofiary" zrobił istny cyrk! Chodził w dziwnej oprawie stalowej, przypominającej raczej ogołocony z oprawy skafander kosmonautów, "usztywniający" jemu szyję i głowę po czubek. Wyglądał komicznie. Ale nikt nie zadał sobie tyle fatygi, ażeby zapytał się chirurgów: czy ten strój karnawałowy nosi przepisowo?! Bo nosił go tak, ażeby nie był dla niego niewygodnym!

A węgierskie media, będące w 85% w rękach byłych funkcjonariuszy partyjnych i bezpieki, ten cyrk przekazywały tak, ażeby jak najwięcej wyborców z głębokim współczuciem popierało jego kandydaturę - "ofiary jekiegoś prawicowego zamachu"! Oczywiście bez wymienienia kogokolwiek z "zamachowców", bo takich nie było i znaleźć nie mogli, bo to już nie były czasy sowieckiej okupacji z dwudziestoma dywizjami Południowej Grupy Wojsk, w tym aż jednej dywizji KGB! A rodzimej bezpieki formalnie już nie było, jej członkowie drżeli jak osiki na wietrze, że w każdej chwili znajdą się za kratkami, więc nie trudzili się w "namówieniu" kogokolwiek do "udziału w zamachu"! Natomiast ten "wypadek" tylko dla nich sprzyjał! A doskonale nauczyli się jak produkować takie "wypadki"!

W jednym takim "wypadku" uległa bardzo poważnym obrażeniom znana poetka węgierska, polonofilka Grácja Kerényi, z którą od dawna przyjaźniłem się. Często razem jeździliśmy do Polski na spotkania z najróżniejszymi opozycjonistami, włącznie z Jurkiem Popiełuszko, Piotrkiem Skrzyneckim, czy ks.kanonikiem-prałatem Henrykiem Jankowskim. Grácja miała nawet własne mieszkanie w Warszawie, gdzie zawsze przetrwała poważniejsze konflikty z węgierską bezpieką. Biegle znała polski, tłumaczyła na węgierski polską literaturę piękną. Dzieła opozycjonistów z Ormianinem Zbigniewem Herbertem na czele! O jej "wypadku" również piszę w mojej książce oczekującej na wydanie i wydawcę. I tu przeprowadziłem drobiazgowe śledztwo, szukając wszelkich, nawet niezbyt poważnych wątków i dotarłem nie tylko do węgierskiej bezpieki, ale także do jednego z pododziałów sowieckiego KGB stacjonującego na Węgrzech! Bo polska Solidarność była również ością w oczach sowieckiej i węgierskiej bezpieki!

W Polsce największym problemem w tym wszystkim jest to, że prawica zaczyna tworzyć coraz więcej maleńkich ugrupowań, walczących przeciwko sobie, a nie przeciwko wspólnemu wrogowi - czerwonym nazistom, dla których jest to życiodajną odżywką! Czyżby Panowie i Panie politycy RP zapomnieli o tym, że podobne waśnie doprowadziły do upadku Rzeczpospolitej Szlacheckiej i Rozbiorów?! A więc do utraty Niepodległości na blisko 180 lat!!! Nie tylko prawica, ale cała narodowa antykomunistyczna opozycja powinna znów zjednoczyć się tak, jak to uczyniła pod wodzą Leszka Wałęsy! Pobudka! Alarm! Dzisiaj wbudowani w różne unijne struktury czerwoni naziści próbują rozwalić Węgry z powodu absolutnego zwycięstwa koalicji Viktóra Orbána, a jeżeli ten niecny prodżekt (specjalnie piszę tak!) uda się, to samo powtórzą po kolei z innymi członkami UE! To oni wrabiają Berlusconiego i Sárközyego, oni zwaśniają ze sobą Greków, szczują Słowaków i Rumunów na Węgrów i tak dalej! A kościoły, które w dalszym ciągu jeszcze nie zdążyły rozliczyć się, a przynajmniej wyrugować ze swego ciała zdrajców - głucho milczą!

