Dowódca Marynarki Wojennej RP (2)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Kontradmirał Jerzy Świrski odpowiedzialny był za przygotowanie polskiej flory wojennej do wojny. 

Szef Kierownictwa Marynarki Wojennej dużą wagę przywiązywał do przygotowania wybrzeża do obrony w wypadku wojny. W kolejnych dezyderatach budżetowych MW nalegał na „budowę umocnionej bazy morskiej zdolnej zapewnić akcję czynną floty na przeciąg czasu, określony wymaganiami operacyjnymi Sztabu Generalnego”. Ta baza, urządzona na Helu, miała być broniona przez batalion piechoty, artylerię przeciwlotniczą i ciężką oraz lotnictwo morskie. Półwysep helski odpowiednio przygotowany mógł pełnić rolę nie tylko bazy dla floty, ale również dzięki korzystnemu usytuowaniu geograficznemu zapewnić kontrolę nad Zatoką Gdańską.
 
Działania Świrskiego w tym zakresie przyniosły skutek – w budżecie MSWojsk. zarezerwowano środki finansowe na zakup kilku ciężkich dział kal. 300, 12 dział kal. 203 oraz 8 dział artylerii pplot. 100 mm oraz szeregu mniejszych kalibrów. Nie wszystkie te inwestycje ze względu na koszty zostały wykonane. Udało się jednak umieścić na Helu baterię 4 dział kal. 152,4 mm szwedzkiej firmy Bofors, która mogła skutecznie zwalczać okręty uzbrojone w artylerię do 200 mm, mając w swoim zasięgu Zatokę Pucką oraz obszar w pobliżu Gdańska. Działa te wraz z 4 działami kal. 105 mm oraz 2 działami kal. 100 mm oraz plutonem karabinów maszynowych weszły w skład Dywizjonu Artylerii Nadbrzeżnej. Ustawiono także na Kępie Oksywskiej baterię artylerii nadbrzeżnej kal. 100 mm, a wokół Gdyni cztery baterie artylerii przeciwlotniczej kal. 75 mm.
 
Dużą wagę przywiązywał także do organizacji i poziomu kształcenia oficerów w Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu. Kandydatom do szkoły stawiano bardzo wysokie wymagania, dzięki czemu do marynarki trafiali kandydaci o wysokim poziomie, mogący godnie reprezentować stan oficerski. W celu podniesienie poziomu wyszkolenia wysyłano oficerów na kursy taktyczne do Francji. W połowie lat 30. utworzono własny kurs taktyczny, który w projekcie miał być równorzędny z Wyższą Szkołą Wojenną.
 
Po przybyciu zakupionych okrętów podwodnych („Wilk”, „Ryś”, Żbik”) zgrupowane je w Dywizjon Łodzi Podwodnych, a dwa posiadane kontrtorpedowce („Wicher” i „Burza”) w Dywizjon Kontrtorpedowców. Jednocześnie na mocy dekretu prezydenta RP z 1 stycznia 1931 roku Jerzy Świrski został kontradmirałem.
 
Na początku lat 30. marszałek Piłsudski zrewidował swoje poglądy na rozwój polskiej marynarki wojennej. Na ewolucję jego stanowiska mogła mieć wpływ podróż morska na ORP „Wicher” z Madery do Gdyni w marcu 1931 roku. Innym ważnym wydarzeniem była interwencja „Wichra” w porcie gdańskim w maju 1932 roku, podczas wizyty okrętów brytyjskich, która wpłynęła na złagodzenie antypolskiej polityki senatu Wolnego Miasta Gdańska. Marszałek Piłsudski przekonał się, że polska flota może wywierać znaczący wpływ na pozycję Polski nad Bałtykiem.
 
W tej sytuacji opinia Admirała, iż drogi morskie mogły być bronione tylko bez flotę wojenną, a „bez tej obrony Polska w razie wojny będzie narażona na wielkie trudności, gdyż nic nie zostanie przywiezione morzem, a zasilenie przez drogi lądowe będzie b. niedostateczne. Flota wojenna jest więc asekuracją przeciwko temu odcięciu od świata i głównie z tego punktu widzenia trzeba na nią patrzeć” zyskała poparcie Piłsudskiego. Utworzono Fundusz Obrony Morskiej, który zbierał fundusze na budowę okrętów pod hasłem: „Rozbudowa polskiej floty wojennej jest najlepszą rękojmią rozwoju mocarstwowego państwa i kwitnącej pomyślności narodu”. Równocześnie szef KMW otrzymał zgodę na rozpoczęcie przygotowań do zakupu kolejnych jednostek.
 
