SmallGis

Obrazek użytkownika Smok Eustachy
Kraj

Równie dobrze możecie się przyczepić do przecinka, że niby gdzieś Gazeta Polska Codziennie źle postawiła. Przecież oni opierali się na przeciekach z prokuratury: ktoś z narażeniem życia wyniósł ukrywane informacje, itp. W takich sytuacjach ryzyko drobnego przekłamania jest duże. Zresztą całe zamieszanie to wynik braku umiejętności czytania wśród lemingów. Nie potrafią one odcedzić informacji istotnej od szczegółu. Sedno przekazu to już zupełnie poza zasięgiem jest.

W wypadku tego artykułu najważniejsze są pytania, czy ów raport istniał ,czy były w nim owe zdjęcia i czy były podpisane, że strefa wybuchów? A czy to SmallGis robił, czy tylko pośredniczył: znaczenia małe. Ale prokuratura inaczej, ona oficjalnie wypowiada się, więc powinna wiedzieć co i jak. Paranoja się bowiem rozwija:

  1. W wypadku detektorów trotylu nie wystarczyło określenia precyzji ich działania, zaraz zaczęli udowadniać, że nie działają w ogóle.
  2. W wypadku pilotów nie wystarczyło podać, że popełnili błąd, zaraz musieli przegrzewać temat, że nienauczeni, tępi i zastraszeni. W tym miejscu też wyczarowali gen Błasika w kokpicie.
  3. W wypadu sekcji to już nie mogli powiedzieć, że nie zrobią tylko też stworzyli aparat uzasadniania fikcji z min. Kopaczową na czele.

I tak w zasadzie ze wszystkim. Nie mogą poprzestać na stwierdzeniu, że ktoś coś tam zawalił, tylko zaraz muszą udowadniać, że nie istniał, albo nic nie umie itp. Natomiast z wybuchem jest inaczej, tj jest tak samo tylko w drugą stronę. Zastanówmy się, czy istnieją jakiekolwiek przesłanki, które by mogły świadczyć o wybuchu. Trotyl? Nie świadczy o wybuchu. Zdjęcie satelitarne? Nie świadczy, Stan wraku? Nie świadczy. Fragmenty ze śladami explozji? Nie świadczą. No nic nie świadczy o wybuchu i dlatego dr Lasek nie rozpatrywał wybuchu. Jest on niemożliwy do uzasadnienia i przekracza granice percepcji rodzaju ludzkiego.

Ocena wpisu: 
Brak głosów