Podzielony Naród czyli największy grzech Donalda Tuska

Obrazek użytkownika rosemann
Kraj

Myśl przyszła mi do głowy sama z siebie. Zresztą nie dziś ale dość dawno, dawniej nawet niż dzień łódzkiego mordu, który stanowi oczywistą esencję działań czy też zaniechań, o których myślę i chcę napisać. Wiem, że wielu nie zgodzi się z moją klasyfikacją błędów obecnej ekipy widząc dużo poważniejsze powody do tego, by jej dorobek oceniać negatywnie.

Ostatecznym asumptem dla tego tekstu była recenzja filmu „Krzyż” autorstwa Łukasza Warzechy, zatytułowana „Ludzie pod krzyżem”*. Skupia się ona na najbardziej jaskrawym, bez dwóch zdań skrajnym jeśli chodzi o formę ale już nie koniecznie o skalę przykładzie pęknięcia, które nam, obywatelom Polski zafundowano.

Pierwsza wątpliwość, jaka może się pojawić u tych, którzy nie są przekonani rzecz widzieć odymienie ode mnie, to kwestia odpowiedzialności za ten stan, który najbardziej  objawił się, w formie istnej eksplozji, właśnie najbardziej na Krakowskim Przedmieściu, będzie zapewne kwestia winy za ten stan rzeczy.

Wiem, że żyjemy w kraju będącym najdoskonalszą ilustracją znaczenia terminu „absurd” a jednym z elementów tego obrazka jest rzesza krytyków jak najbardziej poważnie obciążających opozycję ( a ściślej jedną z opozycyjnych partii) za wszelkie zaniechania i błędy rządzących. Na zasadzie „nienależytego nadzoru”. Słowem „krakowiaczek nic nie winien, pocałował, bo powinien. Krakowianka temu winna, bo pozwolić nie powinna”. I nie zmienia tej optyki fakt, że rządza nami nie jakieś małolaty z okolic przedszkola i podstawówki, których za rączkę trzeba wszędzie prowadzać tylko ekipa której przewodzi polityk, o którym pan senatora PO, Janusz Sepioł wyraził się: „Co najmniej od czasów Piłsudskiego Polska nie miała przywódcy tak moralnie i intelektualnie górującego nad swoimi wrogami jak Donald Tusk".**

Jeśli poważnie tak właśnie chce się opisywać osobę i przymioty obecnego szefa rządu (a nie mam żadnych powodów by sądzić, że pan Sepioł robi sobie z szefa jaja) to nie można nagle, w zależności od tego, jak to byłoby wygodne, przyjmować, ze ten „drugi Piłsudski” i istny „moralny i intelektualny gigant” jest równocześnie kimś całkowicie nieodpowiedzialnym za swoje słowa i działania. I do tego jeszcze zakładnikiem gości, których on i jego otoczenie uważają za miernoty oraz „moralne i intelektualne zera”. Tu zaznaczam, że takich słów nie słyszałem z ust pana Tuska ani jego ludzi i dopuszczam się nadinterpretacji i skrótu myślowego.

W każdym razie kolejnym eksponatem naszej kolekcji absurdów byłby doskonały, jeśli nie rzec idealny, premier mający zakres władzy, z którym ciężko byłoby porównać władzę któregokolwiek z jego poprzedników, ubezwłasnowolniony przez człowieka, który tej władzy nie ma i to (co chętnie potwierdza komentatorzy)  w żadnym rozumieniu tego określenia. Gdyby poważnie traktować taka optykę naszej sceny politycznej to usadowiony w ten sposób w jej centrum szef mającego poparcie większości legislatywy rządu byłby najoczywistszym elementem dopraszającym się ockhamowskiej brzytwy. Zresztą czasem trudno podważyć słuszność takiego postulatu jeśli zdarzają się sytuacje, w których podstawowym pytaniem, jakie się stawia jest pytanie o to, gdzie jest Premier.