Admirał był zwolennikiem rozbudowy własnego przemysłu okrętowego, stąd w 1933 roku podpisał z Państwowymi Zakładami Inżynierskimi umowę na budowę czterech trałowców. W umowie zawarto postanowienie, że dwa trałowce wybuduje Stocznia Modlińska, jeden Warsztaty Portowe Marynarki Wojennej, a jeden inna stocznia krajowa. Powodzenie tego eksperymentu sprawiło, iż w 1937 roku zlecono warsztatom Portowym Marynarki Wojennej budowę kolejnych dwóch trałowców.
Równocześnie przy podpisywaniu umów z obcymi stoczniami stawiano warunek, aby część wyposażenia okrętów pochodziła od firm polskich. I tak dla budowanego we Francji stawiacza min „Gryf” polski przemysł dostarczył 6,6% materiałów, a dla okrętów podwodnych  budowanych w Holandii udział ten wyniósł ponad 12% .
 
W 1934 roku Admirał podpisał z Francuzami umowę na budowę stawiacza min „Gryf”, który był największym okrętem (wyporność ponad 2,2 tysiąca ton) naszej floty. Jednostka była jednak nieudana pod wieloma względami – pomieszano w niej cechy wielu typów jednostek, że nie pasowała do żadnej klasy. W następnym roku podpisano umowę na budowę w Wielkiej Brytanii  dwóch kontrtorpedowców (ORP „Grom” i „Błyskawica”), a w 1936 z Holendrami dwóch okrętów podwodnych (ORP „Orzeł” i „Sep”). Gdy w wyniki nacisków niemieckich Holendrzy opóźnili budowę „Sępa”, Świrski podjął decyzję o wcześniejszym przejęciu okrętu, który został  w kwietniu 1939 roku – mimo protestów przedstawicieli stoczni – „opanowany” przez polską załogę podczas prób zanurzania i skierowany do kraju, pod osłoną ORP „Burzy”.
 
W ramach sześcioletniego programu rozbudowy armii na lata 1936-1942 dla marynarki wojennej przewidziano budowę dalszych dwóch kontrtorpedowców, trzech okrętów podwodnych oraz serii ścigaczy. W efekcie w końcu 1938 roku podpisano ze stocznią Augustin Normand umowę na budowę dwóch okrętów podwodnych, a w maju 1939 roku z Warsztatami Portowymi Marynarki Wojennej na budowę dwóch niszczycieli. Wybuch wojny przerwał realizację obu przedsięwzięć.
    
Admirałowi udało się także przeforsować uznanie Helu z przyległymi wodami za rejon umocniony, a Dowództwo Odcinka Wybrzeża Morskiego Hel przekształcono w Dowództwo Rejonu Umocnionego Hel. W Kierownictwie Marynarki Wojennej zdawano sobie sprawę z istotnych braków artylerii ciężkiej, mogącej prowadzić walkę z największymi jednostkami wroga. Marynarka nie posiadała prawie w ogóle samolotów i dopiero w 1938 roku podpisano umowę z Włochami na dostawę 6 wodnosamolotów torpedowo-bombowych typu Cant, spośród których do sierpnia 1939 roku do kraju dotarł jedynie jeden i to bez uzbrojenia. „Uzbroiliśmy Hel – wspominał po latach – jak mogliśmy, od strony morza i w artylerię plot., przygotowaliśmy umocnienia polowe dla naszej piechoty od strony lądu, by lepiej broniła dostępu na Hel. Może jeszcze rok i wszystko, na co nas było stać byłoby gotowe”.
 
Wobec narastania zagrożenia ze strony Niemiec perspektywy dla polskiej floty były bardzo niekorzystne. „ W razie wojny z Niemcami – wspominał Admirał – tylko podwodne okręty, zawsze gotowe do wojny i posiadające zawsze pełne zapasy wszystkiego, mogące działać przez dłuższy czas, a potem udać się do sojuszniczych, a jeżeli to niemożliwe, to neutralnych portów. Główne ich zadanie – utrudnianie komunikacji pomiędzy Niemcami a Prusami Wschodnimi. Kontrtorpedowce mogą działać tylko przez kilka dni. Postawienie min na drogach nieprzyjaciela i na podejściach do Helu i Gdańska. (…) A więc, podwodne okręty i miny”.
 
Jedynym wyjściem z opresji było uzyskanie pomocy Francji i Wielkiej Brytanii, jednak w trakcie poufnych rozmów prowadzonych przez Admirała na przełomie 1938/1939 roku , Brytyjczycy jednoznacznie stwierdzili, iż nie przewidują wysłania swych okrętów na Bałtyk. Ich decyzji nie zmieniło udzielenie Polsce gwarancji w marcu 1939 roku. Podobne stanowisko reprezentowała Francja.
 
