"Pragmatycy" kontra niezłomni (1)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Stosunek do kraju  stał się na emigracji przedmiotem zażartych polemik i w konsekwencji jedną z przyczyn podziału na niezłomny Londyn oraz „pragmatyczny” Paryż. 

Zadaniem emigracji – pisał Ryszard Wraga – jest dokonanie tego wszystkiego, co dla przedłużenia idei polskiej państwowości, polskiej suwerenności politycznej, polskiej niezależności duchowej, polskiej myśli politycznej i społecznej – jest potrzebne, a czego dokonać nie będzie mogło społeczeństwo w Kraju”. Funkcją emigracji było więc prowadzenie polityki ”w imieniu” okupowanego kraju, nie mogącego decydować o wyborze formy rządów. Emigracja miała więc niejako wyręczać politycznie kraj, a pełnić zarazem rolę służebną, miała być „oddziałem wydzielonym przez naród do spełnienia zadań specjalnych niemożliwych do wykonania w kraju”.
 
Jan Bielatowicz w dramatycznym artykule oskarżał takich polskich pisarzy, jak: Nałkowska, Gałczyński, Iwaszkiewicz o świadomą współpracę z komunistycznym reżimem. Poprzez pisanie powieści zgodnie z partyjnymi zaleceniami ułatwiali komunistom podporządkowanie społeczeństwa i sprawowanie władzy. Bielatowicz uważał, iż rolą pisarzy było bycie wychowawcami narodu a nie narzędziem w rękach komunistycznych oprawców. Wymienieni przez niego zdrajcy porzucili swój etos, przechodząc na służbę okupanta.
 
Jego krytyka krajowej rzeczywistości uzasadniała rolę emigrantów w kierowaniu polską kulturą i nauką. Autor zdecydowanie twierdził, iż polskie środowiska na Zachodzie stały się jedyną nadzieją na przetrwanie i kontynuację polskiej tradycji. Skoro kraj pogrążył się w „barbarzyństwie ze wschodu” , celem emigracji była misja podtrzymania rozwoju nauki i kultury polskiej oraz stworzenia prawdziwego wzorca dla Polaków w kraju. „Chodzi o to, - dowodził Bielatowicz – by nie przedstawiać się wszystkiemu, co się dzieje w Kraju, lecz przeciwnie oprzeć się szeroko o jego twórczość kulturalną, śledzić pilnie, spokojnie oceniać nawet jej błędy, uwikłania i bezdroża i podnieść tak wysoko światłość na wygnaniu, aby mogło oświecić drogi w Polsce” .
 
W myśl opinii Bielatowicza emigrant miał być człowiekiem odważnym, w pełni świadomym swej decyzji, przygotowanym na ciosy i mający perspektywę ciężkiej i mozolnej pracy dla dobra kraju. „Emigracja to nie ucieczka – wskazywał – ale podjęcie wyzwania do walki, umiejętność przeciwstawiania własnych ideałów i konkretnych osiągnięć tym, które się zwalcza”.
 
W ślad za Bielatowiczem poszli przedstawiciele Związku Pisarzy na Obczyźnie zakazują w 1947 roku  kolportażu pism emigracyjnych w Polsce. „W Polsce opanowanej przez Sowiety – napisano w uchwale – i rządzonej przez władze narzucone z Moskwy nie istnieje wolność myśli i słowa. Ruch wydawniczy jest kierowany lub nadzorowany przez te władze, które popierają to, co im służy, a tępią wszystko inne. (…) Uważając przeto za niegodne z sumieniem narodowym i powołaniem pisarskim ogłaszanie w pismach kierowanych i nadzorowanych przez władze narzucone, utworów swoich, dawnych i nowych”. Postanowienie o dobrowolnej nieobecności w kraju pisarze uważali za wyraz i formę walki, informując zarazem, że „nie zaniedbają żadnego wysiłku”, by być słyszanymi nad Wisłą.
 
