Konna dyplomacja (1)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Józef Beck uważał się za „jedynego autoryzowanego interpretatora i wykonawcę woli Marszałka” w sprawach polityki zagranicznej.

Dopóki jednak żył Komendant, Beck (pułkownik artylerii konnej) był jedynie sprawnym wykonawcą jego poleceń na arenie dyplomatycznej. Tak było m.in. w sprawie polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy z 26 stycznia 1934 roku.
Śmierć Marszałka Piłsudskiego stanowiła dla Becka tragedię osobistą, który żywił w stosunku do niego uczucia prawdziwie synowskie. Jednocześnie odejście Komendanta sprawiło, iż Beck stał się samodzielnym kierownikiem polskiej dyplomacji, i jako taki wziął na siebie pełną odpowiedzialność za decyzje podejmowane w pałacu Bruhla. Minister miał całkowitą świadomość wagi swoich decyzji, a w rozmowie ze swoim sekretarzem Pawłem Starzewskim powiedział: „nie obawiam się odpowiedzialności, ale w ciężkich chwilach, gdy trzeba podejmować decyzje, za które może potem płacić państwo i cały naród, męczę się nieraz po nocach aby odgadnąć, jak w danym wypadku byłby postąpił Marszałek”.
Nadrzędną zasadą polskiej dyplomacji miała być wypracowana przez Piłsudskiego koncepcja polityki równowagi, pomiędzy Niemcami a Związkiem Sowieckim. Całkowite podporządkowanie się tej koncepcji ograniczało jednak pole manewru ministra i utrudniało podejmowanie nowych inicjatyw. Z jednej strony Trzecia Rzesza pragnęła skłonić Warszawę do ściślejszej współpracy wymierzonej bezpośrednio w Moskwę, z drugiej Kreml dążył do przeciągnięcia Polski na swoją stronę, aby tym samym utrącić polsko-niemieckie „ocieplenie” oraz skłonić Berlin do powrotu polityki z doby Rapallo.
Po wkroczeniu w marcu 1936 roku Wehrmachtu do Nadrenii, Beck zapewnił francuskiego ambasadora, iż „gdyby powstało starcie w warunkach odpowiadających duchowi aliansu – Polska bez wahania spełni swój obowiązek sojuszniczy”. Gdy przekonał się, iż Paryż nie podejmie żadnych kroków antyniemieckich, zezwolił na ukazanie się w prasie komunikatu, w którym remilitaryzację Nadrenii przedstawiono w tonie bliskim argumentacji Berlina. W ten sposób utwierdził Francję w przekonaniu o prymacie aliansu polsko-francuskiego, jednocześnie dał do zrozumienia, iż dalsza jej bierność mogła skłonić Warszawę do zbliżenia z Berlinem.
Metoda „kija i marchewki” okazała się skuteczna – stosunki polsko-francuskie uległy pogłębieniu, czego najlepszym dowodem było podpisanie w październiku 1936 roku umowy w Rambouillet, na mocy której Paryż zobowiązał się udzielić II RP znacznej pożyczki na dozbrojenie armii. Zdaniem ambasadora Alfreda Wysockiego działania polskiego szefa dyplomacji sprawiły, iż Francja przestała postrzegać Warszawę jako satelitę Niemiec, choć nie zmieniło to wrogiego stosunku Quai d”Qrsay do Becka, oskarżanego nad Sekwaną o brak ostrego sprzeciwu wobec akcji Hitlera. Trudno o lepszy przykład francuskiej obłudy – Paryż nie uczynił nic aby powstrzymać Hitlera, a za swoje błędy obwinił polskiego ministra.
Zdaniem endeckiego „Warszawskiego Dziennika Narodowego” remilitaryzacja Nadrenii dowodziła bankructwa polityki Francji, opartej na Lidze Narodów oraz kolejnych projektach bezpieczeństwa zbiorowego, żyjącej „złudzeniami, wiarą w mity genewskie i locarneńskie”. Publicyści gazety namawiali polski MSZ, aby prowadził twardą, realistyczną politykę, konieczną w sytuacji sąsiadowania z dwoma wrogimi państwami.
Z kolei socjalistyczny „Robotnik” wskazywał , iż zajęcie Nadrenii utrudniło udzielenie przez Paryż ewentualnej pomocy Warszawie i w konsekwencji osłabiło sojusz polsko-francuskie. Jednocześnie krytykowano dobre samopoczucie Becka, przekonanego, iż deklaracja o nieagresji z 1934 roku skutecznie chroni Rzeczpospolitą przed niemieckimi zakusami. Słusznie przypominano, iż Hitler łamał umowy z państwami silniejszymi niż Polska, nie obawiając się ryzyka wojny. W podobnym duchu utrzymane były komentarze ludowego „Zielonego Sztandaru”, obawiające się osłabienia sojuszu polsko-francuskiego, stanowiącego klucz do obrony Rzeczpospolitej.