Szczęść Boże!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

i pouczająco!. Pozdrawiam wlodeusz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228277

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:
Serdeczne Bóg Zapkać za uwagę!

Szczęść Boże!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228491

Jestem przekonany ze Antoni Macierewicz wie co robi.

P.S
Tekst ciekawy - 10

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228286

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Serdeczne Bóg Zapłać za uwagę i dodanie otuchy!

Szczęść Boże!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228492

Kaczor coś tam próbował już robić, i Macierewicz, no ale niemal cała Europa japę rozdarła i zagdakała Kaczorów na śmierć. Nie mieli innego wyjścia, musieli się poddać ponownemu osądowi wyborców, tyle że nie byli w stanie do nich dotrzeć, bo wiadomo, media...

A w kwestii "katastrofy", to rzecz mogła być dziecinnie prosta, jeśli przypomnieć sobie, że samolot był rychtowany w ruskiej  firmie będącej we władaniu kolesia Putina z czasów ich wspólnej działalności w NRD.

Gdyby LK poleciał na zachód i tam odpalono "katastrofę", to śledztwo prowadziłby kraj zachodni i sprawa by się rypła, no ale nadarzyła się wymarzona okazja, że chciał do Smoleńska... Problem był tylko w tym, żeby przy okazji Tuska nie utrupić. No to po pierwsze kompletnie ich skłócono, a po drugie napchano tylu pasażerów do tutki, że Tusk ze swoim dworem zmieścić się już nie mógł.

A przecież w "tanim państwie" powinni lecieć razem, w to samo miejsce, w tej samej sprawie, w tych samych okolicznościach.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228336

To jedna z większych tajemnic 10.04.10 - jak napchano cały Tu154M-101 VIPami? 3 dni wcześniej delegacja tuskowa mniej liczna leciała 4 samolotami a 2 były jeszcze w rezerwie!!

Mam swoją teorię, ale za to odpowiada BOR, ŻW, kancelarie Prezydenta i Premiera, SKW, MSZ - niech oni się tłumaczą tylko ostrzegam przed próbą "wyzerowania" gen. Bielawnego ze stracu że zacznie sypać...

Pozdrawiam wszystkich a szczególnie Bratanka Rolanda - świetny i pouczający tekst!!

PS

Z powodu nieprzeprowadzenia lustracji jedność byłej antykomunistycznej opozycji to tylko mrzonka...

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart

#228358

z połowa tej antykomunistycznej opozycji jest made in SB, wg starych dobrych carskich wzorców.

A za Smoleńsk, to jakiś zbiorowy proces na stadionie się należy, łącznie z wykonaniem wyroków na miejscu.

Już nawet nikt nie pyta gdzie się podział twardy dysk z wieży na Okęciu, ponoć trza trafu, że 11.04. się popsuł, przyszedł facet, wymontował i tyle go widzieli. Informacje o najwyższej wadze, dotyczące śmierci Głowy Państwa, okazuje się, nikogo nie interesują.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228393

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Bóg Zapłać!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228509

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Go każdej katastrofy dochodzi z celowego lub nieumyślnego niedbalstwa wielu ludzi! Jeden nie dopatrzył tego, drugi tamtego, coś tam nie dokręcono, zbyt szybko i dlatego powierzchownie kontrolowno i tak dalej. Sprawa jest wtedy podejrzana, kiedy "nikt nie jest winien"! A przede wszystkim wtedy są dytuacje podkatastrofalne, kiedy przepisy bezpieczeństwa są dotrzymywane pi razy oko! I ewentualny zamachowiec (-cy) to wykorzystują! W lotnictwie jest wiele takich przepisów, które dla niektórych są nudne, męczące itd. Katastrofa w Czernobylu nie była zamachem, doszło do niej z powodu niedbalstwa kilku, od siebie niezależnych osób! To samo dotyczy np. katastrof statków. Kapitan poderwał kogoś i zastępuje go zastępca zastępcy, bo I oficer też zniknął z mostku kapitańskiego! W maszynowni to samo itd! Wszystkie, najdrobniejsze nawet wątki, prowadzący śledztwo powinni przestudiować bardzo dogłębnie! Tam, gdzie stykają się interesy dwóch różnych kultur i zwyczajów, sprawa staje się trudna, bo każda strona szuka i broni swojej racji! I czasami zupełnie niepotrzebnie pomija jakieś fakty, czy nawet "kosmetykuje je"! A pozatym u wielu ludzi jeszcze w dalszym ciągu straszy mentalność i przywyczki odziedziczone z czasów komuny, kiedy "góra" z góry stwierdziła "wynik"! I oczekiwanie na te stwierdzenie powoduje zbędną stratę czasu i znikanie w siną dal dowodów!