Tedy skoro już wyjaśniłem z jakich powodów nie będę dalej dyskutował nad ustaleniem czemu to szef rządu bardziej odpowiada za stan państwa i obywateli niż ktokolwiek z polityków nie sprawujących władze, przejdę do kwestii bardziej konkretnej odpowiedzialności tego polityka za stan, który dla mnie jego właśnie obciąża najbardziej.

Wiem, że mało kto byłby w stanie z głowy zacytować choćby wyjątki z expose Donalda Tuska. Dla większości byłoby to trudne z racji monstrualności tej wypowiedzi, dla niektórych ze uwagi na włączający się z powodów „zdrowotnych” mechanizm daltoński a dla innych wreszcie przez manifestacyjne a wręcz ostentacyjne nie słuchanie tego, co ma on do powiedzenia. Ale można znaleźć tekst wspomnianej mowy Premiera. Zawiera on fragment, który przytoczę mimo jego obszerności:

„Jesteśmy odpowiedzialni i w związku z tym rozumiemy, że tak jak każdy wielki naród, tak i naród polski zawiera różne wspólnoty. Przekonań, wiary, interesów, wspólnoty etniczne, kulturowe. Tylko w przeciwieństwie do tych, którzy ustąpili miejsca w tych ławach, jesteśmy przekonani, a sądzę, że to przekonanie podziela przygniatająca większość Polaków, jesteśmy przekonani, że zadaniem dobrej władzy jest rozwiązywanie i łagodzenie konfliktów, a nie żywienie się tymi konfliktami. Że głównym zadaniem polityki, a pragniemy przecież właśnie takiej polityki, nowoczesnej, dojrzałej, rozsądnej polityki, jest uzgadnianie ze świadomością różnicy interesów i konfliktów, uzgadnianie w ramach demokracji parlamentarnej i w ramach rządów prawa wspólnych stanowisk. Niech nigdy więcej w Polsce władza z różnic między ludźmi, z różnic między wspólnotami i środowiskami, nie czyni przedmiotu gorącego konfliktu. Różnice mogą dawać pozytywne napięcia, mogą dawać pozytywną, synergię.

Pierwszym zadaniem naszego rządu będzie wyzwolenie pozytywnej energii z Polaków przy całej świadomości różnic między nami, także pozytywnej energii tu na tej sali.”***

Jeśli ktokolwiek spróbuje mi dowodzić, że to „pierwsze zadanie” zostało wykonane, to nie pozostanie mi nic innego jak prośba o wyjaśnienie dziwnego kształtu „pozytywnej energii”, która charakteryzuje relacje między Polakami „przy całej świadomości różnic między nimi”.

Oczywiście można twierdzić, że są teraz sprawy ważniejsze niż to, że „Polak Polakowi wilkiem” ale raz, że za tamte sprawy jakoby „nie da się przypisać winy” naszym rządzącym a przy takim patrzeniu idiotyzmem byłoby przypisywanie jej opozycji. Wszak wzrost cen, kryzys, „Widomy znak”, „Złote żniwa”, rakiety „Patriot” i cała reszta to nie nasza sprawka więc w czym rzecz? I czym się przejmować skoro nie nasza wina, nie nasza sprawka więc i nie my musimy to naprawiać! Przejmowanie się w sytuacji naszej absolutnej niewinności byłoby kolejnym bezsensem nadającym się by go ta ockhamowska brzytwa ciachnęła.

Z tym przypadkiem jednak to nie wyjdzie. To już nie te lata gdy Polakowi strzelającemu do Polaków można było mówić, że do Niemców strzela i on to łykał. Choć po prawdzie teraz, w apogeum konfliktu, też się próbuje. To nasze dzieło i nie przekłada się na nie ani światowy kryzys, ani knowania rewizjonistów znad Łaby ani nic poza tym, co jest tutaj.

I co będzie.

I właśnie ta bezterminowa prognoza opisująca kondycję narodowa to powód, dla którego o rządach obecnego Premiera i jego ekipy nie można powiedzieć nic dobrego.