Decyzja Związku wzbudziła liczne protesty. Herling-Grudziński wskazywał, iż „pisarze polscy zostali na emigracji, żeby za granicami Polski pisać to, czego w Polsce pisać nie wolno. Właściwy sens ich decyzji jest może w tej chwili dla kraju nieczytelny i mało przejrzysty, ale przyjdzie czas, gdy ukaże się w całej pełni. Już teraz natomiast powinni do kraju pisać to, co jeszcze ciągle pisać w nim wolno. Powinni to uczynić w imię zachowania ostatniej więzi kulturalnej łączącej ich z krajem i dla dobra literatury polskiej, która wyszła z tej wojny tak strasznie okaleczona i zubożona”.
 
Z kolei Stefania Zahorska, broniąc uchwały wskazywała, iż powinnością pisarzy poza Polską było dawanie świadectwa „różnicy między słowem wolnym a słowem kontrolowanym”. Druk w kraju przekreślać miał wobec tego znaczenie owej postawy. Hermina Naglerowa natomiast podkreślała, iż „jesteśmy pisarzami bez czytelników, ale tak trzeba. To nie jest wieczne”.     
 
Andrzej Bobkowski uważał tę decyzję związku pisarzy za pochopną, podjętą z obawy przed zamieszczeniem w artykułach wydawanych w Polsce opinii fałszywych i niezgodnych z misją emigracji, a także pokusą wysokich honorariów w prasie komunistycznej. Równocześnie dowodził, iż większe korzyści przyniosłoby kontrolowanie pism krajowych i piszących w nich członków Związku, a „gdyby sobie ktoś zanadto popuszczał, to wtedy zwrócić mu uwagę”. Sam jednak dezawuował swoją propozycję, twierdząc, iż „kto zechce przejść – przejdzie”.
 
Wbrew zdecydowanej opinii emigracji, iż dyskusja z krajem nie jest potrzebna, był orędownikiem ostrożnej współpracy z krajowymi pisarzami. „Żadnej polemiki z prasą krajową – zastanawiał się w liście do Giedroycia – żadnej chęci dyskusji – jakby w ogóle nie było w Polsce ciekawej prasy krajowej zręcznych argumentów itd. Po cholerę my tu na emigracji mamy wobec tego wolność prasy? W imię jakiej ideologii tu siedzimy? Jakie nadzieje wiążemy z emigracją?”.
 
Odpowiedzi na jego wątpliwości udzielił Tymon Terlecki w artykule „Emigracja i Kraj”, opublikowanym przez „Kulturę” którego istotą było zrozumienie istoty działania emigracji, gdyż „włączając ją do szeregu myśleliśmy o emigracji naszego czasu gotowymi wzorcami, przyjmowaliśmy działanie pewnych automatyzmów. W rzeczywistości sprawa wyglądała odmiennie”. Terlecki opowiadał się za podjęciem współpracy emigracji z krajem, gdyż odcinając się od kraju emigracja niczego by nie zyskała, a wręcz przeciwnie – utraciłaby własną tożsamość.
 
Według autora, emigranci powinni działać praktycznie i racjonalnie, bez zbędnych emocji. Najbardziej niepożądanymi uczuciami były: tragizm i nostalgia. Terlecki wskazywał na podstawowe różnice między Wielka Emigracja z XIX wieku a współczesną jej odmianą. Emigracja powojenna nie wyszła, w przeciwieństwie do pozostałych, bezpośrednio z kraju, ale pozostawała poza nim. Po klęsce wojny polsko-niemieckiej w 1939 roku żołnierze, którzy znaleźli się poza granicami Polski, nie czuli się jeszcze emigrantami. Byli przekonani, że wszędzie mogą walczyć o wolna Polskę. Sytuacja zmieniła się dopiero po zakończeniu II wojny światowej, która uczyniła z nich emigrantów, niemalże bez ich woli, gdyż w okupowanym przez Sowietów kraju zostali uznani za zdrajców. Z tego też powodu emigracja winna szukać możliwości nawiązania kontaktu ze społeczeństwem w kraju, które żądne jest uzyskania prawdziwej wiedzy o świecie.
 