Szczęść Boże!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228501

 No nie wiem... ktoś, kto tak napisał, chyba nie zna nas - Polaków:

 "...Katolik nigdy nie będzie kamikaze!"

Kim zatem byli ci, którzy "szli z bagnetem na czołgi żelazne"? czy nie do kamikadze zaliczyć można sławnego już w Europie Raginisa, a cała rzesza Żołnierzy Wyklętych,  a te dziewczęta z Powstania  z butelkami benzyny?

 Dlaczego Japończycy pochylają czoła przed Pileckim?

 

 Jednoczyć się mogą ludzie o wspólnych ideałach. U nas ciągle są dwa nurty i pełno niezdecydowanych, zastraszonych, sponiewieranych i coraz bardziej biednych ludzi, co to pójda tam, gdzie im będzie lepiej. Choćby na zatracenie, niestety.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228398

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Tu nie o to chodzi! Czynem kamikaze jest także to, jeżeli oficer "wpadł", strzela sobie w skroń. Bo taki panuje czy panował obyczaj. Ale kamikazów typu japońskiego czy muzułmańskiego w naszej kulturze nie ma! Co innego była wojna, kiedy rzeczywiście dokonywano ataku konnicy na czołgi. Ale obawiam się, że szczegóły nie zawsze są tak opisane, jak to w rzeczywistości było! W końcu piechota też atakuje czołgi, ale jak?! Wykorzystuje chwilową nieudolność pancernego smoka! A w tym wypadku konnica jest szybsza, jak piechota! Wątpię, że li tylko szablą atakowano czołgi! Oprócz tego atak konnicy może odwrócić uwagę od np. czołgających się między badylami czy w trawie żołnierzy piechoty! Temat można rozwinąć do nieskończoności...

Szczęść Boże!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228506

...Przeczytałem po raz kolejny o ataku konnicy na czołgi, kłamstwie, które pokutuje w nas a jest wytworem hitlerowskiej propagandy... Oni nakręcili film wsadzając na konie żołnierzy wermachtu a póżniej było "wybitne" dzieło Wajdy p.t. Lotna...W trakcie Kampanii Wrześniowej nigdy nie miała miejsca szarża ułanów na czołgi! Owszem jazda przyjmowała uderzenia wojsk pancernych ale po spieszeniu, poza tym Polscy Ułani mieli na wyposażeniu doskonałe działka p-pancerne Boforsa, kal 38mm, które na niemieckie czołgi były bronią doskonałą,,,Jednostki wyposażone w tygrysy czy pantery de facto jeszcze nie istniały w takiej ilości, jak się powszechnie uważa. Oprócz tych działek p-pancernych polskie jednostki były wyposażone w doskonałe rusznice p-pancerne, które były bronią tak tajną, że nie do wszystkich jednostek na czas dotarły instrukcje ich obsługi. Polski Ułan w Kampanii Wrześniowej był dobrze uzbrojony i napewno nie był kamikaze, co w połączeniu z mobilnością stanowił bardzo niebezpie czną i skuteczną  formację wojskową, wojne przegraliśmy nie na lądzie a w powietrzu!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228527

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Dziękuję za poparcie! W pełni zgadzam się z tymi uwagami! Nie tylko hitlerowska, ale i sowiecka propaganda była taka sama! W końcu większość hitlerowskich dowódców ukończyło studia na sowieckich akademiach wojskowych! Bez żartu! Na Zachodzie na ten temat ukazało się mnóstwo książek. Hitler i Stalin byli kumplami tak długo, jak długo nie powaśnili się z powodu łupu! Do tego vzasu dużo nauczyli się od siebie!