Bo kryzys minie, świat może przekonany, że jednak nie my byliśmy nazistami ale ta pozycja rozmowy Polaka z Polakiem z perspektywy „wycelowanej lufy” pozostanie. Jako najtrwalszy efekt rządów obecnej władzy. Czy za taki owoc można znaleźć choć słowo pochwały?

Wiem, że usłyszeć mogę (i pewnie usłyszę) szereg uwag sprowadzających się do konkluzji, że di każdej wojny potrzeba dwóch stron. To prawda. Lecz prawdą jest i to, że mało jest wojen, w których te „obie strony” równo obciążała wina za jej wywołanie i skutki. Dla mnie nie ulega wątpliwości to, że w tej konkretnej sytuacji od Państwa uosabianego przez sprawujących władze mam prawo wymagać więcej niż od kogoś innego. Na dobrą sprawę od tego „kogoś innego” nawet nie za bardzo mam podstawy cokolwiek wymagać. Nadto od władzy, która na starcie zapewniła, że jej „pierwszym zadaniem” będzie przezwyciężenie podziałów a robi tak wiele by je pogłębiać, jest nie tylko niekompetentna ale i wiarołomna. O ile tak można to nazwać…

Bitwy o Krakowskie Przedmieście, o Małysza, a i prawdopodobna o Jana Pawła II, stają się, czy tego chcemy czy usilnie staramy się tego unikać, skazą na naszym życiu i poczuciu spokoju. jeśli przez prawie cztery lata rządów pan Tusk nie umiał nam zapewnić spełnienia swej obietnicy to o czym w of gole mówimy? No chyba, że faktycznie ta wojna, w która się tak zaangażował ma się stać wojną secesyjną, w efekcie której, jak ktoś tam postulował, powstaną dwie Polski. A granica będzie barierka na Krakowskim Przedmieściu. tyle, że szybciej niż zdołalibyśmy pomyśleć, i ta linia zostałaby przełamana.

W jednej z tych Polsk potrawa narodową będzie zapewne zaordynowana w dniu pogrzebu Sebastiana Karpiniuka przez ówczesnego prominentnego polityka PO kaczka po Smoleńsku i krwawa Mary.

* http://lukaszwarzecha.salon24.pl/290746,ludzie-pod-krzyzem

** http://www.rp.pl/artykul/632008_Lubu-dubu--szefowi-partii-chwala.html

*** http://www.rp.pl/artykul/71439.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

MAŁYSZ---TUSK!
I to pisze Rosemann! Jeden z najlepszych blogerów III RP!!
Aha! Nie dość,że jeden z najlepszych,to jeszcze ten...który tu
niszczy swoja klawiaturę,dając S24 poziom intelektualny.
I ja to czytam...owszem z zainteresowaniem,popijam espresso i zaczynam powoli otwierac oczy!
Po cholerę studiowałem socjologię?!
Po diabła jednoczesnie studiowałem etnografię?!
Po co dorabiałem podyplomowe we Florencji?!
Rosemann udowadnia mi,że NIE ZNAM SIĘ NA NICZYM!
Daje mi do zrozumienia,abym potargał i spalił dyplom...
O czym Ty drogi Rosemannie piszesz??? Jaki Naród,jacy Polacy,jakie
społeczeństwo?!
PS.Kiedyś pewien cynik stwierdził:Teologia,jest to nauka o czymś,
czego może w cale nia ma...Tak samo Rosemann pisze o czymś,czego
NIE MA!!!
Pozwoliłem sobie wkleić odpowiedź zamieszczoną na S24!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#146732

... zbyt płytko ryjesz.

To bzdura, że istnieje jakiś "poski naród", który liczy 40 mln dusz!

"Naród" to sprawa dynamiczna i nie jest "narodem" ktoś, kto ma wspólnotę absolutnie w dupie, czuje się "europejczykiem" (za ojro), "obywatelem świata", czy (przyszłym) mieszkańcem odnowionego ZSRR.

300 lat temu większość mieszkańców Polski nie była "narodem" - w czym akurat często nie było żadnej ich winy, a raczej wina była po stronie ówczesnych elit - potem przez krótki czas można było rzeczywiście uznać, że prawie każdy, kto mieszka na polskich ziemiach, to polski naród, w mniejszym lub większym stopniu, lepszy czy gorszy...