Na początku 1938 roku szef polskiej dyplomacji nie widział oznak pogorszenia się pozycji II RP w Europie. Coraz mocniejsze naciski Hitlera na Wiedeń, nie wywoływały żadnego niepokoju na Wierzbowej. Beck doskonale pamiętał opinię Piłsudskiego z 1921 roku, wedle której „są dwa państwa w Europie, które nie mają szansy utrzymania się, to jest Austria i Czechosłowacja”. Wiedeń nie odgrywał żadnej roli w jego polityce, a skierowanie kierunku niemieckiego naporu na południe było – jego zdaniem – wręcz korzystne dla Rzeczpospolitej. Zdaniem szefa polskiej dyplomacji nie należało reagować na Anschluss ostrzej, niż to czynili przedstawiciele zachodnich mocarstw. Paryż namawiał Warszawę do zdecydowanych kroków, sam nie zamierzając w żadnym wypadku bronić suwerenności Austrii.
W tej sytuacji Beck, mając na uwadze cel nadrzędny – jakim było zachowanie dobrych relacji z Berlinem, uczynił wszystko, aby w żaden sposób nie okazać dezaprobaty Warszawy wobec posunięć Hitlera.
Piłsudczykowska „Gazeta Polska” nie dostrzegała w austriackich zajściach zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski. Zupełnie inaczej oceniały to opozycyjne gazety. „Zielony Sztandar” zauważał, iż zajęcie Austrii oznaczało zamknięcie dla Polski jednej z dróg łączących ją z Zachodem. "Robotnik” podkreślał wzrost zagrożenia dla polskich granic i przestrzegał przed kolejnymi agresywnymi krokami Niemiec, których ofiarami miał być Czechosłowacja oraz inne państwa posiadające znaczącą mniejszość niemiecką. Wzmożenie czujności nakazywał pałacowi Bruhla także „Warszawski Dziennik Narodowy”, sugerując jednocześnie, aby Polska wykorzystała Anschluss do wzmocnienia swej międzynarodowej pozycji poprzez uzależnienie od siebie państwa litewskiego.
W tych warunkach zmuszenie przez Warszawę Kowna do nawiązania stosunków dyplomatycznych spotkało się z poparciem większości polskich środowisk opiniodawczych, szczególnie, iż polska nota była ostra w formie, ale łagodna w treści. Chodziło przecież o ukochaną przez Marszałka Piłsudskiego Litwę (notabene Beck celowo przesunął o kilkanaście godzin termin ultimatum, tak aby upływał on 19 marca – w dniu imienin Komendanta).
Bogusław Miedziński na łamach „Gazety Polskiej” komplementował Pułkownika za łagodność potraktowaniu Litwy, która dobrze rokowała na przyszłość. Podobnie ocenili politykę Becka dziennikarze „Robotnika” oraz „Zielonego Sztandaru. Natomiast publicyści „Warszawskiego Dziennika Narodowego” domagali się wręcz podporządkowania Kowna Warszawie, poprzez nawiązanie bliskiej współpracy wojskowej, udostępnienie polskiej flocie wojennej baz w Pałądze lub Kłajpedzie, powiązanie obu systemów gospodarczych oraz poszanowania praw polskiej mniejszości na Litwie.
Ta zgodna ocena posunięć Becka miała się jednak szybko skończyć. Wkrótce po zagarnięciu Austrii Hitler skierował swoją uwagę ku Czechosłowacji, żądając od niej znaczących ustępstw w Sudetach.
Rozgrywający się dramat republiki czechosłowackiej nie budził na Wierzbowej silniejszych emocji. Warszawa od wielu lat miała pretensje do Pragi o udzielanie gościny polskim komunistom oraz wspieranie irredenty ukraińskiej.
Cdn.
 

Ed. SG img. 12:20

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie będzie także z tego tytułu podzięki
Takich podstaw powinni uczyć polityków w Uniwersytetach
A nie co pijać przy jakichkolwiek kotletach
Gra w szachy winna być grą priorytetową
By myślenia nie zastępowano zwykłą wodą sodową
Bóg , Honor to dla wielu były zbytki
Dlatego faszyści poszerzyli swoje tereny zdobywając zabytki
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#349604

"Gra w szachy winna być grą priorytetową"

Otóż to. Dodałbym jeszcze brydża (w wydaniu sportowym, oczywiście)

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#349732