Prezydenta i Premiera prokuratorskie przeciąganie liny.

Obrazek użytkownika Thomas Jefferson
Kraj

Prezydent Komorowski, komentując sprawę pułkownika Przybyła stwierdził, że nie jest zwolennikiem zmian personalnych, a raczej strukturalnych. Dodawał, że zwróci się z pytaniem do parlamentu, czy „reforma z 2009 r. poszła za blisko czy za daleko" i zapowiedział, że "zwróci się do rządu i parlamentu z prośbą o jak najszybsze określenie docelowego modelu prokuratury. Prezydent, jak się zdaje, nie zasugerował, jaki model prokuratury byłby korzystny w obecnych warunkach, których problemy unaocznił szerokiej publice „strzał” pana Przybyła. Z drugiej strony prezydent Komorowski nie kryje się z sympatią dla obecnego szefa wojskowej prokuratury pana Parulskiego i z „przykrością” przyjął wystąpienie pana Seremeta w kwestii potencjalnego odwołania gen. Parulskiego. Wydaje się, że i Donald Tusk został zmuszony do przyjęcia wizji prezydenta Komorowskiego i już dziś zaznacza, że nie chodzi mu o zmiany osobowe, ale o „zmiany na lepsze”. I znów nie wiadomo, co to ma właściwie oznaczać. Punkt dla pana środowiska Prezydenta, nie tylko ze względu, jak mówi Tusk, na prezydenckie uprawnienia ustawowe w tej kwestii. Wydaje się, że Prokuratura Wojskowa w dłuższej perspektywie czasowej straci rację bytu. Za dużo „złej krwi” wytoczyło się na oczy opinii publicznej, choć ta niekoniecznie może wiele z tego rozumieć. Likwidacja nie nastąpi jednak zbyt szybko. Raczej chyba należy podzielać obawy pana Kalisza, który wątpi w moc wniosku o odwołanie Parulskiego. Nawet gdyby się to udało, to wiele to nie załatwi, gdyż nie zlikwiduje to samych struktur. A to może potrwać.

Nie wiadomo więc, co mają na myśli ośrodki władzy w Pałacu Prezydenckim i w kręgach rządowych, mówiąc o potrzebnie „zmian w prokuraturze”. Nikt nic jeszcze o tym nie powiedział. Tusk, jeżeli przyjąć koncepcję, iż jest jedynie wykonawcą rozkazów „SiŁ Wyższych”, mógłby spróbować postawić się swoim mocodawcom, i reprezentującemu ich Komorowskiemu, aby wzmocnić swą pozycję przetargową. Jednak wątpliwe, aby się na to odważył, bo jakie profity by to mu przyniosło? W sytuacji, gdy gdy po stronie Prezydenta sytuuje się już Palikot z Dukaczewskim, Premier staje się coraz bardziej osamotniony. Przed kamerami nie jest już taki bojowy, minę ma pokorną. Może ewentualnie liczyć tylko na SLD i swojego zawodnego koalicjanta. Po co mu rozdrażniać Prokuraturę -WSI?

Cała sprawa nabiera posmaku starcia między prezydentem i stojącym za nim środowiskiem –politycznym, a premierem. Problem wydaje się w tym, że ewentualne zmiany w prokuraturze nie wyjdą też, jak się zdaje, na korzyść samej Platformie Obywatelskiej. Obecna ustawa praktycznie uzależnia ją od współpracy z czynnikami rządowymi. Pomijając już nawet fakt, iż obecna sytuacja wykazała upośledzenie prokuratury w kwestiach takich odwołanie podległych Seremetowi ludzi, to kiepsko sytuuje się prokuratura w kwestii własnego budżetu, który nie jest autonomiczny, opiniowany przez ministra sprawiedliwości.

Prezydent oficjalnie staje ponad konfliktem, a jednak nikt nie wątpi, gdzie leżą jego sympatie. Wokół prezydenta skupiły się przedstawiciele lobby wojskowego twardogłowi przedstawiciele wojskowych, plus niezastąpiony gen. Jaruzelski, który może schorowany, ale z wciąż żywymi kontaktami w armii. Trudno jakoś uwierzyć, że Komorowski nie wiedział i nie monitorował na bieżąco sytuacji w prokuraturze. Ma rzeszę „adiutantów”, którzy bez wątpienia stanowią łącznik między nim a gen. Dukaczewskim. Dla zaplecza pana Prezydenta, złożonego w większości z członków dawnej Unii Wolności, gen. Parulski to antyrakietowa tarcza przed resztkami idei IV RP, tlącymi się nadal w społeczeństwie polskim, a może śladowo nawet w prokuraturze. Parulski to polisa ubezpieczeniowa całego systemu postkomunistycznego, któremu patronuje Gazeta Wyborcza. Rozwój sytuacji sprzyja Komorowskiemu. To najlepszy czas, aby wskazać Tuskowi jego miejsce w szeregu. Zdobyć nowych zwolenników w partii- matce. Rozwiązanie prokuratury wojskowej nie leży w interesie prezydenta.

Na razie wydaje się, iż najlepszym rozwiązaniem byłoby odrzucenie wniosku Seremeta i MON-u, co dałoby Prezydentowi kilkutygodniowy lub kilkumiesięczny okres na konsultacje ze kołami bliskimi Parulskiemu i Dukaczewskiemu, jak najlepiej przygotować się do ostatecznego rozwiązania problemu. Ten czas jest potrzebny o tyle, aby zabezpieczyć archiwa wojskowe i zlikwidować potencjalne kompromitujące materiały, które mogłby dostać się w ręce prokuratorów cywilnych, którzy niechybnie zaczęliby „inwentaryzację”. Przykład Pasionka powoduje, że nie można pewności, czy jakaś czarna owca nie znajdzie się między prokuratorami. Cała akcja likwidacji musi więc przebiegać w sposób zorganizowany. Będzie ona dla prezydenta świetną okazją, aby wzmocnić swoje zaplecze polityczne i nawiązać nowe kontakty. Należy także w takim czasie porozumieć się i skonfrontować działania z „przyjaciółmi” ze Służby Kontrwywiadu Wojskowego, którzy w chwili zlikwidowania prokuratury wojskowej stracą częściowo do ingerencji w wewnętrzne sprawy departamentu gen. Parulskiego.

Ocena wpisu: 
Brak głosów