Ale to odeszło w mrok dziejów, wraz z ostatnimi śladami dziewiętnastowiecznych nacjonalizmów. Teraz, jeśli jest w ogóle takie coś, jak "polski naród", to jest tego z 15% mówiących po polsku i mieszkających na terenach III RP ludzi, plus potencjalnie, w wariancie super-optymistycznym, jeszcze parędziesiąt procent.

Spora część, połowa, albo i wiekszość, polskim narodem nie jest, być nie chce i z pewnością nigdy nie będzie. To swego rodzaju okupanci i/lub piąta kolumna.

To nie jest oczywiście sprawa genetyczna, a już na pewno nie w ścisłym sensie i bez wyjątków, ale wystarczy, że jesty kulturowa i psychologiczna. Tym bardziej, że nie mamy niemal żadnych środków, by walczyć o tych jeszcze potencjalnie do uratowania (dla narodu).

Mówienie o "dzieleniu narodu" wydaje mi się graniem ich gry i w sumie (daruj!) samobójczą naiwnością, jeśli nie wprost głupotą.

Pzdrwm
triarius
-----------------------------------------------------
http://triarius.pl - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#146744

Oczywiście, że jest Naród Polski.
Oczywiście, że jest podzielony.
Oczywiście, że jest podzielony przez tuska a właściwie przez tych dla których ten "geniusz" wg sepioła pracuje.
I oczywiście, że to również my NIEPOPRAWNI MAMY W TYM WZGLĘDZIE COŚ DO ZROBIENIA.
Mówiąc najprościej: mamy do wykonania kolosalną, pozytywistyczną PRACĘ U PODSTAW!
Szczególnie ci z nas, którzy przyznają się do wielu dyplomów.
Bo to min. oni stanowią ELITĘ TEGO NARODU!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#146751

Ci którzy sie przyznają do wielu dyplomów...
I CO Z TEGO!?
Ja wyjechałem do Włoch na uzupełnienie studiów,potem znalazłem
tu pracę,a w 2007 ściągnąłem żone i psa!
Córki...jedna pracuje u Japończyków,druga u Niemców!
Obie po poważnych studiach,jedna po AGH [Japończycy]druga
po AE [u Niemców].
Ja po UJ w spółce pod egidą ONZ!
Tyle o nas...
A dlaczego zlikwidowałem wszystko w III RP?!
BO TO JEST III RP, A NIE POLSKA!!!
Jak będzie Polska Polską,to wrócę...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#146800

Wyobrażasz sobie Twoje słowa w ustach Romualda Traugutta?

Ja nie oczekuję od Ciebie bohaterstwa, bo od nikogo nie wolno oczekiwać bohaterstwa.
Ale jak już temat wygodniejszego życia poruszasz, to mam moralne prawo się do twojej historii odnieść.
Moja żona przez 6 lat, w czasie studiów moich dwóch córek była bezrobotna. Żyliśmy z jednej, mojej, pensji, kształcąc dwie córki (dzięki Bogu stacjonarnie).
W najtrudniejszym okresie nie stać mnie było na kupno "Rzepy", której lektura była mi niezbędna do pracy.
O poziomie zadłużenia nie wspominam.
ALE TO JEST MÓJ KRAJ I MÓJ NARÓD.
A PRAWDZIWĄ POLSKĘ MUSIMY ZROBIĆ SAMI.
Nikt nas, a szczególnie Was - elit - z tego nie zwolni.
I Wasza - elit - odpowiedzialność jest dużo większa jak odpowiedzialność ludzi prostych (w odróżnieniu oczywiście od prostaków).
Jeśli tego nie pojmujecie i zadawalacie się czekaniem aż Wam ktoś tą Waszą Polskę zrobi, to się nie doczekacie!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#146831

kitciwucho; Mysle , ze 10 kwietnia zobaczycie NAROD.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kitciwucho

#146780