Szczęść Boże!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228533

 To mi się dostało...muszę jednak wziąć poprawkę na rozumienie języka, bo znajomość, to jeszcze nie wszystko:)

 

 Odnośnie kamikadze, to w moim rozumieniu jest to człowiek - żołnierz, który poświęca życie dla ojczyzny, "zabierając" przy okazji jakiegoś wroga ze sobą , bądź, umierając  niszczy istotne dla wroga cele.

 "Strzelanie sobie w skroń" w stylu japońskim, to harakiri-  seppuku - zwyczaj samurajów. Nie łączę tego z kamikadze.

 Opowiem  o polskim kamikadze, którego nazwiska nie pamiętam i tu apel do Niepoprawnych o przypomnienie tego człowieka,  zwłaszcza w kontekście Dnia Żołnierzy Wyklętych, który nadchodzi. Moze ktoś zna te historię?

   Ujęty w akcji UB żołnierz  ten, prowadzony na przesłuchanie, które odbyć się miało na jednym z wyższych pięter budynku, wyskoczył oknem, pociągając za soba ubeka. Zginęli obaj.

 

 Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228537

...Broń Boże...Nic takiego nie miałem na myśli...Nie każdy musi znać wyposażenie Polskiej Armii Co do Raginisa, to Wizna-Polskie Termopile i tu właśnie pokazały na co je stać działka Boforsa, 720 ułanów zatrzymało Korpus Armijny Guderiana, liczący ponad 40tys. żołnierzy...Mieli zadanie i je wykonali najlepiej jak umieli...Ale to też nie byli kamikaze.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228544

 Z wiersza  Broniewskiego zapożyczyłam wers, który może być, a nawet  jest symbolem walki w beznadziejnej sytuacji.

 O Wiźnie wiem sporo, ale nie o bohaterskich żołnierzach pisałam, tylko konkretnie o Raginisie, który wysadził się granatem w bunkrze, nie oddajac siebie w niewolę Niemcom.

 Ech, widzę, że muszę udowadniać coś, co jest oczywiste.

 W Powstaniu Warszawskim też nie było kamikadze?

  Partyzanci, którzy wyrywali zębami zawleczki granatów, kiedy obława zacieśniała kręgi, to też pewnie nie byli kamikadze?

 Pewnie nie, bo to przecie nie Japończycy byli, tylko Polacy...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228569

Elżbieta

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228637

Elżbieta

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#228641

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów:

Cały szacunek Matce trójki dzieci! I innym, którzy próbują sprecyzować nie zawsze jasno sprecyzowane wspaniałe myśli! O wykluczeniu kamikaze z grona ewentualnych sprawców tragedii smoleńskiej, pisałem w innym kontekście! Nawiązałem do mojego komentarza, który opublikowałem na portalu Gazety Polskiej. Ale wydarzenia opisane przez Matkę trójki dzieci były na porządku dziennym w walce przeciwko czerwonym i czarnym nazistom w całej Europie! Bo ci "kamikaze" doskonale wiedzieli, że idą na śmierć! Ażeby nie była bezsensowna - w opisany sposób ciągnęli za sobą ZDRAJCĘ - esesmana, gestapowca, UB-owca, KGB-owca, czerwonoarmisty i tak dalej! Słyszałem o takich wypadkach, kiedy aresztowany Patriota wyrwał z rąk broń jednemu z łotrów i kilku z nich zastrzelił, mimo iż byli w przewadze. I on zginął. Zginął na Polu Chwały! Cześć ich pamięci! Bo oni byli rzeczywiście bohaterami! Prasa prawicowa powinna wyszikać jak najwięcej takich przykładów bohaterstwa!

Szczęść Boże!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#228646