Jest wielce charakterystyczne, iż Terlecki jeszcze w 1946 roku w artykule „Emigracja walki”, opublikowanym na łamach londyńskich „Wiadomości” pojmował emigrację jako swego rodzaju zakon, spoisty „solidarnością wyznawców”, „umiejący patrzeć w przeszłość narodu, ofiarny, broniący wartości idealnych”, walczący o lepszy i „naprawdę polski porządek w ojczyźnie”. „Nie wolno nam ulec przezywanej przez kraj psychozie nowego pozytywizmu. – ostrzegał - Emigracja jest z istoty swej antypozytywistyczną, jest – niech padnie to nadużyte, zszargane i jakże mało ścisłe słowa – romantyczna, idealistyczna. Emigracja sięga poza istniejącą rzeczywistość, aspiruje do rzeczywistości innej. Jest taka – buntownicza i nieprzekupna. Albo jej w ogóle nie ma”.
 
Kwestię tę rozwinął Aleksander Korczyński w artykule „Być albo nie być”, uznając, iż to nie kraj był uzależniony od emigracji, ale emigracja od kraju. Do kraju się tęskniło, kraj walczył, kraj cierpiał – w ten sposób na emigracji powstał swoisty „kompleks Kraju”. Jednocześnie Korczyński podkreślał szybką odbudowę Polski, która była niewątpliwą zasługą Polaków, mimo iż odbywała się pod auspicjami władz komunistycznych. W tej sytuacji społeczeństwo w kraju nie pragnęło nawiązywać za wszelką cenę relacji z emigracją, gdyż żyło własnym życie. Szokujące było, iż autor „Kultury” zupełnie pomijał olbrzymią skalę represji komunistycznych wobec Polaków oraz wszechobecną propagandę komunistycznych mediów. Z ironią opisywał zachowanie większości emigrantów: „A my cóż? A my zasłuchani w echa zeń płynące, chwytający rzeczywisty głos „wielkiego niemowy”, aby li tylko jak głośnik wolnemu światu powtórzyć. Uwikłani beznadziejnie w ten kompleks, omamieni słowem -   legendą, słowem – mitem, nie chcemy uwierzyć w rzeczywistość bolesną, tragiczną, kryjącą w sobie oznaki rozkładu jeżeli nawet nie rysy, grożące zagładą narodowego bytu”.
 
Wydaje się, iż celem tych publikacji „Kultury” było podkreślenie, iż emigracja powinna służyć Polsce nad Wisłą, a nie traktować go z podejrzliwością. Emigracja nie powinna budować nowej Polski nad Tamizą lub Sekwaną, a jedynie stworzyć jej namiastkę, w celu utrzymania ciągłości tradycji i kultury oraz walki ze niewoleniem w ojczyźnie. Stawiano też pytanie – co było celem nadrzędnym – działalność emigracji dla istnienia emigracji, czy też praca emigracji nade wszystko dla kraju? Jeśli emigracja miała stać się głosem Polaków w wolnym świecie, musiała doskonale orientować się w rzeczywistej sytuacji społecznej i politycznej kraju.  
 
             Z drugiej strony znaczna część emigracyjnej inteligencji przyjęła postawę określaną mianem niezłomności lub nieprzejednania. Jej fundament stanowił zespół czynników, wśród których dominującą rolę odgrywała zdecydowana negacja powojennego kształtu Polski, a antykomunizm oraz tradycjonalizm i afirmacja wartości patriotycznych, katolicyzm i determinacja w obronie narodowej tożsamości. Wszystkie najważniejsze komponenty niezłomności zarówno polityczne, jak i te natury moralnej, były wywodzone ze sposobu postrzegania i oceny nieodległej przeszłości identyfikowanej z pełną i bezwzględną niepodległością Polski.
 
Cdn.
 
 
 
 
 
 
Brak głosów