W tej sytuacji, wobec słabości własnej floty i niemożliwości podjęcia równorzędnej walki z marynarką niemiecką, Świrski doszedł do wniosku, ze pragnąc ocalić najbardziej wartościową część floty należy ją wysłać na zachód. Początkowo tej koncepcji zdecydowanie przeciwstawiał się marszałek Rydz-Śmigły, podkreślając, że jednostki zbudowane tak dużym kosztem winny wziąć czynny udział w obronie państwa, nawet gdyby miały ulec zniszczeniu. W odpowiedzi Admirał wskazywał, iż kontrtorpedowce zakupione do wojny z Sowietami, a nie z Niemcami, bez oparcia o silną bazę skazane są na zagładę. Wysłanie ich natomiast poza Bałtyk do działań u boku zachodnich aliantów pozwoli im na udział w konwojowaniu do portów rumuńskich statków z materiałami wojennymi dla Polski. Ostatecznie Rydz-Śmigły zgodził się na wysłanie 3 jednostek do Wielkiej Brytanii, przy pozostawieniu „Wichra” do ewentualnej akcji przeciwko Gdańskowi. Podczas majowych rozmów z Brytyjczykami uzgodniono szczegóły tej operacji o kryptonimie „Peking”. Anglicy byli zadowoleni, że ich flota zostanie zasilona przez trzy nowoczesne polskie jednostki.
 
Okręty („Burza”, „Błyskawica” „Grom”) wysłano do Anglii 30 sierpnia, pod komendą kmdr por. Romana Stankiewicza, dokąd dotarły 1 września 1939 roku. Równocześnie podjęto decyzję o wysłaniu na zachód wszystkich statków handlowych – oprócz pozostających do dyspozycji Morskiej Obrony Wybrzeża.
 
Wytyczne dla pozostałych okrętów obejmowały zapobieganie morskim połączeniom Prus Wschodnich z Rzeszą oraz zwalczanie okrętów wroga. Dla dywizjonu okrętów podwodnych opracowano plan „Worek”, przewidujący atakowanie transportów morskich wroga zmierzających do polskiego wybrzeża. W ramach planu „Rurka” zamierzano położyć („Gryf”, „Wicher” oraz zespół minowców) zagrody minowe na wodach Zatoki Gdańskiej.
 
Kierownictwo Polskiej Marynarki Wojennej przygotowując plany rozbudowy floty brało pod uwagę przede wszystkim wojnę z Sowietami. Wielkość i rodzaj zbudowanych okrętów wynikała z konieczności utrzymania własnych linii komunikacyjnych oraz podjęcia walki z sowiecka Flotą Bałtycką, której przewaga liczebna mogła zostać zniwelowana. Na korzyść Polski przemawiała duża odległość (ponad 500 mil) pomiędzy bazami czerwonej floty a obszarem planowanych działań bojowych. Aby przedostać się na Bałtyk i zagrozić polskim liniom komunikacyjnym, sowieckie okręty musiały przepłynąć przez wąską, długą i płytką Zatokę Fińską – akwen wprost stworzony dla wojny minowej.  Polskie plany przewidywały postawienie min u wybrzeży sowieckich (na podejściach do Kronsztadu) przez stawiacze min, spośród których 3 („Rys”, „Żbik”, „Wilk”) były okrętami podwodnymi. Do tych działań minowych przewidywano użyć także kontrtorpedowców oraz „Gryfa”. Polskie okręty podwodne miały natomiast niszczyć sowieckie okręty i statki zmierzające ku polskiemu wybrzeżu. Ostatnią linią obrony miały stanowić polskie kontrtorpedowce, uzbrojone w torpedy, aby były zagrożeniem także dla krążowników sowieckich..
 
Prawdopodobieństwo konfliktu z Niemcami zwiększyło się dopiero w 1938 roku, gdy bardzo trudno było zmienić kierunek rozwoju floty. Niewątpliwie zbyt późno podjęto wysiłki, aby wyposażyć flotę w ścigacze torpedowe (stosowną umowę podpisano dopiero w styczniu 1939 roku).
 
Cdn.
 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

przygotowania wojenne, od czasu odzyskania niepodległości, były prowadzone z myślą o wojnie z Sowietami. Słusznie. I ten jeden rok po zmianie polityki nie mógł już wiele zmienić w sytuacji.

Czekam na ciąg dalszy.

Pozdrawiam

Cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#377993

Też tak uważam.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#378000

Także każdego wroga dookoła siebie zawsze widziała
Niestety niektórzy także obecnie o tym zapominają
A dla wrogów jakąś otwartą furtkę zostawiają
Ważne że zrobiono wyjątki przy nowych zamówieniach
Niestety obecni nie żyją na tych wspomnieniach
Oddają wszystko dla wrogów w imię idei?
Czy dlatego, że pochodzą ze zdradzieckich kniei?
Ciemność widzę dla Ojczyzny , z jednym wyjątkiem
Wrogowie się pożrą , a my zostaniemy niewiniątkiem
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#378064

W II RP starano się przygotować kraj do wojny, a teraz robi się wszystko aby jak najszybciej i jak najdokładniej wykonać wszystkie rozkazy wrogów.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Godziemba

#378111